Wednesday is the new Monday

Na bloga wracam przeważnie wtedy, gdy robi się już naprawdę źle, a ja – zupełnym przypadeczkiem – nie mam się komu wyżalić. Bo jakoś tak ciężko i niewyraźnie przechodzą mi na żywo i przez gardło frazy w stylu “jest mi ciężko, gdyż…” albo “jest mi przykro, bo…”.

A gdy już nieopatrznie przejdą i nieśmiało wybrzmią, to zaraz wracają do mnie ostrym pierdolnięciem i obosiecznym bumerangiem, który – przy tak zwanej okazji – obcina mi lewe ucho oraz pół policzka. Stoję więc niniejszym, z rozoranym ryjem i juchą cieknącą mi po butach, zastanawiając się, co zrobiłam nie tak oraz co mnie kurwa podkusiło, żeby komukolwiek powiedzieć, co we mnie piszczy. Po chuj. Przecież zawsze czuję się świetnie.

fine

A Ty jak się masz?

Ale zaraz przypominam sobie, że przecież mam blogusia, a z ludźmi i tak nigdy mi nie wychodziło. Więc się dosyć nieźle składa, sami przyznacie. Mam poza tym całkiem spore zapasy muzyki, filmów i czystego papieru. Oraz nowe pióro. I jakieś sześć lalek do zrobienia. Jesień zapowiada się pracowicie.

Jutro, w środę, 5 października, po raz 428 w tym roku: zaczynam nowe życie i czuję się w obowiązku zaanonsować ten fakt stosownym wpisem.

Ipse dixit.

przestan_byc_glupia

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.

skomentuj przez Disqus ↑    lub    zjedź na sam dół strony ↓ i skomentuj ‚normalnie’ ;)

8

5 myśli na temat “Wednesday is the new Monday

  1. Zazie jesteś jak ten szewc, co bez butów chodzi.. Masz MEGA poczucie humoru, potrafisz mnie rozweselić samym doborem słów, twoje pisanie sprawia, że się uśmiecham, dziękuję :)

  2. Ja też zaczynam. Jest mi ciężko. Czuę się słaba. Nie wiem, jak ustosunkować się do ludzi w pracy, gdzie doszło do erupcji nienawiści. Dokopać, czy się odsunąć. Wyniosła wyższość, raniąca szczerość (ale w tym tez otwartość i doza zaufania), czy wyrozumiała dojrzałość. Mam dość ludzi, lepiej czuję się sama, z kilkoma tylko swojakami. A co chcę zacząć? To co zawsze, czyli żyć w zgodzie z sobą samą. Nie dać się wkręcać i obłapiać. Robić dobrze na ile się da tym kilku osobom i zwierzakom, z którymi żyję i których kocham. A żeby to móc robić, nie moge być strzępkiem. A żeby nim nie być, trzeba dbać o siebie. CZYLI SPORT, dobre jedzenie, odpoczynek i wsadzanie do głowy pozytywnych wrażeń, zbieranie ich i docenianie, dopóki jest nam dane. Trzymajmy się jakoś w granicach rozsądku!

  3. Również dziś zaczynam! Wstałam wkurzona już mocno na siebie, machnęłam Chodakowską pierwszy raz od 3 miesięcy, siadam do śniadania patrzę a tu u Zazie podobnie ;) Good Luck! cokolwiek tam postanowiłaś

Dodaj komentarz