sobotni poranek

oto rozpoczął się dzień, w którym kawa na stole stygnie mi zbyt szybko -
a urlop wzięty na dopilnowanie kilku spraw okazał się
pełnoobjawowym okresem chorobowym z bólem gardła i gorączką.
czy ja się ostatnio nie chwaliłam, że jestem taka zdrowa i odporna?
tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. no więc – akuku! -
ledwo chrypię i jest mi bardzo, bardzo źle.
oczy chowają się w głąb twarzoczaszki.
obok mnie o poranku – trwa mój mały gruby pies
moja parufka z uszami, moja włochata buzia, moja dziewczynka Kumok:

 

za każdym razem, gdy na nią patrzę, robi mi się dobrze i radośnie…
nie mogę się powstrzymać i całuję ją w miękki ciepły brzuszek.
oprócz tego jest mi trochę nieswojo.
pieprzyk na moim brzuchu zaczął nagle swędzieć i… krwawić.
niedobrze, bo
nie cierpię lekarzy. nienawidzę przychodni.
jeśli już muszę się tam pojawić – raz na ruski rok – chcę załatwiam sprawę raz a dobrze.
dlatego omijając dermatologa i jego standardowe „maybe-baby, ale lepiej poobserwować” -
umówiłam się na czwartek do chirurga na szybkie cięcie
i nieco mniej szybką histopatologię.
póki co – nie chcę o tym myśleć.

 

mamy słoneczny sobotni poranek.
temperatura w warszawie wynosi -19 stopni.
imieniny obchodzą: Izyda i Częstogoj
moje uszanowanie, padam do stópek i całuję rączki! :*

10 Responses to “sobotni poranek”

  1. 4 lutego 2012 at 21:44 #

    a jestes pewna, ze przyczyna swedzenia nie jest przypadkiem okres grzewczy i wysuszone powietrze? mam to co roku sie non stop czochram po calej powierzchni skory i czasem zadrapie, co to nie wolno drapac…. niech sie nie martwi.

    • 5 lutego 2012 at 00:27 #

      sezon grzewczy wysusza mi oczy i nie mogę ich rano otworzyć, serio serio! gdyz mi się jedno oczko nie domyka i jestem dziewczyną z piosenki Florence & The Machine ;P
      ciało nie swędzi, bo je smaruję. ostatnio czymś czekoladowym i przesłodkim. nareszcie balsam, który można zlizywać. swoją drogą – większość balsamów ma ohydny smak, czego naprawde nie jestem w stanie zrozumiec i oczekiwałabym od producentów nieco więcej wyobraźni w tym temacie…

  2. Fika
    4 lutego 2012 at 20:46 #

    Oj widok Kumoka jest bardzo demotywujący do dalejszej pracy, której końca nie widać ;/

    Trzymaj sie Zazie !

    Pozdr.

    • 5 lutego 2012 at 00:24 #

      Kumok mi tak pochrapuje i demotywuje przez cały dzień! Miszur to samo.
      ja się męczę nad kolejnymi tekstami, a one tylko z boku na bok, i na brzuszek, i na plecki… i chrapią, i bekają i pie*dzą mi pod tym stołem… ;>

  3. 4 lutego 2012 at 19:42 #

    Ja też miałam takiego dziada co się obcierał, ropiał i krwawił jak paznokciem zahaczyłam. Już ileś lat po nim i żyje zdrowa, przynajmniej w tej kwestii :D
    Pozdrawaiamy z ciepłej kanapy. Ja, malżon i Salusia, co się między mnie a laptopa wcisnęła i też patrzy co u Kumoka i Miszura.

    • 5 lutego 2012 at 00:23 #

      w takim razie jesteś dla mnie żywym dowodem na to, że ja także „z tego wyjdę” ;P
      ściskamy Was wszystkich mocno, aczkolwiek ja się nie całuję, bo mam gile do pasa i gorączkę :D

      cześć, Salusia! :)))

  4. Pietrucha
    4 lutego 2012 at 15:19 #

    http://iwastesomuchtime.com/on/?i=14193 Na poprawę humorku :)

  5. 4 lutego 2012 at 12:40 #

    Nie martw się na zapas, miałam chirurgicznie wycinane dwa znamiona (pieprzyki), bo mnie drażniły i były w newralgicznych miejscach, jak zadrapałam niechcący we śnie, to też bałam się o nie. Na szczęście nie były to groźne znamiona. Będzie dobrze. :))

    • 5 lutego 2012 at 00:21 #

      dzięki, kochana :* ja staram się o tym nie przejmować, ale ponieważ miałam to wyciąc już dawno, a „zapomniałam” – to teraz tak mi się jakoś nieswojo zrobiło…

Skomentuj notkę

Site protected by VNetPublishing.Com Web Security Tools