Master Cleanse [Lemon Detox Diet] – dzień 8

 

 

 

 

 

 dzień 8. środa.

mija właśnie 8 dzień mojej klonowo-cytrynowej krucjaty
i jak widzicie – ku rozczarowaniu co poniektórych – jeszcze żyję! ;)
dzisiaj akurat mam się świetnie, ale wczoraj, przyznaję, było słabo.
dowlokłam się do domu i zanurkowałam na 3 godziny pod koc,
gdzie robiłam sobie okłady z ciepłych pachnących chrupkiem mopsów.
ależ cierpiałam! ból głowy, uogólniona niemoc, dreszcze i fale przeszywającego zimna.

ale spokojnie! doczytałam potem, że oto prawdopodobnie doświadczyłam
pierwszego stopnia organicznego oświecenia na drodze samooczyszczenia,
a mianowicie pierwszego przełomu kwasiczego. czyli wszystko zgodnie z planem ;)
i teraz – uwaga! – wrażliwi wyłączają percepcję, albowiem objawię Wam,
co zdecydowanie poprawiło moje samopoczucie. otóż.
cudownie oczyszczająca organizm z toksyn – lewatywa
z wody mineralnej i świeżo wyciśniętego i przefiltrowanego soku z cytryny.
tyle tytułem obscenicznej i gorszącej dygresji.
dzisiaj czuje się bosko! ;)

a teraz konkrety:
zaczęłam kurację oczyszczającą przy wadze 71 kg.
teraz waga pokazuje 66,7 kg. do końca kuracji pozostały mi 2 dni.
jestem świadoma, że po rozpoczęciu  normalnego odżywiania
większość utraconej wagi naturalnie powróci (jelita wypełnią się treścią pokarmową, itp).
ale tak naprawdę dopiero PO zakończeniu 10-dniowego Master Cleanse,
który – jak sama nazwa wskazuje – jest procesem oczyszczania i odtruwania organizmu
rozpocznę właściwą kurację odchudzającą.

a ponieważ między Master Cleanse a “normalnym odżywianiem” czeka mnie jeszcze
10-dniowy okres “wychodzenia z niejedzenia” i zamierzam ten okres wykorzystać na
przetestowanie oczyszczającej warzywno-owocowej diety dr Dąbrowskiej.
potem przyjdzie czas na zdrowe jedzenie według metody Montignaca.
takaż oto metodyczna się ostatnio zrobiłam! ;)

poza tym – moja słaba silna wola okazała się nie taka słaba!
praktycznie mija już mój 9 dzień bez jedzenia (bo w okresie przygotowawczym –
ostatniego dnia przed rozpoczęciem picia lemoniady byłam już na samych płynach).
więc jednak POTRAFIĘ powstrzymać sie od jedzenia – nie tylko przekletych słodyczy,
ale i wszystkiego innego. oto sztuka odraczania przyjemności w praktyce.
poza tym – miło jest dotrzymywać danego sobie słowa.
tyle na dziś.

 

ps. a dzisiejszy dzień stoi pod znakiem lirycznej rzewności Mortena Harketa:

na kogo nie działa, ten… nie nie, nie wierzę, że nie działa…

 

przecież A-ha szarpię tę wrażliwą strunkę między wątrobą a serduszkiem…

szarpie wam już? mnie tak.

nie no, musi wam szarpać! szarpie, co nie?

 

 

 

 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

12 komentarzy

  1. aha, na temat lewatyw – jesli ktos ma taka potrzebe to jego sprawa. jesli nie sa robione czesciej niz raz (nooo , dwa razy) w miesiacu – nie szkodza. czesciej – moga uszkadzac sluzowke i zaburzac flore baktyryjna (jak zapewnie wiesz, w jelicie mieszka duzo bakterii, chodzi o to, zeby byly to te wlasciwe). ich znaczenie – dla procesu dietetyczno „detoksowego” jest oczywiscie zadne.

  2. droga zazie. kontynuuje nasza przemila rozmowe tutaj :)

    http://zazie.com.pl/2012/04/master-cleanse-lemon-detox-diet-dzien-7/
    nie mialam watpliwosci, ze sie domyslisz z kim masz do czynienia;) jestes przeciez inteligentna dziewczynka;););) nie logowalam sie jakos specjalnie przez jakis inny serwer (nia mam ani czasu ani ochoty na takie zabawy :))). po prostu- nie zawsze pisze z tego samoego komputera.

    >na marginesie – och, chyba trochę kłuje Cię w boczek i fałdkę fakt, że inni mnie czytają ;)

    alez bardzo sie ciesze! jedyne co mnie sklonilo do zabrania glosu- to obawa, ze tyle samo czytelnikow moze wziac bajania o detoksie na powaznie. nie mam czasu na studiowanie przepisow na cudowne diety, ale jesli mowisz ze jest w niej 600 kcal- to ok. miesnie sie nie spalaja a 10 dniowe glodowki- nikomu jeszcze nie zaszkodzily, a z duzym prawdopodobienstwem maja zbawienny wplyw na zdrowie. takze jak widzisz – chwale Cie ;))) ogolnie jednak – przy dietach wszelakich- jesli maja trwac dluzej – trzeba pamietac o kilku niezbednych zasadach:
    1. powyzsze ok 300 – 500 kcal w postaci weglowodanow (najlepiej zlozonych, jak najbardziej np soki warzywne) , zeby spalac tluszczyk, nie spalajac miesni,
    2. organizm potrzebuje TLUSZCZY, a konkretnie NNKT (dlatego tez nazwa ich brzmi NIEZBEDNE nienasycone kwasy tluszczowe) – do syntezy blon komorkowych
    3. organizm potrzebuje aminokwasow egzogennych – do syntezy wszystkiego.
    dlatego przy dluzej trwajacych dietach dobrze jest jesc jedno (dwa) jajko dziennie – dostarczasz wszystkie aminokwasy i dodac do niej lyzke plynnych tluszczy. osobiscie- ze wzgledu na korzystny sklad polecam lniany, ale z grubsza wszystko jedno jaki tluszcz. jajko – polecam jesc na zmiane (lub razem) ze sledziem – ten ostatni ma w sobie i aminokwasy i niezbedne tluszcze.
    skad pochodza witaminy i reszta – jest z grubsza wszystko jedno. moze byc to rowniez sok klonowy. jesli ma poprawic samopoczucie – to jak najbardziej.
    wspomniana przez Ciebie dieta warzywna brzmie rozsadnie a montiniak- jest jak najbardziej godny polecenia. czyli – wszystko w bardzo zielonym obszarze. tak trzymac!

    1. uff, przynajmniej w tym się zgadzamy ;)

      nie namawiam nikogo na kuracje oczyszczające dłuższe niż 10 dni, bo uważam, że są wyniszczające – najbardziej niestety dla mózgu, który potrzebuje do pracy tłuszczów i węglowodanów – zwłaszcza płat czołowy, który jest moją „piętą achillesową” z racji ADHD i winna mu jestem szczególne traktowanie :]

      dlatego 10 dni detoksu + kolejne 10 dni warzywno-owocowych z olejem Budwigowym
      potem => Montignac i regularna aktywność fizyczna (która podczas kuracji oczyszczającej „zawiesiłam” do odwołania)

      i tyle ;)

      nie namawiam nikogo do ekstremalnych postów, urynoterapii czy innych cudowności,
      które faktycznie są dosyć blisko usytuowane względem mojej „kuracji”.
      na szczęście szaleństwo i metodę dzieli cienka czerwona linia, której staram się nie przekraczać ;)

      pozdrawiam :)

      1. >nie namawiam nikogo do ekstremalnych postów, urynoterapii czy innych cudowności,
        >które faktycznie są dosyć blisko usytuowane względem mojej „kuracji”.
        >na szczęście szaleństwo i metodę dzieli cienka czerwona linia, której staram się nie przekraczać ;)

        nie zapominaj jednak, ze moga cie czytac rozne osoby, dla ktorych ta cienka linia nie calkiem jest widoczna. to byl powod- dla ktorego zabralam glos. mysle jednak – ze moje rady moga byc ogolnie przydatne, rowniez dla iinnych czytajacych Cie osob ;)
        ps. w moim przypadku – nadal katastrofa – chociaz zdaje sobie sprawe, ze 60 kg/170 cm – jest katastrofa wzgledna i na pewno – do przezycia.

          1. ja tez sie cale zycie glodowalam „diete” jajczano – szpinaczana.
            to nie byla planowa dieta – ale robila sobie wieczorami omlety ze szpinakime lub innymi irgendesnjami
            grzybyki. do tego maslanka na sniadnai , i sok marchwkowy lub buraczany- i trzymamalam sie na moich 53-55 kg.
            polecam tez salatke sledziowo- jajakowo – buraczano (jablka mozna wyrzucic jesli alergia) cebukowa.
            duzo roznych ziol do smaku i odrobie oleju lnianego , moze byc tez smietany. o chrzanie nie zapomniec. samo zdrowie a syci –
            przedobrzyc latwo, bo smaczna , ale odpowiednio dawkowana- doskonaly srodek dietetyczny.

          2. bedzie dobrze. montiniak – jest ok. nie mam przynajmniej obaw – jak np przy diecie duncana.
            moze powinnac napisac diete odchudzajaca lilkowa? bedzie skladac sie z jaj, sledzi, buraczkow, cebuli, chrzanu, czosnku oleju lnianego, ciemnego chleba, zielonej ew. czarnej herbaty (inne kolory tez dozwolone), cytryny, imbiru, curcumy, duzo ziol wszelakich pachnacych. wszystko to wymiksowac w jakies zjadliwe skladniki i proporcje. miod zamiast cukur. sok marchwekowy/pomidorowy/buraczany do popicia. .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.