[ODCHUDZANIE] Don’t bullshit me, 80-kilogramowa krowo!

To będzie krótka i raczej niewesoła opowiastka o tym, jak:
↑ z 55kg ↑ utyłam do ↑ 85kg ↑
↓ z 85kg ↓ schudłam ↓ do 65kg ↓
↑ z 65kg ↑ utyłam do ↑ niemal 80kg ↑ 

Tak, właśnie to chciałam Wam przekazać, drogie Czytelniczki.
Ważę prawie 80kg i jest mi z tym, rzecz jasna, chujowo.

Jak zwykle nie wiem, kiedy to się stało. Ale stało się.
Stres, zmęczenie, problemy, depresja, bezsenność, frustracja i reszta beznadziejnych składników rzeczywistości – dodanych do siebie – w moim przypadku oznacza: idiotyczne pocieszanie się jedzeniem, pochłanianie słodyczy i kojenie smutków życiem towarzyskim z alkoholem w roli głównej. Taka karma. Niestety bardzo tucząca.

Co mogę teraz zrobić?
Mogę dokonać na sobie gwałtu mentalnego i – wbrew rozumowi – kpróbować przejść na “jasną stronę mocy”, gdzie wielkie dziewczyny kląskają tłustymi udami, falują obwisłymi brzuchami i wmawiają światu, że kochają swoje ciało i czują się absolutnie sexy.

What a bullshit!
Szyta grubymi nićmi i naciągana do granic możliwości filozofia “body positive” to dla mnie nic innego niż desperacka próba ocalenia resztek własnej godności w sytuacji, gdy poległo się już we wszystkich dotychczasowych bitwach i złożyło broń w walce o normalną zdrową sylwetkę. Nie wierzę w legendy o szczęśliwych i spełnionych grubaskach, bardzo mi przykro.

I nie ma to żadnego związku z „kobieca próżnością”, która rzekomo każe nam we własnych ciałach upatrywać źródła życiowego powodzenia, zawodowego spełnienia i szczęścia w miłości. Oraz że za wszelką cenę musimy być ładniejsze od koleżanek. Nie, wcale nie.
Dla mnie bycie grubą oznacza po prostu brak kontroli nad sobą, brak kontaktu z własnym ciałem oraz jasny sygnał, że nie potrafię konfrontować się i komunikować z własnymi emocjami. Słowem: nie radzę sobie na całej linii.

W kontekście całej tej ściemy z ideą „I’m fat & I love my body” bardzo ważne stały się dla mnie słowa Agnieszki Czerwińskiej, która na byciu „grubą, piękną i szczęśliwą” najpierw zbudowała swój sukces i pozycję zawodową (zakładając agencję modelek „plus size”), a potem – o dziwo! – postanowiła schudnąć i przyznała się publicznie, jak było naprawdę:

 

„Od tamtej pory aż do niedawna zawsze byłam gruba. Strasznie gruba i bardzo nieszczęśliwa, choć chętnie udawałam, że jest inaczej. Nadstawiałam własną pierś we wszystkich bojach o prawa puszystych, walczyłam niczym lwica o społeczny respekt dla gigantycznej nadwagi, na każdym kroku byłam gotowa publicznie rozkoszować się literami XXL. Pod przykrywką poszanowania dla inności, wmawiałam wszystkim, że grube jest piękne.

Wiem, to straszna hipokryzja. Wierzcie mi, okropnie się tego dzisiaj wstydzę i uważam, że działałam na szkodę ludzkości. Ale jedno wam powiem: grubasy są skazane na nieustanna walkę o uznanie. We własnych oczach także, dlatego wmawiają wszystkim, że bycie otyłym nie jest wcale takie złe. I cóż, świat, który woli być w trudnych sytuacjach politycznie poprawny, grzecznie przytakuje – grubasy nie są takie złe.
Jestem jednak pewna, że wielu otyłych ludzi, którym z braku wiedzy, woli, możliwości nie udaje się schudnąć, dobrze mnie rozumie i wie, o czym mówię. Stając na wadze, dostrzegając trzycyfrowy wynik, wciąż kłamiemy bez zmrużenia oka, że wszystko jest ok. Ale tak naprawdę w głębi serca tli się tylko jedno marzenie, by choć na chwilę ciało stało się wątłe, a krok lekki jak u gazeli. Nikt mnie nie oszuka, że jest inaczej.

[Agnieszka Czerwińska, Śmierć Grubej Berty czyli jak skutecznie zabić w sobie grubasa]

 

Także tak.
Niestety wielkoduszne i szlachetne wmawianie mi, że wcale nie jest tak źle, bo przecież jako grubaska jestem równie sympatyczna, a nawet bardziej;
że mam miły uśmiech, ładne włosy i  jestem całkiem niegłupia oraz że moja waga nie powinna wpływać na moją samoocenę,
bo przecież Syd i tak mnie kochała, nawet gdy ważyłam 85kg – … to wszystko, bardzo przepraszam, ale można o kant dupy potłuc.
Nie kupuję tego, sorry.

Czy ufam mrzonkom, że wraz ze zrzuceniem 20kg moje życie nabierze piękniejszych barw, a ja sama powstanę z kolan?
Tak, wierzę w to mocno, bo już raz tego doświadczyłam. Tak to właśnie u mnie działa.

Tymczasem – utyłam.
I chuj.

 

Przecież schudnę.

 



Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

//zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.

skomentuj przez Disqus ↑    lub    zjedź na sam dół strony ↓ i skomentuj ‚normalnie’ ;)

4

15 myśli na temat “[ODCHUDZANIE] Don’t bullshit me, 80-kilogramowa krowo!

  1. Ależ to było niepoprawne politycznie. :) Ale jakie potrzebne, jakie oczyszczające. To „body positive” jest straszni groźne, mamy problem z otyłością, a ludzie nie potrafią sami przed sobą przyznać, że mają nadmiarowe kilogramy. Zamiast zaczać coś ze sobą robić, wolą wszystkich wokoło przekonać, że tak ma być.

  2. Nie wystarczy tylko walka z samą sobą? Czy trzeba od razu toczyć batalię z takim czy innym postrzeganiem społecznym grubasów? Szkoda na to energii… Ludzie gadają, co sami chcieliby usłyszeć. Naprawdę nie warto brać sobie tego do głowy i na siłę szukać pewnych uniwersalizmów.
    Zapewniam Cię, że istnieją szczęśliwi grubi ludzie. I nie są szczęśliwi dlatego, że są grubi, ale są tak szczęśliwi, że im grubość w tym nie przeszkadza.

  3. Witaj znow…
    Bedziesz prubowala znow z Mb?
    Ja od konca grudnia znow zaczelam ale z innym opiekunem(Pani Agnieszka Kowieska).Mam jakies 6kg do zrzucenia.

    1. Ja jestem po wizycie u Pani Agnieszki Kowieskiek. Zaczynam od przyszłego ppniedziałku. Muszę pozbyć die 30 kg. Trochę się boję czy dam radę. Ale kiedy jak nie teraz.

  4. Pół życia byłam gruba, od dobrych paru lat jestem szczupła (z elementami zaburzeń odżywiania przejawiających się w obsesyjnym kontrolowaniu tego co jem i liczeniu kalorii), to co powiem będzie dla wielu osób straszne: wolę być szczupła z obsesją niż gruba bez. Możliwe, że są kobiety, które są hmm, „puszyste” (nie cierpię tego określenia) i szczęśliwe, ja do nich nie należę, kropka. Zazie, nakładaj zbroję i WALCZ.

  5. Dziewczyny, na temat odchudzania chyba wiemy wszystko. Ja także:). Ale dopóki choć trochę nie poukładamy sobie w głowie, nie polubimy siebie, nie ma co się odchudzać. Zwłaszcza głupio odchudzać: 5, 10, 15, 20, 25 ….. Mnie nie przekonuje, że tylko chude jest piękne. Wiem, wiem narażę się wszystkim… Ale nie zamierzam się odchudzać na bij zabij, bo tak wypada, bo należy, bo Nowy Rok jet i należy coś postanowić, bo ktoś na mnie krzywo spojrzał. Przeraża mnie to jak dajemy się omamić. Przeraża mnie własna siostra, która schudła 30 kg i od 2 lat prawie nie żyje, bo obsesyjnie liczy kalorie by nie przytyć, z uporem maniaka ćwiczy by spalić te mizerne kalorie które zjadła po uważnym przeliczeniu….

  6. Zgadzam się z tym i utożsamiam . Ja też dużo schudłam, było fajnie a teraz przyjebałam… i jest hujowo. Wmawiam sobie i wszystkim, ze mam wyjebane, że jest spoko, ale wkurwia mnie to, że się nie kontroluje. U mnie to samo, szybkie jedzenie, stres, brak czasu, słodycze i alkoholik. Z drugiej strony wkurwia mnie to, że ktoś wyorał w naszych wyobrażeniach, że trzeba być chudym … że tak jest ładniej, lepiej, bo to tak naprawdę tylko naszych głowach jest usrane. Zobacz na świecie są kraje i kobiety które są grube i szczęśliwe tak naprawdę …

  7. Och, jakże doskonale Cię rozumiem :) Też nie kupuję bajek o tym jak to cudownie jest być grubą. Grube jak dla mnie jest po prostu… brzydkie. Ale to akurat rzecz gustu. Ważniejsze dla mnie jest to że grube” narażone jest na wiele chorób cywilizacyjnych :( Też tak jak ty schudłam 2,5 roku temu 20 kg i przez dwa lata trzymałam wagę. Sport i zdrowe jedzenie były dla mnie priorytetem. Jeszcze pół roku temu dałabym sobie obciąć ręce, że nie wrócę do starego żarcia. Never, nie ma takiej opcji. Jeszcze pół rokuy temu stawiałam na inne priorytety ale.. no właśnie ale. Pół roku temu jako priorytet postawiłam sobie kasę. Kasę na wakacje, na spłatę kredytu, na remont na…uniezależnienie się od drugiej połówki. Dlatego od rana do nocy pracuję. I co?? Efektem tego po 7 miesiącach jest 6 kg więcej :( Cóż, sama sobie jestem winna i nie będę się oszukiwać że jest inaczej. Ale wierzę że mam tę moc i znów nabiorę siły na przewartościowanie priorytetów czego i tobie życzę :)
    http://schudnijtaak.blogspot.com/2016/12/swiateczna-refleksja-oby-nowy-rok.html

    PS. Na twój blog trafiłam przez przypadek szukając info o książce Myślenie wyszczuplające” Myślisz, że jest warta przeczytania aby podnieść się w chwilach zwątpienia i bezsilności?? Ach i nie rezygnuj z pisania… będę tu z pewnością zaglądać :D

    1. Jesli schudlas ze 125 na 100 to faktycznie jestes jeszcze gruba. Jesli startowalas z wagi miejszej to nie badz dla siebie tak surowa i niesprawiedliwa. Wygladasz z cala pewnością lepiej niz 25 kg temu wiec prosze usmiech i do przodu! Pozdrawiam.

  8. Do 80 brakuje mi 5 kilo, także ten…doskonale wiem,co czujesz.Zwłaszcza,że w szafie wisi kiecka,którą kupiłam w euforii po schudnięciu do 65 i której ani razu nie miałam na sobie! Od poniedziałku biorę się za siebie ?

  9. Wiem co czujesz…jestem niby mądra, doświadczona, światła, niby mam 40lat i taaak dorobek życiowej świadomości a i tak szczęśliwa tylko kiedy szczupła… Bez sensu ale czerwona nitka na ręku to dla mnie symbol mojego pogodzenia że sobą.

  10. jestem w podobnym momencie, u mnie tez nastawienie do świata i samej siebie zalezy od tego jak postrzegam siebie, a postrzegam siebie lepiej gdy jestem chudsza. ja juz wykszesałam motywację, i o dziwo się trzymam. Wierze, że Tobie też jej nie zabraknie i nawyki pozwolą przetrwać słabsze dni.

Dodaj komentarz