ODCHUDZANIE [22]: Chcesz pączka, ale go nie dostaniesz. No trudno. Deal with it!

dzień 22: poniedziałek, 8 lutego 2016

Myślę sobie, że skoro nadal tu ze mną jesteście i nadal się odchudzamy, to chyba w naszej dotychczasowej „historii wielkiej wagi” więcej było, mimo wszystko, porażek niż sukcesów. Oczywiście jakieś tam sukcesy były, skoro jeszcze nie straciłyśmy wiary w sens i skuteczność odchudzania oraz podjęłyśmy kolejna próbę doprowadzenia siebie, swego ciała i umysłu do porządku. Jednak to, na czym bez wątpienia się koncentrujemy, dotyczy naszych dietetycznych niepowodzeń i odchudzaniowych porażek. Mam rację? ;)

proud

♦ WAGA:    68,2 kg
♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    kawa, woda, kawa, woda, kawa, kawa, kawa….
♦ SUPLEMENTY:   Bodymax, Theraflu, antydepresanty
♦ POSIŁKI:   smaczne.

śniadanie:    jajko na miękko z warzywami.

obiad:   ciecierzyca ze szpinakiem

kolacja:   ser kozi z cykorią i ogórkiem kiszonym

♦ AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA:   śladowa.
♦ SAMOPOCZUCIE:  osłabienie level high.
♦ GRZECHY i WYSTĘPKI:   wyjątkowo brak.
♦ MOTYWACJA:   bla bla bla bla….

junkfood

♦ PIOSENKA DNIA:    „Gold” Chet Faker

♦ KOMENTARZ:   nienawidzę lutego.

 

 

♦ PSYCHOLOGICZNY PROGRAM ODCHUDZANIA wg dr Judith S. Beck – dzień 022

zadanie 22:  Powiedz rozczarowaniu “TRUDNO”

– W tym tygodniu będziesz trenować poczucie kontroli i pewności siebie – oznajmia nam w poniedziałeczek Dr Beck.

judith

Codziennie będziesz rozpoznawać myśli sabotujące i reagować na te, które wcześniej sprawiały, że trudno ci się było skutecznie oprzeć produktom spoza jadłospisu.

Nauczysz się reagować na:

Rozczarowanie:   Bardzo żałuję, że nie mogę tego zjeść.
Poczucie krzywdy:   To nie w porządku, że oni to mogą jeść, a ja nie.
Poczucie przytłoczenia:   To zbyt trudne. Dłużej tego nie zniosę.

Z końcem tygodnia poczujesz, że zaczynasz myśleć jak osoba szczupła.

 

joke

 

No dobra, ale tak na serio, to ja bardzo chętnie nauczę się myśleć jak osoba szczupła. Chociaż… z tego co jeszcze mgliście pamiętam, osoba szczupła nie myśli o jedzeniu jako o życiowym problemie, je wszystko na co ma ochotę i nie płacze potem, stojąc przed lustrem. Czy istnieje choć cień szansy, bym – ważąc tyle, ile ważę i próbując schudnąć jakieś cirka-about 10 kilo – była w stanie wznieść się na wyżyny wyluzowania w kwestii myślenia o jedzeniu…? Serio?

Hmm, wydaje mi się, że Dr Beck chodzi jednak o coś innego…

 

Powiedz rozczarowaniu “TRUDNO”

whatever

Nawet jeśli wciąż będziesz tracić na wadze, w pewnej chwili na pewno poczujesz się rozczarowana. Może się to zdarzyć dzisiaj, jeśli waga nie pokaże takiej wartości, jakiej się spodziewasz. Może się zdarzyć jutro lub za tydzień, gdy będziesz w towarzystwie i przyjaciele będą jedli coś, czego tobie jeść nie wolno. W którymś momencie uznasz, że niedogodności związane z odchudzaniem przeważają nad zaletami. Możesz wtedy czuć żal, a nawet się zbuntować. Przyjdą chwile zwątpienia, rozczarowania i znużenia dietą.

Skłamię, pisząc, że każdego dnia cieszę się dietą, entuzjastycznie liczę kalorie i ochoczo nakładam na siebie mnóstwo żywieniowych ograniczeń. To oczywiste, że ich nienawidzę. Tak samo jak nienawidzę zmywania, mycia podłogi, szorowania wanny czy sprzątania mopsich sików. Ale to robię. Nie dyskutuję z tym, nie mogam się, bo i tak tego nie uniknę – nikt inny za mnie tego nie zrobi. Nikt inny za mnie nie schudnie. Skoro podjęłam taką decyzję – odchudzając się już po raz n’ty – wiedziałam, czym to pachnie oraz z czym to się je. A raczej – z czym się tego nie je. I rację ma Dr Beck, pisząc, że:

(…) W takiej sytuacji nie zapomnij, że to ty zdecydowałaś się podjąć trud odchudzania. A to pociąga za sobą kolejne wybory:
– Możesz albo się nad sobą rozczulać i pomstować na los, że postawił Cie w takiej sytuacji
– Albo zaakceptować wszelkie niedogodności jako środek prowadzący do celu

Kiedy pogodzisz się z tym, że musisz przestrzegać zaleceń programu, Twój opór osłabnie i przestrzeganie diety stanie się łatwiejsze.

To, że nie musisz się odchudzać, tylko z jakichś powodów podjęłaś taką decyzję – już wiemy. Większość z nas ma do zrzucenia kilka, kilkanaście, czasem może „kilkadziesiąt” (w porywach do 30) kilogramów. Chcemy schudnąć, bo mamy wybór i dokonujemy go.

Zawsze w tym kontekście myślę o ludziach, którzy nie mają wyboru, ale konieczność – tak jak w przypadku „morbid obesity”, gdzie liczy się praktycznie każdy dzień, a odchudzanie staje się sprawą życia lub śmierci. Tacy ludzie nie mają już wyboru. Co więcej – aby kwalifikowali się do operacji zmniejszenia żołądka (tzw. gastric baypass) także muszą schudnąć, aby w ogóle ich organizm i układ krążenia podołały narkozie. Tutaj nie ma już miejsca na „chcę” czy „postaram się”.

Żeby było jasne – szanuję ludzi, którzy odnajdują się w swojej otyłości, kochają swoje bujne ciała i każdy kolejny kilogram przyjmują z radosną aprobatą. Niestety z czasem nawet oni stają oko w oko z „siłą wyższą” czyli biologią, która w pewnych warunkach nie jest w stanie sprostać gabarytom delikwenta. I choćby nie wiem jak bardzo ów kochał swoje ciało, to po prostu musi się go pozbyć, by móc dalej żyć.

obese

Więc owszem, ie jest mi lekko z dietą i reżimem odchudzania, ale cieszę się z tego, że mam wybór i nie robię niczego pod przymusem. Odchudzam się, bo chcę; bo tego potrzebuję, a nie dlatego, że ktoś mi każe, twierdząc, że wie, co będzie dla mnie lepsze. Cieszę się także, że moją rosnącą wagę uchwyciłam w odpowiednim momencie i postawiłam sama sobie granice. Zuchwałością byłoby myślenie, że „ja nigdy nie utuczyłabym się jak pani na powyższym obrazku”. Wręcz przeciwnie. Z moją wrażliwą psychiką, rozchwianymi emocjami i tendencją do „zajadania” wszelkich życiowych niepowodzeń – byłam na dobrej drodze do osiągnięcia takiego właśnie „imponującego stanu rzeczy”. Z tą jednak różnicą, że nie potrafiłabym wówczas czuć się piękna, seksowna i kobieca.

Jednak to, że podjęłyśmy decyzję:  odchudzam się i jestem na diecie, nie sprawi, że cały świat padnie nam do stóp, pod którymi rozwinie się czerwony dywan, aby bezboleśnie przeprowadzić nas na drugą stronę tęczy, omijając pokusy, pyszności, imprezy oraz naszych znajomych, którzy na naszych oczach wpychają w siebie i wlewają wszystko to, o czym my możemy tylko pomarzyć.

Co robić…? Jak żyć…?

eating

Dr Beck objawia nam prosty i banalny trik, który… działa. Przynajmniej na mnie.

 

Za każdym razem, kiedy chcesz zjeść coś, czego Ci nie wolno, powiedz sobie:
                                                     NO TRUDNO.
Co będzie znaczyło: “Nie jestem tym zachwycona, ale się podporządkuję”

 

Nie czytałam wcześniej mądrości i objawień dr Beck, ale muszę przyznać, że sama intuicyjnie stosowałam podobną w swej wymowie „mantrę”, a mianowicie:  „No cóż, Zazie. Przeżyjesz.” – w odpowiedzi na każde swoje odchudzaniowe jęczenie, że „ja bym chciała czekoladę, pizzę, cukierka, frytkiiii”.  NO CÓŻ. CHCESZ, ALE NIE ZJESZ. PRZEŻYJESZ. NIE HISTERYZUJ!

drama

To trochę tak, jak na zakupach z małym dzieckiem, chce mieć/zjeść wszystko, co tylko zobaczy. I zaczyna jęczeć, płakać, awanturować się i histeryzować, licząc na to, że uda mu się coś wymusić. Tymczasem rolą rodzica jest łagodne, acz stanowcze: NIE.
NIE, bo:  już jadłeś; masz w domu taki sam; przed chwilą kupiłam Ci coś innego; rozumiem, że chcesz, ale nie mogę Ci tego dać, itp. itd.
Jako rodzic rozumiesz swoje dziecko, które CHCE. Nie negujesz jego potrzeby CHCENIA, ale równocześnie stawiasz granicę nie do przekroczenia.
A kiedy dziecko widzi, że nie ma dyskusji i absolutnie nic nie wskóra ani prośbą, ani groźbą, ani płaczem – dosyć szybko porzuca temat.

Podobnie jest z naszymi jedzeniowymi zachciankami. Nie rób dramatu z tego, że nie możesz czegoś zjeść.

dramatic

 

Nie możesz powstrzymać myśli sabotujących, ale zawsze możesz na nie zareagować.
Stwierdzenie: “NO TRUDNO” w odpowiedzi na każdą myśl sabotującą uwolni cię od wewnętrznej walki, sprawi, że poczujesz się lepiej i skupisz na czymś innym.

Gdy tylko zauważysz, że walczysz ze sobą, spróbuj sobie powiedzieć: No trudno.
Przyjmij do wiadomości, że taka jest rzeczywistość – to jest to, co musisz robić, aby osiągnąć cel.

cry

 

  • Mam ochotę na pączka. Ale go nie zjem. No trudno.
  • Jestem głodna. No trudno. Wytrzymam do obiadu. 
  • Szkoda, że zamiast sałatki nie mogę zamówić hamburgera. No trudno, przeżyję.
  • Te frytki wyglądają tak smacznie. Ale ja jem sałatkę. No trudno.
  • Nie mam ochoty dzisiaj ćwiczyć. Ale jednak się zmuszę. No trudno.

dealwithit

 

Postaraj się BAGATELIZOWAĆ SWOJE ZACHCIANKI.
Spróbuj mówić sobie od dzisiaj:
No trudno. /  Przeżyję.   /  No cóż.   /  Nic mi nie będzie. 

 

 

 

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

3 komentarze

  1. Pingback: Dieta Beck Myślenie wyszczuplające Kognitywny program odchudzania

    1. Nie, żadna pomyłka. Ale po tym, jak się raz i drugi nażarłam białego sera z rodzynkami, to ważyłam 69 kg i prawie umarłam z rozpaczy na tej wadze :)) więc jak teraz jest 68,2 kg to dla mnie znak, że idzie ku lepszemu! ;))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.