Ochota na wiosnę. wiosna na Ochocie.

po tej wiośnie obiecywałam sobie więcej niż wiele oraz dużo.

wiosna_na_ochocie_01

tymczasem nadeszła, a ja nie zdążyłam jeszcze otrząsnąć się z zimowego kurzu, który osiadł na mnie grubą warstwą. dosłownie. grubą.

jak się czuję, będąc cięższa o 10kg niż w minionym maju?
powiem wprost:   zajebiście
chujowo.

wiosna_na_ochocie_01

tymczasem leżę i hejterzę.

 

na trawie, a jakże.

wiosna_na_ochocie_01

tak na serio to skończyły mi się już pomysły, jak mam sama ze sobą postępować. żaden sposób na mnie nie działa.

 

nic i nikt nie jest w stanie zapanować nad moim nieumiarkowaniem.
w każdej sferze życia.

wiosna_na_ochocie_01

męczę się. frustruję. złoszczę. i tracę nadzieję.

 

ruch to zdrowie. odciążysz głowę, duszę i dupę. hopsasa.

wiosna_na_ochocie_01

nie zajmuje mnie to. nie czerpię przyjemności z rowerowej mobilności.

 

wymyśl coś, proszę, i mnie zmuś!

wiosna_na_ochocie_01

no już!

 

 

jak się zmuszacie? motywujecie? inspirujecie?
prośbą? groźbą? terrorem psychicznym?
pytam, bo naprawdę potrzebuję pomocy.
albo potężnego kopniaka w dupę.

 

 

 

 

 

 

 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

15 komentarzy

  1. Jestem niestety aktualnie ostatnią osobą, która miałaby prawo doradzać komukolwiek w kwestii motywacji i samodyscypliny – ale za każdym razem, kiedy wrzucasz swoje zdjęcia, mam ochotę napisać Ci, że masz piękne, gęste włosy. Co niniejszym czynię :)

  2. kiedyś były takie pojęcia jak „umartwienie” czy „asceza”, dziś już dawno zakurzone, obśmiane i wykopane na śmietnik; czasem ktoś wspomni półgębkiem, przez zęby wymamrocze coś jakby „post”…
    myślę sobie, że jak by tak założyć świadomie kaganiec na naszą rozbuchaną konsumpcję – w sumie w każdej sferze życia – to tak naprawdę człowiek od razu inaczej funkcjonuje; tylko trzeba w tym widzieć sens jakiś; tak naprawdę wszystkim rządzi mózg, jak to już tu ktoś napisał

  3. Jest taka książka „Samolubny mózg, dlaczego diety nie działają”. I ona jest o tym dlaczego nie dajemy rady.
    Bo mózg rządzi. A potrzebuje czegoś innego niż to, co pozwala nam schudnąć. Kiedy jesteśmy zestresowani – jemy więcej.
    A jak się stresujemy tym, że nie dajemy radę sprostać diecie, to więcej jemy.
    Więc w sumie wielkich szans w tej walce nie mamy. I może warto się z tym pogodzić.
    A wyglądasz na tych zdjęciach pięknie:)

  4. Powinnam zacząć pływać……..ale jak sobie pomyślę że muszę tam dojechać, rozebrać się , naciągnąć ten okropny czepek na łeb , wleźć do tej zimnej wody….to mnie paraliżuję i mówię że jutro:) a jak sobie jeszcze pomyślę że muszę wyjść z wody , wziąć prysznic , nabalsamować całe ciało, ubrać sie taka oślizgła w ciuchy w których przylazłam a na koniec najfajniejsza rzecz – wysuszyć mój kręcony łeb hu…wą basenową suszarką to mi sie całkiem odechciewa …a powinnam bo jak siedzę w robocie to chowa mi się gdzieś pasek od spodni w jakąś przebrzydłą fałdę brzuchową i jak to czuję to wiem że muszę iść na basen ale mi sie nie chce…….

    idę po batonika!

    ściskam mopsiki – ruloniki
    Was też ofkors:)

  5. Zazie, przy kompulsywnym usposobieniu nie mamy łatwo. Ja bywam maksymalnie zmotywowana – bo tak, albo totalnie się załamuję- bo tak!
    Przez 3 ostatnie lata regularnie biegałam, uprawiałam jogę, trenowałam zumbę, salsę, aquacycling i jeszcze i jeszcze, o konie jeszcze były. Praktycznie 6 dni w tygodniu miałam wypełnione treningami. Po czym, po zakończeniu leczenia psychiatrycznego w lutym tego roku, wpadłam w amok jedzenia i w 1,5 miesiąca przytyłam 20!!! kg, słownie: dwadzieścia kilogramów. Tak mi się rzuciło na głowę że nie jestem w stanie podjąć kolejnej walki o siebie. Im jest ze mną gorzej tym mam mniejszą motywację do robienia czegokolwiek. Nie mam się w co ubrać bo wszystko na mnie pęka. Nagle z rozmiaru 36 przesiadłam się z zgrabne 44? Niech to szlag! Zrobiło się ciepło a ja spocona jak prosię udaję szynkę nastrzykniętą solanką.
    I te spojrzenia sąsiadek, pełne obrzydzenia i wzgardy. „pssss, psss, pssss, ty widzisz widzisz!! jojo ją dopadło, widzisz jak ona się trzęsie z tą swoją galaretą na plecach i dupsku”.
    Wiem że w obliczu problemów świata całego moje są gówniane, ale są moje, dotykają mnie do żywego i kompletnie nie wiem co dalej. Próbowałam wytrwać na „niediecie Li”, udało mi się 2 tygodnie po czym wpadłam w ciąg kompulsywnego obżerania. O ćwiczeniach i dietach wiem wszystko i co z tego skoro czerep rubaszny odmawia współpracy?

  6. Jestem tu dopiero od wczoraj, przywiało mnie po linkach. Pochłaniam tego bloga naraz w całości i jestem pod wrażeniem Ciebie i Twojego pisania. Jeżeli na tych zdjęciach w notce to Ty to na dodatek jesteś piękna do tego wszystkiego. Więc czemu tak Ci ciężko?? Ja tego nie rozumiem :(

  7. Ruch jest fajny, bo jest fajny.
    D. mi piszczy, że powinnam biegać i chodzić na siłownię, ale te rodzaje wysiłku mnie nudzą.
    Rower stosuję codziennie, ale nie dlatego, że powoduje chudnięcie (nie powoduje), tylko dlatego, że mi sprawia przyjemność. Tak samo capoeira: nie robię jej dlatego, żeby być mniejsza (nie jestem), tylko dlatego, że mam z tego nieprawdopodobny fun. W piątki, gdy podczas rody zdzieram gardło śpiewając, mam taką satysfakcję, jak nigdy. Gdybym to robiła z innych przyczyn, to chyba już dawno bym przestała. Faktem jednak jest, że na samym początku (7,5 roku temu!) czasem musiałam się zmuszać do chodzenia na treningi. Teraz to jest już jak kolejny punkt dnia, jak mycie zębów, czy wypicie porannej kawy – po prostu w poniedziałki, środy i piątki jestem na sali i trenuję. I pewnie, że to bieganie i siłownia sprawiłyby, że w capoeirze byłabym lepsza – ale mi niekoniecznie na tym zależy :))
    Co do cielesności, jakiś czas temu trafiłam na tumblra (http://realbodyrevolution.tumblr.com/ – polecam głównie fragmenty tekstowe tam publikowane), który dokładnie wpasowuje się w moje przemyślenia od pewnego czasu: kto i co decyduje o tym, co jest piękne, atrakcyjne? Dlaczego to ma takie znaczenie? Dlaczego określenie „gruby” jest negatywne? Od kiedy pamiętam, borykałam się z własnym wyglądem (najbardziej wtedy, gdy byłam szczupła i smukła ;p), ale dopiero od niedawna przestaje to mieć tak wielkie znaczenie. Męczy mnie powszechna dążność do ideału, napinanie się na bycie najlepszym, „motywowanie”, żeby więcej, dalej, silniej. A ch..ja tam.
    A jak zarobię jakiś dodatkowy hajs, to sobie kupię rolki, bo czuję, że to może mi się spodobać, skoro lubię jeździć na łyżwach :D

  8. Kupiłam orbitreka :) są to najlepiej zainwestowane pieniądze w siebie :) ćwiczę cztery razy w tygodniu tak jak lubię przed telewizorem, bez wychodzenia na dwór, bez spojrzeń ludzi. Jem lżejsze potrawy, zero smażonego, zero słodyczy, w niedzielę robię odpust i szykuję ulubiony obiad są lody lub pizza, którą robię sama. A jak się motywują ? Trzy tysiące nie mogą stać w koncie i obrastać kurzem ;)więc wchodzę i ćwiczę :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki :)

  9. A próbowałaś rolki?rolki są super:) jest nawet coś takiego jak nightskating. coś jak masa rowerowa tylko dla rolkarzy. jest super! druga sprawa, wiem że trochę to oklepane ale ewa chodakowska. jej płyty są męczące ale rezultaty widzisz już po dwóch tygodniach (o ile ćwiczysz ;) na początku można zacząć hardcore’owo i codziennie a potem dwa trzy razy w tyg. mi ciężej się mobilizować ale znajoma się wkręciła i w ciągu paru miesięcy schudła 15 cm! w pasie i tak się wkręciłą że teraz jest ultra szczupła i ma brzuch jak ze stali. uzależniła się:)
    jeszcze raz polecam bardzo rolki:D albo basen :) hehe

    pamiętaj: IT’S GOING TO BE OK IN THE END. iF IT’S NOT OK IT’S NOT THE END. będzie dobrze.

  10. ja nie podpowiem bo mam ten sam problem; od jutra bede biegac- z ta mysla zasypiam; potem przychodzi jutro a ja zamiast wskoczyc z dres robie sobie kawe i siadam przed kompem albo slucham radia, potem sniadanie, biora prysznic i ide do pracy, wracam z pracy, jem kolacje i zasypiam z mysla- jutro bede biegac; i tak od roku; nie wiem, po prostu nie wiem co robic; myslalam o tym zeby juz wieczorem ubrac sie w dres i adidasy i tak zasnac zeby rano byc gotowa, musze sprawdzic czy to zadziala; wydaje mi sie, ze problem tkwi w tym uczuciu zniechecenia, ktore sie pojawia w odpowiedzi na proby mobilizacji; kiedy probuje sie do czego pozytywnie nastawic, rozbudzic w sobie ochote moj mozg natychmiast przestawia zwrotnice i tok myslenia zaczyna podazac innym szlakiem- zaczynam czuc niechec, irytacje i wszystkie racjonalne argumenty, ktorymi sie probowalam motywowac ida sie je..ac

  11. Zazie mamy podobny „problem” – Twoja piekna kobieta i moj zajebisty mezczyzna sa z natury wysocy i chudzi. Nie wiem jak ty ale mnie to deprymuje niemilosiernie ;) Zwlaszcza jak widze jak on wpierdala drugi deser a ja przy kazdej kosteczunce czekolady widze jak ona mi sie na biodrach osadza. Co mnie motywuje to sport ktory odkrylam w zeszlym roku – Zumba. Sprobuj, skaczesz przez godzine w rytm muzy i nawet nie wiesz kiedy kilogramy gubisz. Trza byc tylko uodpornionym na figure pan instruktorek bo one wszystkie cudnie wygladaja. No i lazenie wszedzie na piechote (jak nie lubisz roweru). Zajmuje troche czasu ale jesli dziennie przejdziesz 5-6 kolometrow o co w miescie jak Wawa nie trudno to efekt gwarantowany. Chodzenie jest lepsze niz rower bo na rowerze ten sam dystans pokonasz w 25% czasu a tutaj chodzi o czas wysilku. Tluszczyk organizm zaczyna spalac dopiero po 45min cwiczen aerobowych niestety :(

    1. tylko polecam prawdziwą zumbę a nie jak u nas na wsi, przyjechała fajna laska ale chyba po jakimś kursie prędkim bo próbowała puszczać nam gangnam style i ona tańczy dla mnie [niestety, nie tą wersję Cezika-która ostatecznie by nas nie zabiła]
      Więc raz, drugi, trzeci odstałam swoje czekając na koniec tego grania aż w końcu się zniechęciłam. Bo choć pani zaprzestała tańców przy ww utworach to zamieniła je na…, eh Szkoda słów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.