stachanowiec polonistyczny, czyli 200% normy

2002-04-19 Martynka to twardy zawodnik. Wystartowała do maturalnego wyścigu rozhisteryzowanych szczurów już w październiku. A że lotnością umysłu nie grzeszyła zbytnio, przeto musiała korzystać z permanentnego wspomagania. Zaczęła więc jechać na polonistycznym dopingu, czyli na mnie. Na początku zażywała mej wiedzy jak tabaki, z umiarem (2 razy w tygodniu po …

światło poranka kłuje mnie w oczy

2002-04-18   niewyspanie to za mało powiedziane. Półżywa jestem z braku snu, mam zapuchnięte oczy i spierzchnięte wargi, trzęsą mi się ręce (chyba od nadmiaru kawy). Czuję się tak jakbym nie potrafiła mówić. A mówić dzisiaj będę, muszę. Na seminarium mam przedstawić sprawozdanie z procesu twórczego, którego efektem końcowym (ciekawe …

zmory wiosenne

2002-04-13 W zasadzie mogłabym się już do tego przyzwyczaić. Wiosna, trawka, drzewka, ptaszki, a ja – zamiast zażywać fotosyntezy w jakichś pięknych okolicznościach przyrody – siedzę zapuszkowana w domu, a przed moimi oczami, jak w kalejdoskopie, przewija się cała galeria dziwnych typów ludzkich, które nawiedzają mój dom szczególnie namiętnie w …

cicho-ciepło

2002-04-12 po całym tygodniu życia w społeczeństwie =studiowania, załatwiania, bachorów nauczania, uśmiechania się, nosem podpierania, na rzęsach chodzenia) zaczyna brakować mi powietrza. I choć cały czas jesteś blisko i w każdej chwili mogę chwycić Cię za rękę, dopiero teraz czuję się bezpiecznie. Robimy kolację (wreszcie jakieś pożywienie nie w formie …

dzień zaczyna się zbyt wcześnie

2002-04-10 nie zdążę nawet porządnie zasnąć, a już muszę wstać. Na przebudzenie nie wystarcza już tradycyjny prysznic, konieczne jest turbodoładowanie. Jem byle co i raczej tylko po to, by nie brać leków na pusty żołądek. Kilka kolorowych tabletek popijam kawą. No, to możemy zacząć dzień! Teoretycznie.Za dużo tego wszystkiego. Nie …

coś o mnie, coś o Tobie

2002-04-09 M.Hillar „Niepokój” Jest ze mną zawsze To on każe mi odchodzić od kolorowych i tańczących i chować się w łódce na brzegu rzeki Przez niego uderzam bezsilnie głową o niebieskie ściany i zielony piec Przed nim uciekam w nocy ulicami ciężkimi jak asfalt Gdy zobaczysz że tak biegnę rzuć …

początek

2002-04-08 moja bezdomność, bezpańskość i nieokreśloność zapragnęły nagle MIEJSCA. właśnie tego miejsca w bez-czasie i bez-przestrzeni, gdzie nikt mnie nie znajdzie, gdzie mogę się schronić.