prosisz mnie o modlitwę?

zamiast zapalić za Ciebie świeczkę w jakimś kościele, wolałabym napisać list, albo wysłać smsa gdzieś w przestrzeń. i powiedzieć Ci to wszystko, czego nie zdążyłam, myśląc, że kiedyś jeszcze się spotkamy, bo przecież emocje już opadły, a każde z nas ma własne życie. Twoja śmierć to jakiś makabryczny żart. podobnie jak Twoja ulubiona piosenka....

for today I am a boy

kiedy latem zeszłego roku po raz pierwszy usłyszałam „man is the baby”, coś mnie w środku zabolało. i boli do dziś. cholera, nie wiem, na czym to polega, ale zawsze – ilekroć słucham pieśni (nie, nie piosenek, ale pieśni) antony’ego dławi mnie w gardle i chce mi się płakać. i przyznaję – prawdą jest...

darmowe rozmowy z bogiem

w drodze do pracy czytam w tramwaju gazetę , nagle widzę tytuł: „Wenezuelska ropa dla Chińczyków” i – nie wiedzieć czemu – odżywają mi w pamięci te wszystkie międzykontynentalne bajki z dzieciństwa – te o sindbadzie żeglarzu, o ali babie i czterdziestu rozbójnikach, nawet o koziołku matołku na mandaryńskim dworze. grzebię...

k… ch… p… j…

wciąż tak złorzeczę i klnę, aż mi się te słowa wszystkie do cna zdewaluują, a wtedy już będę tylko milczeć. swoją drogą, to straszne, że przy byle okazji na usta cisną mi się najgorsze przekleństwa. czyżbym była aż tak wulgarna? a może po prostu nie mam juz siły szukać synonimów do – „jestem zła,...

po zmianie czasu – czas na zmiany

nie dość, że niedziela, to jeszcze wiosna i jasność zaokienna, która nie pozwala mi usiedzieć w miejscu. wyjść by się chciało i pohasać, ale przecież drugi etat się kłania i stosy białych kartek do zapisania treścią, która jeszcze nie powstała, a rodzi się dosyć opornie. nie potrafię tak szybko przestawić się z opcji „codzienne...

w pewnym wieku

kompromisy nie są już możliwe. zabawa się skończyła. zostało nam tylko życie, które jest cholernie serio. i nie ma już czasu, by je przepierdalać, trwoniąc czas i energię na generowanie iluzji, która nie zaspokaja żadnego z naszych głodów.      ...

kontekst

dzizys, kurwa, przezabawne. o 3 nad ranem, jadąc taksówką z jednego końca miasta na drugi, słyszę w radiu piosenkę osieckiej i płaczę bezgłośnie w kołnierz kurtki. Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach, kropelka żalu, której winna jesteś ty, nieprawda, że tak miało być, że warto w byle pustkę iść, to wciaż za mało, moje...

Scroll to top