jedziemy po zioło pooo-ziooo-mooo….

jestem mistrzynią w ususzaniu żywych ziół w sadzonkach i zduszaniu ich wzarodku. ambitne plany organiczno-wegetatywnego klonowania tychże regularnie spełzają na niczym, bo ilekroć je zakupię w formie zalążkowej i w końcu dojrzeję wewnętrznie do uroczystego ustanowienia hodowli doniczkowej, one już wyciągają kopyta. a raczej odnóżki. na tej podstawie wysnułam nawet teorię, że zioła z...

cześć, pięść.

nie wiedzieć czemu przypomniał mi się czerwiec roku 1994. koniec pierwszej klasy liceum. całonocne pisanie zaległych wypracowań z polskiego. jakieś ckliwe piosenki turnaua. filiżanki kawy, które nocą stawiałam przed sobą jak totemy, nie tknąwszy ich nawet czubkiem ust z obawy przed natychmiastowym zejściem na atak serca. wystarczył sam zapach i świadomość, że są. nie...

Nat i czekoladowo-marcepanowy Pacman

2010-05-29 tak się wzruszyłam, że aż ściągnęłam sobie emulator Atari. uwierzycie? ;) znów zagram w boulder dash, moon patrol i vanguard – tak jak 22 lata temu, kiedy dostalismy z bratem pod choinkę Atari 130xe ze stacją na miękkie dyskietki 5,25 cala. to było coś. cud techniki podłączany do turystycznego telewizorka marki sport....

dżindżercziken we własnej osobie

2010-05-28 no więc bierzemy tytułowego czikena: ups, nie ta miska. a oto i rzeczony drób w pikantnym natarciu garam masala. dużo. dużo. dużo i gorąco. imbir. dużo. dużoo. dużooo. i jeszcze trochę. wygląda jak wygląda, ale smakuje tak, że ojezus.         komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl        ...

powerplay na dziś:

zawsze lubiłam covery. ale ten jest po prostu genialny. inicjatywa młodzieży cieszy. rok 1988. mam wtedy 10 lat. i teraz uwaga, narracja: w wieku lat 32 można tego słuchać z opuszczoną głową, od czasu do czasu zerkając spode łba, zza postawionego kołnierza. w taki szary dzień jak dzisiaj, stanąć sobie bez sensu na przystanku,...

Cộng hòa xã hội chủ nghĩa Việt Nam

2010-05-23 niedzielny obiad w delcie rzeki czerwonej kiedy Quentin je, budzą się demony. słońce gaśnie, niebo zasnuwa się chmurami, a na ziemię spada kwaśny żrący deszcz… kolory bledną, cichnie gwar. ludzie w popłochu udziekają do swych norek, bud i dziupli. zewsząd słychać tylko jęk przerażenia… tymczasem Quentin je. nic go nie powstrzyma. ciężkie krople...

uroburo, czyli siusiu w torcik

2010-05-22 tratwa, którą płynęłyśmy przez wezbraną ciemną noc, osiadła na praskiej mieliźnie. trafiłyśmy w sam środek uroburo: od progu zaatakował nas rezydent stołecznych salonów – Quentin i jego szpiegowski aparacik werble!!! Pe – pierwszy tamburmajor cukiernictwa imprezowego – wnosi bębenek dla Emilki Emi intonuje „pa pa pa pa ra papapapapa… babcia stała na balkonie,...

Scroll to top