generalne porządki. czyli: wszelka zmiana musi zostać pozamiatana.

jako prawdziwie chujowa pani domu mam taką zasadę,
że wszelkie reformy i rewolucje w moim życiu
lubię sobie przypieczętować gruntownym sprzątaniem w domu i w obejściu.
ot takie, paniczne podbijanie bębenka w rytm “ojezu-ojezu-co-to będzie!”
celem jeszcze gruntowniejszego rozpierniczenia dookolnej rzeczywistości.

 

 

i tak oto sprzątam. to znaczy: zlikwidowałam trzypiętrową piramidę pudeł
z akcesoriami lalczanymi, a na jej miejscu osadziłam dioramę
cybernetycznego laboratorium dr Jakoba von Burkhardta.
przeniosłam mój ukochany telewizor Szmaragd z sypialnianej komody
na salonowy regał, zaś na wzmiankowanej komodzie rozstawiłam
roombox pokoju lalek Blythe i Pullip. zaś na stole roboczym utworzyłam
założenie pałacowo-parkowe w stylu tajemniczo-eklektycznym oraz ślicznym.
oprócz tego posegregowałam moje fiolki, artefakty, koronki, koraliki, sklejki,
śrubokręty, narzędzia dentystyczne, guziki, tiule i mebelki lalczane w skali 1:12.
sprzątam także ogólnie – jak rasowa kura domowa – dzisiaj na przykład
niechcący wylałam na kuchenkę miskę wody, zalałam palniki i miotacz iskier,
zrobiłam zwarcie i wysadziłam korki elektryczne w mieszkaniu. level: MISZCZ.

co do samej Zazie, czyli jak gdyby mnie, to sprawy mają się tak:
– na tę chwilę daruję sobie podejrzenia o bulimię, bo nie ukrywam,
że gabaryt tego problemu nieco mnie przerósł. aczkolwiek przemyślę to, obiecuję.
– na przyszłą środę jestem zapisana do internisty oraz endokrynologa
celem wykonania badań w kierunku niedoczynności tarczycy oraz choroby Hashimoto.
– od jutra rozpoczynam dietę ułożoną przez dietetyka:
codziennie będę notować na blogu, co zjadłam i w jakiej ilości.
czemu na blogu? bo mam do was prośbę, drodzy czytelnicy,
żebyście z łaski swojej kopali mnie w tyłek i pilnowali w kwestii
codziennych raportów dietowych. wszelkie komentarze, dobre rady,
przestrogi i inne mądrości – mile widziane. naprawdę!

pragnę uspokoić co poniektórych, że blog Zazie nie stanie się od teraz
dziennikiem walki z otyłością i blogiem o odchudzaniu. lalki zostają, mopsy tym bardziej,
zaś ja sama wkroczę po prostu na drogę szlachetnego umiarkowania.
tak naprawdę to chciałabym zostać szafiarką, ale mam za grubą dupę.
na blogerkę kulinarną także nie mam szans, bo garów dotykam tylko podczas zmywania.
ale za to odchudzać się mogę pasjami – mam z czego! ;)

o moich sukcesach (!) w zrzucaniu z siebie powłoki tłustego wieloryba
oraz napompowanego kostiumu ludzika Michelin
możecie poczytać tutaj:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

 

 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

10 komentarzy

  1. Trzymam kciuki.

    Tu jest książka, która bardzo mi pomaga – to nie jest dieta ani przepisy, ale techniki behawioralne i sposoby na „autotresure” :) – ogromne wsparcie w odchudzaniu. może pooglądaj w jakiej księgarni.
    bravo i powodzenia!

  2. Łonczę siem z Tobom w bółu i postanowieniu……..już mam myśl zakupu karnetu do Fabryki Zdrowia w mojej metropolii …….a taka myśl to jest „coś” w dążeniu do wyładunku zbędnej opony z brzucha ……bo ostatnio stojąc przed lustrem w ulubionej sukieneczce zastanawiała sie „czy aby na pewno zdjęłam koło ratunkowe po wakacyjnych kąpielach w morzu ….”

    Ściskam i będe kopać :)
    Patti

  3. no bosko! trzymam kciuki! za nas obie :D
    a z tym sprzątaniem tez tak mam…
    ciągle o tym myślę ale robię większy bałagan niż sprzątam więc bilans jest ujemny
    nawet dziś tez o tym myślałam
    że jak się ma bałagan w sobie to i wokół siebie też
    i jak się próbuje coś zmienić w środku to jednocześnie idzie impuls do sprzątania na zewnątrz…
    hmmm…
    tylko czy chodzi o bałagan psychiczny czy np. fizyczny??? może to ten grzyb, robaki, toksyny albo cały jedzeniowy syf zalegający w naszych wnętrzach domaga się wywalenia???
    a głowa tylko to przerabia i daje nam coś do zrozumienia???
    :-0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.