emocjonalne wyziewy, egzaltowane smarki, autorefleksyjne rzygi i egzystencjalna sraczka

za każdym razem, kiedy siadam do napisania notki – samoistnie wylewają się ze mnie wprost na klawiaturę wszelkie wewnętrzne nieczystości: jakieś gorzkie żale, słodko-kwaśne niepokoje i mdławe wątpliwości, wszelkie dramatyczne westchnienia i teatralne pauzy, niespełnienia i nienasycenia, półuśmiechy i ćwierćbęknięcia oraz pełen grozy suspens i reszta osobliwego badziewia, które muszę jak …

semantics won’t do

krążę myślami wokół jednego tematu i odbijam się od pospiesznie stawianych samej sobie granic, wciąż wahając się pomiędzy nadmiarem słów a całkowitym ich brakiem. to, co wybiorę, nie ma znaczenia, bo i tak nie mogę nic powiedzieć, nic napisać, nic zasugerować. mam związane ręce, zasznurowane usta, stoję bezgłośnie twarzą do …

tłusty czwartek, piątek trzynastego, walentynki, chiński nowy rok i wizyta teściowej…

… czego chcieć więcej? do pełni szczęścia brakuje mi tylko rozstroju nerwowego i emigracji wewnętrznej do krainy wyobraźni. na małych przezroczystych skrzydełkach z cukru. łykam tabletki na grzeczność i staram się iść po prostej, uważnie stawiając stopy, żeby tylko nie spierdolić się w którąś z moich rozlicznych przepaści, malowniczo rozciągających się poniżej …

patrz, co mi robisz…

są takie myśli, które przyprawiają mnie o zawroty głowy i rozkosz graniczącą z omdleniem; myśli uparte i obsesyjne, nie dające spokoju, nie dające spać, nie dające żyć; nie prowadzące do niczego prócz obłędu. czasem podejrzewam, że robię to samej sobie z premedytacją. i dręczę się, nie potrafiąc unieść tego ciężaru. …

przez cały luty będziesz po pysku kuty

albo jakoś w ten deseń. tak właśnie mogłabym podsumować ostatnie wydarzenia, które umilają nam naszą wielomiesięczną walkę o byt. albo niebyt. już sama nie wiem, co lepsze. w obliczu dzisiejszych “eventów” kwestie treningów, wewnętrznej dyscypliny czy dbania o sylwetkę zeszły na nieco dalszy plan. przepraszam, próbowałam odpisać na wasze komentarze, …

raz gruba – zawsze gruba

moje odchudzanie i mozolna wspinaczka do jako takiej formy cielesnej nie są bynajmniej pasmem spektakularnych sukcesów, o nie! i chociaż moja dietetyczka odtrąbiła wszem i wobec zwycięstwo nad moją mutant-masą i po 5 miesiącach porzuciła mnie na pastwę losu oraz reszty dietetycznych pokus, to niestety z perspektywy czasu muszę z …

– Trzeba znać swoje miejsce w szeregu…

– rzekł outsider i dyskretnie oddalił się z miejsca zdarzenia. Ni mniej ni więcej, tylko po raz kolejny przekonałam się, że w niektórych kwestiach jestem niestety niereformowalna i niewyuczalna, w innych nie potrafię się dostosować, a jeszcze w innych po prostu sobie nie radzę, nie ogarniam i nie panuję nad …

wonderlust queen

jak zwykle, tradycyjnie już, mój pamiętniczek nie startuje w konkursie na blogusia roku, mimo że rozważałam tę opcję w ramach zrobienia czegoś na przekór sobie. niestety moja podświadomość czuwa – przegapiłam deadline zgłoszeniowy. kurtyna. a poza tym wszystko jakoś tak przyspieszyło… może dlatego, że mamy z Sydem tak zwany “pożar …