pamiętam, że kiedyś miałam bloga…

… takiego prawdziwego bloga z codziennymi notkami, fotkami i masą nieistotnych z pozoru pierdół, które czytane po latach okazywały się najważniejszymi magdalenkami moich wspomnień, milowymi kamieniami doświadczeń i kluczowymi punktami orientacyjnymi na mapie minionych lat. ostatnimi czasy zaniechałam działalności kartograficznej, skutkiem czego mam już sporą kolekcję białych plam historii, skrzętnie uzupełniany zbiór upartych przemilczeń i dyskretnych niedomówień, które zebrane razem tworzą autonomiczne terytorium ziemi jałowej, porzuconej i bezludnej.

pamiętam, że kiedyś miałam życie. takie normalne życie, pełne zwykłych i dziwnych dni, ludzi, zdarzeń, emocji.
wyczyściłam je do cna, do niepoznania, do bólu.

niezapisane istnieje, owszem, krzewi się bujnie, nieplewione i dzikie, uparcie spychane na margines – tak, by nie zasłaniało mi horyzontu; tak bym bez przeszkód mogła się napawać dojmującą pustką mojego wewnętrznego krajobrazu.
gdyż tak to zaplanowałam, by dokopać sobie jeszcze mocniej.

 

skoro sama się w to wpierdoliłam, to i sama muszę siebie z tego wyciągnąć.
paroksetyna i bupropion nie mają tu nic do rzeczy.

 

 

you’ve got to rise your hands to the sky. see the love in your eyes.
you’ve got to make a move. you’ve got to make it through.
you’ve got to feel real of yourself.
you’ve got to make a move.

 

so
stand up.

 

 

 

 

 

 

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.

skomentuj przez Disqus ↑    lub    zjedź na sam dół strony ↓ i skomentuj ‚normalnie’ ;)

6

5 myśli na temat “pamiętam, że kiedyś miałam bloga…

  1. Źle mnie zrozumieliście. Ja nie mówię, ze pisanie jest czymś szkodliwym. to bardzo dobra terapia. Ale potrzeba pisania nie bierze się znikąd. Ktoś spełniony w swoim środowisku nie potrzebuje zaznaczać swego istnienia w taki sposób. A jeśli potrzebuje, to znaczy, że w relacjach z tym środowiskiem jest jakiś deficyt.
    Ludzie potrzebują przede wszystkim skutecznej wentylacji emocji i zaznaczenia istnienia. Litanie starszych ludzi o ich dolegliwościach w kolejce do lekarza to przykład na to. Opowiadają o swoich problemach każdemu, bo czują wciąż brak wysłuchania i zainteresowania. Wciąż niedosyt. Ja walczyłem z próżnią wokół. Chyba przetrwałem, ale o czym chciałem opowiedzieć, nie jestem pewien.

  2. Za to zdrowy człowiek czyta. I nie rozumie, czym się dręczą wspaniałe osoby, które potrafią opowiadać tak pięknie o normalnym, czyli popieprzonym życiu?
    Nie wiem, Zazie, pogłaskać Cię na zachętę, czy raczej kopnąć w pupę? Po prostu pisz, kobieto.

  3. nie zgodzę się, może pisanie jako 5 różnych osób jest rodzajem choroby, ale czy ktoś, kto prowadzi bloga o gotowaniu np. jest chory?
    Twój blog Zazie jest świetny, pełny niesamowicie trafnych i dowcipnych podsumowań. Niejeden kabaret chciałby mieć taka tekściarkę. I tak, wiem, ze masz depresję. Mimo tego muszę powiedzieć, ze Twoje trafienia w punkt są przegenialne.
    I nie dokopuj sobie.
    Utul siebie.

  4. ja kiedyś też. występowałem w nim w chyba 5 postaciach. po prostu potrzebowałem przyjaciół. pomimo, że nadal coś pisuję, mam wrażenie, że pisanie jest rodzajem choroby. zdrowy człowiek nie pisze.

Dodaj komentarz