Mops w czasie wakacji i letnich upałów. Po co w ogóle o tym piszę?

Mimo że poprzednia notka o kontrowersyjnej kwestii strzyżenia mopsa (klik!) – wywołała w niektórych zakamarkach internetu osobliwą gównoburzę – zamierzam kontynuować swoje radosne wywody na temat zdrowia, szczęścia i bezpieczeństwa mopsów. Nie wszystkim muszą się one podobać – jakoś przeboleję fakt, że nie jestem miss publiczności i nie będę ulubienicą mopsich stronnictw …

Mops w czasie upałów (1) || SIERŚĆ: strzyc, golić, skracać? czy cierpliwie wyczesywać?

Odwieczny spór “golono czy strzyżono” tego lata zyskuje zupełnie nowe nowe oblicze za sprawą lawinowo rosnącej grupy osób, które – wziąwszy sprawy (oraz golarki) w swoje ręce – postanowiły wyjść naprzeciw szalejącym upałom i pozbawić swoje psy wierzchniej okrywy włosowej celem ulżenia im w dyszeniu, cierpieniu i ogólnej nieszczęśliwości. Hmm… …

Mopsikowy apdejt z ostatniego półrocza + filmowe migawki z życia Kumoka i Miszura

  W „Listach do Redakcji” często pytacie mnie, jak wygląda moje życie… No więc wygląda ono mniej więcej tak:     Jak pewnie już wiecie przez całą jesień, zimę i przedwiośnie Kumok i Miszur pracowicie umilały nam czas swoimi rozlicznymi chorobami, dolegliwościami i tajemniczymi przypadłościami, na leczenie których musiałyśmy zrobić debet …

całkiem nowy Balkon Południowy

Łaskawy los mieszkaniowy obdarował nas, prócz kredytu hipotecznego na 30 lat, dwoma balkonami w przedwojennej kamienicy (o której poczytać możecie TUTAJ) Balkon północny – ocieniony, chłodny i zaciszny – wychodzi na podwórko-studnię: z bujnym gąszczem roślinności nieplewionej, tajemniczym i pełnym cudowności śmietnikiem, wiekowym i monumentalnym drzewem, któremu nadałam szlachetne imię …

Lady Migraine & Miss Solpadeine

Genów nie da się oszukać, a biologii przeskoczyć. Nie powinno mnie więc dziwić, że po mojej ukochanej Babci Basi odziedziczyłam skłonność do migren, która objawiła się u mnie niespodziewanie po ukończeniu lat trzydziestu paru. Nie jest to co prawda migrena na wysokim C, w stylu iście operowym, z sunięciem przez …

Dzień Dziecka

… święto mego wewnętrznego nieznośnego bachora – przywitałam potężnym kacem…   po zapodaniu sobie poprzedniej nocy niezliczonej ilości szklaneczek whisky z colą w towarzystwie Kilkorga Miłych Memu Sercu. O 3.45 nad ranem zdążyłam jeszcze – na chwiejnych nóżkach i drżącymi rączkami – stworzyć eksperymentalny film amoralnego spokoju ze świergotem ptaków w …