ODCHUDZANIE [14]: Patrz, co jesz.

dzień 14: niedziela, 31 stycznia 2016

Dostałam maila, w którym „ktoś” pisze, że jestem „już nudna z tą dietą i odchudzaniem” oraz że zamieniłam bloga Zazie w „głupi poradnik” dla – cytuję – „otyłych mamusiek”.

wtfdidyousay

W sumie to nie wiem, jak to inaczej skomentować…
Może tak:   pogadamy za 3 miesiące.

suckit

♦ WAGA:    ważenie słonia odbędzie się przepisowo w piątek.
♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    znów za mało.
♦ SUPLEMENTY:   bodymax x2
♦ POSIŁKI:   nie cieszą.

śniadanie:    jajko na miękko, awokado, roszponka, pomidor

obiad:   potrawka z soczewicy

kolacja:   biały ser kozi z kaparami

ależ mnie to uszlachetnia…

jeerajt

♦ AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA:   już, już prawieeee….
♦ SAMOPOCZUCIE:  chyba mnie coś bierze…?
♦ GRZECHY i WYSTĘPKI:   trochę pistacji. ale mało.

♦ MOTYWACJA:   pizza, piwo, panienki… duże grube panienki.

Curvaceous and beautiful young woman in a white bikini standing isolated on white

 

♦ PIOSENKA DNIA:  bardzo ładny cover. bardzo ładny. James brzmi odrobinę jak smutna wersja Steviego Wondera ;)


James Morrison – Man In The Mirror (Acoustic Version)

 

♦ KOMENTARZ:   bez komentarza.

 

♦ PSYCHOLOGICZNY PROGRAM ODCHUDZANIA wg dr Judith S. Beck – dzień 014

zadanie 14:   Plan na jutro

Jeżeli jeszcze nie udało ci się rozpocząć diety, zaczniesz jutro! Jeżeli już ją stosujesz, to i tak musisz wykonać dzisiejsze zadanie. Dzisiaj przygotujesz jadłospis obejmujący to wszystko, co będziesz jeść jutro. A jutro będziesz sprawdzać, czy to, co jesz, znajduje się w twoim jadłospisie, i zanotujesz wszystko to, co nie było w nim uwzględnione.
Będziesz planować i monitorować swój jadłospis na piśmie codziennie, przez wiele dni i miesięcy, być może aż do utraty tylu kilogramów, ile planujesz – a może nawet dłużej.

salad

Wiecie dlaczego lubię moją dietę? Bo jest prosta. Jasno mówi, co mogę, kiedy i w jakiej ilości. Nie zostawia zbyt dużego pola do popisu, ale też nie wymaga wspinania się na wyżyny sztuki kulinarnej. Jem konkretne produkty, doceniając ich podstawowy smak, bez żadnych udziwnień, uszlachetnień i wysublimowanych modyfikacji – zgodnie z zasadą: jeden rodzaj białka w danym posiłku + porcja węglowodanów złożonych + odrobina zdrowych tłuszczów + owoc  + dużo, dużo wody [o mojej diecie możecie przeczytać TUTAJ – klik!]

Czy monitoruję mój jadłospis? Tak. Po pierwsze – wisi na lodówce wraz z listą wszystkich produktów, które w ramach jadłospisu mogę jeść; a po drugie: owszem, śledzę dokładnie co zjadłam (w codziennych raportach na blogu) oraz zapisuję wszelkie wykroczenia poza jadłospis. Nie, nie po to, żeby się pogrążyć,  tylko żeby obserwować „rozwój sytuacji” i w porę zareagować, jeśli zobaczę, że moje menu coraz bardziej odstaje do diety.

eating

Zapisywanie i monitorowanie jest bardzo ważne, a jeśli jesteś podobna do większości moich pacjentów, przekonasz się, że myśl o tym jest trudniejsza niż same czynności.

To prawda, że mi się nie chce. Nie chcę mi się tego zapisywać jak jasna cholera. Ale właśnie dlatego robię to tutaj, na blogu, na oczach wszystkich, którzy jeszcze mnie czytają (o ile nie znudził im się – cytuję – „głupi poradnik dla otyłych mamusiek”). O tym, dlaczego potrzebuję „świadków” mojego procesu odchudzania pisałam w notce: Czy uważasz, że Twoja dieta jest sprawą prywatną, intymną, wstydliwą? (KLIK!). Absolutnie nie mam złudzeń, że miałoby to kogokolwiek zainteresować, ale – tak jak swego czasu radziłam sobie z depresją, pisząc o niej na blogu (aż w końcu sobie poradziłam, dziękuję :) – teraz zamierzam ostatecznie rozprawić się z nadprogramowymi kilogramami. Owszem, schudłam 20 kg, ale niestety po jakimś czasie zabałaganiłam i zarzuciłam dietę na skutek różnych życiowo-zdrowotnych perturbacji i przez te 1,5 roku niestety parę kilogramów mi z powrotem wróciło (na skutek obsesyjnego wpierdalania słodyczy), ale i tak nie jest źle, skoro już 4 z nich zrzuciłam. Do ostatecznego zrzutu pozostało mi jeszcze 8 kg.

W maju chcę ważyć 60 kg. Tyle tytułem informacji :)

mindy
[btw – kocham Mindy Kaling! ♥ oraz Elmo ♥ ]

 

Planowanie jadłospisu pomoże ci:
* Zastanowić się, jak zdobyć i przygotować jedzenie przewidziane w diecie
* Przypomnieć sobie, co i kiedy należy zjeść. Brak planowania postawi cię w trudniejszej sytuacji. Kiedy poczujesz głód i zajrzysz do lodówki, może sie zdarzyć, że sięgniesz po coś niezgodnego z zasadami diety
* Wyeliminować podjadanie. Te drobne kęsy przekąsek, resztek i innych produktów często najbardziej utrudniają odchudzanie
* Znosić chwilowy głód i zachcianki oraz przekonać się, że potrafisz się im oprzeć
* Podejmować decyzje dotyczące jedzenia, zanim dopadną cię zachcianki. Wyobraź sobie, że ktoś zaprasza cię na obiad. Na stole czeka wspaniały deser. Decyzja zapadła: NIE. Deser nie jest uwzględniony w twoim jadłospisie, więc go nie zjesz. Nie musisz rozważać wszystkich za i przeciw. Po prostu przestrzegasz jadłospisu i już. To eliminuje napięcia i wewnętrzne zmagania.

Pisałam już o tym wielokrotnie. Zamiast jęczeć: „obożedlaczegoniemogęzjeśćciasteczka?!” – po prostu zamknij ten temat. I albo zjedz sobie to ciasteczko i przestań pieprzyć o diecie, o odchudzaniu oraz grubym tyłku; albo zdejmij sobie ten problem z głowy i zawczasu wyklucz jakąkolwiek ewentualność oraz możliwość wpierniczenia owego ciasteczka. Kilka razy gryzłam się już w język, ale w końcu to powiem – dosadnie: Przestań się ze sobą, excusez le mot, pałować! Twoja dieta nie może być ciągłą zabawą w kotka i myszkę oraz policjantów i złodziei. Bo się zamęczysz, dziewczyno. Przestań. 

⊗ NO means NO 

gagano nonono nomeansno

No więc już wiesz, że nie. Trudno. Przeżyjesz.

Czy takie planowanie wydaje ci się uciążliwe? Krzywdzące? Niesprawiedliwe? Z doświadczenia wiem, że naprawdę nie ma innego sposobu. W pewnym sensie masz rację – to niesprawiedliwe. W końcu wiele osób, które nie stosują żadnych diet, nie musi przygotowywać takich planów. Mogą stanąc przed lodówka i pomysleć: “Co by tu dzisiaj zjeść?”
Ale ci, którzy chcą schudnąć, nie mogą sobie pozwolić na taki luksus. Nawet jeżeli potrafisz dokonywać wlaściwych wyborów, przyjdzie taki moment (za kilka dni lub tygodni), kiedy pozwolenie sobie na spontaniczne decyzje spowoduje przybranie na wadze.

O tym, jak wypadam w starciu z lodówka, możecie przeczytać w mojej starej notce – TUTAJ (klik!): no więc porażka. Muszę mieć czarno na białym, dokładnie. Bo inaczej… off we go! i poszły konie po betonie. Także niestety. Potrzebuję smyczy, bata oraz kija z marchewką. Inaczej nie podziała.

 

Oczywiście dr Beck przestrzega nas przed MYŚLAMI SABOTUJĄCYMI

bath

s – a – b – o – t – u – j – ą – c – y – m – i

czytaj uważnie!

 

myślisz:   „Nie chcę niczego zapisywać!”

Co jest silniejsze – pyta retorycznie Dr Beck – chęć schudnięcia czy niechęć do prowadzenia notatek? „Skoro naprawdę chcę stracić na wadze, zacznę robić notatki. Chyba nie zajmie mi to więcej niż pięć minut. Mam wybór. Mogę posłuchać niechętnej części mózgu albo podjąć stanowczą decyzję, że mimo wewnętrznego oporu będę planować dietę na piśmie.” Ignorowanie niechęci ma sens, ponieważ takie uczucia będą się pojawiać wielokrotnie, gdy nie będziesz mieć ochoty na przestrzeganie zaleceń diety.

myślisz:   „Mogę stosować dietę i bez tego!”
Może i tak – zwłaszcza na początku, kiedy jesteś podekscytowana nową dietą i wizją szybkiego schudnięcia. Potem wszystko powszednieje, kilogramy nie spadaja tak szybko jakbyśmy chciały i cała sprawa zaczyna nas trochę przerastać. Wtedy planowanie i notowanie naprawdę pomaga. Więc w sumie czemu nie zwiększyć swoich szans na schudnięcie?

myślisz:   „Przecież napisanie jadłospisu nie sprawi, że schudnę.”
Gdyby chodziło tylko o pisanie jadłospisów, cały ten program nie miałby sensu. Przygotowanie planu to jedna ze strategii.

 

dealwithit

 

 

 

 

 

 

 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

3 komentarze

  1. Dobrze prawisz, Zazie, polać Ci:-)! I nie słuchaj nikogo, kto twierdzi, że jesteś nudna z tymi dietami. Ja właśnie cię odkryłam i będę zaglądać codziennie, ponieważ Twoja droga przez odchudzanie bardzo przypomina moją. Trafiłam tu, bo w drugim dniu diety lemoniadowej bardzo bolała mnie głowa i szukałam informacji, czy to normalne. Wtedy doczytałam się, że Ty, i owszem, dietę przeszłaś (chapeau bas), ale wcale jej nie polecasz! (po drodze zahaczyłam oczywiście o kopenhaską, Dukana, głodówkę i parę innych). Dietę rzuciłam, syrop klonowy zużyję do drożdżówki dla moich chłopaków na niedzielę, a ja bezczelnie zerżnęłam Twoją dietę MB. Pierwszy dzień i jest super! Pierwszy raz w życiu jadłam kozi ser (mniam)! Ważę 70 kg przy 170 cm wzrostu, mój plan docelowy – taki jak Twój – 60 do lata:-)

    1. Och, błagam! Do piekła z dietą lemoniadową! Zaraz chyba dodam do tych starych wpisów o master cleanse jakiś disclaimer, żeby się dziewczyny nie pakowały w to bagno! :((
      Banga, Twoja aktualna waga jest bardzo fajna, więc – jeśli naprawdę musisz się odchudzac i czujesz taką potrzebę (nie dyskutuję z tym, bo to chodzi o Twoje samopoczucie, a nie moje wyobrażenia), to na Twoim miejscu zwiększyłabym trochę porcje – w sensie: nie kieruj się gramaturą moich posiłków, bo będziesz głodna i się zniechęcisz! ;) Powodzenia! ściskam! :))

      1. Moja obecna waga to efekt miesięcznego rozpaczliwego miotania się między próbami racjonalnego żywienia się a różnymi, na ogół głupimi, sposobami przyspieszenia spadku wagi – z tą słynną Lemon Diet na czele:-( 2 stycznia ważyłam 75 kilogramów i choć teraz mieszczę się w granicach normy, to nadal źle się czuję z trzęsącymi się tu i ówdzie galaretkami tłuszczyku. Co ciekawe, kiedy zaczęłam odchudzanie, to intuicyjnie żywiłam się bardzo podobnie do zasad MB. Warzywa lubię, mięso i jaja też, wykluczenie nabiału przy odkryciu koziego – no problem. Podoba mi się prostota tej diety, jej ekonomiczność i choć po niecałych dwóch dniach trudno cokolwiek wyrokować, to wydaje się naprawdę całkiem sensowna. Na pewno spróbuję co najmniej miesiąc – będę na bieżąco referować efekty:-) Aha, ja jeszcze regularnie ćwiczę z Chodaczką, choć, kuźwa, ja chyba nigdy nie osiągnę tego stanu, w którym, jak obiecuje trenerka milionów Polek, nie będę mogła sobie wyobrazić dnia bez treningów. O, jak ja bardzo sobie to mogę wyobrazić! Ponieważ jednak kiedyś już z nią ćwiczyłam i wiem, jak może wyglądać moje ciało po trzech miesiącach regularnych treningów, to z różnymi @3$%& na ustach będę ćwiczyć. A przynajmniej, głęboko w to wierzę, pisząc te słowa:-) Dzięki za trzymanie kciuków, damy radę! Kto jak nie my? P.S. Ja też kocham książki i psy:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.