Master Cleanse [Lemon Detox Diet] – dzień 9

 

 

 

 

 

dzień 9. czwartek.

 

daleka jestem co prawda od podziwu dla własnego superego, ale!
w sytuacji, kiedy trzy osoby bez serca i bez duszy – czyli Czmuda, Quentin i Syd –
siedzą tuż obok przy stole i wpierniczają najlepszego ‘chińczyka’ w mieście,
a ja udaję, że “mnie to nie dotyczy lalalala!-lalala!-lalala!
nie widzę was, nie słyszę, ani nie powaniam…” – to sami przyznacie,
że jakby mam prawo odczuwać subtelną nutkę rispektu, co nie? ;)

oto nastał 9 dzień mojego nowicjatu
w surowej regule zakonu głodującego Master Cleanse.
trochę ciężko mi uwierzyć, że już tyle wytrzymałam –
nie w kwestii głodu, ale w kwestii powstrzymywania się przed
dominująca w moim przypadku psychiczną potrzebą jedzenia.

dzięki postowi uświadamiam sobie bardzo wiele rzeczy.
na przykład właśnie to, że kieruje mną psychiczny głód,
który trudno zaspokoić. dlatego wciąż chcę więcej i więcej.
jedzenie koi mnie tylko na chwilę, pozostawiając po sobie
z jednej strony poczucie winy, z drugiej – coraz głębsze pokłady nienasycenia.

więc okazuje się, że z jedzeniem mam tak samo jak z uczuciami.
wciąż mi mało. i wszystko we mnie przepada jak w studni bez dna.
jeszcze jedna kanapka. i jeszcze jedna. i jeszcze. oraz: czy mnie kochasz?
ale na pewno? a może ci się tylko wydaje? a skąd wiesz? a przecież…
wyznania, zapewnienia i potwierdzenia nie koją mnie nawet na chwilę.
tak jak kolejne kęsy, których fizycznie mam już dosyć, a mimo wszystko gryzę.

i tak oto deprywacja emocjonalna z dzieciństwa
skutkuje nadwagą w życiu dorosłym.

tymczasem kiedy nie jem –
czuję się silniejsza. pewniejsza. spokojniejsza.
fizyczne odmawianie sobie jedzenia jest sygnałem dla mojej psychiki –
„poradzisz sobie, nie musisz się karmić energią z zewnątrz, bo masz ją w sobie.
nie musisz rzucać się na jedzenie, ono jest. zaczeka na ciebie. nie zabraknie go.  
nie musisz rzucać się na miłość. ona jest. dla ciebie. nie zabraknie jej”.
kontrolując łaknienie, mam władzę nad moimi emocjami.

 

to chyba znak, że powinnam uważać.
dobrze, że jutro kończę.

 

Death by chocolate is myth
This I know because I lived
I’ve been around for broken hearts and how
Lay your head in my hands little girl
This is only right now

Death by crying doesn’t exist, though
The headaches feel a bit like it
You might explode
But you reach the end of the road
And you, little tree
I’m certain you will grow

 

 

 

 

 

 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

9 komentarzy

  1. mówią, nasz stosunek do jedzenia ustanawia nasze miejsce w świecie.
    no i jeszcze, chciałam dodać, że głód świadomie zaplanowany, przemyślany i celowy poszerza percepcję i świadomość. stąd tyle tego w religiach.

    czy wiesz, że dzisiaj jest międzynarodowy dzień czekolady? :)

  2. A ja poszłam do pani mojej ulubionej i po pierwsze rozpisała mi znowu system jedzeniowy, a po drugie zapytałam się jej, jak to z tą głodówką jest. Jedyne zastrzeżenie, jakie miała, to długość trwania całej imprezy – 10 dni to za długo. Zaproponowała mi co innego, ja to przyjęłam i dzisiaj i jutro jadę na samych surowych warzywach, soku pomidorowym, wodzie, herbacie i soku żurawinowym (czysta żurawina, bez cukru, rozcieńczana wodą).
    Jestem dobrej myśli :))

      1. Warzywa wszystkie, surowe mogę w nocy o północy. Marchewka zdaje się faktycznie zawiera najwięcej cukru, ale mimo wszystko jest warzywem :)) Ja sobie kupiłam kalafiora, rzodkiewki, rzeczoną marchewkę i ogórka. Na obiad odgrzeję sobie tarte buraczki. Inne warzywa nie przychodzą mi do głowy, albo nie lubię :]
        Aha, można też sok z buraka.
        A na sok z żurawiny trafiłam całkiem przypadkiem w osiedlowym warzywniaku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.