Archive | *KULINARIA RSS feed for this section

Porażka, miło mi…

zjadłszy w pracy trzy cykorie, paprykę czerwoną sztuk jeden oraz miseczkę ryżu basmati, wypiwszy kawę oraz febrisan [dziękuję Ci, Magdusia :*]- przyszłam do domu i… RROARR!!! wpierniczyłam porcję maślanego gingerchickena oraz dwa talerze zupy tajskiej. hell yeah!!! moje drugie imię to Porażka. pam pa ram pam! a następnie umęczona gorączką i bólem gardła – zasnęłam. [...]

czytaj dalej

projekt: odchudzam się [wersja Beta 0.3.2012.] – dzień 1

słowo się rzekło – prosiaczek u płota. mam na imię Olga. skończyłam 33 lata i 6 miesięcy. jestem copywriterką – pracuję, siedząc na tyłku i pijąc kawę. na oko jestem zdrowa. leczę się na ADHD. grupa krwi O rh+ , mięsożerna. alergia pokarmowa na:  jabłka, czereśnie, kiwi, brzoskiwinie, nektarynki, orzechy, miód [w kręgu podejrzeń znajduje [...]

czytaj dalej

making kimchi – antidotum na wszystko ;)

jeśli poczujesz, że jest Ci w życiu niewyraźnie – zrób kimczi: * kapustę pekińska (jedną dużą, dwie duże albo dwie małe, jak kto woli, w zależności od potrzeb i apetytu) przeciąć na pół i zanurzyć w całości w wodzie* każda warstwa pekińskich liści musi ulec gruntownemu zmoczeniu, a następnie gruntownemu osoleniu, a następnie odstawieniu w [...]

czytaj dalej

projekt 365 dni w obiektywie (3)

kochane sniadanie od Syda :* ingrediencje obiadowe publiczność zgromadzona w studio trochę papraniny w lepkim ryżu voila! suszi dla ubogich gotowe! ;) 2011-07-03 —————————– archiwalne komentarze z zazie-dans-le-metro.blog.pl

czytaj dalej

Tel-Aviv vs. Beirut

normalnie to napisałabym – aj waj, nowa humusiarnia na dzielnicy!  tyle że po drugiej stronie ulicy – po drugiej stronie barykady.  dokładnie naprzeciwko Tel-Avivu – stanął Beirut. no i masz babo placek. a raczej pitę.

czytaj dalej

sztuka kuchenna

2010-08-14 bakłażanowa Wenus z Willendorfu. sztuka konceptualna w wykonaniu Zazie gotującej na wolnym ogniu kolby kukurydzy.

czytaj dalej

jarmark europa czyli seks, kłamstwa i kasety wideo

2010-07-25 jako dziecko spacerujące dużo i namiętnie, za rączkę z babcią oraz dziadkiem, miałam już sprecyzowane upodobania estetyczno-społeczne. szczerze nienawidziłam warszawskiej starówki, nudziły mnie zacne łazienki królewskie, męczył ogród saski i przyprawiał o mdłości lukrowany wilanów. najbardziej na świecie lubiłam spacery po zaplutym dworcu wschodnim z gołębiami latającymi pod sklepieniem dachu, drobnymi pijaczkami kiwającymi się [...]

czytaj dalej

vivat tel-aviv!

2010-06-14 co jak co, ale z lansem u nas na bakier. wszyscy już byli, widzieli, słyszeli, jedli – a my zazwyczaj nie wiemy, gdzie dzwonią. ostatnio kiedy kolejna osoba powiedziała mi, że była na przepysznym humusie w Telawiwie, i spotkała tam Józia, Miecia i Jadwigę, odrzekłam lekko zdziwiona: – A co wy tak latacie do [...]

czytaj dalej

u nas na rajonie – obiad na stadionie

2010-06-06 niedziela w samo południe. stadion dziesięciolecia. skwar, zgiełk i cekiny. wchodzimy w boczną uliczkę i już jesteśmy na Sri Lance: blacha, dykta, tektura falista. kuchnia wietnamska, gruzińska, hinduska, polska i każda inna przed państwem jak zwykle Quentin we własnej osobie – dzis obiecał, że zje na spokojnie, bez gradobicia w roli głównej wietnamska zupa [...]

czytaj dalej

občerstvení. jidlo.

wściekle różowe karlovarskie Mattoni Kofola. jak dla mnie bije na głowę coca-colę i pepsi razem wzięte. serio. no co tu duzo mówic – Gambrinus! :D społeczeństwo oddaje się autorekleksji nad piwnymi podkładkami. hranolky i smażeny syr brambory i smażeny hermelin

czytaj dalej

my dzieci z dworca new delhi ( नई दिल्ली / ਨਵੀਂ ਦਿੱਲੀ )

przychodzę z jednej pracy i zasiadam do drugiej. próbuję się skoncentrować na pisaniu, ale za cholerę nie mogę, bo w kuchni czeka na mnie kurczak, imbir i garam masala. och ech, ciężkie jest życie narkomana.      

czytaj dalej

ekonomia mentalna w zarysie.

cześć, jestem zaz. mam 28 lat i jestem uzależniona od imbiru oraz jabłek granny smith. to tyle. większość rzeczy przemilczam, bo pisać o nich nie ma po co. niektórzy mówią: „Ty nie musisz mieć zdania”. ja mówię: „być może. albo po prostu nie w każdej sytuacji muszę się z niego spowiadać”. to tak dla higieny [...]

czytaj dalej

do utraty tchu.

uuu, hot hot hot. karminowe mam usta i oddech przyspieszony. dłonie mi pachną tartym imbirem, a żołądek płonie żywym ogniem dzisiejszy dżindżercziken wyszedł nam naprawdę hardkorowo ostry, ale i tak nie mogę przestać jeść, choć mi już oczy mgłą zachodzą i tchu braknie. nic to. lubię dużo i ekstremalnie. janie, wody!    

czytaj dalej

gingerman i córka botanika   gingerman vs. kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek   pani tarko, kocham panią!   kiss-kiss! bang-bang! ta dziwka utarła mi nosa!      

czytaj dalej

Site protected by VNetPublishing.Com Web Security Tools