Miasto Książek

Chińskie przysłowie mówi, że książka jest jak    ogród, który można włożyć do kieszeni. Chodzę więc po świecie z głową i kieszeniami pełnymi światów, zaświatów i mikrokosmosów. Najlepiej mi w ogrodach nieplewionych, dzikich, fantastycznych i pełnych cudowności…

Ogród był rozległy i rozgałęziony kilku odnogami i miał różne strefy i klimaty. W jednej stronie był otwarty, pełen mleka niebios i powietrza, i tam podścielał niebu co najmiększą, najdelikatniejszą, najpuszystszą zieleń. Ale w miarę jak opadał w głąb długiej odnogi i zanurzał się w cień między tylną ścianę opuszczonej fabryki wody sodowej, wyraźnie pochmurniał, stawał się opryskliwy i niedbały, zapuszczał się dziko i niechlujnie, srożył się pokrzywami, zjeżał bodiakami, parszywiał chwastem wszelkim, aż w samym końcu między ścianami, w szerokiej prostokątnej zatoce tracił wszelką miarę i wpadał w szał. Tam to nie był już sad, tylko paroksyzm szaleństwa, wybuch wściekłości, cyniczny bezwstyd i rozpusta.    [Bruno Schulz, Pan]

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sorry, Zazie nie znalazła żadnej notki na ten temat! Poszukaj czegoś o mopsach, na pewno będzie.

30 ostatnich notek Zazie

Monthly Archives

Site protected by VNetPublishing.Com Web Security Tools