jak schudnąć 20 kg w 3 miesiące

oh zazie, fatty boom boom!

odkąd, wraz z tegoroczną wiosną i dużą dawką paroksetyny,
wyszłam z trwającej niemal rok depresji –
znów zaczęłam malować oczy i rozpuszczać włosy,
a kupiwszy sobie pół tuzina czarnych spodni
(zdolnych pomieścić parostatek, orkiestrę dętą oraz mnie samą)
oraz tyleż samo czarnych bluzek o powierzchni co najmniej spadochronu –
zaczęłam także bez większych problemów wychodzić z domu.
przestałam też płakać.
no dobra, zdarzyło mi się tylko dwa razy – wtedy gdy patrzyłam na tańczących ludzi.

kocham tańczyć. to jedyna forma ruchu, która zbliża mnie do latania,
o którym śnię prawie każdej nocy, unosząc się nad miastem,
skacząc pomiędzy dachami kamienic, pokonując astronomiczne odległości,
przedzierając się przez rześkie powietrze poranków i wieczorów.

wróć. kochałam tańczyć. czas przeszły. dokonany. zakazany.
od dawna nie mam siły unieść swojego wielkiego ciężkiego ciała.
przestałam je czuć. przestałam o nim myśleć. tym bardziej nie chcę o nim pisać.

 

*     *     *

moja Mama nigdy nie owijała słów w bawełnę, a bullshitu w papierki od cukierków.
dlatego wczoraj, jak gdyby nigdy nic, znokautowała mnie pytaniem:

Mama:  – Ola, ale właściwie kiedy to się stało?

ja:  – Co?

Mama:  – No… kiedy ty tak utyłaś?! Jesteś… ogromna!

ja:  –  Uhm… Nie wiem, jakoś tak w międzyczasie…

 

*     *     *

 

no właśnie.
kiedy mi się TO stało. oraz dlaczego.
what went wrong…?
dlaczego z dziewczyny zamieniłam się w grubą babę?

 

szukając odpowiedzi, zajrzałam do starcy zdjęć.

 

w 2006 roku jestem chudym chłopcem bez cycków:

hm10

 

 

w 2007 – już dziewczyną, ale jeszcze nie grubą

work03

 

 

w 2008 nadal mogę skakać:

balonufka03

 

i mieszczę się w większość swoich ubranek:

hlep09

 

 

dotychczas sądziłam, że zaczęłam tyć w 2009 – ale z perspektywy czasu sądzę, że 2009 był jeszcze znośny:

zazie 2009

 

waga drgnęła w 2010, ale nie było jeszcze paniki:

2010

 

chociaż pamiętam, że na Paradzie Równości w 2010 uważałam się już za pączka:

europride2010_51

 

no więc już wiem – początek 2011 roku. tak, pamiętam, co się wtedy wydarzyło. i co trwało przez wiele miesięcy.
nie zauważyłam jednak, że w ramach skutków ubocznych zaczęłam żreć i tyć.
w maju 2011 byłam już sympatycznym grubaskiem… :(

maly_maj_2011

 

no i stało się.  w 2013 nie mieszczę się już w nic oprócz pokrowców na słoniątka:

a moja twarz przypomina purchawkę. nie mogę na siebie patrzeć. ważę 83 kg.
to chyba ostatni moment, by to zatrzymać.
no więc

odchudzam się.

teraz to już na serio.

zaczynam jak zwykle od słów. i od tej notki. żeby było oficjalnie i bez ściemniania na drugi dzień,
że przecież tylko żartowałam i owszem, zacznę się odchudzać, ale dopiero od poniedziałku.

nie jest mi łatwo o tym pisać, ale skoro doprowadziłam się do takiego stanu, to chyba kara za grzechy się należy.
będzie boleć. już boli. i jest mi wstyd. dlaczego na blogu?
bo tak.
blog daje mi zdrowy dystans do samej siebie.
potrzebuję motywacji i kontroli.
waszych dobrych rad, doświadczeń i pomysłów.
oraz towarzystwa, jeśli ktoś zechce się przyłączyć.

nie jestem aż taką ekshibicjonistką i masochistką, by wzorem publicznie odchudzających się blogerek
zamieszczać swoje aktualne zdjęcia w bikini i samobiczować się fałdami tłuszczu.
ale sami przyznacie, że model 3D z Vitalii daje po oczach. Zazie Mutant Masa.

 

nie jestem zbyt wysoka. mam 164 cm wzrostu.

fat_zazie

 

właściwie to nie wiem, jak się zabrać do odchudzania. wszelkie diety-cud odpadają na starcie.
a także idiotyczne głodówki, po których chudnę w tydzień 6 kg, a potem tyję trzy razy tyle. mam dość.
jestem zdesperowana. chcę schudnąć w miarę szybko, ale rozsądnie. i na długo. najlepiej na stałe.

do końca września. 20 kilogramów w trzy miesiące? da się? :(

 

 

 

 
 

 

 

 
Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

//zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.

skomentuj przez Disqus ↑    lub    zjedź na sam dół strony ↓ i skomentuj ‚normalnie’ ;)

0

129 myśli na temat “oh zazie, fatty boom boom!

  1. Hej
    Nigdy nie pisałam nikomu komentarzy i jakoś wypadałoby się odnieść do tematu, ale chciałabym tak ogólnie, chaotycznie i impulsywnie. Trafiłam na Ciebie w notce o jagodach goji, w momencie w którym wpieprzałam całą ich miskę, dumna z siebie, że tym razem to nie chipsy. A czytanie o nich miało mnie jeszcze bardziej dowartościować ‚oh tak, to ma sens, ma sen, czytaj i podziwiaj’. No tak:] później zaczęłam się wgłębiać w kolejne tematu, aż dotarłam tu. Oto i ja, niewysoka dziewczyna która z niewysokiej zgrabnej dziewczyny stała się niewysoką masą rozlazłej dziewczyny. Spoufalę się, ale jakaś bliskość dusz mnie ogarnęła. Za dużo we mnie ekscytacji niepojętej, mogłabym Ci streścić życiorys. Chyba sobie daruję, straciłam wątek, ale trzymaj się, pozdrawiam z czeluści internetu.

  2. Zaz, pierwsze, co mi przyszlo do glowy, to ale z Ciebie laska! Bardzo mi sie podobasz (jestem hetero, zaznaczam!), no moze faktycznie na szczuplejszych zdjeciach bardziej :)
    A teraz tak: ja z pociazowej nadwagi probowalam zejsc sama, z efektami miernymi. Zaliczylam tez chinskich lekarzy, medytacje, zielone kawy i tabsy na odchudzanie, wszystko o efekcie, o ile jakimkolwiek, bardzo mizernym i krotkotrwalym. Bez wiekszej wiary zainwestowalam w vitalie i schudlam z nimi programowo, jak w zegarku. Trzymalam sie wytycznych co do 1 grama, maz sie pukal w czolo, ale mi zalezalo bardzo na tym, zeby podazac za rozpiska. Po dwoch tygodniach glodu organizm sie przestawil, dalej bylo juz tylko lepiej i w pare miesiecy zrzucilam 15kg. Schudlam w grudniu, waga do tej pory stoi w miejscu. Vitalia czy dietetyk – obojetnie, wazne, zeby z glowa, bez liczenia na cud. Mi w ogarnieciu calej tej jazdy z tyciem i odpowiednia dieta pomogla ksiazka „Opanuj swoj metabolizm”, bo ma wytlumaczone mechanizmy tycia na moim poziomie kognitywnym (czytaj: dla malo rozgarnietych). Przy okazji cwiczenia, Jillian czy Chodakowska, a jak mozesz – fitness, albo bieganie, cokolwiek. Ale bez tez sie da, ja najdluzszy czas z tej diety vitaliowej jechalam bez cwiczen.

  3. Zaz, za mną -24 kilo od marca, wykluczyłam węgle w większości postaci, jeśli owoce to tylko do południa, później białko w różnych postaciach i warzywa. Dużo wody, herbaty zielonej etc. Niedawno zaczełam ćwiczyć i kurde tu jest power – dieta mi lepiej idzie bo mam więcej optymizmu i energii, polecam Body Revolution jillian michaels, to 3 miesiączny program który tydzień po tygodniu sprawia że czujesz się lepiej i wyglądasz coraz lepiej. Ni ejest tak że diety trzymam się kurczowo, miałam w ciągu tych miesięcy wielokrotne fajne okazje kiedy świętowałam i cieszyłam się że jem pyszne rzeczy i piję dobre wino, ale maks po dwóch dniach wracałam do wytycznych jakie dałam na początku. Fajnie raz w tygodniu pozwolićsobie na cheat meal – taką kontrolowaną uczte do 1000 kcal wjednym posiłku, organizm wbrew pozorom to lubi i nakręca to metabolizm (o poprawie humoru nie wspominając) Trzymam kciuki.

  4. widzisz Zaz, chyba się stęskniłam a kawa nam nie wychodzi, tak więc dziś do mojej domowej gotowanej kawy poczytałam sobie archiwum i tak się trafila notka z podobnego tematu, jesien 2003 :

    Nikt mnie nie kocha, ważę 55 kg i nie mogę na siebie patrzeć.
    no więc, zrzucimy przynajmniej 9 kg.

    :-)

  5. Moze to ktos juz wczesniej napisał, ale podstawowa rzecz to- TRZEBA WYJSC Z DOMU!!!!!
    Odkąd pracuję w domu- lodówka stała się miejscem kultowych niemalze wędrówek co- mniej wiecej 25 minut pielgrzymuję do kuchni w poszukiwaniu kulinarnych atrakcji.
    Moje ADD nie pozwala mi sie skupić na jednej konkretnej rzeczy więc rozpraszam się na setki kawałków i dzielę czas na aktywność zawodową i lodówkę. A lodówka ciagnie, oj jak ciagnie…..:(((
    Przez cztery lata przybyło mnie jakies 15 kg.

  6. z własnego podwórka: wieloletnia terapia przy diagnozie „psychoza maniakalno-depresyjna”, szybkie przybieranie na wadze, maniakalne myślenie o jedzeniu….. Wszystko to okazało się (po tych cholernie dłuuuugich latach) „jedynie” objawem nieleczonej niedoczynności tarczycy. Po wyrównaniu poziomu hormonów, waga powoli spada (beznadziejnie mała przemiana materii) a po depresji i innych atrakcjach ani śladu… Polecam zbadanie tarczycy…

  7. Zazie, ja w zeszłym roku w ok. 1,5-2 miesiące zrzuciłam 10 kilogramów. A w sumie wiele nie robiłam – zero pieczywa, zero ziemniaków, zero makaronu, ZERO SŁODYCZY, przynajmniej raz na dwa dni jakieś bieganie czy rower. Napychanie się na obiad np. sałatkami, pieczywo chrupkie, jogurty naturalne z dodatkiem owoców i jakoś poszło. Później wróciłam do starych nawyków żywieniowych (niestety… ale znowu zaczynam wracać do tamtego, bo jeszcze 10 potrzebuje stracić) i mówiąc szczerze – o dziwo nie wróciło z powrotem nic.

    Powodzenia życzę i trzymam kciuki za udaną akcję! :)

      1. Właśnie oprócz poprawy nastroju i zmniejszenia rozmiaru, nie miałam innych skutków ubocznych (słaba silna wola stała się jeszcze zdecydowanie mniej słabą silną wolą ;)). Jakimś cudem u mnie wystarczyło wykluczenie niektórych produktów z diety i ogólnie mniejsze porcje + ruch. Poszło szybko i nawet bezboleśnie.

        1. no, zero-zero-zero wszystkiego co lubię i Ty mówisz, że niewiele robiłaś, masakra :)))
          10 by mi wystarczyło. albo w cycki przerzucić i będzie ok :D

  8. heh… znam…znam… depresja, antydepresanty, słodycze, słodycze, słodycze… ciągłę poczucie winy…nic nie pomaga na tą wewnętrzną pustkę…

  9. Mój tato schudł 30 kg w 3 m-ce, jest to możliwe i to nawet przy zachowaniu zdrowego rozsądku, stosował 3 zasady tj. 1) wykluczył z diety słodycze i piwo (nie je i nie pije ich do tej pory, czyli jakieś 10 lat mimo że zapytany co najbardziej lubi jeść odpowiada – słodycze :), maksymalnie ograniczył ilośc spożywanego mięsa i pieczywa, 2) jadł kilka małych posiłków dziennie 3) „kaloria kalorii nierówna” – minimum raz dziennie jadł do syta ale np. arbuza czy sałatę z pomidorem. pozdrawiam i życzę powodzenia :)

      1. no udało mu się utzymać, ale tak jak pisałam niektóre produkty wykluczył z diety na stałe, startował z wagi ok. 110 kg, teraz utrzymuje wagę na poziomie ok. 85 kg, na pewno i tobie się uda, trzymam kciuki, pozdrawiam!!! ps. poza tym to było bardzo ciekawe zjawisko do obserwacji bo zwieńczeniem diety było ogolenie dość długiej brody, ludzie kompletnie nie poznawali go na ulicy, a mamę posądzono o nowego faceta:)

  10. Czytam Twojego bloga od dłuższego czasu (mam też w kolekcji kilka książek z Twojej biblioteczki ;)). Odzywam się tu dopiero po raz pierwszy, bo wpis pasuje do mojego „ogródka”. Skoro finansowo nie możesz pozwolić sobie na wizytę u dietetyka, to bardzo chętnie spróbuję pomóc Ci zrzucić zbędne kilogramy – tylko absolutnie nie 20 kg w 3 miesiące ;) Dopiero skończyłam studia, nie mam działalności ani dużego doświadczenia, dlatego nie oferuję żadnych płatnych porad. Po prostu byłaby to dla mnie szansa na zdobycie wprawy w poradach internetowych (bo do Warszawy mam kawałek drogi), a może i Ty miałabyś z tego jakiś pożytek?

    1. O, widzę, że magosias uprzedziła mnie, podczas gdy próbowałam dobrać słowa do mojej niemoralnej propozycji ;D Nie chcę robić tu „konkursu ofert”, więc możesz po prostu usunąć mój wpis;)

    2. Kasia, bardzo Ci dziękuję! I oczywiście się zgłoszę do Ciebie, bo absolutnie nie chodzi o „konkurs ofert” :)) Jestem poruszona Waszym odzewem tutaj na blogu i myslę, że byłoby super wypracować razem jakiś program żywieniowy, który da się realnie utrzymać w codziennym życiu bez katowania się dietami i odmawiania sobie wszystkiego. Zamierzam się dzielić na blogu swoimi „postępami” – sukcesami i porażkami, bo myslę, że jednak czeka mnie dłuuuuuga i wyboista droga do wymarzonej, ale REALNEJ, wagi :)))

    3. Kasia, bardzo Ci dziękuję! I oczywiście się zgłoszę do Ciebie, bo absolutnie nie chodzi o „konkurs ofert” :)) Jestem poruszona Waszym odzewem tutaj na blogu i myslę, że byłoby super wypracować razem jakiś program żywieniowy, który da się realnie utrzymać w codziennym życiu bez katowania się dietami i odmawiania sobie wszystkiego. Zamierzam się dzielić na blogu swoimi „postępami” – sukcesami i porażkami, bo myslę, że jednak czeka mnie dłuuuuuga i wyboista droga do wymarzonej, ale REALNEJ, wagi :)))

  11. Napisz do mnie proszę. Nie chcę lokować „produktu” a w zasadzie poradni żywieniowej, ale chciałabym się z Tobą czymś podzielić.

  12. Kochana Zazie, po pierwsze to nie jestes „grube babsko”. Nie bede sciemniac masz lekka nadwage ale to sie nawet nie kwalifikuje do otylosci. I zgubisz to latwo ale na na wszelkie bogi zaklinam nie w dwa miesiace! Nabawisz sie w ten sposob tylko i wylacznie ekfektu jo-jo. Najbardziej matrwi mnie (bo znam to dobrze z autopsji) kiedy mowisz ze czulas sie grubo nawet kiedy wazylas 55kg. Prawde powiedziawszy zaczelabym od tego. I wiem ze latwiej powiedziec niez zrobic ale warto sprobowac. Ja po poltora roku terapii do dzisiaj czasami boje sie stanac na wage ale tylko czasami na szczescie :) Mysle ze dobry terapeuta i dietetyk bylby najlepszym polaczeniem.

    1. Myslę, że 15 lat terapii to już wystarczy. Więcej nie zniosę ;) Mysle jednak, że aktualny „brak akceptacji” wobec samej siebie jest zdrowym objawem i stawianiem sobie pewnych wymagań. Realnych wymagań :)

      1. Jak mowilam – nie sciamniam i sie zgadzam ze warto tu i uwdzie pare komorek tluszczowych zaglodzic;) Nie wiem czy w PL jest dostepne ale polecam Weight Watchers – nawet nie wiesz kiedy chudniesz i do tego jesz w miare wszystkie produkty. Acha no i jeszcze Zumbe :)

  13. ja nie wiem, ile to w PL kosztuje, ale może przydało by się udać do profesjonalisty, co by holistycznie na Cię okiem wprawnem spojrzał, przejrzał, przeanalizował lifestyle, psyche i budowę ciała, dobrze się zastanowił i zrobił ustawienie. tylko żeby zaufany był, nie jakiś hochsztapler z koziej dupy. taki z dyplomem medycyny żywienia konkretnie.
    (żeby szkód nie poczynić organizmowi).

  14. ja od miesiąca ważę węglowodany i białko wg rozpiski dietetyka. Dostałam to od koleżanki, która ważyła 10kg wiecej niz ja wiec sobie co nieco tam zmieniam. Grunt, że trzeba jeść co 3-4h, naprawdę nie czuję głodu! święta zasada: chudniesz kiedy jesz!!!
    Jeśli bym sie mocno pilnowala to i na cukieraski nie mialabym chęci a tak to czasem sobie posłodzę :) Jak mnie zassie to podjadam pomiedzy posilkami surówki i zupy warzywne bo to nie idzie w dzienne cal. Acha, 3 łyżki oleju/oliwy dziennie trzeba w siebie wlać.
    chudnę 1kg tygodniowo. Najważniejsze dla mnie, że czuję moc, chce mi się.
    Moja kolezanka po 2 mies. wygląda super, schudła 7 kg ale obwody jej ładnie zeszły :)

  15. Helou,
    czytam cie juz od dawna, przywialo mnie tu od chustki :)tez mam 164cm i waze 70 kg i mam 35 lat, a kiedys wazylam 50, mialam 27 lat i w ogole wszystko bylo lepsze. Wlasnie podjelam decyzje o schudnieciu i mam nastepujacy plan (po konsultacji ze znajoma, ktora jest technologiem zywienia i z wlasnych dswiadczen): minimum cukru dodanego (to jest ta wersja realna, bo wiadomo, ze czasem zjem kawalek ciasta, ale nie bede niczego slodzic, a gotujac budyn zamiast 3 lyzek cukru dodam jedna) i maksymalna redukcja weglowodanow -buleczek, croissantow, makaroniku. Do picia duzo zielonej herbaty. Conajmniej litr dziennie. I tyle. Taki mam plan. Doniose z radoscia, jak zobacze efekty, choc zakladam, ze potrwa to minimum 5-6 miesiecy… P.s. Jako zastepstwa cukru nie polecam stewii, ani oczywiscie innych slodzikow, bo oszukiwany slodkiem smakiem organizm, „rozczarowany” jednak brakiem za tym idacych kalorii, ktore wszak uwielbia, bedzie sie domagal jeszcze wiekszej ilosci cukrow. Powodzenia!

    1. No właśnie, ja się zastanawiam nad stewią – mam 1 opakowanie jeszcze z zeszłego roku, ale kompletnie mi nie smakuje. Zastanawiam się, czy mozna jej uzywać do pieczenia. Np owsiane ciasteczka ze stewią zamiast cukru… ?

  16. Zazie, a ja Ci polecam Pana Macieja Jaśkiewicza- dietetyka.
    Była u niego moja Mama. Robi wywiad, bada, mierzy. Koszt jest trochę wysoki bo około 500 zł ale jesteś pod jego opieką około pół roku. uwierz mi, przez pierwszy okres jesteś w szoku, że na diecie aż tyle jesz :)

    1. 500 zł zą każda wizytę przez pół roku? czy cały „plan półroczny tyle kosztuje”? sprawdziłam strone www tego pana i troche się przestraszyłam kulturystycznego wyglądu specjalisty, no ale przecież nie muszę zaraz „pakować” ;) dzięki!

      1. 500 zł za opiekę półroczną. Faktycznie, Pan Maciej wygląda troche przerażająco, ale jest dobry w tym co robi :) Moja mama jest zadowolona, efekt się utrzymuje. Podczas każdej wizyty robi wywiad, mierzy i modyfikuje plan tak aby dawał najlepsze efekty. polecam.
        Aha, Mama nie wygląda jak kulturysta :)

  17. a mozesz zrobic sobie fote aktualna w innych ciuchach? wybralas chyba najgorszy zestaw dla osob które chca sie wyszczuplic, chocby wizualnie, leginsy w paski poprzeczne i tunike ktora ma falbanke na falbance???? jezusie, nawet gdybym wazyla 45kg czulabym sie w tym grubo! (bez urazy, ciuszek sliczny, ale na boga, pogrubia jak malo co!).

  18. proponuje jednak iść do dietetyka, który ułozy Ci plan żywienia zgodny z Twoim trybem życia. No I ćwiczenia, najprostsze I najzdrowsze (z przygotwaniem) chyba jest bieganie. ja teraz biegam godz dziennie a zaczynałam od 20 min truchtu I 40 marszu. Najtrudniej zrobić pierwszy krok, potem to już bulka z masłem"-).

    1. bułka z masłem? :> zakazana! ;) od 2 dni nie jem pieczywa i już mi lżej na żołądku :) wiem, że dietetyk będzie grany, ale chcę zacząć sama i sprawdzic czy wytrzymam :)

  19. Ja polecam ćwiczyć. dużo. co drugi dzień. np. zacząć chodzić na rower, rolki basen. Albo polecam Ewę Chodakowską. Pewnie mnie zaraz zlinczują ale ona naprawdę działa! warto spróbować zanim się powie nie. na początku jest trudno ALE po paru tygodniach (np. 2 abo 3 pod warunkiem że się ćwiczy co drugi dzień) WIDAĆ EFEKTY i nie dość że widać ale je CZUĆ, nie tylko na ciele ale i w głowie. otwiera się jakaś klapka. człowiek się robi szczęśliwszy bo mu chemia w mózgu inaczej działą i lepiej się czuje bo widzi szybkie efekty i chce więcej! NAPRAWDĘ. Polecam na początek skalpel. jest trudny na początku (więc się nie przestrasz) ale po iluśtam razach da się zrobić całą płytę:)jej filmiki są na youtubie. Zobacz spróbuj i poczuj satysfakcję!
    Znajoma dzięki niej schudła 15 cm w pasie, dalej chudnie. I się uzależniła od ćwiczeń:) Ale tak zdrowo żeby nie było;) Nie jestem jakąś psychofanką jej ale naprawdę myślę że warto spróbować.

    Bardzo mocno trzymam kciuki! NA PEWNO dasz radę! jakikolwiek sposób wybierzesz! YOU GO GIRL!

    1. Ja nie mam nic przeciwko Ewie Chodakowskiej :) Skoro działa, to super. Sama zaczęłam w zeszłym roku program P90X, ale intensywność ćwiczeń oraz osoba prowadzącego skutecznie mnie zniechęciły. Ale znam parę, która na tych ćwiczeniach zrzuciła i idealnie wyrzeźbiła ciała. Może pooglądam tę Chodakowską :) dzięki!

      1. nie oglądaj, ćwicz :) Powiem tak – jestem obżartuchem. Nałogowym. Dzięki ćwiczeniom z Ewą (od pół roku chyba) JAKOś się trzymam w umiarkowanej nadwadze, ale naprawdę widzę zmiany na lepsze jeśli chodzi o ciało. Przygnębia mnie tylko fakt, że nie umiem przestać jeść, bo efekty byłyby duuużo lepsze. W ogóle – ruch odpręża i poprawia samopoczucie.

          1. Hej u Ewy potrzebujesz tylko maty i też proponuję skalpel I na początek nastepnie można przeplatać z II ,chudnie sie w oczach ))tylko dietka jakaś też wskazana i systematyczność a jak Ci jakiś ćwiczenie nie pasi to robisz klasyczne brzuszki w tym czasie .Powodzenia !!!!!!!

            1. ściągnęłam sobie Skalpel :) no faktycznie, widzę u pani Ewy interwencję chirurga – zwłaszcza w okolicach ust i nosa ;))) ale tak na serio – zaryzykuję, rozłożę matę i poskaczę :>

              1. dokładnie. Niektóre ćwiczenia zwyczajnie mnie przerastają ze względów zdrowotnych. Zastępuję je zbliżonymi z innego zestawu. Do niektórych dokładam np ciężarki. Mata, ciuch wygodny i do boju :)

                Ps. skoro robiłaś P90X to dasz radę, szacun w ogóle – ja odpadłam przy part 1 na brzuch chyba – nie potrafiłam dźwignąć doopska a tempo było zabójcze:D

                Powodzenia

  20. pocieszanie jest bez sensu, prawda jest taka, że byłaś szczupła a teraz utyłaś i wyglądasz nieatrakcyjnie, chcesz to zmienić więc się odchudź zamiast słuchać }życzliwych koleżanek{

    1. no tak, przecież tu same „życzliwe”, które życzą zazie, by bardziej utyła, a potem szczeliła se w łeb, ale w ostatnim momencie szczeliła sobie jeszcze słit focię, co by nam dać dziką satysfakcję :P

  21. Zazi, to nie jest kwestia kilogramów, ale ogólnej prezencji. Z pewnością nie jesteś „grubą babą”! Masz w sobie tyle dziewczęcego wdzięku, że te nadprogramowe kilogramy nie są aż tak „ciężkie”.

    1. To chyba nie chodzi o efekty wizualne, ale o to jak się czuję. Ciężko stąpam; siadam, zwalając cielsko na kanapę; i dalej w ten deseń. Bardzo to malownicze, także wizualnie, jak sądzę ;/

  22. Jak dla mnie to na ostatnim zdjęciu jesteś 100% apetyczna. Nie będę wchodził w szczegóły bo nie wypada i tyle (:

  23. Uwielbiam Cię od dawien dawna , widziałam co się święci, nie pisałam (leżącego się nie kopie).
    Wiesz , śmiać mi się chce, ale po raz kolejny spotykamy się na pewnym etapie :) Ja również po jesienno – zimowo- wiosennej depresji powoli wyszłam na prostą. Ludzi z nawracającą depresją cechują częto kompulsywne napady głodu (ja nazywam to prościej- wpierdalasz aż nie możesz się ruszać, choć teoretycznie nie jesteś głodna).
    U mnie diety typu 1000 kcal o wyznaczonych porach kompletnie nie wypalają I kończą się zazwyczaj w tym samym dniu.
    Jest jeden jedyny sposób który na takiego chwiejnego typa działa :) Jest to dieta Dukana, ale nie aż tak rygorystyczna jak w książkach (tak tak teraz pewnie ktoś napisze, że to nie Dukan).
    Zasady Dukana znasz zapewnie. Jesz ile chcesz, ale głównie jest to białko. Później na przemian białko + białko I warzywa (w pasującej sekwencji 1/1 , 3/3 lub 5/5) Na mnie podziałało w postaci ubytku 8 kg w 7 tygodni I powiem, że bez zbędnych wyrzeczeń. Ja nie lubię reguł ustalonych typu: o godzinie 8:32:05 zjedz 63g chleba z 14g szynki. To mnie irytuje I wprowadza w stan niepokoju. Na Dukanie jem o której chcę I nie pojawia się wieczorne przerażenie , że już nic mi się nie należy. Napiszę Ci mój przykladowy dzień (typowo białkowy).

    Twarożek ziarnisty ze szczypiorkiem.
    Owsianka z mleka 0,5 I otrąb owsianych.
    Filet z piersi kurczaka pieczony polany sosem jogurtowym z chilli I ogórki korniszonki.
    Serek waniliowy 0,5%.
    Łosoś wędzony (kawałek płata).

    Można zjeść dużp dużo więcej. A dni białko + warzywa to dopiero bajka :0 Przykład:

    Sałatka z kurczaka, jajka papryki I ogórka z sosem czosnkowym.
    Owsianka z mleka 0,5 I otrąb owsianych (jem owsiankę codziennie bo kiedyś babcia mi powiedziała , że chroni od nowotworu).
    Purre z kalafiora I dorsz pieczony.
    Serek truskawkowy 0,5%.
    Jajecznica z poieczarkami.

    Nie trzymam się bardzo rygorystycznie np. zjem jabłko co drugi dzień by uniknąć zaparć. |To jedyna opcja dla mnie. Od jutra wracam na dietę bo znowu dowaliłam prawie 4 kg :( (male kłopoty rodzinne) Jak Ci pasuje daj znać podpowiem co I jal :*.

    1. Widziałaś, co się święci i nie ostrzegłaś?! :))) żartuję.
      To było do przewidzenia, że kiedy „obudzę się” z depresji i spojrzę w lustro, to nie poznam tego kaszalota, który przez ostatni rok zajadał smutki czekoladą i masłem orzechowym ;/ Ale stało się.

      Co do Dukana, to kiedyś próbowałam i generalnie bardzo mi ta dieta podchodziła, ale przestraszyłam się teorii o nerkach rozwalonych nadmiarem białka. A nerki niestety mam słabe i muszę o nie szczególnie dbać :(

      Jadłospis, który podałaś to jest w sumie to, do czego zmierzam, aczkolwiek powaznie zastanawiam się nad wykluczeniem z mojej diety drobiu. Od dawna nie jem wołowiny i wieprzowiny, a teraz chyba jestem gotowa na pożegnanie ze skrzydlatymi. Pytanie tylko, czy białko z mięsa da się zastąpić czyms równie energetycznym. Bo prawda jest taka, że nic tak nie dodaje mi sił jak mięso właśnie.

      1. ja jestem mięsożercom totalnym i jedyne co od mięcha kocham bardziej to wszystko co z wody, czyli rybska, pędraki, chrząstkowe oponki, łypiące odwłokiem małże :) a tym czym potrafię się nażreć do rozpuku i długo nie czuję głodu to sushi. co gorsze jak się tak go nażrę, to dopiero po godzinie czuję jak mocno przegięłam przyjmując postawę prostą poziomą lub pionową co by nie uciskać :)

  24. Hej Zazie mam ten sam problem, przerobiłam to samo co Ty, zrzuciłam już 20kg 2 razy.. I teraz próbuję po raz trzeci http://chili-fit-chick.blogspot.com/..próbowałam..bo żrę wszystko. Ale serio chcę zacząć ćwiczyć z Ewką I odżywiać się zgodnie z moją grupą krwi I na chudo bo diety could też mnie zawiodły. Do połowy września chcę zrzucić 15kg.

  25. Zazie,
    już tutaj przede mną wszystko dziewczyny powiedziały – przede wszystkim – co się działo x lat, nie odstanie się w 3 miesiące! zapomnij! i proponuję – małe kroczki. malutkie. tycie. poczytaj sobie zenhabits. poszukaj tam wpisów o zmianie nawyków żywieniowych i stylu życia. Chłopak wie, co mówi, 7 lat dochodził do super formy (z typowego zdziadziałego 30-paro-letniego ramola) – we wszystkim, ale powoli. 3mię kciuki. ja skorzystałam i nareszcie przeszłam na (zdrowy!) weganizm, od pół roku ćwiczę jogę 6 razy w tygodniu, sama radość. i straciłam 10 kilo – w niespełna rok – a mogłam, owszem, w miesiąc. tylko co potem?

  26. Zazie, tyłaś przez 2-3 lata a teraz chcesz to zrzucić przez 2 miesiące? Tak się nie da. Wszelkie diety można stosować jako środek doraźny i chwilowy (a potem efekt jojo albo podniszczone zdrowie – psychiczne i fizyczne). Jeśli chcesz schudnąć i trzymać wagę to zmień nawyki (żywieniowe i ruchowe). Zmiana nawyków TRWA (czasami rok albo dwa), ale jest najbardziej skuteczna. Pamiętaj też, że nie masz już 20 lat. Nie wymagaj od siebie wyglądu modelki. Chyba, że jesteś gotowa na 5-6 godzin dziennie na siłowni albo na jedzenie chusteczek higienicznych nasączonych sokiem (tak modelki oszukują głód). Ja po rzuceniu palenia sporo przytyłam i teraz powoli chudnę. Nie katuję się, jem smacznie (lubię gotować), trenuje (od 4 miesięcy regularnie) i czuje się coraz lepiej. Chudnę powoli ale regularnie i skutecznie. Przyznam, że pomaga mi trener (co miesiąc mam nowy zestaw ćwiczeń) i oczywiście wsparcie dziewczyny, która z kolei wspomaga się książką „Dieta dr. Beck” – taki poradnik, bardziej psychologiczny niż dotyczący diety, dla chcących zmienić nawyki i poradzić sobie z jedzeniem kompulsywnym. Pamiętaj też, że przy Twojej delikatnej psychice możesz sobie zrobić krzywdę nagłymi dietami.

    1. Masz rację. Powinnam podejść do sprawy bardziej psychologicznie, bez karania się i katowania. Po prostu zadbać o siebie na poziomie elementarnym. A to niestety zawsze wychodziło mi najgorzej: dbanie o to, żeby zdrowo jeść, wysypiać się, nie dręczyć się psychicznie i nie spalać w stresie… Zajrzę do dr Beck, mam nadzieje, że krąży gdzieś po sieci w .pdf’ie :) dzięki!

      1. Zazie, mądrze gadają. Jesli coś takiego się wydarzyło, można by spojrzeć terapeutycznie, pod kątem zaburzeń odzywiania… osoby objadające się dają sobie miłość i czułość przez jedzenie. Dieta na to nie pomoze.
        A na ostatnim zdjeciu masz piekne piersi i wygladasz naprawde fajowsko :)

  27. Weź mi tu nie pączkuj, ja obecnie schudłam cały kilogram w dwa tygodnie i jestem taka dumna. Teraz ważę 90kg. A jestem niewiele wyższa od Ciebie. Nie uważam się za atrakcyjną osobę, ale za kaszalota też nie. Ty również uważam, że wyglądasz okej, ale najważniejsze jest to, żebyś sama się ze sobą czuła dobrze.
    Trzymam mocno kciuki za zrzucanie kilogramów. Ja nawet przy tych 90kg, nadal nie mam chęci odchudzania, najwyżej chęć skoczenia z okna.

    1. No własnie, ja nie uważam się za atrakcyjną osobę – nawet jak ważyłam 60 kg – więc przy aktualnym odchudzaniu zdecydowanie nie chodzi o atrakcyjność, a raczej przekonanie o jej braku, które tkwi w głowie. Chcę się po prostu czuć lżej, bo kiedy gonię autobus, z przerażeniem stwierdzam, że moje ciało mnie nie słucha i zostaje pół kilometra z tyłu za mną. O ruszeniu na taneczny parkiet to już w ogole nie wspomnę… ;/

  28. ja tez wlasnie zaczynam sie odchudzac i dochodze do wniosku, ze zadne ekstrema typu bieganie codziennie czy zero pieczywa nie wchodza w gre; po prostu znam siebie i wiem, ze wystarczy gorszy psychicznie dzien i wtedy z pewnoscia nie bede sie zmuszac do czegos czego nie lubie lub odmawiac sobie czegos co lubie; wiec wymyslilam, ze odchudzanie musi byc super przyjemne- tzn jesli aktywnosc to tylko taka jaka sprawia mi przyjemnosc- czyli tylko basen, rower i sex a jedzenie, owszem malo kaloryczne ale za to super smaczne; sezon sprzyja bo warzyw i owocow jest pod dostatkiem; poza tym chce rzucic mieso wiec pozostaja ryby i owoce morza; do tego kasza, szczegolnie jaglana bo podobno jest zdrowa a zamiast slodyczy suszone owoce typu sliwki, morele, rodzynki; zamiast zmrozonej coli woda z cytryna i mieta albo piwko( oczywiscie samo, bez chipsow)
    na dietetyka szkoda kasy bo oni mowia to co wszyscy w teorii wiedza- czyli 5 posilkow dziennie, bez podjadania, odstawic cukier, ograniczyc biale pieczywo, duzo pic
    20 kg w trzy miesiace nie da sie i w ogole zapomnij o tym chyba, ze chcesz miec problemy ze zdrowiem, wypadanie wlosow, zaburzenia hormonalne itd

    1. Ginger, dla mnie ekstremum to jest to, co przeprowadziłam na sobie w zeszłym roku – czyli głodówka przez 11 dni (na wodzie z cytryną i syropie palmowo-klonowym). Natomiast wykluczenie pieczywa czy bieganie brzmi o wiele mniej ekstremalnie niż głodzenie się. Reszta rzeczy, o których piszesz brzmi zdecydowanie przyjemnie :))

  29. Jako kobieta, która już dawno przekroczyła magiczną setkę w kilogramach i ma spore doświadczenie w odchudzaniu zgadzam się z przedmówczyniami i poradzić mogę tylko jedno: najgorsze, co można zrobić, to zacząć się odchudzać. Odchudzanie prawie zawsze prowadzi albo do frustracji, albo do efektu jojo. Podstawą jest samoakceptacja, a potem unormowanie stylu życia. Wizyta u dietetyka może pomóc, a każda dieta przez niego stosowana sprowadzi się do jednego: jedz mniejsze porcje, pięć razy dziennie i pij dużo wody. Pięć posiłków dziennie to właśnie unormowanie stylu życia. Pomaga genialnie.Ja schudłam 16 kilogramów w 3 miesiące i trafiłam do szpitala z rozwaloną wątrobą. Dietę przerwałam, ale z racji wątroby musiałam przejść na drugą i tę właśnie polecam gorąco. Polega ona na jedzeniu wyłącznie rzeczy lekkostrawnych. Wiadomo, że mniej niż zwykle i idealnie w formie pięciu posiłków, ale polecam, bo możesz sobie i słodkości pojeść (biszkopty, piekarnicze wyroby cukiernicze, czyli drożdżówki bez lukru) i nie musisz się katować ciemnym chlebem, a czujesz się lekko i przyjemnie. Teraz już nie podchodzę do tego tak restrykcyjnie, bo jem i smażone i pieczone itd, ale wagę trzymam. A poza tym popracowałam nad samoakceptacją i generalnie się nie przejmuję, co jest chyba najlepszą dietą na świecie. Jak się nie przejmujesz, nie myślisz o wadze, a jak nie myślisz o wadze, to nie obżerasz się non stop ;)

    1. Muszę przyznać , że się nie zgdzam. Moja mama doszła do 90 kg przy 159. Przez 4 miesiące była na diecie od dietetyczki (coś koło 1500 kcal , pięć posiłków dużo wody) Oprócz tego , że schudła 11 kg to dzięki diecie przestała mięc problemy z jelitami a od miesiaca nie bierze już leków na nadciśnienie. Jak dobry dietetyk ułoży konkretny jadłospis (po badaniach ) to nie może stać się nic złego. Pierwsze słyszę , żeby fachowo ułożona dieta doprowadziła do takich kłopotów ze zdrowiem. Bzdura

  30. Nie odchudzaj się w ogóle. Null. Zero. Tylko chodź sobie potańczyć :)
    Albo na basen?? – bo basen częściej niz raz w tygodniu – działa bardzo bardzo dobrze. I zrucisz ciężar.
    I myślę, że na wczesniejszych zdjęciach, jesteś po prostu młodsza i zadowleńsza ;-), choc fakt, bardzo wyśmigana laska! Ale ja bym się i tak nie odchudzała!
    Oraz – jeśli mogę, to fakt, byłaś mini-lalką, śliczną, teraz dorosłą laską, równie piekną, choć z większym tyłem. I tyle- jeśli moge powiedzieć. Ale proszę tu siebie samej nie obrażać- bo to i tak nie pomaga. I kup sobie coś ładnego – jakis modern ciuch prosty, (uszyj? :)) i nie pierdol o spadochronach- bo to nie wojsko.
    A wstyd, tak w ogóle, to uczucie znam. Ale myślę, że tu mi nie pasuje – bo wstyd, że co?- że człowiek ma gorszy czas, że przytył badź schudł, że czas leci do przodu? Wstyd to sorry, ale nie za takie cos…
    <3

    1. niestety ja mam tendencję do walenia siebie po głowie za wszystko i wymyślania sobie od najgorszych. co niestety nie przekłada się na motywację do działania, tylko złość na samą siebie.
      w środku nadal się czuje wyśmiganą dziewczyną, ale jak tylko próbuję „poderwać się do lotu”, to nagle orientuję się, że dupa nie pozwala mi oderwać stóp od podłoża. i jest płacz.

      1. Wal w wora jakiegos!:)- boksy??-na pewno lepiej to zniosą ;-). I serio już, powodzenia!Bo uda się, tylko kwestia czasu chyba.

  31. Cycki (na ostatnim zdjęciu widać) masz prześliczne. Uważam, że nie ma co wymyślać sobie od spadochronów i słoniątek. Zacznij od afimacji :) To cudownie że nie pakujesz się już w ten sok z papugi. Nie wyrzucaj z diety węglowodanów, nie idź w żadnego drakona. Jedź to co lubisz i znajdź sobie taką formę aktywności fizycznej jaka będzie Ci sprawiała radość. Ja np jeżdżę rowerem do pracy bo lubię i przerzucam sterty liści na działce oraz ryję doły bo lubię jak jest ładnie. Taki wysiłek to żaden wysiłek, tylko przyjemność, a efekty są. Lubisz taniec, no to goł, goł goł, ju ken dens, bejb. Tylko na początku będzie trudno. Z doświadczenia wiem że antydepresanty robią porządek w mózgu, ale szafę z dupy przy okazji. Więc nie obwiniaj się. A ja i tak będę czytała bloga Zazie, nawet jeśli nie schudniesz.

    1. :))))

      problem jest taki, że nie mogę przestać brać antydepresantów, bo ryzyko nawrotu depresji jest niestety b. duże. zastanawiam się w ogóle, czy DA SIĘ schudnąć przy antydepresantach…

      1. Pewnie, nie ma co rzucać antydepresantów jeśli jest ryzyko nawrotu. Ja też ze swoimi rozstaję się niechętnie ;) Chodziło mi o to, że moim zdaniem nie ma co się obwiniać i myśleć, że się zapuściłaś. Ja też miewam napady wilczego głodu i wiem, że to proszki wołają jeść, bo biorę je dopiero od pół roku i pamiętam doskonale, że wcześniej tak nie miałam.

  32. Polecam dietetyka. Ja odstawilam slodycze, alkohol, jem 5 posilkow dziennie ( warzywa, bialko, weglowodany ) i przez 2 tyg spadlo mi 3 kg, pije duzoooo wody.
    Gdybym tylko jeszcze zechciala ruszyc tyłek na bieganie, lub marszobieg-byloby great ;P
    Mam do zrzucenia 25 kg.
    Trzymam kciuki za Ciebie, bedzie dobrze, moc jest z Toba :))

    1. Nie żebym źle życzyła, ale na początku taki piękny spadek wagi to norma, potem jest już dużo trudniej taki wynik zrobić.

          1. jest na to metoda, nie ważyć się, nie oglądać i słuchać „czy mi się wydaje, czy ty schudłaś?” a ty wtedy odpowiadasz ” być może, nie wiem, bo z wgi zrobiłam sobie słitaśny barometr nad lodówkę ;)”

              1. no bo po co się dołować, jak się człowiek dobrze skupi na swoim organiźmie to bez ważenia zaczyna dostrzegać zachodzące zmiany, jest mu lżej, ma większą sprawność, lepiej mu się oddycha etc. trzeba się skupiać na pozytywach a nie zaklinać wzrokiem podziałkę. im radośniej i optymistyczniej podchodzimy do realizacji jakiegoś planu tym jest bardziej efektywny.ważenie się tylko flustruje, pogłębiając niecierpliwość.

  33. Zgadzam sie, jesli na stale to nie 20kg w 3 miesiace :) I dietetyk koniecznie, diety internetowe nadaja sie jak sie chce zrzucic kilka kg (moja osobista opinia, nie poparta zadnymi badaniami…) i sa niespecjalnie dopasowan do konkretnych przypadkow. O ile dobrze kojarze Li ma jakas fajna niediete u siebie na blogu – moze sie z nia skontaktuj (tez u dietetyka byla). Trzymam kciuki!

    1. No, ale dieta Li jest dietą dla Li, nie dla Zazie…
      IMO warto spróbować samemu, do dietetyka zawsze się zdąży.

      1. Ano jest, podalam jako przyklad bo Li publikuje co dostala od dietetyka wiec mozna zobaczyc jak taka porada w praktyce wyglada :)

        1. zaglądam do Li na niedietę i przyznam, że brzmi ona rozsądnie, ale faktycznie nic nie zastąpi indywidualnej konsultacji dietetycznej 1:1 i diety ustawionej pod indywidualne „parametry”. na razie jednak nie mam szans na dietetyka, więc wszystkie rozsądne rady są ważne :))

          1. Apropos vitalii to mam wrazenie ze te ich „ludziki” troche przesadzone sa, ja w kazdym razie na pewno nie wygladam tak, jak na ich wizualizacji :)
            Jezeli rozsadne rady Cie interesuja… To znalezc sport ktory Ci sprawia przyjemnosc (jak ma byc tanio no to bieganie i ewentualnie plywanie i rower, jesli masz takowy – tylko pamietaj o rozciaganiu!)
            Co do jedzenia to bym uwazala – moze zaoszczedzic na dietetyka sie da? Nie znam sie na tym (podkreslone i z wykrzyknikami) ale na pewno to, co jemy ma wplyw na samopoczucie dlatego w Twoim przypadku bylabym bardzo ostrozna z usuwaniem produktow, ograniczaniem jedzenia.
            Czasami pomaga prowadzenie dziennika tego, co sie je (chyba kazdy dietetyk tego tez potrzebuje zeby zobaczyc gdzie jest najwiekszy problem) – juz samo prowadzenie takowego pomaga.
            W mojej rodzinie pare osob zywi sie zgodnie z zasada „Pieciu Przemian” (po polsku ksiazke o tym napisala np. Anna Ciesielska) i gotowanie zgodnie z nia bardzo pomaga (a ksiazki chyba mozna znalezc w sieci…) – nie wiem czy na schudniecie ale na pewno na zrownowazone odzywianie.

            Trzymam kciuki za to zebys sie lepiej poczula sama ze soba. Ja patrze i nie widze „wieloryba” – z tym ze co z tego skoro Ty widzisz? :)

  34. 20 to nie, zresztą to niezdrowo.
    Świetna dieta, mój chłop schudł 15 kg w jakieś 9 miesięcy, ja mniej, ale bez wyrzeczeń :)
    Zasada jest prosta: ograniczasz węglowodany. Koniec z chlebem, ryżem, makaronem i kaszami, no i słodyczami :)
    A poza tym jesz wszystko: mięsa, warzywa, owoce, nabiał itd.
    Nie liczysz kalorii, nie głodzisz się, a po dwóch tygodniach przywykniesz do życia bez kanapek :)
    Uwaga: zanikają napady wilczego głodu!
    PS. W chwilach załamki ratowałam się Coca Colą 0.
    Walcz, bo warto!
    Szkoda tracić czas na bycie wielorybem :)

    1. a uważasz że wieloryby są nieszczęśliwe……..????
      znam kilka pulchnych kobitek , które 100 razy są szczęśliwsze od swoich koleżanek patyczaków…

      1. Daleko Zazie do wieloryba, ale jak widać po powyższym wpisie, nie jest ona szczęśliwa ze swoją wagą.
        IMO większość pulchnych pań oszukuje się, twierdząc, że są szczęśliwe ze swoją tuszą – tak jest łatwiej niż zabrać się za siebie. Spójrz na Li, tyle czasu mówiła, że nie przeszkadza jej to co pokazuje waga, a w końcu wzięła się za odchudzanie.

        1. Ale ja nie napisałam, że Zazie wygląda jak wieloryb! To JA się czułam jak wieloryb, kiedy przytyłam 10 kg i choć nie miałam nadwagi, bo jestem wysoka, to miałam tego dość.
          Niestety, Zazie wygląda mega seksownie, która to świadomość może jej w odchudzaniu nie pomóc…
          Ale skoro się skarży na swoja wagę, to chyba jest jej z tym źle. Absolutnie nikogo nie namawiam do odchudzania, jeżeli dobrze się czuje ze swoja wagą. Takie propozycje są po prostu niegrzeczne.
          Pozdrawiam :)
          Aneta

          1. dziewczyny kochane, same wiecie, że nie ma jednego „obiektywnego” rozmiaru, od którego zaczyna się bycie wielorybem! każda osoba, która CZUJE, że ma za dużo kilogramów myśli o sobie w kategoriach wielorybich i jest jej z tym źle, niezależnie od tego, czy musi schudnąć 5 czy 15 kg. są też tacy, którzy ważąc nawet 90 kg czują się zajebiście.

            ja niestety ZAWSZE czułam się za gruba. nawet wtedy, gdy ważyłam 55 kg :(

  35. Polecam Vitalia.pl, choć widzę, że znasz… Mój mąż schudł 10 kg w 6 tyg i teraz mamy fazę utrzymania :)
    Nie martw się zazie :) Masz fajne cycki za to :) Znajdź plusy dodatnie :)

  36. albo 20 kg, albo w 3 miesiące, albo na stałe…. nie da się miec trzech rzeczy na raz. Idź do dietetyka i trzymaj się ułożonego jadłospisu. Da się :)

  37. no chyba ta dieta dr Dabrowskiej moze dac taki efekt.
    No tak, ale to glodowka. Sluchaj – idz do dietetyka I wez moze ten katering dietetyczny. Bedzisz miala wszystko pod nos I od razu – to duzy plus na starcie. I "w miedzyczasie" wciagnij sie w zasady "dietologii", zebys sie za bardzo nie uzaleznila od kateringu. No ja bym tak zrobila, z moim leniem I tendencja chodzenia na skroty.

    1. na dietetyka, a tym bardziej na catering dietetyczny nie mam teraz żadnych szans z powodów finansowych :( musi mi wystarczyć silna wola i własna lodówka. zawsze w sprawie zdrowia, jedzenia i wagi chodziłam na skróty, więc tym razem jestem sobie winna gruntowne zgłębienie tematu i faktyczne zmiany :)

  38. ważyłaś 43 kg???? jezusku, dawałaś radę chodzić? Zazie przecież Ty nie masz metra czterdzieści!! Przy takiej niedowadze do dorosłego wieku to ja się nie dziwię, że teraz uważasz, że nosisz spadochron :D

    anyway, trzymam kciuki ;)

    1. tak, kiedy kończyłam studia ważyłam 43 kilogramy. jadłam wszystko, nawet z myślą, żeby się trochę utuczyć. pełnotłuste mleko, masło, itp. no i w końcu dobiłam do 52. potem długi czas ważyłam 55-57 kg. potem nagle 63. i poooszłooo…. :/

  39. ja się staram ciut mniej jeść ciut więcej ruszać I zakładam plan długofalowy..teraz wciąż walczę od ponad półroku by zobaczyć wreszcie 69,999….jak na razie waga średnio mówi 73…

  40. wspierać będę cię duchowo albowiem również stałam się grubaskiem… na co mi to wychodzenie z dupresji skoro stałam się hipopotamicą glorią z madagaskaru?

    1. To prawda, że w depresji nie myśli się o swoim ciele w kategoriach estetycznych. Liczy się tylko to, żeby z depresji wyjść i żyć dalej. A potem się budzisz z tej depresji jak ze złego snu, patrzysz w lustro i… o kurwa, jak ja wyglądam?!! :((

      1. ja jestem chadowa, u mnie tak- jak jestem w depresji, to co tam, gruba jestem i tak umrę, nie zależy mi, w manii, to tylko kilka kg, ubiorę się fajnie, są grubsze i grubsi, w remisji, tak, od miesiąca, otwieram oczy i szok, 160 cm i 85 kg, 20 kg w rok, bo po TYCH lekach nie czułam smaku i obżerałam się, jedna wielka dupa, nie jest łatwo, mam na myśli dietę+leki+ruch, ja zalewam się potem, skutek uboczny stabilizatorów, a wcześniej antydepresantów, uspokajaczy, p/lękowych i p/psychotycznych i tak dalej…
        Ściskam zazie

  41. Ale teraz masz przynajmniej cycki :)

    A Tak na serio dieta + ruch i to nie dieta z internetu niewiadomo jaka , tylko trzeba się przejść do jakiegoś fajnego fitnessklubu, pogadać z jakimś trenerem, on ułoży dietę, obejrzy Cię tu i ówdzie , zaleci ćwiczenia . Jak zaczniesz chodzić na treningi + dieta efekt murowany .
    Trzeba wystrzegać sie diet które w krótkim czasie powodują duży ubytek wagi…..efekt yoyo gwarantowany. Obserwuje swoje klientki ,które są permanentnie na różnych dietach . Niektóre pochudły z rozmiaru 44 do 34 …..ale zrobiły to około 6-8 miesiecy, nadal są na dietach ale juz nie takich rygorystycznych, po prostu nauczyły sie racjonalnie odżywiać. Te które schudły po 15-20 kg wyglądają świetnie jeśli chodzi o figurę co do twarzy to juz bym polemizowała czy ładnie. Wory pod oczami, zapadnięte poliki , pogłębione zmarszczki ( sa to dziewczyny w wieku 40 -43 lata), jednak troszkę tkanki tłuszczowej jest potrzebne , szczególnie na twarzy aaaaaaa i zero cycków i dupki ……
    Trzymam kciuki!!

    1. No właśnie, jak znam życie to pierwsze schudną mi cycki, a dupa na samym końcu.
      Jest jakiś sposób na skórę w czasie odchudzania? Żeby jakoś ładnie się „schodziła”?
      Nie sądzę, bym miała jej „aż tyle”, by obwisły mi policzki, ale wolałabym uniknac niespodzianek :>

      1. Jakby Ci tu Zazie… Niestety, w pewnym wieku skóra zaczyna tracić elastyczność i po odchudzaniu chcesz czy nie, zaczyna smętnie zwisać tu i ówdzie. Nie znam na to rady, to po prostu naturalna kolej rzeczy. Podczas chudnięcia lecę pięknie w pasie – znika oponka, tłuszcz na brzuchu idzie precz, ale skóra rozciągnięte zostaje. Chudnę też w cyckach :/. W staniku wyglądają jak Cię mogę, bez… dużo gorzej. Skóra na ramionach – po odchudzaniu zaczynają fruwać w okolicach pach delikatne firanki. Coś za coś…

      2. Z tą skórą nie jest aż tak źle. W ciąży myślałam, że po urodzeniu śpiwór ze skóry po prostu opadnie i tak go będę wciskać w spodnie. A tu nic. Wierzę w ruch i zdrowe nawyki. Cukry precz, biała mąka precz, fast foody precz i odpowiednie ćwiczenia. I konsekwencja – niestety! :)

        1. O tak, po ciąży wstąpiła się u mnie pięknie. Niestety, 10 lat później nie ma już tej samej sprężystości… :/.

  42. 20 kg w trzy miesiace to bardzo szybko. za szybko. ja schudlam 16 w 3 miesiace i to bylo niebezpieczne dla zdrowia. bo zbyt intensywnie, zbyt drastycznie, organizm nie mogl mnie dogonic. troche wolniej, kilogram, 1,5 na tydzien. wolniej znaczy w moim przypadku lagodniej i na stale.

    1. nie wiem, wiem, że nie wolno za szybko, ale tak sobie myślę, że skoro te kilogramy są nadwyżką, to ich szybki ubytek powinien „ucieszyć” organizm ;P – jak zareagował dokładnie Twój organizm?

Dodaj komentarz