pamiętam, że kiedyś miałam bloga…

… takiego prawdziwego bloga z codziennymi notkami, fotkami i masą nieistotnych z pozoru pierdół, które czytane po latach okazywały się najważniejszymi magdalenkami moich wspomnień, milowymi kamieniami doświadczeń i kluczowymi punktami orientacyjnymi na mapie minionych lat. ostatnimi czasy zaniechałam działalności kartograficznej, skutkiem czego mam już sporą kolekcję białych plam historii, skrzętnie uzupełniany zbiór upartych przemilczeń i dyskretnych niedomówień, które zebrane razem tworzą autonomiczne terytorium ziemi jałowej, porzuconej i bezludnej.

pamiętam, że kiedyś miałam życie. takie normalne życie, pełne zwykłych i dziwnych dni, ludzi, zdarzeń, emocji.
wyczyściłam je do cna, do niepoznania, do bólu.

niezapisane istnieje, owszem, krzewi się bujnie, nieplewione i dzikie, uparcie spychane na margines – tak, by nie zasłaniało mi horyzontu; tak bym bez przeszkód mogła się napawać dojmującą pustką mojego wewnętrznego krajobrazu.
gdyż tak to zaplanowałam, by dokopać sobie jeszcze mocniej.

 

skoro sama się w to wpierdoliłam, to i sama muszę siebie z tego wyciągnąć.
paroksetyna i bupropion nie mają tu nic do rzeczy.

 

 

you’ve got to rise your hands to the sky. see the love in your eyes.
you’ve got to make a move. you’ve got to make it through.
you’ve got to feel real of yourself.
you’ve got to make a move.

 

so
stand up.

 

 

 

 

 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

8 komentarzy

  1. Źle mnie zrozumieliście. Ja nie mówię, ze pisanie jest czymś szkodliwym. to bardzo dobra terapia. Ale potrzeba pisania nie bierze się znikąd. Ktoś spełniony w swoim środowisku nie potrzebuje zaznaczać swego istnienia w taki sposób. A jeśli potrzebuje, to znaczy, że w relacjach z tym środowiskiem jest jakiś deficyt.
    Ludzie potrzebują przede wszystkim skutecznej wentylacji emocji i zaznaczenia istnienia. Litanie starszych ludzi o ich dolegliwościach w kolejce do lekarza to przykład na to. Opowiadają o swoich problemach każdemu, bo czują wciąż brak wysłuchania i zainteresowania. Wciąż niedosyt. Ja walczyłem z próżnią wokół. Chyba przetrwałem, ale o czym chciałem opowiedzieć, nie jestem pewien.

  2. Za to zdrowy człowiek czyta. I nie rozumie, czym się dręczą wspaniałe osoby, które potrafią opowiadać tak pięknie o normalnym, czyli popieprzonym życiu?
    Nie wiem, Zazie, pogłaskać Cię na zachętę, czy raczej kopnąć w pupę? Po prostu pisz, kobieto.

  3. nie zgodzę się, może pisanie jako 5 różnych osób jest rodzajem choroby, ale czy ktoś, kto prowadzi bloga o gotowaniu np. jest chory?
    Twój blog Zazie jest świetny, pełny niesamowicie trafnych i dowcipnych podsumowań. Niejeden kabaret chciałby mieć taka tekściarkę. I tak, wiem, ze masz depresję. Mimo tego muszę powiedzieć, ze Twoje trafienia w punkt są przegenialne.
    I nie dokopuj sobie.
    Utul siebie.

  4. ja kiedyś też. występowałem w nim w chyba 5 postaciach. po prostu potrzebowałem przyjaciół. pomimo, że nadal coś pisuję, mam wrażenie, że pisanie jest rodzajem choroby. zdrowy człowiek nie pisze.

  5. Ja i pewnie nie tylko ja tylko cała rzesza czytelników też pamiętamy. Przycupnęłam i czekam. I niezmiennie trzymam kciuki. Ja zupełnie obcy Ci tak naprawdę człowiek jestem tu po drugiej stronie ekranu i trzymam kciuki. Czasem myślę że dostajemy tyle ile jesteśmy w stanie udźwignąć i ani mniej ani więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.