oogie boogie – oogie boogie, Zazie pije wyciąg z papugi

po pierwsze – ustalmy fakty:

 

po drugie:

ci, którzy mnie znają –
wiedzą, że jestem hardkorem
i półśrodki na mnie nie działają.

oraz że potrzebuję czegoś mega.
dopiero wtedy
jestem w stanie dotrzeć
do swojego wewnętrznego super
i pobudzić głęboko ukryte ekstra.

oraz ekstremum.
w bonusie.

 

nie wdając się w szczegóły – powiem, co następuje:

otóż. zaczęłam pić. i momentalnie wpadłam w ciąg.
zamierzam wytrwać jakiś tydzień. oczywiście wszyscy powiedzą,
że się wyniszczam, że jestem pierdolnięta i mam nasrane w głowie,
że tyle dobrych rad i wszystkie o kant dupy potłuc,
że pić można tylko umiarkowanie i pod kontrolą,
że jesteśmy poważnymi ludźmi i obowiązuje nas pewna kultura picia,
że musimy porozmawiać i czy ja wiem, co ja wyprawiam –
że mi wypadną włosy i opadną cycki, a na ciało wstąpi wesoły świąd.

a ja mówię – dajcie mi 7 dni!
przecież nie od razu Pszczynę zbudowano!

jutro oficjalnie dzień pierwszy.

 

 

 

 




 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 




 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

15 komentarzy

  1. Pingback: human behaviour - zazie.com.pl | zazie.com.pl

  2. a ja nie wiem kiedy ale schudłam???. chyba w jeden dzień, mimo że odchudzam się już??? dwa tygodnie?? nagle spadły mi dziś spodnie. do wczoraj trzymała je opuchlizna brzuszna. a dziś muszę pasek. ciekawe co to. i ciekawe czy jutro wróci.
    powodzenia z wyciągiem z kakadu.

  3. A ja jestem ZA! Za szokowymi terapiami, kiedy ludź dysponuje taką słaba silną wolą jak ja. Kiedyś (jakieś 10 lat wstecz) wystarczała przez 1 miesiąc bardzo monotematyczna dieta ( czyli maca z twarożkiem i pomidorem lub ogórkiem) i było 6 kilo mniej :-) Potem jadłam tyle, żeby czuć, że nie jestem głodna. Efektu jojo nie było do momentu, do którego nie obżarłam się jak świnia i rozepchnęłam sobie żołądek do stanu sprzed odchudzania. Wtedy wciąż wołał: ‚mało, mało’.
    Obecnie 10 lat i 10 kilo później, żadne diety, sport, itp nie pomagają – bo zmienia się przemiana materii i to co dobre dla dwudziestek, u nas już nie działa :-) Więc tylko terapia szokowa. Obecnie od 2 tygodni stosuje dietę kalafiorowo-pomidorowo-sałatowo-kawowo-jajkonatwardo :-) I już 6 kilo mniej. Mam plan na więcej, żeby wrócić do swojej ulubionej wagi i wiek, ani moje oporne w chudnięciu ciało mi w tym nie przeszkodzi. W końcu w Auschwitz nie widziano grubych, no nie :-) Zawsze można sobie racjonalizować, że wielki post, albo wielki tydzień albo inne takie tam – jak komuś to potrzebne. Mam znajomych – już w podeszłym wieku, którzy raz na pół roku robią sobie takie oczyszczające głodówki i świetnie się po tym czują. Spada cholesterol, oczyszczają się żyły, wraca energia. Skoro działa u staruszków, to czemu nie :-)

    Aha, no ale żeby zacząć, to muszę najpierw stanąć na golasa przed lustrem i tak sie napatrzeć i sobie siebie obrzydzić (najlepiej działa w przymierzalniach lepszych sklepów, gdzie nie wchodzę w normalne rozmiary), że dopiero wtedy rodzi się motywacja. Inaczej, nie ruszę z miejsca.

  4. Ja wiem, przecież wiem, że zadziała na długo tylko trwała zmiana odżywiania i trybu życia. Że diety są do dupy, bo gdy tylko zaczniesz jeść „normalnie”, wszystko wróci – często z nawiązką. Ale są momenty, takie jak teraz, gdy wiosna blisko i trzeba będzie zdjąć kurtko-bluzy i pokazać to, co pod spodem. Chwile, gdy nie mogę już na siebie patrzeć i wtedy nachodzi mnie, że cholera, zrobię sobie najlepiej miesiąc głodówki sokowej , a potem to już naprawdę zacznę się racjonalnie odżywiać i robić, co trzeba. Że skoro nie umiem być racjonalna, to nie będę jeść w ogóle. Jestem sobą załamana, serio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.