GOŚCINNIE u ZAZIE: Bogna Wilk „O depresji, nerwicy i przyjmowaniu leków antydepresyjnych w ciąży”

Dzisiaj łamy mojego bloga oddaję mojej Czytelniczce – Bognie Wilk – która w poniższym,
bardzo osobistym i ważnym tekście, porusza trudny temat chorowania na depresję w ciąży.

Temat trudny tym bardziej, że czas oczekiwania na dziecko obrósł fantastycznymi legendami,
idiotycznymi stereotypami i absurdalnymi mitami, z którymi jak najszybciej trzeba się rozprawić.
Dzisiaj co prawda śmiejemy się z dawnych ciążowych przesądów:
* nie siadaj po turecku, bo dziecko będzie miało krzywe nogi;
* nie noś na szyi łańcuszka, bo dziecko udusi się pępowiną;
* nie maluj się, bo córka zostanie ladacznicą a syn alfonsem;
* nie przytulaj się do psów, bo dziecko będzie włochate;
– ale jeszcze nasze mamy i babcie musiały zmagać się z tymi iście kretyńskimi zabobonami.

Kolejna batalia dotyczyła długotrwałego obalania równie absurdalnych mitów medycznych:
w czasie ciąży musisz jeść za dwoje; zakaz seksu przez całe 9 miesięcy; badanie USG zaszkodzi dziecku… i tak dalej…
Do tego dochodzą jeszcze wszystkie dobre rady krewnych i znajomych królika oraz współcześnie lansowany w mediach
model “sexy mamy”, która 9-miesięcy ciąży spędza na różowej chmurce rozkosznego oczekiwania na maleństwo:
bez porannych nudności, zgagi, pryszczy, hemoroidów czy puchnących nóg. A tym bardziej bez depresji.

No bo jak to… depresja w ciąży?! Dopiero co oswoiliśmy się z “baby-bluesem” i przyjęliśmy do wiadomości
istnienie pełnoobjawowej depresji poporodowej, a tu nagle okazuje się, że wielomiesięczny “stan błogosławiony”
może dla wielu kobiet czasem męczarni, podczas której – z troski o swoje wymarzone, wyczekiwane i ukochane dziecko –
rezygnują z poszukiwania profesjonalnej pomocy, przypisując swój dramatyczny i coraz bardziej pogłębiający się stan depresji,
hormonalnym zawirowaniom i emocjonalnej karuzeli poprzedzającemi tę wielką zmianę w swoim życiu.

Pogląd jakoby ciąża chroniła przed depresją jest mitem. Jeszcze większą bajką jest przekonanie wielu lekarzy,
że ciąża jako “stan błogosławiony” rozwiązuje wszelkie problemy psychiczne kobiety,
łagodząc lub całkowicie niwelując wcześniejsze stany lękowo-depresyjne.

Naukowcy z Uniwersytetu w Bristolu oraz z Uniwersytetu Zachodniej Anglii –
na podstawie badań przeprowadzonych na 11 tyś. kobiet i ich dzieci urodzonych w latach 1991-92 –
wykazali, że nie leczona depresja ciążowa zwiększa ryzyko zaburzeń rozwojowych dziecka o 34%,
zaś o 60% zwiększa ryzyko przedwczesnego porodu.

Takie są fakty, zaś porady, które serwuje się w Polsce kobietom cierpiącym na depresję ciążową
brzmią mniej więcej tak:

“Aby pomóc sobie samej, należy przede wszystkim dbać o siebie – ładnie się ubierać, wychodzić na spacery
i relaksować się, aby zminimalizować uczucie stresu i przygnębienia. Jeżeli dokucza samotność (bo jest się na zwolnieniu,
a rodzina i znajomi pracują), trzeba postarać się tak zorganizować czas, aby udało się z kimś spotkać, porozmawiać, wyżalić.
Nie należy również ukrywać uczucia przygnębienia, złości czy żalu.” [ www.babyonline.pl ]

 

 

pregnancy-depression-drugs

Bogna Wilk „O depresji, nerwicy
i przyjmowaniu leków antydepresyjnych w ciąży”

„O zaburzeniach lękowych i depresyjnych pisze się coraz więcej. Na przestrzeni ostatnich kilku lat
do problemów tego rodzaju przyznało się wiele gwiazd i ludzi związanych z show biznesem.
Popularność schorzeń nie zdejmuje jednak z osób na nie chorujących piętna „dziwnej choroby”,
w pojawienie się której nie wszyscy są w stanie uwierzyć, a niektórzy nawet twierdzą, że jej nie ma.
Co dopiero, kiedy osoba chorująca jest … w ciąży.

Kiedy zaczynam pisać ten materiał, jestem w 24 tygodniu wymarzonej ciąży
i od tygodnia przyjmuję leki przeciwdepresyjne. Czuję się już lepiej – nie płaczę całymi dniami,
ale sen jeszcze nie wrócił. Udaje mi się zasnąć na góra 2-3 godziny – pozostały czas to leżenie plackiem
i nadzieja, że tak jak poprzednim razem – choroba odpuści i zacznę spać.

Jest nas bardzo wiele – matek oczekujących na swoje wyczekane i planowane potomstwo,
z nawrotami lub pierwszymi rzutami choroby. Wiele z nas z dużym opóźnieniem trafia do lekarza psychiatry,
ponieważ istnieje przekonanie, że w ciąży leki typu inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI)
są bezwzględnie zakazane. Na forach roi się od wyrzutów sumienia,
jakie zdrowe osoby czynią cierpiącym na zaburzenia lękowo-depresyjne ciężarnym.
Że są bez serca. Że myślą tylko o sobie. Że dziecko będzie miało trzecią rękę, będzie niepełnosprawne umysłowo.
Brakuje rzetelnych informacji, co zrobić, jeśli wystąpią objawy choroby. W związku z tym na forach internetowych
pojawia się coraz więcej pytań zdesperowanych mam, czy inne mamy brały leki antydepresyjne w ciąży.
Tymczasem od momentu zarejestrowania się na forum do chwili podjęcia ewentualnej decyzji o rozpoczęciu leczenia
mijają najczęściej 2-3 tygodnie podczas których choroba się pogłębia.

Jeżeli przyjmujemy, że zaburzenia depresyjno-lękowe są odpowiedzią ludzkiego organizmu na stres cywilizacyjny
jaki niesie ze sobą kapitalizm i współczesne, szybkie życie; jeżeli wiemy, że nie da się za bardzo uniknąć codziennego stresu
i że w istocie każdy z nas jest mniej lub bardziej narażony na jego działanie w zależności od predyspozycji genetycznych,
to wydaje mi się, że najwyższa pora zacząć mówić o depresji i jej leczeniu w trakcie całego życia bez ogródek.

Pierwszy rzut choroby nastąpił u mnie na przełomie 2012/2013 roku,
miałam wtedy 28 lat, byłam niespełna rok po ślubie.
Zawsze byłam typem pracusia i achievera – idealne dziecko wschodzącego kapitalizmu.
Od 3 lat pracowałam na bardzo wysokich obrotach, dla szefowej, która nigdy nie była zadowolona,
chociaż dopóki miałam siłę, dawałam z siebie wszystko.
Pracowaliśmy wiele godzin w tygodniu, czasem również w weekend. To nie była korporacja –
ale szefowa umiała zrobić z życia pracowników piekło. Lubiła mieć ofiarę – o tym mówiło się między pracownikami,
ale nikt nie miał odwagi się jej przeciwstawić.

W końcu w jej diabelskiej wyliczance kto następny wypadło, że to ja będę najsłabszym ogniwem.
Młoda, zdolna, pracowita – to wszystko nie było ważne.
Było coraz gorzej, aż któregoś dnia, pędząc ze spotkania na spotkanie, dziwnie się poczułam.
Jakbym miała się przewrócić albo umrzeć. Kołatało mi serce.
Powiedziałam kolegom, że nie wiem co mi jest, ale żeby w razie, gdyby coś mi się stało, wezwali karetkę.
Potem przestałam spać. Doszły problemy rodzinne. Jestem typem „Fighterki”, ciężko było mi się przyznać do depresji.
Mój mąż do tamtej pory uważał, że depresja nie istnieje.
Któregoś dnia wychodząc z toalety w jednym z warszawskich centrów handlowych
nie poznałam w tłumie własnego męża. Dzień później brałam już leki.

Choroba sprawiła, że musieliśmy zawiesić starania o dziecko. Po pół roku leczenia byłam znowu sobą.
Kolejne pół roku i zaczęliśmy znowu myśleć o dziecku. Kiedy dowiedział się o ciąży, psychiatra kazał odstawić leki.
Odstawiłam z dnia na dzień. Choroba wróciła po 20 tygodniach. Najpierw zaczęłam budzić się w nocy ok. 3-ciej
i zasypiałam z powrotem. Tydzień później budziłam się już w nocy co 2-3 godziny.
Czułam, że to może być zapowiedź kolejnego rzutu, ale oddalałam od siebie tę myśl.
Liczyłam się w depresją poporodową, ale nie depresją w ciąży.
Jednak kiedy w nocy doszły lęki, koszmary, a od rana do popołudnia zbierało mi się tylko i wyłącznie na płacz,
wiedziałam już, że stoimy wraz z mężem i moim ukochanym nienarodzonym dzieckiem
przed znanym mi już wrogiem na D.

Wizyty u psychiatry bałam się jak ognia. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie mówić, że leczę się u psychiatry.
Wolałabym, żeby był to neurolog. Pamiętałam, że dowiedziawszy się o ciąży psychiatra mówił, że w ciąży nie można brać leków.
Zapomniał tylko poinformować mnie, co mam zrobić, gdybym zaczęła się źle czuć.
Straciłam przez to 2 tygodnie płonnej wiary w to, że zmiany w moim układzie nerwowym jeszcze się cofną.
Trafiłam na forum, na którym inne matki w mojej sytuacji wymieniały się doświadczeniami.
I resztkami sił w końcu trafiłam do psychiatry, który powiedział: „Dobrze że Pani przyszła”.

Nic się samo nie cofnie. Ale dzięki tym dwóm tygodniom poznałam inne matki z całej Polski.
Nie jestem sama. Jest nas wiele. Całe podziemie.
Tylko nikt nie mówi o tym głośno, bo hasło „psychotropy” wciąż kojarzy się z wariatami.
A my jesteśmy całkiem normalne. Może nawet pracujecie z nami na co dzień.
Może widujecie codziennie ze starszymi dziećmi w warzywniaku. 1 na 10 matek – sami policzcie.

PS. Problem depresji i karmienia piersią w Stanach Zjednoczonych zdaje się budzić znacznie mniej kontrowersji.
Być może wynika to z większej otwartości społeczeństwa. W swojej książce „Baby Love” Rebecca Walker pisze,
że w celu uniknięcia nawrotów dręczącej kobiety w jej rodzinie od pokoleń depresji w ciąży,
zdecydowała się przyjmować antydepresanty całą ciążę, w najmniejszej możliwej dawce podtrzymującej efekt leczenia.
Jej syn, obecnie 5-letni Tenzin, urodził się zdrowy.”

 

*     *     *     *     *

Bogna Wilk – trzydziestolatka w 25 tygodniu ciąży, na 50 mg Sertraliny (dawka która pomaga jak umarłemu kadzidło,
ale przynajmniej z płaczącego warzywa zamienia ją w działaczkę społeczną). Z wykształcenia anglistka i prawniczka,
achiever i wykształciuch, warszawianka z dziada pradziada, nie słoik. Na depresję choruje od lat trzech,
chociaż pierwsze symptomy przyszły wraz z pierwszą pracą w wieku 26 lat.
Prywatnie ciepła dziewczyna z perlistym śmiechem, nie znosząca fałszu i zakłamania.
Żona, córka i matka in spe, która nie pozwoli chorobie zdominować swojego życia i odebrać macierzyństwa.

 

pregnant_antidepressants

Bogna, jeszcze raz dziękuję za zaufanie i ten świetny tekst! 

Dziewczyny, zachęcam was do dyskusji i podzielenia się własnymi doświadczeniami, historiami i przemyśleniami.
Nie ukrywam, że ten temat depresji i farmakoterapii w ciąży jest dla mnie osobiście bardzo ważny –
dobrze wiecie, że sama zmagam się ze stanami depresyjnymi, nerwicą natręctw i ADD/ADHD.
Jakby tego było mało – pojawiła się wstępna diagnoza CHAD.
W takiej sytuacji odstawienie leków po prostu nie wchodzi w grę.
Czy takie dziewczyny jak ja i jak Bogna, w ogóle mogą myśleć o zajściu w ciążę,
bezpiecznie przetrwać te 9 miesięcy i marzyć o urodzeniu zdrowego dziecka?

Bardzo jestem ciekawa waszego zdania.

 

ściskam,

 

Zazie

 

 

 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

15 komentarzy

  1. Dziewczyny ja mam 23 lata od dwóch lat lecze sie na stany depresyjna lękowe ten potworny ucisk w glowie i obawa przed zwariowaniem zaczelo sie tym ze w mlodych latach zapaliam sobie czasem trawke to podniszczylo mi psychike zawsze bylam slaba psychicznie a jako dziecko chorowalam na epilepsje i pewnego razu zapalilam jakies swinstwo a miala to byc zwykla trawka i odrazu oczywiscie lek kolatanie serca nogi z waty cala trzesaca sie ze strachu i wielki wstrzas ktory doprowadzil mnie do takiego stanu lekowo depresyjnego. nie potrafie sobie wybaczyc jak moglam byc taka glupia i nie odpowiedzialna kazdy narkotyk kazdy bo nie ma lekkich narkotyków niszczy czlowieka i jego psychike nie wiem czy kiedys moja psychika wroci do swojego stanu przed paleniem tego gówna bardzo sie boje i zaluje i jak to pisze to chce mi sie plakac gdzie janmialam wtedy glowe liczylo sie dobrze sie pobawic a nie mysl ze zdrowie jest jedno i nikt mi go nie zwroci,, po tym incydencie po zapaleniu podejrzewam wtedy dopalacza przechodzilam ze 2 tygw tych stanach zaczely sie zaburzenia widzenia bezdechy nocne wychudlam strasznie wymyslanie sobie chorob zreszta zostalo to do teraz w koncu trafilam do psychiatry i zaczelam ciagnac male dawki przez dwa lata dawki ktore mnie jako tako uspokajaly stwierdzilismy ze skoro daje rade na nich nie bedziemy ich zwiekszac to chyba tylko zaleczylo mój stan na tyle bym mogla funkcjonowac . a W swieta Bozego narodzenia tego roku dowiedzialam sie ze jestem w ciazy !! Reakcja byla mieszana z jednej strony radosc z drugiej jak to w ciazy a leki a nerwica co teraz bedzie.. dowiedzialam sie w 7 tyg ze jestem w ciazy :) przyjmowalam male dawki bo tylko 50 sertraliny i convulex 150 poniewaz mam zly zapis eeg . Pierwsza obawa ze przeciez pierwsze 2 miesiace w ciazy a ja na lekach bylam . odrazu wizyta u psychiatry leki odstawiamy.. teraz ciagne bez leków nie cale 2 miesiace i czuje ze mi to wraca najgorszy ten ucisk w glowie i obawy przed zwarioaniem jestem wrazliwa na kazdy dzwiek wszystkiego sie boje kazdego uderzenia dzwiami odrazu sie wystraszam.. Martwie sie co bedzie po porodzie czy dam sobie rade czy nie zrobie nic zlego tak bardzo mi zle.. za 2 miesiace wychodze za maz i tu tez pytanie jak sobie z tym poradze jak oagrne to wszystko gdy nadejdzie juz ten dzien to bedzie ogromny stres a ja juz czuje te uciski w glowie przyspieszone bicie serca dziwne laskotanie w klatce piersiowej dusznosc az do suchego kaszlu.Boze jedynym moim marzeniem jest to zeby moje dziecko bylo zdrowe i cala moja rodzina moj maz i codziennie prosze Boga o sile bo tak potwornie zaluje ze w mlodosci nie szanoalam swojego zdrowia . dziewczyny moze to co napisalam wyda wam sie dziwne i pomyslicie glupia palila to ma za swoje ale nie wiecie jak ja bardzo tego zaluje i ile juz przeplakalam ze nie moge sobie tego darowaci nikt ngdy mi nie powie i nie wmówi ze trawka nie szkodzi nigdy sie z tym nie zgodze… bo to ze zawsze bylam nerwowa nie doprowadzilo by mnie do tego stanu , do tego przyczynilo sie wlasnie „palenie:. lekarz mowil niech pani wytrzyma chociaz do 3 trymestru bez leków i nie wiem czy dam rade kropnie sie boje jak to bedzie jakie dawki dawane sa w ciazy i jakie leki?? jesli zechce wam sie przeczytac czekam na jakis odzew. Pozdrawiam

  2. Bardzo dziękuje za ten tekst. Ja leczę się na depresję i lęki od 18 roku, ,mam obecnie 30 lat. Z mężem staramy się o dzidziusia od 2 lat i nie możemy zajść. Ja i mąż pod względem posiadania dziecka jesteśmy zdrowi, tylko moja depresja. Boję się że ona ma duży wpływ na zajście w ciążę. W grudniu dostałam pierwszy atak po pierwszej diagnoziepo 12 latach. Teraz biorę symfaxin rx i citalopram. Czekam w lęku na efekty. Tekst dodaje otuchy, że nie trzeba leków odstawiać bo to wręcz jest gorzej. Dziękuję jeszcze razi

  3. Strasznie Wam diękuje, jestem chora na depresję, długo mineło zanim zaczełam przyjmować leki, najpierw pojawiła się nerwica, lęki, bezsenność trafiłam do psychiatry, ale bałam się zażywać leki dopiero intensywne myśli o samobójstwie sprawiły, że zaczełam się leczyć. Mąż bardzo mnie wspiera, był ze mną u psychiatry rozumie co to za choroba, a reszta rodziny szkoda gadać… uważa że cierpie na jakie wyimaginowaną chorobe, rodzina naciska, żeby odłożyła leki zaszła w ciąże. Mam dość. Marze o dziecku razem z mężem jednak boje się zajść w ciąże na lekach zażywam Cital, bardzo proszę o porady, mamiar na lekarzy prowadzących ciąże na lekach antydepresyjnych, proszę o kontakt do bogny, chciałbym zapytać o kilka spraw w związku z twoim doświadczeniem. Mail do mnie klaudiamariaczaja@gmail.com

  4. Dziewczyny, jak Was czytam to mi sie plakac chce. Mieszkam w Kanadzie i tutaj nikt nie robi z depresji takiej szopki, ot choroba jak kazda, a wiec leczyc trzeba. Moja przyjaciolka jest lekarka i urodzila czworke dzieci nie odstawiajac lekarstw antydepresyjnych! Ona wrecz twierdzi, ze to zaszkodziloby dziecku, a nie pomoglo. Nie ma co sluchac ludzi, ktorzy bredza, a pojecia nie maja (ale to przeciez takie nasze-polskie, nie znam sie, ale tez sie wypowiem).
    Pozdrawiam bardzo serdecznie i zycze spokoju i powodzenia :))) Brawo za odwage i podjecie tego tematu.

  5. Ja już jestem weteranką.. Pierwsza ciąża była wpadką, choć nie powinna mieć miejsca. To była ciąża niechciana, najbardziej znienawidzone dziecko w brzuchu, marzenie o poronieniu, pragnienie aborcji i gdyby nie bliscy, to pewnie bym to zrobiła. Brak więzi i tak zwanej naturalnej, biologicznej, matczynej miłości zaraz po porodzie. Przez calutką ciążę zżerała mnie depresja i bezgraniczny smutek, a ja nie zdawałam sobie z tego sprawy. Moja rodzina i lekarz zwalali to na mój stan i powtarzali, że po porodzie wszystko się zmieni. Byłam najszczęśliwsza na świecie, że zrobiono mi cesarkę, bo poród naturalny kojarzył mi się ze wszystkim, co najbardziej obrzydliwe.. Nawet piersią nie karmiłam, bo na samą myśl robiło mi się niedobrze.. Miesiąc po porodzie głęboki stan depresyjny minął, ale dostałam pierwszego w życiu ataku lęku panicznego, z olbrzymim skokiem ciśnienia i waleniem serca, których nie mogłam opanować przez ponad dwie godziny. Leków żadnych nie miałam. Byłam ABSOLUNIE PEWNA, że umieram.. I tak zaczęła się moja walka z atakami lęku panicznego, którym towarzyszyły stany depresyjne. Złagodniały po długim czasie.. Po czterech latach zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Była to ciąża planowana, więc porządnie się do niej przygotowałam: wyleczyłam wszystkie stany zapalne, brałam długo kwas foliowy, byłam szczęśliwa. Aż do 19 tygodnia ciąży, kiedy to na USG dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko ma wadę letalną (brak struktur wewnątrzczaszkowych i w ogóle brak główki) i zakwalifikowano mnie do aborcji, zwanej w naszych kręgach terminacją ciąży. Nie będę tu opisywać co przeżyłam w Szpitalu Bielańskim w Warszawie, bo to materiał na odrębny wątek. Faktem jest, że od paru „przyjaciółek” usłyszałam sugestię, że to za karę, że chciałam aborcji przy pierwszej ciąży i że nie chciałam pierwszego dziecka.. Wtedy uwierzyłam. Musiałam to odchorować: przez ponad rok przeżywałam głęboką żałobę, połączoną z depresją i nawrotem stanów lękowych. Znowu minęło. Dwa lata później doczekałam zdrowego dziecka, ale w tej trzeciej ciąży, wspomnienia doświadczeń z drugiej, spotęgowały tylko depresję. NIKT jednak nie traktował wciąż tego jak wieloletnią chorobę, ale jako naturalną reakcję na ciążę. Rok po urodzeniu mojego trzeciego dziecka dopadły mnie najgorsze z możliwych ataków lęku panicznego, nawiedzające mnie po kilka razy dziennie, a między nimi strach, że nadejdzie kolejny. 24 godziny na dobę prześladował mnie lęk i towarzyszyły wszystkie najgorsze doznania i zachowania typowe dla tej choroby (mierzenie ciśnienia kilkadziesiąt razy dziennie, sprawdzanie pulsu, pochłanianie kilku tysięcy kalorii dziennie i „wysrywanie” wszystkiego w kosmicznym tempie (waga 49kg), bezsenność, itd.. Dopiero wtedy mój lekarz internista uświadomił mi, że ja po prostu jestem chora, a ponieważ NIGDY nikt mnie na to wcześniej nie leczył i nie wysłał do specjalisty, to nastąpił nawrót choroby. Z atakami lęku panicznego połączonymi z depresją jest jak z każdą inną chorobą: nieleczone wracają ze zdwojoną siłą. Dopiero wówczas zaczęłam leczenie…

    Jestem cudownym przykładem nieleczonej przez wiele lat depresji i stanów lękowych. Jestem też świetnym przykładem, że można mieć zdrowe dzieci bez tych wszystkich szopek związanych z przygotowaniami i dziecko z wadą rozwojową mimo przyjmowania kwasu foliowego i wszystkich tych gówien..
    Dlatego uważam, że leki antydepresyjne i przeciwlękowe (jakkolwiek by je nazwać) nie są w stanie zaszkodzić bardziej, niż sama natura..

    1. Zapomniałam jeszcze dodać, że dzień po drugiej cesarce, czyli po urodzeniu mojego drugiego zdrowego dziecka, dostałam ataku lęku panicznego z koszmarnym skokiem ciśnienia, dreszczami i bólem głowy.. Mimo że informowałam wcześniej lekarzy o swojej przypadłości, nikt nie wziął tego na poważnie. Za to lekarz, który zobaczył moje ciśnienie, powiedział głośno przy mnie i pielęgniarce, że jeśli ciśnienie nie spadnie, zostanę przewieziona na OIOM na jakieś przetaczanie osocza i żeby powiadomić oddział, że jest pacjentka po porodzie z zagrożeniem życia! Pamiętam, że od samego tego stwierdzenia zasłabłam.. Pamiętam też, że sprzedałam jednej pielęgniarce tekst, że przypomniała mi się druga ciąża i moje chore letalnie dziecko i poprosiłam coś na uspokojenie. Przyniosła. Zasnęłam i ciśnienie spadło, a lekarze byli zadowoleni..

  6. każdy osobnik w mojej rodzinie (za wyjątkiem jednej ciotki z Warszawy, sic!) jest „nie stąd”. myślałam, że to jest fajne, dopóki się nie dowiedziałam o fenomenie warszawskich słoików. zasmuca mnie to, pomimo, że nie mieszkam w Warszawie. albo już straciłam kontakt z tym, co śmieszne na polskim gruncie. też smutne. pozdrawiam.

  7. Widząc temat wpisu myślałam że śnię. Zwalilas mnie z nóg. Znamy się z bloga a także z fb. Aktualnie jestem w 17 tygodniu trzeciej ciąży. Mam 5 letniego syna i drugiego…. Na cmentarzu. Straciłam synka z powodu przedwczesnego porodu w 24 tc. Żył 25 dni. Później druga ciąża i diagnoza – niewydolnośc szyjki. Zaszyli mnie i z torbą leków przelezalam 4 miesiące. Po porodzie depresja naprzemiennie z epizodami manii. Diagnoza CHAD. Zoloft + Pernazinum przywracają mnie do życia. Zakładam wymarzoną firmę, zaczynam Wychodzić za swoje. Później test – dwie kreski. Od 7 tc problemy, krwiak. Później szycie profilaktycznie i nakaz oszczędnego trybu życia. Leki odstawione od momentu testu. Choroba wraca. Czuję jej oddech na plecach. Płaczę, każdego dnia boję się, że dziecko umrze, że firma upadnie
    Że życie się skończy, że umrę… Pójdę do psychiatry po kolejnej wizycie u ginekologa w przyszłym tygodniu
    Chcę żyć.

    1. Milena, nie jesteś sama. Bardzo się bałam odbioru tego tekstu, ale widzę, że dobrze czuję, że trzeba o tym mówić, żeby kobiety w ciąży miały siłę i odwagę sięgać po pomoc i wsparcie.

  8. Witam. Cieszę się, że trafiłam na ten tekst. Trzeba poruszać ten temat, bo nas- mam w ciąży z zaburzeniami afektywnymi jest wiele. Sama walczę z zaburzeniem lękowo-depresyjnym, a na codzień również pracuję z lekami przeciwdepresyjnymi- jestem przedstawicielem medycznym- i widzę, że materiałów, jak i badań naukowych dotyczących działania antydepresantów w ciąży jest baaaaaaardzo mało. Dlatego grunt to trafić do dobrego psychiatry i nie bagatelizować problemu. Dobry specjalista z pewnością znajdzie najodpowiedniejszą metodę leczenia nawet dla mamy w ciąży z depresją czy zaburzeniami lękowymi.
    Pozdrawiam i 3mam kciuki!

    1. Schronienie, „sloik” mial byc żartobliwy – absolutnie nie bylo moim zamiarem ranic czyjes uczucia, po prostu nie pomyslalam ze ktos tak to odbierze :-) moj maz jest sloik wiec ja jestem w sumie taki pol-sloik :-) i nie biore tego do siebie :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.