lato miejskich ludzi

jak się przez cały tydzień nakurwia konceptami i napierdala projektami w agencji reklamowej to w weekend człowiek chciałby zrobić coś ekstra. oprócz najebania się nad Wisłą, rzecz jasna. w tym sezonie najmodniejszy jest ślizg poziomy na skimboardzie. Marlenka z działu obsługi klienta wykonuje akrobację z rozbryzgiem.   Czarek z IT …

bilans dodatni

wczoraj wieczorem wyłączyli prąd w naszej kamienicy i  nagle ucichły wszystkie „wiatry magnetyczne” w okolicy. byłam oniemiała z zachwytu i poczułam się jak na wielkim „letnisku” – ludzie wylegli na balkony i rozmawiali przez podwórko, gdzieniegdzie w mieszkaniach paliły się świece, a ja poczułam się tak dobrze, spokojnie i bezpiecznie… …

praca u podstaw wyobraźni

ktoś mi ostatnio w komentarzach zarzucił, że język na bloguniu jest jak z rynsztoka i nie da się tego wszystkiego czytać. chcąc się ustosunkować to tej jakże ważkiej kwestii, powiem tyle: – no japierdolę, bez przesady ;) a teraz pytanie retoryczne: – iloma “kurwami” można rzucić podczas jednej sesji porządkowania gratów …

Hercules & love affair

mój Hercules jest śliczny, szybki i zwinny. ja nieco mniej. dlatego – wsiadłszy nań ostatnio i pojechawszy z Roz na miejską przygodę – w ciągu jednego zaledwie wieczoru spadłam zeń jakieś pięć razy. w listach do redakcji często pytacie mnie, jakim cudem można spaść z miejskiego roweru typu damka podczas …

jagody goji – drogie, śliczne i toksyczne.

łkałam ostatnio na blogusiu, jak głęboko mnie upokorzyła oraz gwałtownie sponiewierała trwająca przeszło tydzień grypa żołądkowa, w ramach której zaliczyłam: spazmy na łazienkowym dywaniku, nirwaniczne omdlenia i majaczenie, konwulsje na sedesie i jodłowanie wprost z trzewi do plastikowej miski. och, no nie byłabym sobą, gdybym zataiła przed światem tak malownicze …

WhatsApp na dzielni!

niedzielny poranek. najpierw do Posłańca wpada nasz posłaniec i sprawdza, czy kuchnia już wydała… ooo, panie… wydała. i to jak wydała! nabogato!!! no więc posłaniec szybciutko – cyk! cyk! cyk! cyk! – rozsyła pikczersy po ziomkach z dzielni…     i wrzuca na fejsbunia, żeby reszta świata doznała ślinotoku i …

idiotka. ciężka idiotka.

zawsze wie lepiej. po stokroć. a na medycynie zna się bardziej niż dr Google i cała ekipa Seattle Grace razem wzięta. dlatego zaleczywszy grypę żołądkową opakowaniem nifuroksazydu, dwoma litrami coca-coli i gorzką czekoladą, trzeciego dnia uznała się za ozdrowieńca i poszła na spacer, a następnie nawpierdalała się arbuza i wiśni. …

pozbierać się

czego mi brakowało do pełni szczęścia? oczywiście, że wirusa grypy żołądkowej. jestem zielono-fioletowa i najlepiej na świecie jest mi na dywaniku między wanną a sedesem. przeleżalam cały dzień w lóżku – najpierw w boleściach i konwulsjach, potem senno-nieprzytomna. nie wiem, czy na to się umiera, ale jeśli tak dalej pójdzie, …