jedziemy po zioło pooo-ziooo-mooo….

jestem mistrzynią w ususzaniu żywych ziół w sadzonkach i zduszaniu ich wzarodku. ambitne plany organiczno-wegetatywnego klonowania tychże regularnie spełzają na niczym, bo ilekroć je zakupię w formie zalążkowej i w końcu dojrzeję wewnętrznie do uroczystego ustanowienia hodowli doniczkowej, one już wyciągają kopyta. a raczej odnóżki. na tej podstawie wysnułam nawet …

cześć, pięść.

nie wiedzieć czemu przypomniał mi się czerwiec roku 1994. koniec pierwszej klasy liceum. całonocne pisanie zaległych wypracowań z polskiego. jakieś ckliwe piosenki turnaua. filiżanki kawy, które nocą stawiałam przed sobą jak totemy, nie tknąwszy ich nawet czubkiem ust z obawy przed natychmiastowym zejściem na atak serca. wystarczył sam zapach i …

deszczowo

2010-05-30 słoneczny pan dziobak na deszczowe popołudnie. w garnku na kuchence dochodzi 10 litrów tajskiej zupy.         komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl    

powerplay na dziś:

zawsze lubiłam covery. ale ten jest po prostu genialny. inicjatywa młodzieży cieszy. rok 1988. mam wtedy 10 lat. i teraz uwaga, narracja: w wieku lat 32 można tego słuchać z opuszczoną głową, od czasu do czasu zerkając spode łba, zza postawionego kołnierza. w taki szary dzień jak dzisiaj, stanąć sobie …

Cộng hòa xã hội chủ nghĩa Việt Nam

2010-05-23 niedzielny obiad w delcie rzeki czerwonej kiedy Quentin je, budzą się demony. słońce gaśnie, niebo zasnuwa się chmurami, a na ziemię spada kwaśny żrący deszcz… kolory bledną, cichnie gwar. ludzie w popłochu udziekają do swych norek, bud i dziupli. zewsząd słychać tylko jęk przerażenia… tymczasem Quentin je. nic go …

uroburo, czyli siusiu w torcik

2010-05-22 tratwa, którą płynęłyśmy przez wezbraną ciemną noc, osiadła na praskiej mieliźnie. trafiłyśmy w sam środek uroburo: od progu zaatakował nas rezydent stołecznych salonów – Quentin i jego szpiegowski aparacik werble!!! Pe – pierwszy tamburmajor cukiernictwa imprezowego – wnosi bębenek dla Emilki Emi intonuje „pa pa pa pa ra papapapapa… …