coś a la CASE STUDY: AdTaily czyli „Jak się nie robi internetów”

 

Jestem tak zniesmaczona całą akcją z AdTaily, że właściwie nie chce mi się ciągnąć tego tematu.
Wypadałoby jednak podsumować wszystko, co miało miejsce w czasie całej internetowej dyskusji,
która trwała w komentarzach na zazie.com.pl, na wykop.pl, na blog.adtaily.pl oraz w wielu wątkach na facebooku.

Reasumując, w punktach – dlaczego nie jestem oszustką żerującą na kliknięcia w bannerki? ;)

1. Jestem blogerką, copywriterką, od kilku lat pracuję w reklamie.
W reklamie. W takiej wiecie – “prawdziwej”, z telewizji, gazet,
billboardów na mieście, a nie w tej drobno-internetowej z bannerkami, precelkami,
katalogami seo i kolesiami, którzy uczą “jak zarabiać na blogu”.

2. Serwis zazie.com.pl tworzę organicznie – pisząc, pisząc, fotografując i jeszcze raz pisząc.
Do budowania jego popularności nie wykorzystuję seo-tricków, katalogów i innych wynalazków.
Nie jestem w rankingu top blogerów, nie biorę udziału w konkursie na najlepszego blogusia roku,
nie jeżdżę na Blog Forum do Gdańska, nie walczę o popularność, nie wciskam kitu i nie gram pod publiczkę.
Po prostu piszę, z uporem maniaka, od ponad 10 lat (zaczęłam w lipcu 2002 roku) – najpierw na blog.pl,
teraz pod własnym szyldem. Tylko ja i kilku innych maniaków/maniaczek wie, ile potrzeba naiwnego samozaparcia,
żeby tak pisać sobie a muzom, w ramach sztuki dla sztuki.

3. Mój blog nie jest maszynką do zarabiania pieniędzy. Wręcz przeciwnie – sama inwestuję w niego własną ciężko zarobioną kasę
(utrzymanie serwera i domeny to wydatek rzędu kilkuset złotych) oraz morze czasu, za który nikt mi nie płaci,
a który mogłabym poświęcić na cokolwiek innego. Mój wybór. Robię to dla własnej przyjemności i satysfakcji.
Największą nagrodą jest dla mnie sam fakt posiadania własnego miejsca w internecie,
a także komentarze moich Czytelników i kontakt z niektórymi z nich w realnym życiu.

4. Na moim blogu nigdy wcześniej nie wyświetlałam reklam ani niczego, co przekładałoby się na jakikolwiek “zysk” dla mnie
(w postaci pieniędzy czy innych dóbr materialnych); nigdy nie pisałam notek sponsorowanych,
nie zachwalałam żadnych produktów czy usług na zlecenie osób trzecich.
Owszem, od roku –  po przeprowadzce do nowego mieszkania – wyprzedaję moją domową biblioteczkę,
bo uważam, że własne przeczytane książki warto puścić w świat, żeby mieć kasę na nowe.
Ponadto od czasu do czasu na moim blogu pojawiają się linki i informacje na temat moich znajomych
robiących fajne, ciekawe i godne polecenia rzeczy – robię to z własnej inicjatywy i sympatii,
nie otrzymując z tego tytułu żadnych korzyści materialnych.

5. Jestem wielką miłośniczką mopsów (co nietrudno zauważyć – sama mam dwie mopsie dziewczynki: Kumoka i Miszura ;),
dlatego wspieram działania zaprzyjaźnionych wolontariuszy na rzecz potrzebujacych, chorych i porzuconych mopsów.
Wielokrotnie na blogu pojawiały się zdjęcia i informacje na temat możliwości adopcji mopsów lub organizowania pomocy dla nich.
Nigdy jednak nie prowadziłam żadnych zbiórek pieniężnych, bo się na tym po prostu nie znam.

6. Ponad rok temu zainteresowały mnie – wielokrotnie przysyłane od 2010 roku na moją skrzynkę mailową –
oferty współpracy reklamowej z AdTaily o treści (tak, archiwizuję wszystkie istotne wiadomości):

“Miło mi poinformować że dla wszystkich blogerów z blog.pl udostępniliśmy narzędzie Adtaily.
Adtaily to taki model obecności reklam na blogu, z których emisji będziecie mogli czerpać zyski.
Za pomocą jednego kliku w panelu administracyjnym bloga, AdTaily umożliwi Wam zarabianie na blogowaniu.
W AdTaily to bloger decyduje ile warte jest wyświetlenie reklamy na jego blogu,
w którym miejscu powinna się ona pojawić oraz, co istotne, jakie to będą reklamy.”

 

Świetnie! – pomyślałam. Założyłam konto na AdTaily i umieściłam widget na swoim blogu,
przekazując Czytelnikom informację w notce oraz w formie bannerka, że dochód z reklam na zazie.com.pl
będzie przeznaczony na pomoc potrzebującym mopsom. O swojej decyzji poinformowałam także wolontariuszkę opiekująca się mopsami.
Przez pierwsze tygodnie widget świecił pustkami, z czasem zaczął się wypełniać bannerkami.

“Ponieważ masz konto Wydawcy w AdTaily, chcielibyśmy poinformować Cię o nowej funkcji, którą testujemy
i która – mamy nadzieję – przyczyni się do zwiększenia Twoich przychodów.
Nowa opcja, którą wprowadziliśmy sprawi, że na Twoich stronach z widgetem AdTaily – w czasie, gdy nie ma innych reklam
kupionych w modelu Flat-Fee – zaczną wyświetlać się reklamy oznaczone jako “Kampanie rozliczane za kliknięcia”,
czyli tzw. Kampanie CPC. W czasie ich wyświetlania nasz system będzie rejestrował tzw. unikalne kliknięcia,
za które pozyskani przez nas reklamodawcy będą Ci płacić po określonej stawce.
Zarobiona w ten sposób kwota będzie dodawana do środków zgromadzonych przez Ciebie wAdTaily.
Wierzymy, że ta nowa funkcja przyczyni się do zwiększenia Twoich przychodów ze sprzedanych reklam.
Jak zwykle podczas testów liczymy na Twoje opinie, sugestie i zgłoszenia ewentualnych błędów lub wątpliwości.”

Oczywiście, że klikałam w każdy bannerek, który samoistnie pojawiał się w widgecie, chcąc mieć jasność,
CO reklamuję na swoim własnym blogu – sprzedaż butów? szkołę językową? pożyczki chwilówki?
a może wirtualne kasyno i rozgrywki pokera? albo nie wiadomo CO.

 

Co Waszym zdaniem reklamują poniższe bannery,
które AdTaily umieściło na moim blogu? 

          

Byłam ciekawa, więc kliknęłam, sprawdzając do czego prowadzi link.

 

 

Inne bannery wydawały mi się z kolei wątpliwe pod różnymi względami
i wahałam się, czy na pewno chcę je mieć na blogu:

   
wszystko jasne? ;)

 

więc również w nie kliknęłam. 

 

 

 

 

A niektórymi ofertami sama byłam zainteresowana jako potencjalny klient, np:


 

No więc klikałam, owszem.
Ale nie pierdyliard, nie brazylion, nie sto, ale RAZ w dany bannerek na cały czas trwania kampanii.

Nigdzie w regulaminie AdTaily nie było napisane, że Wydawcy nie wolno kliknąć w banner
pod groźbą utraty całego dochodu ze wszystkich reklam i kampanii. Nigdzie!

Co więcej – AdTaily w swojej komunikacji na stronie www i w mailach do Wydawców zawsze podkreślało,
że liczą się tylko UNIKALNE kliknięcia, co dla mnie jest równoznaczne z tym, że moje własne kliknięcia jako wydawcy
nie powinny być w ogóle zliczane. Spójrzmy na screeny z mojego Panelu Wydawcy:

 

Różnica między liczbą wszystkich kliknięć
a ilością kliknięć rozliczonych (czyli zaakceptowanych przez AdTaily)

była dla mnie czytelną informacją, że moje kliknięcia nie są rozliczane.

W tzw. międzyczasie AdTaily rozsyłało newslettery w stylu:

“Jak zapewne wiesz, testowaliśmy nowy model sprzedaży reklam w AdTaily, czyli CPC (Cost Per Click) – reklamy płatne za kliknięcie. 
Na podstawie doświadczeń, które wtedy zdobyliśmy, ulepszyliśmy funkcjonowanie tego modelu. 
Wprowadziliśmy również kilka zmian w naszym regulaminie, które lepiej precyzują obowiązki wydawców 
związane z rzetelnym podawaniem danych serwisu takich jak nazwa, opis, oglądalność. 
Będziemy wdzięczni za wszelkie komentarze, uwagi i sugestie, które pozwoliłyby nam jeszcze bardziej ulepszyć ten model (…)” 

 

Na żadnym etapie mojej „współpracy” z AdTaily nigdy nie otrzymałam żadnej informacji, upomnienia czy ostrzeżenia
na temat naruszania regulaminu, niedozwolonych praktyk kontrolnego klikania w reklamy na własnej stronie, itp.
Do panelu Wydawcy logowałam się rzadko, bo żółwie tempo rozliczania kampanii oraz oszałamiające groszowe kwoty
gromadzonego z reklam „wynagrodzenia” sprawiały, że zostawiałam całą tę akcję „zarabiania na blogu z AdTaily” własnemu biegowi.

Aż do chwili, kiedy w listopadzie postanowiłam wypłacić pieniądze.
Resztę historii znacie z tej notki oraz licznych dyskusji w internecie.

 

W skrócie:

W odpowiedzi na moją notkę – w internecie rozgorzała dyskusja
na temat współpracy Wydawców i Reklamodawców z AdTaily.

WYKOP.PL :   AdTaily naciąga blogerów przy wypłacie wynagrodzenia

Głos zabierało coraz więcej osób, którym cofnięto wynagrodzenie,
zasłaniając się regulaminem, sztucznymi kliknięciami i tajnością danych:

 

 

W odpowiedzi na liczne dyskusje toczące się na moim blogu, wykopie i facebooku
przedstawicielka AdTaily – Marta Klimowicz – opublikowała na oficjalnym blogu AdTaily notkę,
w której publicznie zasugerowała, że usiłowałam popełnić oszustwo
i dlatego zostałam ukarana cofnięciem całego wynagrodzenia.

Na poparcie swojego oskarżenia (a raczej oszczerstwa) pani Klimowicz
– nie próbując się ze mną skontaktować bezpośrednio celem wyjaśnienia sytuacji –
ujawniła dane (w formie „profesjonalnej” tabelki) z mojego prywatnego Panelu Wydawcy –
dane, o które wcześniej sama prosiłam w korespondencji mailowej.
Niestety nie mogłam ich otrzymać, bo według przedstawicieli AdTaily
były to one ściśle tajne i  wgląd do nich mogły mieć wyłącznie „uprawnione organy” w toku śledztwa.

Dzień później owe „ściśle tajne dane” z mojego osobistego konta w AdTaily
zostały beztrosko opublikowane w internecie
wraz z publicznym oskarżeniem o próbę oszustwa.

Posiłkując się malowniczą tabelką, objawiono światu sensacyjną informację:
– Zazie klikała w bannerki na swoim blogu!!!
(choc przecież dzień wcześniej sama o tym pisałam w notce)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W obliczu zmasowanego ataku internautów oraz Wydawców, którym cofnięto wypłatę wynagrodzenia –
AdTaily zaprezentowało  zaskakująco aroganckie podejście do całej sprawy,
na każdym kroku zasłaniając się ogólnikowym i dziurawym jak ser szwajcarski regulaminem,
w którym nigdzie nie wspomina o zakazie klikania we własne reklamy,
nie precyzując czego dotyczy szerokie pojęcie „sztucznego zwiększania liczby kliknięć”.
Na pomoc AdTaily ruszyło kilku specjalistów od „zarabiania na blogach”, którzy w równie aroganckim tonie
powoływali się na zasady działania googlowego systemu AdSense oraz kilku innych pokrewnych,
kpiąc ze mnie i poddając w wątpliwość moją uczciwość –
oraz sprowadzając całą sprawę do tego, że „zakaz klikania jest oczywisty, a Ty dziewczynko, kłamiesz!”

Otóż nie jest, drodzy koledzy.
Rozumiem, że jako specjaliści od seo precli i reszty internetowego badziewia,
jesteście na bieżąco ze wszystkimi rozwiązaniami, dzieki którym możecie skoczyć w rankingu o kilka oczek wzwyż
i śledzicie wszystkie systemy klikania, zarabiania i zwiększania ogólnej szczęsliwości –
ale JA nie.

Nie muszę znać zasad i regulaminów googlowego AdSense, skoro korzystam z polskiego AdTaily!
Nie żyję na farmie linków,
 nie dowodzę armią klikalnych bannerków i wirtualnych systemów sprzedażowych –
to co dla Was jest oczywiste i powszechnie znane, ja muszę mieć czarno na białym wytłumaczone w regulaminie.
A w regulaminie AdTaily nie znalazłam żadnych konkretnych zapisów oprócz garści ogólnikowych fraz,
które – jak się okazuje – specjaliści z AdTaily naginają wedle własnych potrzeb.

W toku dyskusji najbardziej rozbawiły mnie posty, w których osoba reprezentująca AdTaily
PUBLICZNIE sugeruje, że jestem oszustką.
Nic tylko pogratulować firmie PR i podejścia do Wydawców, dzięki którym kręcą ten swój biznes.

NIE, nie zamierzam szarpać się z AdTaily o 100 zł, które rzekomo w 25% „sama se naklikałam”. 
Na swoim blogu dokładnie opisałam całą sytuację oraz fakt, że w każdą pojawiającą się reklamę KLIKNĘŁAM,
sprawdzając co znajduje sie pod linkiem. W sytuacji, kiedy moderacja była wyłączona – uważałam, że mam prawo kontrolować to,
co AdTaily zamieszcza na moim blogu o różnych porach dnia i nocy – zwłaszcza, że zamieszczenie reklamy bez moderacji to zaledwie kilka klików.
Po kilkunastu miesiącach czerpania zysków przez AdTaily z reklam pojawiających się na moim blogu –
ekipa AdTaily zamiast wyjaśnić mi w mailach, o co chodzi –
milczy uparcie, a następnie wytacza armatę i na forum publicznym oskarża mnie o próbę oszustwa.

Dodam jeszcze, że żadna z – tak intensywnie dyskutujących na wykop.pl, facebook.com, blog.adtaily.pl czy zazie.com.pl –
osób reprezentujących AdTaily nie pofatygowała się, aby skontaktować się ze mną bezpośrednio
(np. mailowo lub na priv FB) i dojść do porozumienia.

Nawet jeśli przekonani są o absolutnej słuszności swojego działania – do zasad dobrego PR’u należy chyba
bezpośredni kontakt i mediacja łagodząca całą tę zadymę. Tym bardziej, że ja naprawdę nic od AdTaily nie chcę.
NIC. Nawet extra kubka z super logotypem AdTaily. Smyczy też nie. Oraz: chrzanię te 100 zł. 
Nie mogę jednak pogodzić się z tym, że AdTaily zachowuje się w tak arogancki i nieprofesjonalny sposób.
Wiadomo, że najlepszą formą obrony jest atak. Ale po licznych PR-owych “strzałach w stopę”,
które ostatnio mogliśmy podziwiać w polskim internecie na fanpejdżach różnych marek –
liczyłam na to, że działy PR’u czegoś sie jednak nauczyły. Okazuje się, że niestety niczego.

 

Po opublikowaniu na facebooku powyższego fragmentu (zaznaczonego na czerwono) –
natychmiast skontaktowała się ze mną na privie przedstawicielka AdTaily

Marta Klimowicz przeprosiła mnie oraz przyznała, że komunikacyjnie „dali ciała”.
Dlatego w ramach „ugody” zaproponowała przekazanie rekompensaty dla potrzebujących mopsów.
Testowe kliknięcie w reklamy na własnym blogu nadal jest według nich próbą oszustwa,
ale przynajmniej Mopsy w Potrzebie dostaną od AdTaily 200 zł.

O nic innego mi nie chodziło.
Bo od początku sprawa na moim blogu była jasna – nie po to umieściłam reklamy,
żeby sobie zarobić na krem pod oczy, tylko żeby wesprzeć wolontariuszy pomagającym mojej ukochanej rasie psów.

Oprócz tego wystosowałam do AdTaily prośbę o treści:

Chciałabym, aby zmodyfikowano wpis na blogu AdTaily, w tytule oraz tekście którego widnieje sformułowanie „próby oszustw”
wraz z aktywnym linkiem do mojego bloga – tj. albo zmodyfikowanie tytułu albo usunięcie linka.
Nie zgadzam się na publiczne sugerowanie mi, jakobym świadomie i celowo próbowała oszukać AdTaily.
Skoro problem okazał się globalny – postarajcie się o całościową analizę zjawiska.
Niestety w obecnym kształcie notka ta brzmi jak personalny atak na konkretnego blogera-oszusta.

Dopiero dzisiaj tytuł notki został zmieniony i brzmi on obecnie:
„Wypłaty i naruszenia regulaminu w AdTaily” .

 

I oto koniec tej żenującej historii.
Jedno wiem na pewno:  tak się nie robi internetów, Ad Taily!

 

Druga rzecz, którą wiem na pewno:
ŻADNYCH KLIKALNYCH REKLAM ZA GROSZE NA ZAZIE.COM.PL ;)

 

 

 

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.

skomentuj przez Disqus ↑    lub    zjedź na sam dół strony ↓ i skomentuj ‚normalnie’ ;)

0

28 myśli na temat “coś a la CASE STUDY: AdTaily czyli „Jak się nie robi internetów”

  1. Ad Taily nic sobie nie robi z tego, że ich nieuczciwe działania zostały szeroko opisane publicznie. Dzisiaj po raz drugi zostałam przez nich oszukana a kiedy do obszernej korespondencji dołączyłam linki do tych opinii stwierdzili, że znają te artykuły no i co z tego???? Mam zamiar wystąpić z pozwem i nie chodzi tu o 200 zł. tylko o grube tysiące ponieważ jak czytam nie jestem juedyną osobą, którą Ad Taily oskubało i oszukało. W związku z powyższym proszę o kontakt osoby, które nie zamierzają tego zostawić bez konsekwencji dla Ad Taily na adres: restauracjadomowa@gazeta.pl . Pozdrawiam. Ewa

  2. Też dołączam do grona ‚pokrzywdzonych’ przez adtaily. Mi z kolei zostało zarzucone ‚nakłanianie do klikania’ – cóż świetnie mi to musiało wychodzić, skoro ‚klikalność’ reklam była na poziomie 3-4. :)
    Adtaily ma mały wybór reklamodawców – większośći czytelników mojego bloga te reklamy nie interesowały.
    Ja od razu rozwiązałam umowię – poprosiłam o skasowanie konta. Nikt nie będzie się do mnie tak zwracał, jak pani Marta z w/w firmy.

    Poza tym – firma strzela sobie w przysłowiową stopę. Nazywanie ludzi publicznie oszustami, upublicznianie informacji prywatnych, brak komunikacji – to wszystko niby w imię wydawców. OK – moje pytanie brzmi – ilu z nich dostało zwrot za ‚nieuczciwe praktyki niedobrych bloggerów?’. Bo z chęcią poczytam na ten temat.

    Poczytałam ich fanpejdża i nie tylko – widać, że to nie problem jednostki, a ich sposób.

    Podsumowanie mojego wywodu: nigdy nie wiadomo, jak w życiu się potoczy. Może to ja zostanę kiedyś wydawcą? Cóż, napewno nie skorzystam z usług adtaily

  3. Właśnie dołączyłam do szanownego grona oszustów-klikaczy :) I od razu rozwiązałam umowę z AdTaily. Niech się bujają. A dzięki Twojemu case'owi mam pełen obraz sytuacji. dzięki.

  4. 200 złotych? W sumie nic nie stracili. Niestety. Poza twarzą, co chyba przyjęli za rzecz bez znaczenia.
    A przecież z groszowych kradzieży (końcówek kont) wychodziły już pokaźne majątki, czego dowodzą sprawy przeciw księgowym i pracownikom banków…
    Lubię, jak Zazie chodzi po ziemi, tylko wolę, żeby to robiła….. z miłości? Do mopsów, lalek i życia. Na przykład.

  5. zazie, pękłam z dumy przeczytawszy 2 dni temu ten wpis :) dlatego dopiero dzisiaj piszę koment.
    gratuluję!
    GRATULUJĘ!!!

  6. zazie, nieznajomość prawa szkodzi, a upieranie się przy swoim, pomimo jasnych reguł, pokazuje, że jeszcze nie do końca rozumiesz jasne zapisy. Ale dobrze, że wszystko się skończyło. Pogratulować uporu skrzywdzonego dziecka :)

      1. nie ja go zatwierdzilam (zapewne z wszechobecną klauzulą: „Rozumiem i zgadzam się bla bla bla…”), by miec potem pretensje. Pozdrawiam!

  7. Zazie – jesteś wielka:). Też tak działam jak Ty, tyle, że nie mam bloga:). Tzn. składam reklamacje, itd. Jeśli będziemy chować w piasek, niektóre firmy będą nadal oszukiwać klientów.

  8. Zazie, jesteś niesamowita. I poruszyłaś też mimochodem temat, który dla mnie stanowi o jakości bloga i blogera – szczerość intencji. Ja czuję, wchodząc tu, że Ty to lubisz robić, że lubisz i szanujesz czytelników i że nie ma w tym żadnej manipulacji. Nie dla klepania po pupie ani suawy netowej, tylko z potrzeby rozmowy z odbiorcą.
    A adtaily musi się jeszcze wiele nauczyć, zwłaszcza o pisaniu regulaminów, szacunku do swoich Wydawców i tego, jak reprezentować firmę w internetach.

  9. Ja bym na Twoim miejscu nie odpuścił. Pieprzyć tę stówę ale przecież oni publicznie oskarżyli Cię o oszustwo! To jest zniesławienie i pomówienie!

  10. Ja bym tak spokojnie o tym nie pisała, ale to ja – choleryczka do kwadratu. Ostatnio o niewiele wyższą kwotę skarżyłam na policji. Oszustwa tfu! nie znoszę jak niczego na świecie….

  11. Zazie, zaskoczyłaś mnie! Ogromny szacun za całą tę akcję! Dotąd miałam Cię za osobę odrobinkę nie z tej ziemi i bujającą sobie w obłokach, ale pokazałaś, że jesteś twardym, konkretnym i nieugiętym zawodnikiem! Nie dałaś się zastraszyć (bo przecież to oskarżenie o oszustwo to nic innego jak próba zamknięcia ust niewygodnej osobie), a argumentacja i logika godna najlepszych. I wszystko elegancko, kulturalnie, w białych rękawiczkach. Dobra robota!

  12. Prawnik by tego im lepiej nie wyswietlil w jakiej czarnej d.. sa, a wiem to bo jestem prawnikiem ;) by to zrobic trzeba byc Zazie-Komandosem ;) w imieniu mopow czapke zrywam z wrazenia ;)

  13. AdTaiyly należała się ta zadyma. Dali ciała. I niech się cieszą, że to oskarżenie o oszustwo skończyło się tylko wypłatą 200 złotych a nie czymś poważniejszym

Dodaj komentarz