Archive | Luty, 2012

down the rabbit-hole czyli melancholia haruhi suzumiyi

jest mi niespokojnie i smutno. nie potrafię odciąć się od świadomości, że ktoś bliski i znajomy cierpi. że los jest niesprawiedliwy, ludzie bezduszni, a ja nic nie mogę zrobić. mogę tylko być. na tyle, ile potrafię. czyli raz tak, raz śmak. pomyślelibyście, sądząc po moim ekstrawertycznym blogu, że moja królicza nora jest tak głęboka, że [...]

czytaj dalej

w pościeli

  dzisiaj będzie łóżkowo. orientacje, konfiguracje i pozycje, w jakich to robicie – w tej akurat chwili są dla mnie najmniej istotne. liczy się tylko – ile? jak długo? ale nie w marzeniach, planach i pobożnych życzeniach – tylko realnie, faktycznie, namacalnie i na co dzień. no więc – jak długo śpicie? ile godzin? o [...]

czytaj dalej

love/hate relationship

Olga, idź stąd. pobaw się. daj mi spokój. zasypiam na leżąco, siedząco, stojąco. jest mi słabo, dziwnie, ciężko i gorąco. kładę się na przystankach, w autobusach, przy biureczku na komputerku – pytasz, co robię – leżę sobie nieprzytomna, o tutaj, w wełnianym sweterku. nie budź mnie, zostaw, idź precz. tak, będę leżeć, nie twoja to [...]

czytaj dalej

oda do nadchodzącej wiosny

Yuna, Come as you are przyjdź, przyjdź i nie zwlekaj. bo stygnę i ścinam się w sobie. przyjdź i uratuj. nie każ mi dłużej czekać. wyzwól mnie z okowów grubych rajstop i swetrów, w których trudno mi oddychać. przyjdź i zabierz ode mnie zbędne kilogramy smutku i nostalgii. przyjdź i odcedź mnie od zmęczenia, niewyspania i złych snów. [...]

czytaj dalej

przyczajenie.

w starych mailach znalazłam swoje zdjęcie z grudnia 2008.   chciałam je kiedyś wrzucić na bloga, ale nigdy tego nie zrobiłam.  z perspektywy czasu widzę, jak wszystko układa się w całość.  potrzeba tylko cierpliwości. morza cierpliwości. i wiary. w cokolwiek. w kosmos. w siebie. w kogoś innego. dlaczego myślę o tym właśnie teraz? bo jest coś, [...]

czytaj dalej

nocna fosforescencja śniegu w staroochockiej studni

  na zakończenie sezonu śniegów i gołoledzi popadam w dyskretnie przerywany okresami czuwania i pisania – błogi sen zimowy. zakopawszy się w piernaty, obłożywszy się szczelnie mopsami i Sydem udaję, że surowe poranki nie mają miejsca, a kołysanie autobusu to tylko senny majak między jednym a drugim zapadnięciem się w puchate ciepło domowego zmierzchu, wieczoru [...]

czytaj dalej

Na mocy obowiązującego prawa każdy obywatel jest zobowiązany do opłacania składki zdrowotnej na rzecz obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego.

          pewnie nigdy nie zastanawialiście się, ile Waszego wynagrodzenia idzie na ZUS i podatki. ja też o tym nie myślałam, dopóki nie zaczęłam prowadzić własnej firmy. zaciskam zęby, miotam przekleństwa i płacę. płacę, płacę… nieprzerwany strumień mojej ciężko zarobionej kasy zasila kolejne brzuchy ministerialnych urzędników, buduje pałace kolejnych siedzib okręgowych enefzetów [...]

czytaj dalej

monotonne ujęcia, nudni bohaterowie i słaba akcja

czyli:   filmiki mopsorodzinne :)   uwaga! tylko i wyłącznie dla amatorów mopsich parówek. reszta Szanownych Czytelników niech lepiej nie ogląda – a jak obejrzy, to niech potem nie pisze w komentarzach, że nuda. ostrzegałam! ;)   poniżej:  dowód filmowy ilustrujący obiegowe powiedzenia „nudzić sie jak mops” oraz  „leniwy jak mops”    po godzinie meczu [...]

czytaj dalej

fat bottomed girl

stało się. bociany wystartowały z Czarnego Lądu ku polskim strzechom, bursztynowym świerzopom i dzięcielinie-pale. słowo się rzekło i nim bocian wiosenny u płota – ja znów będę piękna, wiotka i jeszcze bardziej powabna niż zazwyczaj. innymi słowy – odchudzam się. serio. dotychczas oszukiwałam, ale teraz mówię prawdę.   w niedzielę po raz ostatni nawpierniczałam się [...]

czytaj dalej

Kumok i Miszur on the sofa [+filmik]

tydzień chorowania w domu dobiegł końca. nie znaczy to bynajmniej, że jestem już zdrowa. jestem tak samo chora. co prawda już bez gorączki, ale za to z bólem uszu. poszłam dziś do pracy w spodniach narciarskich. nienawidzę zimy. now it’s official.   a oto Kumok – na słonecznym tarasie zimowego ochockiego uzdrowiska:   mój mały [...]

czytaj dalej

I hate you, Bobby Brown

niedzielnego poranka dowiaduję się, że Whitney nie żyje. w głowie mam dwie piosenki i trochę bezsensownej złości, z którą nic nie mogę zrobić. oto głos, który wywoływał wypieki i przyspieszone bicie serca u 12-letniej Olgi:   i ukochana piosenka Olgi dorosłej:   oraz duet idealny – Whitney & George: i tyle.     I hate [...]

czytaj dalej

bezszelestnie i nieodwracalnie

najedzona, wyspacerowana, dotleniona, z uśmiechem godnym sobotniego wieczora… przypadkiem dowiaduję się, że kolejna – piękna, młoda i utalentowana – umiera. tak po prostu. z godziny na godzinę przestaje istnieć. w jej własnym domu zabija ją czad. śpij spokojnie… śnij przepięknie i kolorowo, tak jak rysowałaś… wstrzymuję oddech. moja paranoja na okoliczność tlenku węgla trwa już [...]

czytaj dalej

paw królowej

po tygodniu przykładnego – jak nigdy! – leżenia w domu, łykania tabletek, wygrzewania się pod kołdrą i innych cudownych zabiegów mających przywrócić mi pełnię sił witalnych bez kaszlu, gorączki, smarków do pasa i strumieni potu – wiem jedno: mam dosyć. oraz: znowu boli mnie gardło. a żeby było bardziej emocjonująco – zaraziłam Kumoka. a jak [...]

czytaj dalej

pfe!

mówię to, co myślę i tak też piszę. chętnie podyskutuję, proszę bardzo. nawet z Lilką. mogę perorować na najbardziej absurdalne tematy. nie moderuję postów czytelników przed opublikowaniem. nie kasuję niewygodnych komentarzy czy słów krytyki pod moim adresem. jeśli jednak ktoś sądzi, że może sobie tutaj tak po prostu wejść i w najlepsze zacząć trajkotać w [...]

czytaj dalej

się.

  najpierw trzeba się ponapierniczać piąsteczkami: potem coś przekąśić…   o poranku wpiernicza się także biały ser. mordą rzecz jasna.       z mordą upapraną białym serem sępi się o resztę. o cokolwiek. nawet o czarną kawę bez cukru.       a potem się leży z zagrypioną matką i jest się bardzo, ale [...]

czytaj dalej

try walking in her shoes

och, jak łatwo co poniektórym głosić jedynie słuszną prawdę, wypowiadać się ustami pokrzywdzonych i wymierzać sprawiedliwość domniemanym katom. jakże wygodnie jest, siedząc w fotelu, zabierać głos nie proszonym, dyskutować coraz głośniej i głośniej, i wskazywać palcem, nie bacząc na nic. jak wielką sztuką byłoby po prostu się zamknąć.     a przy okazji temat inny, [...]

czytaj dalej

influenza

rozłożyło mnie na czynniki pierwsze. nie mam na nic siły. zawsze sobie myślę, że będąc chorym i leżąc w łóżku, można nadrobić wszystkie zaległości w czytaniu, pisaniu, oglądaniu filmów i robieniu wszystkiego, na co zwykle nie ma się czasu w dni codzienne, powszednie i zdrowe. pam param pam. jasne. jedyne co teraz jestem w stanie [...]

czytaj dalej

sobotni poranek

oto rozpoczął się dzień, w którym kawa na stole stygnie mi zbyt szybko – a urlop wzięty na dopilnowanie kilku spraw okazał się pełnoobjawowym okresem chorobowym z bólem gardła i gorączką. czy ja się ostatnio nie chwaliłam, że jestem taka zdrowa i odporna? tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. no więc – akuku! [...]

czytaj dalej

coś Ty Atenom zrobił, Sokratesie…

dni temu kilka niejaka Wisława, wypaliwszy niczym skazaniec ostatniego papierosa, zawinęła się zwinnie na drugą stronę lustra i teraz stamtąd szelmowsko się uśmiecha. w internecie tymczasem zaroiło się od kotów w pustym mieszkaniu dokarmianych przez nowo objawionych miłośników poezji polskiej, żałobników zapalających na facebooku wirtualne świeczki i budujących ascii nagrobki z aniołkami – niczym barykady przeciwko tym, [...]

czytaj dalej

Site protected by VNetPublishing.Com Web Security Tools