jak Kumoka pokroili, naprawili i mamusi zwrócili…

2010-08-12

o czekającej Kumoka operacji wiedziałyśmy od dawna – nasze Maue BiaueBoa jako typowy mops miało problemy z oddychaniem.
zbyt długie podniebienie miękkie sprawiało, że Glon się zapowietrzał,szybko męczył, a parę razy nawet zemdlał.
takie niedomaganie to prawdziwy problem dla Nindży szybkiej jakstrzała, która w jednym momencie chce zbawić świat lubwysadzić go w powietrze,
wystukać kopytkami o podłogę "taniec z szablami" chaczaturiana,żonglować trzema piłeczkami, targać glusia z marlenką i elvisem,
wciągnąć naraz trzy porcje karmy suchej i dwie mokrej oraz zakrętkę odcoca-coli, ładowarkę do komórki i kartę pamięci do aparatu,
a następnie zatłuc własną matkę piąstkami, a drugą wdeptać w sofę, byna koniec oszczekać dziko wentylator i dzwonek do drzwi sąsiada.

wtakim momencie Nindży po prostu nie wypada się zapowietrzyć, schrumkaći zemdleć.

BardzoZajęty Kulfon nie ma także czasu na urojone niby-szczeniaczki,któreswym osobliwym niby jestestwem dręczą go od pierwszej cieczki.
coprawda Kumok zdążyła już nawet wybrać imiona dla swoichniby-mopsików(Ciastuszko, Placuszek, Wuzetka, Muffinek i Bajaderka),
ale dosyćszybko znudziła się koniecznością ciągłego spania, leżenia, sapania,znużenia, rozdrażnienia, karmienia
i przewijania swoichciasteczkowychpotworków. nastąpił konflikt interesów i życiowydylemat – kim chcęzostać, kiedy dorosnę?
matką dzieciom czy mega nindżą?

oczywiście,że nindżą. wspólnie ustaliłyśmy również, że wprzypadku nindżyzapowietrzenia i omdlenia są zjawiskiem wysoce uciążliwym,
zaś gromadamałych jęczących stułbi potrafi skutecznie utrudnić podbójwszechświatai okolic.

[ps.zapomniałam wam powiedzieć, że na skutek splotu nieprzewidzianychokoliczności
aktualnie nie mam fryzury i przez jakiś czas mieć nie będę;)]

wstępnadecyzja o chirurgicznym dublecie (sterylizacja + korekta mopsiegopodniebienia) została podjęta zimą.
od tego czasu wszelkimi możliwymi iczarodziejskimi sposobami usiłowałam powstrzymać bieg wydarzeń.
na mieście mówisię bowiem, że w przypadku krótkodziobych mopsówpodanie narkozy jestsprawą wysoce ryzykowną
i może być różnie, ale przeważnieźle. co sięnaczytałam w internecie, to moje ;P

ichociaż mamy cudownego, wspaniałego i kochanego Doktora Dolittle, superdiagnostę, chirurga i specjalistę od problematycznych mopsóww jednym
-któremu bez wahania sama dałabym się zoperować – to jednakmyśl opołożeniu na stole operacyjnym mojego najsłodszego Glona
przyprawiałamnie od miesięcy o ataki paniki, szczękościsk i migotanie przedsionków.

nowięc zwlekałam. jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś. teraz za zimno,potem za ciepło. w końcu wspólnymi siłami ustaliliśmy, żeoperacjaodbędzie się na początku września.
na ten termin wyznaczyłam sobierównież koniec świata, trzęsienie ziemi, atakklonów i resztę plag.
iteraz słuchajcie… przyjażdzamy w środę wieczorem na rutynoweczyszczenie mopsich uszu. szast-prast, nie wiem dokładnie jak to sięstało,
ale odjechałyśmy z lecznicy umówione na nastepnydzień na…OPERACJĘ!!!

trzebaprzyznać, że Doktor Dolittle wziął mnie na sposób – niezdążyłam nawetumrzeć ze strachu!
co prawda miałam jeszcze chwile, żeby sie naczytać ozakażeniach ran pooperacyjnych, sączącej się ropie i martwicy tkanek,
łyknąć dwie tabletki hydroxiziny, rozegrać z Kluchonem mecz piłkimordo-nożnej  i już trzeba było wieźć Gada na operację!

zdążyłamsię jeszcze poryczeć na widok Parufki zaliczającej meeeeega odlot ipo godzinie oddali mi ją z powrotem.
przebierała zawzięcienóżkami, coprawda jeszcze wężykiem-wężykiem, ale bardzo żwawo.
ubranaw gustowne śpioszki, wymiziana przez panówdoktorów, wycałowana przezobie matki i ulubioną ciocię
powróciła w chwale – z niecogłupawymjeszcze wyrazem twarzy – jako Niezwyciężony Nindża.

zaraztrzeba było obdzwonic i obesemesować wszystkie ciotki iwujkówtrzymających kciuki (dziękujemy, kochani!).
tymczasem Kumok dokańczał w skupieniu swoje haluny i psychodeliczne wizje…

mój Mały Wymęczony Tobołek, moja Grubiutka Dżdżownica…

otwiera jedno oko i merda na nasz widok tym swoim zakręconym świńskim ogonkiem. mam ochotę turlać się ze szcześcia…

o, Żabon wstaje… jeszcze mu się łapony rozjeżdżają, ale już już już….

o! stoi i się kiwa. cud natury pachnący kukurydzianym chrupkiem, masełkiem i mleczkiem.

rano nasza Gruba Dziewczynka była jeszcze trochę niewyraźna…

ale po godzinie już popierniczała świńskim truchcikiem i wykonała piękne siusiu na trawkę…

najdzielniejszy mops świata, najszczęsliwsze mamusie i najlepszy doktor pod słońcem.

jeśli ktoś kiedyś – z psem czy kotem – to tylko do niego.
namiary podaję mailem. chyba że mnie coś podkusi, to mu zrobię tu na blogu laurkę.
bo jest the best. nie tylko dla zwierząt :)


Tagi:

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Bądź pierwszy!

Skomentuj notkę

Site protected by VNetPublishing.Com Web Security Tools