projekt: odchudzam się – dzień 2

zgodnie z zaleceniem dramaturgicznym Czechowa:
wisząca na ścianie w pierwszym akcie strzelba – w trzecim musi wystrzelić.
i na tym mogłabym tę notkę zakończyć, dodając jedynie,
że Syd przytargała wczoraj do domu słoik masła orzechowego.
nie pytajcie mnie, kto dziś ów słoik opędzlował do czysta.

 

a zabrałam się do tego wyjątkowo metodycznie – jak nigdy!
najpierw poprosiłam o poczęstowanie mnie jedną malutką łyżeczką masełka,
argumentując, że nie skonsumowawszy – na bank nabawię się obsesji peanut-butterowej
i skończę za tydzień jako wielki tłusty fistaszek wysmarowany masełkiem od stóp do głowy.
no więc dostałam łyżeczkę. jedną. o bogowie!

dzisiaj rano obudziłam się znowu chora. co mnie poniekąd usprawiedliwia. poniekąd.
otworzywszy jedno oko, machinalnie wzięłam do ręki telefon i… nie wiem jak to się stało,
ale nagle wylądowałam na google z hasłem “masło orzechowe a odchudzanie”.
no i trafiłam na ten artykuł. i pooo-szłyyyyyy konie po betonie!
opierdoliłam pozostałe pół słoika. kurtyna.

 

jutro będzie lepiej.

 

fatgirls

 

 

 

 

 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

30 komentarzy

  1. Zaz, wydaje mi się, że w temacie diety nie ma co zaczynać od radykalnych kroków, bo od tego można dostać pierdolca, stracić motywację i ogólnie się zniechęcić i zamęczyć.

    Po pierwsze, najpierw się wylecz z tej grypy, przeziębienia, czy czegokolwiek innego, co Cię tak ostatnio dręczy.

    Po drugie, może nie zaczynaj od cykorii i czarnej kawy, tylko na przykład od nieżarcia po 18. Albo przygotowania sobie np. marchewek na wieczorne przekąski.

    Dalej: robi się ciepło, więc mniej jeżdżenia komunikacją miejską, mniej siedzenia w domu, więcej chodzenia. A jak uda Ci się to wprowadzić w życie, to później siłownie, fitnesy, gimnastyki i radykalniejsze rzeczy.

    Myślę, że to wystarczy, żeby poleciały pierwsze kilogramy. Mi wystarczyło, bo gdy przy wzroście 170 zaczęłam niebezpiecznie zbliżać się do 80 kg i gdy widowiskowo odpadł mi guzik w moich największych spodniach, to od tego zaczęłam. I zeszłam do 63.

    Trzymam kciuki!

      1. Widzisz Zaz, prawda jest taka, że zaczęłam poważnie się wstydzić swojego wyglądu, tego, że się ponadprzeciętnie pociłam i łapałam zasapę przy podbiegnięciu do tramwaju itp. Cały czas miałam wrażenie, że wszyscy wytykają mnie palcami.
        Czasami przychodzi taki moment ostateczności, że przestajesz sobie mówić ‚muszę schudnąć’ tylko postanawiasz ‚dziś zaczynam’. Nie życzę Ci jednak takiego momentu, bo wtedy zalewa Cię fala nienawiści do siebie, swojego ciała i swoich słabości, no i obowiązkowo fala łez, smutku i zwątpienia. Mam nadzieję, że Tobie się uda bez tego. Trzymam kciuki mimo Twoich drobnych porażek! Bądź najdzielniejsza!

  2. calkowicie rozumiem ( chociaż wyglądasz fantastycznie) problemy z nadwagą itp
    nie wiem czy to prośba o rady? Jeśli tak to wyeliminowanie absolutnie ( na początek!) wszystkiego co ma cukier daje nie lada efekty- przetestowane Trzeba tylko przejśc początkowy okres „detoxu cukrowego” Pozniej biała mąka i sol.
    To tak na początek:)
    I jeszcze jedno, z doświadczenia wiem, ze dreczenie sie wagą nie pomaga, wręcz przeciwnie.
    ale to..i dla mnie tez czasami nie do przeskoczenia
    Jesli o rady nie chodzilo to niepotrzebne skreslic
    pozdrawiam :)

  3. Zazie – bo my dbamy o linię, a linia powinna być gruba i wyrazista! Bądź jak kto woli – kula jest figurą doskonałą, więc dążymy do doskonałości. ;) Ja niby sobie coś tam biegam, chodzę na basen, gdzieś się przejadę na rowerze, także się pocieszam, że może i tłuszczyku nie spalę, ale przynajmniej ten kawałek ciasta domowej roboty czy cokolwiek innego, na co nawet patrzeć nie powinnam, się nie odłoży w miejscach, które powinien omijać szerokim łukiem… ;)

  4. od pon na 1000 kcal. tym razem podeszłam metodycznie i zamówiłam catering. jest hardcorowo: wstaję o 5:40, bo ze stresu, że przyjdzie pan z paczką, a ja nie będę gotowa mu otworzyć, budzę się i mam koszmary. dziś załamanie. ciało bryknęło i powiedziało: no stara, odmawiam współpracy! bolą mnie kości, stawy, skóra, mam depresję. wypiłam colę a w planie mam odstępstwo: kawa i ciacho w saint’ honore, gdyż albowiem powiedziałam sobie, że ono – to Gniewne Bóstwo – musi dostać to, czego żąda od kilku już dni, bo mnie zniszczy. póki co waga drgnęła o jakie 1,2 kg w dół. świadomość, że ciało odbije to sobie natychmiast po zakończeniu katuszy, także mnie dołuje… od kilku dni myślę tylko o jedzeniu. potrawy z cateringu są wstrętne… niech ktoś mnie dorżnie!

  5. Zaz masło orzechowe najlepiej z dżemem…ja się przed tym broniłam kilkanaście lat, ale jakoś przełamalam się i teraz właśnie tak je konsumuje…albo jak nie mam pod ręką potrzebnych składników opierniczam samo :)

  6. Ale Zazie, tam było napisane ,, 4 łyżki”! Hehhe :). Słuchaj, trzymam kciuki. Swoją drogą, Syd ma chyba jakiś niecny plan z Tobą związany ;). Tak kusić słoikiem!

  7. ja wczoraj poszłam pierwszy raz po ciąży na siłownie-super sprawa i jak się napocę w mękach i torturach-bo jestem leniwa-to potem szkoda mi to zepsuć i się nażreć.aa lubię się nażreć do pełna:)może spróbuj?

    1. Miechelle, widziałam jaka byłaś PRZED ciążą, W CZASIE ciąży i w ogóle…
      jestes piękna i genetycznie szczupła.

      ale masz rację z tym namęczeniem się i niechęcią do zaprzepaszczenia efektu…. yyyh

      tymczasem gorgonzola woła mnie z lodówki :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.