projekt: odchudzam się – dzień 3

odchudzanie organizmu zaatakowanego przez klątwy, mikroby i uczonych
nigdy nie jest łatwe. ból gardła rywalizuje z bólem istnienia,
a gorączka z depresją i siódmymi potami. poranek zaczęłam kawą z mlekiem sojowym.
gdy pierwszy szok minął, zajrzałam do lodówki – i wtedy właśnie uświadomiłam sobie,
że dieta oznacza metodyczne podejście do żywności, zakupów, jadłospisów i posiłków.
czyli odpadam w przedbiegach. bo zwykle staję gapię się w otwarte drzwi lodówki
jak cielę w malowane wrota i nic. kompletnie nic. nic nie przychodzi mi do głowy

 

 

i teraz mała dygresja – odkąd wiem, że to wszystko, czego w sobie nie cierpię,
a z czym zmagam się od wczesnego dzieciństwa – nazywa się tak, jak się nazywa –
obiecałam sobie, że nigdy, ale to nigdy nie będę wykorzystywała tego jako wymówki w stylu:
“przepraszam, ja nie mogę, gdyż mam ADHD”. bo to nieprawda.

mogę wszystko, tyle że muszę się pięć razy bardziej namęczyć niż ‘normalny’ człowiek.
pozbieranie do kupy zdezintegrowanej rzeczywistości, której wszystkie elementy
latają w zawrotnym tempie dookoła mojej głowy i każdy z nich jest tu, teraz i natychmiast –
wymaga zdecydowanie więcej wysiłku niż standardowe “ogarnięcie się”.
i musicie mi wierzyć na słowo. piszecie: “rób sobie domowe posiłki, celebruj jedzenie”.
świetnie. bardzo chętnie. kiedy Syd zagląda do lodówki i widzi produkty A,B,C i D –
one automatycznie w jej głowie dokonują harmonijnej syntezy, tworząc zamysł potrawy. i już.
a ja? z hukiem otwieram drzwi lodówki, bo właśnie mam drgawki z głodu i widzę…

 

– sałata! sałata? biorę sałatę! co się robi z sałaty… mleko. sałata z mlekiem? nieeee… mleko, mleko… czy ja mam płatki?
ale czy kukurydza jest właściwie zdrowa? no bo płatki kukurydziane. to może jajka. jajka. jajka na miękko… ile czasu gotować?
nie wiem. na twardo? gotowac do oporu. ale po jajku na twardo dostanę czkawki. aa, Syd mówiła, że Łukasz tak potrafi obrać jajko,
że nie obiera, tylko wydmuchuje przez dziurkę w skorupce, hahahaha… o czym to ja? acha, mleko. to może wezmę gryza sera żółtego?
czy to prawda, że w serze podpuszczka jest żołądków cieląt? czy jest w domu cos słodkiego? kurwa, przecież ja się odchudzam! –

po czym biorę z lodówki główkę sałaty i wpierdalam ją w całości. za kwadrans znów jestem głodna.
wiem, żenujące. ale tak już mam, że rzadko kiedy obraz składa mi się w całość, a produkty w lodówce tworzą wieloelementowy posiłek.
widzę je osobno, tworzą chaos tysiąca możliwości, które mnie obezwładniają. wybieram pierwszy możliwy strzał.
gryzę samotny żółty ser. zjadam pomidora. wędlinę bez chleba. sałatę bez niczego.
a potem przychodzi Syd i pyta, czemu nie zrobiłam greckiej? są pomidory, feta, oliwki, suszone pomidory w oliwie, kapary…

no właśnie Olga – czemu nie zrobiłaś sałatki greckiej? czemu opierniczyłaś drugi słoik masła orzechowego? czemu znów masz doła?

nie, nie piszę tego, żeby było, fajnie, zabawnie i oryginalnie.
piszę, bo tak – jest problem, z którym trzeba się uporać.
ADHD jest przyczyną większości moich codziennych niepowodzeń.
nie, nie jestem leniwa. ani głupia. ani nienormalna. ja po prostu tak mam.

i coraz częściej mam ochotę tłumaczyć ludziom, na czym polega ADHD u dorosłych.
i że wcale nie objawia się życiowym dynamizmem, hiperaktywnością, codziennym roztrzepaniu, gadatliwością i byciu ekstra.
i że nijak ma się do rozwrzeszczanych dzieciaków rzucających w szkole krzesłami i gryzących kolegów.
i że jeśli myślicie, że fajnie mieć ADHD, bo to niezłe usprawiedliwienie na wszystko – to jesteście w głębokim błędzie.

czasem jestem tak zmęczona, sfrustrowana, bezradna wobec samej siebie i wściekła –
czasem mam tak dosyć wszystkiego, że chce mi się wyć.
yć. 

tyle tytułem blogowych zwierzeń.
cześć!

 

 





 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 



     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

25 komentarzy

  1. Pingback: ODCHUDZANIE [14]: Patrz, co jesz. | Zazie

  2. Ja nie gotuje tylko wpierdzielam pojedyncze produkty jak jestem zdołowana… jak nie mam motywacji, jak jest mi tak, że tylko chodzi o to by się zapchać.. dlatego pomaga gotowanie dla kogoś..wtedy mam motywacje by pójść do sklepu i naszykować na jakaś konkretna godzinę…a wtedy i ja jem…
    Tylko, że moje domowniczki, rzadko zauważają gotowe dania w lodówce ( miały ochotę na coś innego więc nagotowane przeze mnie danie się zmarnowało)…
    Zup nie jedzą, sałatkę czasami…. i jak tu racjonalnie się odżywiać?
    Cały czas fantazjuję, jak to zaprowadzę reżim pokarmowy w domu…a potem i tak jest jak jest….

    Co do twojego ADH, możliwe, że Cię bardzo rozumiem…to jak się jest innym nie dlatego że się chce, to jak trzeba walczyć o inne traktowanie, dodatkowe- specjalne warunki…ot żeby przetrwać…ot żeby jakoś wpasować się w „NORMĘ” …ŻEBY BYĆ NORMALNYM…

    Walczę ze swoim dyslektyzmem, ze swoja depresja i Bogini raczy wiedzieć z czym jeszcze… A potem nawet od najbliższych dostaje takie komunikaty jakby nic o mnie nie wiedzieli. I znów jestem w podstawówce i znów moja polonistka mówi do mnie: „Zuziu wiem, że jesteś dyslektykiem, ale dlaczego robisz błędy?”

    Czasem fantazjuje, że szkoda iż moje problemy nie wiążą się z na przykład zmienionym kolorem skóry, tak by wszyscy cały czas mieli to przed oczami, a wtedy może nawet bliskie mi osoby nie oferowały by mi np: pracy sekretarki ( wszak word poprawia wszystkie błędy! )

    Niema zrozumienia dla inności, nie ma zrozumienia dla problemów bliskich. „Skoro ja mogłam, Ty też!”
    Ba dowiedziałam się tez, że nie należy epatować swoja słabością…
    Jak wiadomo wydumaną…

    ehhh…

    1. no Zuza, ja mam własnie tak samo: ” wpierdzielam pojedyncze produkty jak jestem zdołowana… jak nie mam motywacji, jak jest mi tak, że tylko chodzi o to by się zapchać.. ” :(((

      i szacun za Twoją dysleksję, którą obserwuję od lat! :***

      masz rację, że społecznie łatwiej czasem mieć przysłowiową „jedną nóźkę bardziej”, którą od razu widać i której można ustapić miejsca w tramwaju. a nasze przypadłości to „wydumane problemy rozleniwionych panienek, którym się poprzewracało w glówkach…” ;/

      współczuje ludziom z „jedną nóżka bardziej”. mają pod górkę.
      ja dla siebie nie oczekuję ulgowego traktowania i usprawiedliwień.
      wystarczy odrobina zrozumienia i zaufania, że wiem co mówię i cudze „weź się w garść!” jest dla mnie marzeniem ściętej głowy…

      ściskam Cię mocno i kibicuję, Zuz :***

  3. ja mam taki system, jak taleyah. w sobotę/ niedzielę robię rozpiskę jedzeniową na cały tydzień. głownie chodzi tu o obiady. robimy zakupy pod tę rozpiskę. dzięki temu wiem np. ile czasu ugotowanie obiadu mi zajmie – gotuję ja, z racji pracy w domu.

  4. ej ja tez mam add. i w moim przypadku jedyne co się sprawdza to plan plan plan. mozolne rozplanowywanie dnia. ale i tak w większości mi się wszytko rozjeżdża :/ ciężko być taki chaosem

    1. ekspertki z autopsji od ADD – poszukiwane!
      tak jak pisałam poniżej – planuję cykl tekstów o tej jakże cudownej i bagatelizowanej przez wszystkich przypadłości – kwitowanej pogardliwym „ojtam, leniwa jesteś! roztrzepana! skup się, tp ci przejdzie!”

      1. ja się nie diagnozowałam (kiedyś tylko natrafiłam na książkę ADHD u dorosłych i poczułam ulgę, że może nie tylko ja jestem taka odklejona od rzeczywistości). ale moja mama ma tak samo :] a gdzie można się zdiagnozować?

        1. niestety diagnoza w kierunku ADD/ADHD to strasznie długi proces złożony z wielu wizyt, badań i testów. ja się diagnozowałąm w warszawskiej poradni specjalizującej się w leczeniu ADD/ADHD u dzieci i dorosłych – u psychiatry i psychologa.
          niestety wszystko jest pełnopłatne i dosyc kosztowne – ale po wielu tygodniach „męczenia”
          finalna diagnoza daje bezcenną ulgę i poczucie, że przez te wszystkie lata nie byłam głupią, nienormalna, rozhisteryzowaną i niedojrzałą jednostką.

          jeśli podasz jakiś kontakt do siebie, to prześlę Ci namiary na te poradnię.

          1. poproszę i dziękuję :) głupia, nienormalna, rozhisteryzowana i niedojrzała jednostka. jak bym o sobie czytała. dodatkowo nie reformowalna i nie ucząca się na błędach :)

  5. A to sie nie nazywa przypadkiem ADD, bo nie masz chyba hiperaktywności?
    Ja mam ADD- nie potrafie skupic sie nad jakąś rzeczą, projektem czy nawet matematycznym działaniem dłużej niż przez chwilę. Jak tylk rzecz zaczyna być nużąca, to mój umysł (czasami mam wrażenie ze zupełnie bez mojego zaangazowania) szuka sobie innej ” rozrywki”.
    Rozumiem np. matematyke, fizykę chemie itd, ale tak czesto robie bezsensowne błędy (np zamieniam 65 na 56), że wynik końcowy ma sie nijak do moich umiejętności.
    I ciągle jest „szybko, szybko….” bo już coś nowego, może ciekawszego….
    Trudno sie żyje z czymś takim.
    Moja babcia była tez tą przypadłośicią obciążona. Wszystko robiła błyskawicznie, inteligentnie, znajdywała błyskotliwe rozwiązania, była mistrzynia improwizacji.

    no ale jeśli idzie o potrawy to mam inaczej. Widzę kilka składowych- i już oczami wyobrażni parę fajnych potraw. Im.in. dlatego nie mogę schudnąć- BMI 25,7.
    I dlatego nie będę dawac Ci „dobrych rad” bo jak wynika z mojej nieustajacej dziesięcioletniej walki, dobre rady sa dobre.
    A nie skuteczne.

    1. Ania, tak jak pisałam – dokładnie i fachowo rzecz ujmując mam AADD czyli Aduld Attention Deficit Disorder,
      ale „potocznie” nazywam to ADHD, bo tylko wtedy ludzie kojarzą o co chodzi ;)

      ADD – według moich obserwacji (bo nie byli diagnozowani) – mają także moja mama i brat. i faktycznie, naukowcy podkreślają, że tendencja do tego zaburzenia jest dziedziczna ;/

      a zamiast „dobrych rad” – może miałabys ochotę jako „ekspert z autopsji” wypowiadać się w kwestii „naszego” zaburzenia?
      planuję cykl tekstów na bloga na temat ADD u dorosłych ;)

  6. eh u mnie w domu jak chce coś zrobić i kupie wg listy potrzebnych rzeczy to i tak pięć minut przed rozpoczęciem produkcji chodzę i pytam: gdzie np jest mozzarella bo robię sałatkę? na to moja rodzicielka/ ojciec/ któreś z dzieci eeee… zjadłem… to było na sałatkę? ….a najbliższy sklep 3 km. i cały misterny plan w pizdu.

  7. Nie wiem jak to napisać, bo że bardzo mi się podoba to co napisałaś to będzie dziwnie brzmiało :). Jestem wzrokowcem i przykład z lodówką otworzył mi oczy na ADHD jeszcze bardziej. Dzięki.
    Nie chcę się wtrącać ale czy myślałaś o zrobieniu wymazu z gardła ? :) Z tego co piszesz, to wciąż masz z nim problemy a wymaz pomoże ocenić, co to w ogóle jest :)

    1. wymaz z gardła zakłada rozpoczęcie pielgrzymek po lekarzach…. aaaarrrghhhh!!!
      aczkolwiek brzmi rozsądnie – uhm, masz racje ;)

      a cykl moich nieudolnych adhd’owych ilustracji fotoshopowych wlaśnie powstaje jako uzupełnienie mojej niefachowej wiedzy „z autopsji” ;)

  8. Zazie a może by w takim przypadku przed zakupami wybrać przepisy na potrawy, które są na diecie dozwolone. Kupić zgodnie z listą niezbędne produkty, pogrupować je zgodnie z przeznaczeniem a przepisy poprzyklejać na lodówce czy nawet w lodówce koło produktów? Wtedy podchodząc do lodówki będziesz miała wszystko gotowe i wystarczy tylko pomieszać.

      1. nie wiem czy metodyczne ale inspirowane zasadą ”jak robić żeby się nie narobić a osiągnąć zamierzony efekt”;]
        trzeba szanować swój czas :P życie za krótkie jest na stanie przy garach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.