lipiec.

boli mnie gardło. ———————————————————————————————————– komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl

codzienne radości.

czerpać ze wszystkiego. to ‚tylko’ i ‚aż’ tyle. mogłoby mnie nie być wcale, a przecież jestem. i jestem bardzo. więc nie hamletyzować i nie oglądać za siebie. znajdować w sobie miejsce tylko na to, co naprawdę warte tej przestrzeni. a do listy życiodajnych banałów dopisać nową płytę nosowskiej krzywego kotka …

sobota na wsi.

w ogrodzie moich rodziców. patrzę w chmury i wiem, że tam jesteś. dzwonki dzwonią, zwołując ptaki. „szfak, nie pamiętam, gdzie wcisnąłem te chrupki…” każda dziewczyna ma swojego dżejmsa bonda :* jaki dżejms, taka spluwa :* po deszczu – zlizywanie tarasu zlizywaczem do tarasu. na plantacji szczypiorku. w grocie króla gór. …

sorry.

            ———————————————————————————————————– komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl                      

ostatni spalony most.

dawno temu przez dzieląca nas rzekę przerzuciłam drewnianą belkę. i cofnęłam ją. potem przerzuciłam gałązkę jabłoni. i cofnęłam ją. ostatnio zabrałam nawet źdźbło trawy. jeśli dotąd nie zrozumiałaś mojej obecności, może teraz zrozumiesz moją nieobecność.      

nie osunąć się tylko.

jutro kolejny dzień mierzenia się z tym wszystkim. znów będziemy przedzierać sie przez upał, łzy i usilne próby tłumaczenia sobie nawzajem, że tak właśnie miało być, że nic nie dało się zrobić, że przyszedł ten czas, a kolejne dni i tygodnie byłyby jedynie pasmem Jej niewysłowionego cierpienia. stąpamy teraz wąskimi …