iście ogniście.

Fen rozpaliła ognisko siłą woli… i niezwłocznie przystąpiła do generowania idealnej meta-kieubaski praktyczne zastosowanie systemu zarządzania jakością ISO 9001 płonie. szumią knieje. i takie tam. ziemniaki dochodzą. Bianushca poważnie rozważa ugaszenie ogniska piwem pszenicznym. bo ją razi w oczy. matka boska piesza i asynchroniczna – patronka powrotów nocnymi autobusami

little earthquakes

odebrałam odruchowo, nie rozpoznając numeru. twój głos w słuchawce. doprawdy nie wiem, po co. gratuluję szczęścia. dziękuję, ja też mam się całkiem nieźle. przyzwyczaiłam się już do końców świata. zresztą to kwestia podejścia do tematu – przecież trzęsienie ziemi to w sumie niezły pretekst do remontu mieszkania, prawda? myślałam, że …

czwartek. późne popołudnie – wczesny wieczór – prawie noc.

siedzę na fotelu z nogami w górze, piję zimne piwo i myślę. zaraz znów się osunę w smutek. ale Bubu ekspresowo kopnie mnie mentalnie w głowę i przywróci światu. na huśtawce pod kinoteką. za naszymi plecami na nadmuchiwanym ekranie leci film moralnego niepokoju o bojownikach z tanzanii. – to co, …

maupio.

każda szanująca się prawie-trzydziestolatka przed pójściem do redakcji na popołudniowy dyżur – powinna: spaść z plastikowego konika na biegunach i wytarzać się w trawie… dać się zamknąć w pomidorze… pobujać się małpio na drabinkach… rozkrzyżować się pokornie na pajęczej sieci… oraz z piskiem zjechać ze zjeżdżalni. a potem już może …

wtorek. most poniatowskiego.

bubofonowa cik cik niesmiało wygląda zza drzewa. prawda, że śliczna z niej dziefczynka? ;) stoimy na moście. trzymamy się barierki, żeby nie zwiał nas wiatr. świetlista bryza od morza po mazowsze. słońce i wiatr prosto w twarz. dzisiaj lubie to miasto. dzisiaj lubię wszystko. bezludna wyspa na wiśle. na kocyku …

wtorek. park skaryszewski.

piękne okoliczności przyrody. zazie całuje swój obiektyw? :> nie. chucha nań. a nastepnie poleruje szmateczką. gdyż jest zasyfiony. a następnie pstryka fotki chmurkom. potem chwyta za chleb i biegnie rzucać nim w kaczki. – o, płyną! skurczybyki jedne! – o_o, chyba trafiłam na jakiś skarb! – chodź tu chlebie, to …

mizerykordia.

kiedy dopada mnie jeden z tych momentów, w których znowu nie mogę pojąć, uwierzyć i pogodzić się z tym wszystkim; kiedy znów ta cała magma przestaje się we mnie mieścić i szuka ujścia przez oczy i usta; kiedy zęby zaciskam mocniej niż pięści i powieki – wtedy kulę się w …

menisk wypukły, czyli – lej z górką i nie chlap po stole

lipiec zapowiada się mocno fabularnie. dostałam kolejne zlecenie na 200-stronicowe „dzieło”. znów więc będę wymyślać najbardziej niepoczytalne historie o niespełna rozumu bohaterach z mgły i galarety. obym tylko – jak to mam zazwyczaj w zwyczaju – nie wczuła się za mocno, doprowadzając samą siebie do stanu ostrej niewydolności mentalnej, kiedy …

zoologia fantastyczna

obudziła mnie burza i szum deszczu. zdążyłam tylko pomyśleć, że jest naprawdę pięknie i znów zapadłam w sen. rano przed blokiem pachniało zielonym parkiem. chyba chciałabym iść do zoo, choć wiem, że i tak nie będzie mi się podobać. siedzę w pracy i piję drugą kawę. gapię się w przestrzeń …