leeeet theee suuuunshiiiineeeeee! let the sunshine in!

wygląda na to, że społeczeństwo, a przynajmniej ta jego zła i plugawa część, do której mam czelność i przyjemność należeć po wyborach oszalała ze szczęścia. zaczęło się w poniedziałek, od samego rana – wchodzą do redakcji, od progu drąc radośnie ryje. ćwiczą ciosy karate na korytarzu. wespół z dyrekcją niechcący …

wybory

słoik czarnych oliwek słoik suszonych pomidorów człowiek zaznaczony krzyżykiem fun for me. apdejt: nie ma większej przyjemności niż stanąć nad cudzą kartą do głosowania i dyskretnie wskazywać palcem nazwiska ;P komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl

i co? i pożar.

to bardzo powoli się zaczynało. najpierw mnóstwo blasków, zapachów, drobnych świateł. teraz płonie. poważnie. ogień stawia swoje stopy ostrożnie. ja to sobie tańczę.. siedząc przed lustrem, nieruchoma, z zamkniętymi oczami. tańczę to sobie. ja to sobie tańczę. wyjąc bezgłośnie, postępując tuż za ogniem. powoli. powoli. powoli. tańczę to sobie. [m.świetlicki, pogo] …

frajdej najt w fabryce ćciny szugarovej

  zaczęło się gorzej niż źle. gdyż albowiem. w godzinach poźnopopołudniowowieczornych siedziałam jeszcze w pracy, zgłębiając naturę mej rozwijającej się depresji, badając ją z pasją – tak jak językiem bada się rosnący gdzieś z tyłu ząb. dobra, koniec metafor – wesoło mi kurva raczej nie było. więc zasadniczo nie ucieszyłam …

droga redakcjo, ratuj.

związałam sobie rączki jak do modlitwy i nadal nie mogę zasnąć. słucham cocorosie i zasadniczo chce mi się płakać. klepię zamówione teksty, a wordowy asystent w kształcie spinacza patrzy na mnie wymownie i wzdycha z politowaniem. komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl

falowanie i spadanie.

rankiem horyzont mi nieco blednie i euforia osiada na okolicznych sprzętach. mogę ją z nich ścierać palcem. nic nie jest już takie oczywiste jak poprzedniego wieczora, nic się we mnie nie błyszczy i nic we mnie nie iskrzy. ale spokojnie, pokręcę korbką, pomacham wajchą i moja emocjonalna drezyna wtoczy się …

blame it on the boogie

chyba sobie wczoraj na parkiecie jakiś nerw poraziłam czy coś, bo mi jakoś tak nóżki skaczą i rączki się bujają – i cholera przestać nijak nie chcą. siedzę nad tłumaczeniem i podskakuję odśrodkowo. tańczę w drodze pomiędzy komputerem a pralką i z powrotem, przeskakując z gracją ponad pleniącym się na …

awers i rewers. you never know.

do domu wróciłam w deszczu i mokrych skarpetkach – jakże mi niewiele trzeba do stanu maksymalnego podkurwienia. oraz jakże mi niewiele trzeba do stanu maksymalnego zachwytu – wrocławski „król roger” trelińskiego na tvp kultura zapiera dech tak samo jak ten warszawski sprzed 7 lat. [roger warszawski] całość psują tylko ciasne …

złota polska rozmokła.

  I. siedzi na sofie i wpatrzona w bezkres szarego nieba śpiewa: „jesień… jesień…” na melodię, która jeszcze nie powstała. czyli że się zaczęło. na dobre.       komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl