Zazie

hymn do maszyny mego ciała

ostatkiem sił doczołgałam się do internisty. i znów zrozumiałam, czemu co miesiąc
płacę składki na prywatną służbę zdrowia. po godzinie załatwiłam wszystko:
dałam się oddessać z krwi (pełna morfologia z rozmazem ręcznym, OB i CRP,
parametrami wątrobowymi, nerkowymi i tarczycowymi) i moczu
oraz sfotografowałam rentgenem klatkę mojego ptako-serca.

hymn_do_maszyny_mego_ciala

Tytus Czyżewski

jutro odbieram wyniki. jeśli niepokoje lekarki okażą się zwykłą paranoją
(a okażą się na bank, bo ja jednak jestem tatarsko-krymska gniotsa / nie łamiotsa),
to zaczynam wiosenny remont generalny mojej maszyny.
albowiem należy jej się duży szacunek.

mimo wielu fabrycznych wad i ciągłych usterek płyty głównej
oraz krytycznych awarii systemu sterowania, ciągnie niestrudzenie od ponad 30 lat
z uporem godnym lepszej sprawy, jak gdyby sądząc, że moja wrodzona wola życia
jest wystarczającym powodem do nieustannego podejmowania trudu tej syzyfowej szarpaniny.

jestem niepojętym cudem techniki. dziełem sztuki konkretnej.
wielkogabarytową ekspresją absurdu i abstrakcji.

 

against all odds
I do love myself.

 

 

 

 

 

 

 

0

Skomentuj

Wystarczy, że wpiszesz swoje IMIĘ/NICK oraz treść komentarza i klikniesz OPUBLIKUJ

SKOMENTUJ POPRZEZ DISQUS:

comments powered by Disqus
Komentarzy