Archive | *PODRÓŻE. WYPADY. EKSCESY. RSS feed for this section

W jak: Wielki Weekend. Wypoczyn. Wiechlice. Wróciłyśmy.

tak na szybko melduję, że jesteśmy, żyjemy i mamy się świetnie. było cudownie, bosko i rodzinnie, zdjęć mam pierdyliard i ciut ciut ale nieustający sajgon warszawskiej rzeczywistości porwał nas z miejsca i kręci młynkiem niczym powietrzna trąba. więc na fotorelację i opisy wszelkich wiechlickich przygód mopsich oraz  radości międzyludzkich trzeba jeszcze chwilę poczekać, bo ja tu niniejszym [...]

czytaj dalej

foto-diecezja toruńska

obcych miast nie zwiedzam. lubię po nich łazić. szwendać się, włóczyć i snuć. dla niepoznaki leniwie, od niechcenia incognito, z lekką blazą ukrywającą moją obcość tutaj. są miasta, w których czuję się pewnie. to te na południu. im bliżej czech, tym bardziej. na północy wieje dla mnie chłodem. nigdy nie zżyłam się z nikim z [...]

czytaj dalej

projektujemy za bułkę, gramy do kotleta

w połowie drogi między Gdańskiem a Toruniem stajemy na kotleta – Ej, kobieta! Dawaj kotleta! dla naszych szanownych klijentów, kliętów, klientuf… poetyka kart dań rozwala mnie wszędzie – jak Polska długa i szeroka ale jeść trzeba! w oczekiwaniu na kuchnię polską – A pierogi ruskie som? – Jestem gruba…. Jestem gruba… Wypiję tylko herbatę! – [...]

czytaj dalej

gdańskie pocztówki

dama galionowa na Czarnej Perle – przelewa z pustego w próżne „Gdańsk – morze możliwości” & „Żegluj z żeglugą” – czyli: gdańska szkoła copywriterska Danuta, Elżbieta i Małgorzata – czyli: 90% pań z Gdańska nie widzi różnicy… – więc po co przepłacać? tymczasem pani Mariola dogląda bigosu a reszta towarzystwa tajniaczy się i wizerunkuje w [...]

czytaj dalej

mopsów nigdy dość

* własne dzieci zawsze wydają się człowiekowi najcudowniejsze na świecie. * traktowanie psów jak dzieci jest chore i nienormalne! * ile wy kasy wydajecie na te psy?!! * siczki-kupki, papki-srapki, dupki-łapki… weź się ogarnij!  * czemu ciągle jeździcie z nimi do weta? jesteście przewrażliwone! ——————————————————— a ja po prostu… dostałam na wychowanie dwoje psich dzieci, [...]

czytaj dalej

dzika plaża po sezonie

ej, no nie wierzę. jeszcze wczoraj staliśmy bezradnie na zasranym podwórku stajni dorado, a dzisiaj boso na białym piasku… jesteśmy nad morzem!!! oto niezbity dowód. – Cekajcie, sama musem to fprawdzić! – Ja nie fprawdzam, wierzem mamie na suowo! – Mnie psekonajom tyrko dowody rzeczowe… Moze to byc kanapka na psykład. – Jak nie ma [...]

czytaj dalej

zieloność nadmorska

jak tradycja nasza świecka Wyspy Sobieszewskiej nakazuje - śniadanie mistrzów na trawie mali mistrzowie – zjadłszy uprzednio swoje porcje – cierpią na nagły atak głodu i rozpaczy – Chies cuje chrapke na tfojom kanapke… – A ja jusz leżem z guodu i osłabienia… I napuchłam. jednak na widok piłeczki muflony doznają nagłego ozdrowienia – Psygotuj siem, [...]

czytaj dalej

przybieżeli do stajenki i opadły im szczENki…

acha, zapomniałam Wam napisać, że jakiś czas temu – w połowie sierpnia – zupełnym przypadkiem wylądowalismy nad morzem. a było to tak: z okazji wizyty SuperBadiego zamarzył nam się weekend na łonie przyrody, trawa do kolan, szum drzew i obłoczki sunące po niebie niczym stado puchatych baranków. acha, no i żeby było blisko Warszawy, bo [...]

czytaj dalej

przestrzenne krajobrazy zaokienne

wylot z Bristolu do Poznania w przeciwieństwie do wylotu z Poznania do Bristolu – nastapił punktualnie. tym razem nie aresztowano żadnej sympatycznej blondynki i wcale nikogo nie zakuto w kajdanki. planowo co do minuty mogłam więc podziwiać krajobrazy zaokienne. takie tam – chmirki. ale mi robią, gdyż są śliczne. zawsze po cichu w głebi mojego [...]

czytaj dalej

lecimy na wyspy szczęśliwe

z okazji urodzin naszego Ukochanego SuperBadiego Daniego lecimy na Wyspy z tajną misją niespodziankową: w tym celu najpierw musimy udać się pociągiem TLK do Poznania,  gdyż najbardziej nowoczesne i ekskluzywne lotnisko świata – imienia Chopina na Okęciu nie obsługuje lotów dla plebsu i pospólstwa ;/ i pomyśleć, że jeszcze 2 lata temu startowałyśmy z hangaru [...]

czytaj dalej

płonie ognisko w lesie, mops w ryju kiełbasę niesie

czyli:  gdzie iskry się sypią, tam mopsy strugają wariata – Suhaj, jak ciotka siem odwróci, to idzies po tom kieubase! – Chybaty!!! – Myslis, ze te ziemniacki to guemboko siedzom…? – Racej ryjmy od spodu… Psekopem, no wies… – Cemu ona tak napizdza tym kijem w ognisko? – Matka powiedzieli, że nam sie spodoba… – [...]

czytaj dalej

wiosenne fosforescencje krajobrazu

jak długo można dawać się fotografować w parterze?! jak być celebrytką  w pozycji kucznej i pełzającej?! koniec z fotografowaniem nas na tle butów, krawężników i kałuż!  na tle pięknego drzewostanu nawet mops bez nosa wygląda jak – nie przymierzając – Calineczka! w ramach fototapety mamy jeszcze falujące łany zbóż czy innej trzciny bagiennej, ale mopsy [...]

czytaj dalej

śniadanie mistrzów na trawie

przez cały poranek mali mistrzowie nie mogli oderwać wzroku od bezkonkurencyjnej sikawki ogrodowej, która nie miała sobie równych w osikiwaniu terenu w promieniu 10 metrów.  mali mistrzowie byli pod wrażeniem. szczególnie Miszur, którego sik – choć obfity i częsty -  nie mógł konkurować z tą arcyperfekcyjną miotaczką cieczy w czasoprzestrzeni… sikawkę zdetronizowało jednak kolejne show, które [...]

czytaj dalej

nie całkiem bezludna wyspa sobieszewska

kiedyś w końcu nauczę się odpoczywać. nie biegać, nie myśleć, nie pstrykać zdjęć,  nie kombinować bez przerwy w głowie. tylko stać albo leżeć. chłonąć krajobraz. jakieś miłe okoliczności przyrody. nie wiem, obłoczki. słońce. co tam będzie pod ręką. tu i teraz. hell yeah! tymczasem – proszę, oto Wyspa Sobieszewska. wyspa jak wyspa, no prawie.  chociaż [...]

czytaj dalej

świnki morskie czyli mopsy nad Bałtykiem

bez względu na porę roku nie mamy czasu na siedzenie przy stole i celebrowanie świąt. nie udziela nam się nastrój, nie imają się nas porządki z myciem okien, wycieczki do hipermarketów  czy pieczenie ciast w noc przed godziną zero. oto święto wolnego czasu i nieograniczonej przestrzeni. morza szum, ptaków śpiew, tupot mopsów pośród drzew… zgodnie [...]

czytaj dalej

Pepe, latający pies

jeśli szukasz inteligentnego, radosnego i żywiołowego towarzysza, który wymaga nieustannej zabawy, treningu i interakcji z właścicielem – to jack russell jest dla ciebie wprost stworzony. tylko zapomnij o wazonikach, bibelotach i durnostojkach w swoim mieszkaniu – ten pies lubi sobie czasem polatać ;)

czytaj dalej

polskie drogi, jałowe równiny, czcze dyskusje – czyli wszystkie odcienie szarości (11)

my, Polacy, jesteśmy genetycznie obciążeni krajobrazem… bezkresne równiny, niebo w kolorze brudnej szmaty i paleta barw od jasnej do ciemnej szarości… smutek, melancholia, nieokreślona tęsknota i frustracja… tylko w Polsce mógł się narodzić Fryderyk Chopin. przydrożny bar pod Zwiędłym Mikołajem sprzed trzech sezonów… dobrobyt z początku lat 90-tych ubiegłego stulecia… stylistyka stołówkowo-łowiecka. w karcie żeberka [...]

czytaj dalej

krótki spacer po Monachium (10)

czytaj dalej

jest gdzieś – lecz nie wiadomo gdzie – droga, którą do Monachium jedzie się (9)

czytaj dalej

Monte Bondone (8)

No więc w skrócie:   jeśli już wysupłacie z wiecznie dziurawej skarpety te swoje marne kilkaset groszy,  nakupujecie makaronu w Lidlu i konserw w Tesco, opróżnicie kuchenne szafki z wszelkiego alkoholu  oraz wykonacie całą resztę zaawansowanych ćwiczeń z ekwilibrystyki ekonomicznej pod hasłem  “żeby było po taniości”, a na końcu upchacie ten cały majdan w kombajn do [...]

czytaj dalej

wszystkie opowieści kosmikomiczne (7)

[tak wiem, że mam paprochy wielkości biedronkek na matrycy, ale nie chciało mi się czyścić ;P] —————————— nasze zaklęcia zostały wysłuchane – oto pierwszy poranek bez gęstej mgły: nasza załoga w składzie – porucznik Zaz, sierżant Syd oraz mali mistrzowie drugiego planu – pakuje swe manatki oraz zapasy mrożonej ektoplazmy i wyrusza w tajną misję [...]

czytaj dalej

dogs in the fog (6)

Podobno Eskimosi mają w swym języku niemal 100 różnych słów na określenie bieli śniegu.  Po kilku zaledwie dniach spędzonych w regionie Monde Bondone mam już cały zbiór słów i metafor obrazujących mgłę, brak widoczności, galopującą depresję i wilgoć ciężko osiadającą na twarzy.  Tak naprawdę nie przyjechałam tutaj na narty. Narciarstwo to dla mnie śliski i [...]

czytaj dalej

Vason by night – w rytmie italo disco czuję, że mogę fszysko (5)

Oczywiście, że pojechaliśmy na narty, a zamiast cekinów i piór zabrałam ciepłe gacie,  wełniane skarpety oraz buty w stylu gumofilców małorolnego chłopa.  Ale po cichu liczyłam – i nie tylko ja – że Vason by night to nie tylko granatowa mgła i szum wiatru,  ale coś bardziej na kształt przytulnej karczmy z kominkiem i beczkami [...]

czytaj dalej

żarty żartami, ale w końcu trzeba się trochę polansować z nartami (4)

Ale nie ma nic za darmo. skipass kosztuje, a w jedynym bankomacie w Vason skończyły sie właśnie pieniądze. musimy więc zjechać krętymi drogami do niżej położonego Sopramonte. Autochtoni, wskazując nam drogę, twierdzą, że to jakieś 15 minut jazdy. czyli de facto 30, bo kombajnem kombi z rzygającą załogą na pokładzie nie da się śmigać z [...]

czytaj dalej

pocztówki z Trydentu || postcards from Trento (3)

czytaj dalej

alpejskie ptasie mleczko (2)

Po nakręceniu najdłuższego filmu drogi w historii europejskiej kinematografii niezależnej cała nasza ekipa udała się na zasłużony wypoczynek, nie zauważywszy nawet, że w wysokogórskiej miejscowości, do której właśnie przybyliśmy śniegu jest raczej jak na lekarstwo. Poranek pozbawił nas jednak reszty złudzeń. Obiecano nam pokój z widokiem na ośnieżone szczyty monumentalnych Dolomitów. Jakież wymowne było nasze [...]

czytaj dalej

Tani film drogi czyli Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach rusza na południe (1)

Do zrealizowania mocno offowego, bardzo niezależnego i teoretycznie niskobudżetowego filmu drogi  będą nam potrzebne – prócz braku scenariusza – następujące elementy: * trasa: Warszawa – Wrocław – Kudowa Zdrój – Hradec Kralove – Praga – Pilzno – Regesburg – Monachium – Insbruck – Bolzano – Trento – Vason * Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach [...]

czytaj dalej

depesza

jesteśmy w drodze na południe. stop. odezwiemy się za jakieś 1.500 kilometrów. stop. o ile mają tam internet. stop. bo śnieg to na pewno. stop. jeśli chcecie wiedzieć, co robię – a raczej, z czym się zmagam – to patrzcie tu i tu. stop. jeb! bardzo śmieszne, ha ha ha.

czytaj dalej

cześć, drobiowy zwierzu! – w dolnym kazimierzu

2011-01-07 jako bardzo początkujący alberto tomba postanowiłam nie dzielić się póki co ze społeczeństwem  moim kunsztem narciarskim podczas uprawiania paralityczno-konwulsyjnego slalomu giganta u podnóża stoku  przy udziale własnych odnóży (w liczbie 2+2) oraz obiektów peryferyjnych w postaci nart i kijków (2+2).  podziękowałam panu Markowi za poświęcony mi czas oraz odmówiłam dalszych prób wtłoczenia mnie  w [...]

czytaj dalej

662 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta

2011-01-07 wiadomo nie od dziś, że ze sportem jestem za pan brat. skaczę o tyczce, gram w bierki,  kręcę podwójne axle i tulupy oraz inne takie w zależności od nastroju.  chcąc sprostać moim wybujałym sportowym ambicjom, syd zabierze mnie w lutym do włoch,  żebym mogła sobie nieco poszusować na wysokościach. ale ten… no… stwierdziłyśmy wspólnie,  [...]

czytaj dalej

wszystko będzie dobrze :)

czytaj dalej

sail away, sweet sister

2010-10-19 na pytanie, dlaczego z takim uporem maniaka zamieszczam nieostre fotki robione z okna samolotu odpowiem krótko i rozbrajająco szczerze. sprawa ma się tak: przez 30 lat mojego życia byłam święcie przekonana, że cierpię na skrajny przypadek aerodromofobii. że nigdy nie wsiądę na pokład czegokolwiek, co wzbija się wyżej niż 2 metry nad ziemię. tym [...]

czytaj dalej

poznań.

2010-10-19 jesień. trzy lata później. coraz bardziej. to samo miejsce. jajecznica. przecież widzisz… mamy całkiem niezłe perspektywy ;) – Misiobeeeer…? No elo… stoję na czerwonym dywanie i czekam na drinki z palemką! z Poznania wyruszamy jako Miszku i Króliczku ;)

czytaj dalej

murmurs of our friendly machine

2010-09-05 otwórzcie na karcie w tle – słuchajac TEGO zamknijcie oczy… albo nie. lepiej patrzcie: armoured cars sail the sky they’re pink at dawn If I lived forever you just wouldn’t be so beautiful as the sun when it shines all over the world we’re pilots watching stars the world pre-occupied we’re pilots watching stars who do we [...]

czytaj dalej

ognia!

2010-09-04 schyłek lata. rozgrzewamy się żywym ogniem. ogniem dzikim i udomowionym. oraz kiełbasą. wulkany gorącej lepiej lawy dykta, sklejka, fornir, paździerz, deski z gwoździami, sosna, gazeta i meble z ikei a ponad ogniskiem – pełen bukiet tablicy mendelejewa okadza nas jadowitym dymem kiszone ogórki smakują lepiej.

czytaj dalej

zielone wzgórza Walii

2010-08-31 widok z okna. nic tylko biec w tę zieleń, w tę zieleń, w tę zieleń… pan i władca zielonych włości wypatruje, czy jaszczomb na wzgórzu siędzie… bo gdy jaszczomb na wzgórzu siędzie, to znak – że ognisko trza palić będzie… idziemy w las tropić jaszczembia… tu go raczej nie widać, ale jakie fajne zielsko! [...]

czytaj dalej

w chmurach

2010-08-29 nie lubię myśleć o lataniu. bo teoretycznie się boję, mam paranoję, schizę i takie tam. teoretycznie. bo w praktyce po prostu wsiadam do samolotu, a w momencie wzbijania się w przestworza trzymam kurczowo Syda za rękę. potem zamieram z zachwytu i niczym glonojad przysysam się do szybki, gdzie tkwię aż do lądowania, namiętnie pstrykając [...]

czytaj dalej

płyniemy!

2010-07-02 dzisiejszy rejs rozpoczynamy łagodnie i spacerowo. zadowolona sadowię się obok syd na rufie i doznaję błogostanu… płyniemy z prędkością prawie 8 węzłów. siła wiatru 16 węzłów, a pod nami 70-metrowa głębina. łódka jaka jest – każdy widzi. piękna, szybka i zwrotna. sąsiednia załoga nie próżnuje i pracowicie smaży się w słońcu na horyzoncie – [...]

czytaj dalej

wąskimi uliczkami

2010-07-01 po wyślizganym ciepłym bruku.

czytaj dalej

seaside.sightseeing.sea sickness.

2010-06-30 całkiem słoneczny poranek nie jest wcale zapowiedzią równie udanego popołudnia. wiadomo przecież, że gdy mewa na fali siędzie – będzie padać albo nie będzie… no i mewa siadła, a nas momentalnie zalało. kurcgalopem po śliskim pomoście zapierniczamy do łódki.  padało też w nocy, zalewając nam koję, telefony i poduszki… pokład spływa wodą. nie mam [...]

czytaj dalej

ni stąd, ni zowąd i nagle – jedziemy sobie na żagle!

2010-06-29 – Czy ja wyglądam jak żagle? – Niby nie, ale z przyjemnością dajemy wystawić się rufą do wiatru i dziobem do słońca. zamiast poetyckich opisów – kilka konktertów:   marina Kastela, wybrzeże Środkowej Dalmacji, między Splitem a Trogirem jacht Salona 37:   długość: 11.29 m, szerokość: 3.60 m, zanurzenie: 2.28 m, wysokość masztu nad linią wodną: [...]

czytaj dalej

wygląda na to, że wróciłyśmy.

2010-06-28  po dziesięciu dniach bujania się na falach Adriatyku i dwudziestu czterech godzinach kołyszącej podróży lądem – doświadczyłyśmy twardego i bolesnego lądowanie na stołecznym betonie. stoimy bezradnie, rozglądając się wszem i wobec. pod stopami nadal mamy rozhuśtany pokład jachtu, a w uszach szum jugo i rozwibrowany dźwięk want. po warszawskim bruku stąpamy raczej niepewnie – [...]

czytaj dalej

niniejszym:

2010-06-17 jesteśmy na wczasach.STOP.nie w mazurskich lasach.STOP.lecz na środku morza.STOP.ciepłego.STOP.czy ja umiem pływać?STOP. czy ja wyglądam jak żagle?STOP.to moje pierwsze prawdziwe wakacje od wielu lat.STOP.jest mi z tym dziwnie.STOP. kiedy byłam mała, chciałam być żeglarzem.STOP.i pływać na ‘darze młodzieży’.STOP.matka nie pozwolili.STOP. nie wiem, czy jeszcze pamiętam jak się odpoczywa.STOP.i ma się wszystko gdzieś.STOP.mimo wszystko spróbuję.STOP. [...]

czytaj dalej

Malé ryby taky ryby. Pes, který štěká, nekouše. Žádný učený z nebe nespadl.

soczek soczkiem, ale impregnację piwem należy rozpocząć juz w szczenięctwie. potem leci już z górki – po krótkim okresie fascynacji Krtekiem przychodzi czas na zdobycze kultury Zachodu ;> kurt cobain i courtney love po latach. albo jim morrison i pamela. co tam chcecie…. w każdym razie – oni żyją! elvis też żyje. ma się świetnie [...]

czytaj dalej

občerstvení. jidlo.

wściekle różowe karlovarskie Mattoni Kofola. jak dla mnie bije na głowę coca-colę i pepsi razem wzięte. serio. no co tu duzo mówic – Gambrinus! :D społeczeństwo oddaje się autorekleksji nad piwnymi podkładkami. hranolky i smażeny syr brambory i smażeny hermelin

czytaj dalej

lov mikulov

święte miasto. błogosławione. i niebo takie błękitne. z poświatą. wielkie wieko wielkiego puzderka. czyli wrota muzeum. miasto wykute w skale. obiekty świątobliwości na wzgórzu. baszta ja baszta. z masztem nadawczym telefonii komorkowej? ;> jak w legolandzie ;) ławeczka. albo trumienne mieszkanko skalnego wampira. unieś wieczko, dzieweczko ;> nadgryziona zębem czasu wieża. jak zwykle – pstryk [...]

czytaj dalej

Vśichni Tibet’ane…jedza tu śniadanie

i mają za darmo. teoretycznie. o ile któryś z nich trafi do Mikulova ;> ale kto wie… kto wie… ;) cytat z menu w wolnym tłumaczeniu: nie spieszymy sie z przygotowywaniem potraw. jak chcecie zjeść coś na szybko, to się gońcie do makdonalda za rogiem. orewła. no to się pogoniliśmy. do cukrarni ;)

czytaj dalej

olomouc gangsta!

rok 1930. ołomuniecka gangsterka rosnie w siłę. czeska bonnie & i czeski clyde. czyli Ružena i Bedřich przed kolejną akcją Ružena ustala strategię i narzędzia zbrodni – armata czy otwieracz do konserw? w tym czasie Bedřich raczy towarzystwo gangsterskimi dykteryjkami… Dušan. tajny agent. lew salonów. detektyw Petr Tichy na tropie ;> Breslauer. młodociany gangster z [...]

czytaj dalej

dr botanicus

szklarnie, oranżerie, zimowe ogrody i subtropikalne noce. żółwie i aligatory. z terrarium potwory. doktor botanicus na tle obiektów badań wszelakich. o, dziwne to. ugh… kaktusowe kłebowisko-żmijowisko. aż się proszą, żeby na nich…. usiąść ;> oddychamy chlorofilem ;) mogłabym tu napisac cos mądrego. jaki gatunek, albo coś. ale nie mam bladego pojęcia. ale ładne, prawda? jożin [...]

czytaj dalej

schodami w górę – schodami w dół

zwarta grupą przemierzamy ołomunieckie uliczki. zakręcona wieża. pierdyliard stromych schodeczków. ja z dołu, syd z góry. zestaw polifonicznych dzwonków okolicznościowych. wyślij smsa premium pod numer… ufff… koniec schodów!  dach nad miastem – raj dla akrofobików! ;) syd namierza najbliższą hospodę ze svetlym gambrinusem… zazie namierza zabytki. powiedzmy, że wszystko co wystaje, to zabytek ;P o, [...]

czytaj dalej

fizia pończoszanka i karlsson z dachu

czytaj dalej

roboty na wysokościach ;)

kamienica honzy powala na kolana. zwłaszcza ostatnie piętro, na które wdrapujemy się z wywieszonymi jęzorami ;P taras na dachu z widokiem na miasto. kusi mnie, żeby pospacerowac po gzymsie ;> po drugiej stronie ulicy – szkoła i ogrody arcybiskupa. tradycja i nowoczesność. znów chcę być ksieżniczką z wieży ciśnień i katedry wysokich napięć. w samo [...]

czytaj dalej

droga na południe. kierunek – olomouc.

czytaj dalej

w drodze na szczyt(ek)

w drodze na każdy szczyt, nawet ten najmniejszy, musisz pokonać wiele przeszkód. na przykład wiejsko-miejską potańcówę: umcyt, umcyt, oooorłyyyy sooookooooły na keybordzie   albo festiwal ludów wszelakich: ojej, zaraz mi nóżka odpadnie!   ej, swietłanaaaa! odpadła ci, jakbogakocham !!!!   nadieżda sprzedaje folklor na metry i kilogramy.   a nad wszystkim czuwa dj zdzisław.   [...]

czytaj dalej

droga na południe.

zabierz mnie pe ka pe droga pod górę. drobne kamienie uciekają spod stóp.   ile masz lat?   jak moje żyły na dłoni.   pokój z widokiem.   i niebo się rozpękło.   tańcząc w ciemnościach.   chłopcy z ferajny.   wybieram bramkę numer trzy.   wejść czy pozostać na progu?   biforek.   afterek. [...]

czytaj dalej

Site protected by VNetPublishing.Com Web Security Tools