projekt: odchudzam się [wersja Beta 0.3.2012.] – dzień 1

słowo się rzekło – prosiaczek u płota.

mam na imię Olga. skończyłam 33 lata i 6 miesięcy.
jestem copywriterką – pracuję, siedząc na tyłku i pijąc kawę.
na oko jestem zdrowa. leczę się na ADHD.
grupa krwi O rh+ , mięsożerna.
alergia pokarmowa na:  jabłka, czereśnie, kiwi, brzoskiwinie, nektarynki, orzechy, miód
[w kręgu podejrzeń znajduje się także pszenica]

sport mnie nie pasjonuje.
kiedyś intensywnie uprawiałam jogę.
teraz intensywnie uprawiam marudzenie.

mierzę: 164 cm
ważę obecnie: 70 kg
aktualne BMI: 26,03 [nadwaga]

zazwyczaj ważyłam: 55 kg
w ciągu ostatnich 2 lat przybyło mi 15 kg.
nie wiem, jak to się mogło stać.
podejrzewam siły nieczyste.

 

 

 

 

 

 

 

 

gruby napompowany prosiaku, pożarłaś Olgę!!!
ODDAWAJ moje ciało!!!

 

———————————————————-

środa 14 marca 2012
dzień pierwszy 

 

pobudka. jestem nieszczęśliwa. nienawidzę świata.

zjadłam 3 cykorie. wypiłam kawę z mlekiem. nadal nienawidzę świata.

mam zapalenie gardła i gorączkę. nie mam ochoty na jedzenie.
chwilo, trwaj!

 

 

apdejt 1:
jakby się tak zastanowić nad moim samopoczuciem, to od 2 tygodni
bolą mnie nerki. boże, nienawidzę chodzenia po lekarzach.
ostatni raz byłam… yyy…. yyy… nie pamiętam.

 

jakie badania powinnam zrobić oprócz tarczycy?

 

apdejt 2:
jemy ryż basmati. tuczy?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 




 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

33 komentarze

  1. To jeszcze ja się dorzucę do porad ciotki klotki.
    W sprawie diet to ja niestety (a może stety) uważam, że bez ruchu i sportu niewiele jest zdrowych sposobów na chudnięcie. :( Tak już jest, że z wiekiem jest z przemianą coraz gorzej i głównie ruch może w tym pomóc. Co nie wyklucza oczywiście zdrowych nawyków żywieniowych. Diety ustalone są do dupy, bo tylko prowadzą do frustracji i ciągłego stresu – jeść/nie jeść, mogę/nie mogę i zazwyczaj totalnego wkurwu, że nie można. :) Trzeba jeść, ale z umiarem i starać się dobierać potrawy – nie rezygnując z doznań smakowych. Zgodzę się z jedną z wypowiedzi, że mniej na mieście a więcej w domu – przynajmniej wiesz co jesz. Nie będę się rozpisywać, bo pewnie i tak nikt przez te wypociny nie przebrnie. Jakby co to pytaj – trochę niestety o tym wiem… :)
    Co do lekarzy – nie ufam im jak psom (chociaż moim mopsom ufam całym sercem:) Chociaż korzystam z nich prywatnie to oprócz zawodowego uśmiechu – większość z nich lekceważy pacjenta. Masz prawo do kompleksowych badań – poproś o tradycyjną morfologię. Warto też sprawdzić hormony – to one często są odpowiedzialne za wahania nastrojów i wagi. I koniecznie poproś o sprawdzenie poziomu witaminy D. Ja się spotkałam z tym, że Pani doktor nie chciała mi zlecić tego badania, bo stwierdziła, że to moja fanaberia i, że to nie jest możliwe, że mam niedobory. A niestety większość z nas ma i to poważne. Ja mam bardzo zaufanego lekarza (niestety nie tutaj), ale jak będziesz miała pytania w kwestii wyników to daj znak – mogę jej przesłać i coś poradzi.

  2. Mam 170 cm wzrostu. W ciąży przytyłam 30 kg, czyli moja waga skoczyła z 58 do 88 kg. Wiem, świnka to mało powiedziane :) teraz zostało mi jeszcze 10 kg do zrzucenia. Trzymam się diety, która jest rozsądna i nie chodzi się wiecznie głodnym. W razie co mogę podesłać na maila. Pozdrawiam i trzymam kciuki!!!

  3. Od poniedziałku nie jem słodyczy… Jem 4 posiłki dziennie… nie jest łatwo, ale mój brzuszny obwis i rozrośnięty celulit na udach, który widzę nawet jak przymknę oko, dodają mi sił ;-)
    Ty masz nienawiść do świata, ja prawie kwilę na myśl o smakach, które muszę pożegnać. Zapoznaję się powoli z panem Montignac. Na moim kolorowym wydruku widzę, że indeks glikemiczny ryżu basmati to 50 czyli średnio wysoki. Nie jest źle :-)
    Głowa do góry, grupa wsparcia obecna, odchudzaj się rozsądnie. Pozdrowienia :-)

  4. jezu olga, jak ja cie rozumiem. jest mi tak zle ze soba gdy zaczynam tyc, no zwyczajnie zle.
    obecnie tyje, ale poniewaz jestem w 5 miesiacu ciazy to czesc procesu wiec to akceptuje, choc na poczatku z trudem. kilka miesiacy przed ciaza probowalam zrzucic pare kg, ale nawet najracjonalniejsze jedzenie nie przynosilo rezultatu. zaczelam wiec biegac, choc wszelkiej fiz-kultury nie cierpie. bieganie w wietrze, deszczu (innej pogody u mnie rzadko uswiadczysz), z muzyka na uszach pokochalam. jakkolwiek nie bede cie do niego zachecac bo wiem, ze nie kazdy to lubi, choc wydaje mi sie, ze dobrze by bylo znalezc jakis rodzaj aktywnosci fizycznej ktory sie bedzie krecil, nie wiem, powrot do jogi, rowery z syd w weekendy…wydaje mi sie, ze bez ruchu moze byc kiepsko ze zrzucaniem kg.
    no i zapewne te badania o ktorych pisza dziewczyny. szczerze, o wiekszosci nawet nie mialam pojecia.
    dzieki dziewczeta, dobrze sie was czyta!

  5. cholesterol też zbadaj – wizja zapchanych tętnic motywuje do działania :) a co do sprawdzonych fat killerów polecam dietę 1000 kcal, to chyba najsensowniejszy sposób na zdrowe odchudzanie. trzeba liczyć ale jesz co chcesz, dzięki czemu na imieninach u cioci Irenki nie skręca na widok tortu. łączę się w bólu i pozdrawiam :)

  6. Badanie krwi – głównie poziom żelaza abyś się nie doprowadziła do anemii
    Hormony – progesteron
    Ogólne badanie moczu – jak tam ostatnio coś o nerkach piszesz ja w tym temacie jestem specjalistką!
    No i tarczyca, ale to już wiesz.

    Poza tym dietetyk, bo sama sobie krzywdę zrobisz, ale uważaj na takich co nie biorą pod uwagę Twoich preferencji jedzeniowych są najgorsi.

    I najważniejsze – Dobre Nastawienie do Siebie! Akceptacja i jeszcze raz akceptacja! Bo ładna z Ciebie babka.

  7. A mnie przybyło 20 kg w ciągu 10 lat pracy w urzędzie, przy pieprzonym biurku, przy pieprzonej papierkowej robocie. Ale ni ch…, nie dam rady zrzucić tych kg. Udało się z 3-4 kg zdematerializować i dalej nie idzie. Katować się nie będę, mam to gdzieś. Ale fakt, że w pracy nie podjadam, jak odczuwam ssanie, to piję herbatę. Zawsze bez cukru, bo nigdy ani kawy ani herbaty nie słodziłam. Chętnie pozbyłabym się jeszcze z paru kg, ale na żadną siłownię, gimnastykę, kalanetiks sretiks i inne wygibasy się nie zapiszę. Nie znoszę się męczyć, pocić, dusić z braku oddechu.
    Ograniczam coraz więcej jedzenia, zmniejszam porcje, jakoś wytrzymuję, aaaa no i sauna! Polecam 1 raz w tygodniu saunę! Człowiek czuje się jak nowo narodzony! Spróbuj!
    Pozdrawiam i … nie przejmuj się aż tak bardzo. Lepiej ograniczać jedzenie nie myśląc wciąż o odchudzaniu, wtedy szybciej te przeklęte kg uciekają w nicość. :)

  8. Zazie ja mam 162cm i ważę 68-69kg… nie wyglądam jakoś nieczłowiekowato ale stan 60kg był znacznie lepszy… nie wspominając jak po przypadkowym odchudzaniu ważyłam wlaśnie 56kg…

    wszyscy mówili .. . wow… super wyglądasz……… teraz niestety tak nie jest, ale jeden – dwa mega posiłki dziennie mimo, że nie fast food i nie tłuste rzeczy + trochę słodyczy robią swoje, ale jak tu sie odchudzać jak nie ma się na nic czasu a jednak dietke trzeba trzymac troche, jadac regularnie…

    Trzymam za Ciebie kciuki, będę czytać jak Ci idzie i może też się zmobilizuję !

  9. a czy ja tez moge dolaczyc do tego koleczka? wiadomo – razem razniej :)
    w ciagu 3 lat na emigracji przytylam 15kg. masakra, wiem. nic dziwnego ze ludzie w Wielkiej Brytfanii sa Wielcy w gabarytowym znaczeniu oczywiscie. nawet i ja polubilam chips with vinegar (czyli frytki z octem). sama nie moge tez uwierzyc ze egg bacon cob ktorej 3 lata temu do geby bym nie wziela samkuje mi teraz na sto dwa!
    anyway, na poczatku poprzedniego tyg podjelam meska decyzje zgubienia tlustego tylka. moze odpadnie ode mnie jak zasuwam na silowni? i hope so. plan jesc mnie, 2 x tyg silownia (zamiast robic 40min przyzwoicie to ja tam wpadam jak Rambo i katuje sie przez 80min ale nie umiem inaczej) efekt tego ejst taki ze rano wstaje zla i klade sie do lozka zla bo nie dosc ze glodna to jeszcze wszystko boli. no i otwarcie sezonu rowerowego zrobilismy z Johnem tydzien temu. on robi zazwyczaj 50mil i jest naprawde szybki a ja nieco wolniejsza. ale wymyslilismy strategie zeby nam obu chcialo sie razem jezdzic. on mi daje 3 min i rusza po mnie starajac sie mnie dogonic. nie powiem, mam dzika satysfakcje jak przed ustalonym punktem mu sie nie udaje.
    konczac juz te wypociny:
    Olga – zycze powodzenia i silnej woli! mam nadzieje ze nam obu sie uda.

  10. ja też Cię polubiłam, chociaż Cię nie znam
    …ale mam dla Ciebie konkretne rady
    jestem mniej więcej Twojego wzrostu, trochę młodsza, jakieś cztery lata temu roztyłam się do 65 kg (to moja waga krytyczna)(a wcześniej byłam patyczorem, kościodupem, szkieletorem… wielki łeb, reszta-kości), nie ukrywam, że po prostu z powodu obżarstwa, lenistwa i zamiłowania do fastfoodów, i to w taki nieprzyjemny sposób, kiedy tyje tylko brzuch, cycki ^_^ i twarz, a ręcę i nogi nadal kościste.
    Nosiłam to na sobie jakiś czas, aż w końcu też zaczęło mnie to denerwować, dołować, frustrować, nosiłam to nadal, wiedziałam że jest źle, wkurzało mnie kiedy inni pytali czy jestem w ciąży, oooj, bardzo wkurzało …a jednocześnie po cichu musiałam przyznawać im rację („Aśka, rzeczywiście jakiś 4 miesiąc i to z oponami dookoła! :/”).
    Wmówiłam sobie, że jeśli czegoś z tym nie zrobię, ta frustracja nigdy nie przejdzie. Ale.. powiedzieć łatwiej niż zrobić. Zaczęłam kupować sobie jakieś magiczne sprzęty do ćwiczeń, nawet rower gdzieś się zaplątał, choć nie powiem… rekreacyjnie lubię popedałować, ale sport nie dla mnie – coś mnie strzyka, boli, pierdzi, noooł :/
    Więc nadal byłam w punkcie wyjścia
    Później była faza na magiczne suplementy diety, nawet nie chce mi się pisać jakie to gówno :/
    o „diety”… następne magiczne słowo, byłam chyba na 15, po każdej co raz gorszy efekt jojo
    aż w końcu!…


    jakiś ktoś mi nagadał że najłatwiej i najzdrowiej nie jeść niektórych rzeczy.
    Odstawiłam ziemniaki, białe pieczywo (którego byłam wielbicielem i wielkim pożeraczem, z tym było mi najciężejmakaron biały, gazowane napoje, słodyczy jeszcze wtedy nie lubiłam, to miałam ułatwiony start; majonez! to jest prawdziwy skrytobójca!, przez jakieś dwa, trzy miesiące z bólem w sercu omijałam niestety (przepraszam mamo, ale taka prawda…) tłuste obiadki domowe mojej mamusi, mniej fastfoodów, ale nie wyeliminowałam ich (właściwie nie do końca nie jadłam tych wszystkich produktów.. jak miałam na coś wielką ochotę, nie odmawiałam sobie raz na jakiś czas, bo to nie na tym polega); i ogólnie… mniej jadłam. Ale poza tym nadal sportu raczej zero… :/ to wyglądało tak z grubsza… a! i jeszcze polubiłam się z czerwoną herbatą i nasza przyjaźń trwa do dziś :D
    przez trzy miesiące schudłam jakieś 7-8 kg. Może to nie jest jakiś powalający wynik, ale mi tyle wystarczyło do lepszego samopoczucia psychicznego i fizycznego(!), tym bardziej, że praktycznie po po miesiącu przyzwyczaiłam się do ograniczania tych smakowitych produktów i później katorgi z tym żadnej nie miałam.
    po tych trzech miesiącach jakoś tak powoli, samoczynnie niemalże, zaczęłam do niektórych wracać, choć nie opycham się nimi jak dawniej, ale dla mnie jest ich już teraz zadowalająco w moim życiu :D trochę mniej jem niż te kilka lat temu, ale żeby nie było! najadam się tym!, żołądek musiał mi się chyba skurczyć
    nadal nie ćwiczę ani nic z tych rzeczy, zaczęłam wychodzić na zewnątrz, bo od niedawna mam psa, a raczej to on mnie :D
    w sumie chciałabym jeszcze zrzucić resztę brzucha, ale bez przesady, nie jest źle, jakoś to upcham w spodnie ;)
    ale coś się rozpisałam… wracając do sedna… miałam na myśli to, że nawet po zakończeniu tej „diety” wrócił mi na początku kilogram i stop, więcej nie przytyłam (od roku właściwie :D). strasznie jestem z siebie dumna :D
    mam nadzieję, że jeśli coś z tego wykorzystasz, pomoże i Tobie :)
    no i na koniec (naprawdę już koniec) chciałam wyrazić moje zdanie na temat Twoich lalek i pokoiczków, i ogólnie klimatów – bardzo mi się podobają, jaram się tymi fotkami :D (i nie jestem psychopatką)

  11. Zaz!
    Jak ja Cię doskonale rozumiem (to w ramach tworzenia grupy wsparcia i poczucia, że inni też mają słabo)! Mnie się „udało” przytyć 10 kg w ciągu roku, co było o tyle bolesne, że wcześniej udało mi doprowadzić do stanu używalności, czyli takie 10 zrzucić. Było mi dobrze, czułam się znacznie lepiej, pewnie też dlatego, że wyglądałam jak człowiek. Pierwszy raz w życiu udała mi się taka sztuka. Szkoda tylko, że na ostatnim etapie się rozkleiłam z powodów idiotycznych (z perspektywy patrząc) i zaczęłam się obżerać jak prosię- akcja pt. na złość mamie odmrożę sobie uszy, z gruntu kretyńska jak wiadomo. Teraz osiągnęłam stan krytyczny, patrzeć na siebie nie mogę, chodzę w namiotach, bo w nic się nie mieszczę i ryczeć się chce jak zobaczę gdzieś swoje odbicie i dociera do mnie, że to ja:/ Ale trzyma mnie jeszcze ta myśl, że przecież raz mi się udało, więc może i drugi… Wiem, że u mnie to kwestia jedzenia- za duże porcje, za dużo świństw typu paka czipsów na dobranoc, bo przcież coś mi się od życie należy. Najatrudniej jest zacząć, podjąć decyzję i wytrzymać pierwszy miesiąc. Trzeba niestety przez to przebrnąć i konsekwentnie wytrzymać, jeść mniej i częściej (nie wierzyłam, że to działa, ale tak jest). Np. kroiłam sobie jabłko na drugie śniadanie, czy marchewki w kawałki i wydawało mi się, że mam ich więcej i mogę cały czas krowio ruszać szczęką ;-) Z czasem żołądek się przyzwyczaja i poczucie sytości pojawia się szybciej. Jakiś aerobic czy inne ćwiczenia też się przydają (może rower, może bieganie, w zależności od upodobań). Nie warto się zacząć umartwiać i próbować przeżyć dnia na liściu sałaty, bo to prowadzi tylko dzikich marzeń o jedzeniu i dezercji.
    Kurczę, wierzę, że nam się razem uda, no dobra…w siebie jakoś mało wierzę, ale może…
    Sorry za rozpisanie się, chyba pierwszy mój koment, ale czytam regularnie, więc oczywiście mam poczucie, że się znamy od dawna ;p
    Pozdrawiam Siostro w kilogramach! :-)

    1. patent na krowie ruszanie szczęką chyba do mnie przemawia! :)

      I like rice. Rice is great if you’re hungry and want 2000 of something.

      osamotniony przez cały dzień liść sałaty – u mnie nie przejdzie.
      po wszelkich dietach zaczynam słabnąc i odstaje ataku depresji.

  12. tarczyca, hormony „kobiece”- progesteron na bank, zrób sobie też cukier i koniecznie kortyzol ( pokazuje czy dobrze trawisz cukier). Jako że przeszłam moc dietetyków powiem Ci tak : najgłupsze co mogłaś rano zrobić to zjeść cykorie i popić kawą :) Wybacz :). wiem, ze to się często mówi, ale śniadani emusi być duże! i zdrowe: ciemne pieczywo, serek bialy, serek almette, na to jakieś warzywo – 2 kanapki ci wystarczą, inna opcja: jajka i kromka pieczywa, inna – jogurt naturalny, platki owsiane, troche rodzynek , moze byc caly banan do tego i koniecznie siemie lniane. jesli ni ejestes uczulona- to dosypuj siemie wszedzie gdzie sie da – na kanapki, do zupy – ono swietnei pobudza prace jelit. Kawa? Ja jestem uzalezniona – ale kawa z mlekiem jedna rano i stop ( nie kupuj odchudzonego mleka, najlepiej- 2%). potem woda. posiłki- co 3 godziny wkladaj cos do ust :) Jabłko, cokolwiek… jak nie masz co – wsadz i snickersa, ale rob to regularnie co 3 godziny. Ale najpierwej : badania!!
    PS. ja mam 166 cm dowodowo – w realu chyba tez 164 i doprowadzilam sie do wagi 63 kg… i dzieki nauce normalnego jedzenia- a nie katowania sie -mam 55 od roku i naprawde jjem wszystko – ale w rozsadnych ilosciach. nauczy Cię dietetyk zdrowo jeśc i z głową – ale bez strasnzych wyrzeczeń… ale najwazniejsze na MOJRY! idź na badania!!!!!! bez tego nie pójdziesz dalej!!

    wysyłam kolejny KOP MOTYWACYNY!

    1. a widzisz – kortyzol!
      ostatnio okazało się, że Sydowi kortyzol oszalał i odpowiada za wszystkie kosmiczne objawy, które nękaja ją od niemalże roku… wyszło, że ma chorobę Hashimoto oraz chorobę Addisona…

      co do cykorii i kawy to nie będę się kłócić, bo zazwyczaj robię rzeczy _głupie_ i trochę juz przywykłam do tego faktu ;)
      duże sniadanie… czyli mogę chleb? razowy? a pumpernikiel? pumpernikiel to takie „dużo chleba w chlebie”…
      a czemu nie odchodzone mleko? a może sojowe?

      bogini, no idę na badania… jutro ;>
      oraz: kochamCięPola :***

    1. idę jutro, zapisałam się! [fanfary!!!]

      ale nie wiem, czy mam mu powiedzieć wprost: prosze mi wypisać skierowanie na to, to, to i to…
      czy tak manewrowac opisami objawów, żeby sam wyszedł z inicjatywą natychmiastowej hospitalizacji tego tajemniczego przypadka rodem z doktora House’a :>

  13. Olga – bardzo często jesteś przeziębiona, myślę, że powinnaś się kompleksowo przebadać. A jeśli chodzi o dietę, one wszystkie są mało skuteczne. Weź sprawy w swoje ręce, nie jedz w ogóle na mieście, sama przygotowuj wszystko co jesz, sama rób zakupy itd. Przygotowuj lunche do pracy. Ile razy w tygodniu jesz na mieście? Sama cykoria to nie jest dobry pomysł, ale sałatka z jej udziałem to już lepszy.

    1. orany, Ania, nie mów tak, bo zaczynam się bać… „kompleksowo przebadać” – aaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!! o_O
      a tak na serio – to masz rację. od zeszłego lata wciąż choruję. niby nic, a ciągle kicham, boli mnie gardło, jestem osłabiona…
      dotychczas tłumaczyłam to faktem przeprowadzki – że z cudownego zielonego Tarchomina, gdzie bursztynowy świerzop i gryka jak śnieg biała,
      przeprowadziłam się do centrum miasta, gdzie aż szaro jest od spalin…

      a w kwestii cykorii samej lub z czymś – to materiał na osobną notkę ;)

  14. a ja, choć Cię dobrze nie znam, polubiłam Cię mocno.

    odchudzaj się, ale z sensem. badania i takie tam inne. i rower. mopsy ładnie wyglądają w koszyczkach z przodu ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.