zero gravity. orbitowanie bez cukru.

dziewczyna, paroksetyna i atomoksetyna to kombinacja zbyt piękna, by była prawdziwa. i zbyt niebezpieczna, by była możliwa. zostaje mi tylko paroksetyna z metylfenidatem. oraz siła pozytywnego myślenia. czarodziejska różdżka, która rozpieprzyłaby moje cukrowe chmurki, sprowadzając mnie w końcu na ziemię, pozostaje w sferze niespełnionych marzeń. mój psychiatra pozbawił mnie złudzeń: …

słowa nienajlżejsze.

oto bardzo dobra piosenka i bardzo zły, kiczowaty i pretensjonalny teledysk w żenującej estetyce wczesnych lat 90. cały ten entourage prowincjonalnej artystki miejscowego domu kultury włazi mi pod paznokcie i straszy żałobą. przed wielu laty znajoma nazwała mnie – w kontekście mojego bloga – “ukraińską gwiazdą disco”. trochę się na …

słowo na De.

czasem, kiedy zaplączę się tak mocno, że już sama nie wiem, gdzie jestem, co robię i dlaczego, oraz o co w tym wszystkim chodzi; kiedy jest mnie tak mało, że coraz trudniej werbalizować mi cokolwiek na jakikolwiek temat – próbuje dotrzeć do siebie przez muzykę. i czasem się to udaje. …

pod spodem

pod fotkami, mopsami, lalkami, kolorami, słowami, humorami – jestem ja. wciąż ta sama. poszarpana, niewyspana, niepozbierana, rozebrana, pospiesznie pozamiatana. nadal jest mi słodko-gorzko, lecz uparcie milczę. język za zębami. coś tam robię, coś piszę, ale bez większego przekonania. czekam na wrzesień, bo we wrześniu zawsze zaczynam się na serio.   …