sztuka życia według Joanny

po raz kolejny uświadamiam sobie, że w obliczu śmierci jestem jak małe dziecko, któremu nikt nigdy nie wytłumaczył, że ludzie naturalnie odchodzą. moja niezgoda, bunt, rozpacz i niedowierzanie zatrzymały mnie na poziomie kilkuletniej Oli, której ukochany Dziadek – w kwiecie wieku i apogeum największej sztamy z wnuczką – pewnego dnia po prostu znika. rozpływa...

szprync!

myślę. obsesyjnie. zamartwiam się. łażę w kółko. rozpadam się na kawałki. trwam niepozbierana. mind the gap! ucz się. próbuję. wszystko co robię – wokół samej samej siebie – idzie mi opornie. topornie. mozolnie. dzisiaj z wymuszonej miłości własnej zjadłam rano owsiankę z jagodami goji i siemieniem lnianym. próbuję także spać, lecz śnią mi się...

życiowo-lalkowy bałagan Zazie

zazdroszczę czasem poukładanym kobietom, które precyzyjnie odmierzają czas na pracę zawodową, dom, dzieci, zwierzęta, rodzinę, partnerów, pasje i resztę życiowych spraw. ja mam jeden wielki kociokwik, misz-masz i pobojowisko. jasne że nie zamieniłabym się z żadną z perfekcyjnych pań domu, ale czasami naprawdę mnie męczy to nieustanne lawirowanie między pracą a nie-pracą i nieumiejętność...

The Yellow Dog Project czyli: Miszur, mops, który naprawdę potrzebuje więcej przestrzeni

mops jaki jest – każdy widzi: korpulentny, mięciutki i żabiooki prosiak na krótkich nóżkach. do kochania za całokształt. osobniczy charakter mopsa pozostaje zazwyczaj w harmonii z jego wyglądem, czyli: kocham cały świat, weź mnie na rączki, daj buziaczka, kocham Twojego psa, chcę się zaprzyjaźnić z Twoim chomikiem! taka jest właśnie Kumok. łagodna, otwarta, ciekawska,...

crawling in silence

i znów wpadłam w sam środek nocy. siedząc przed kompem, przeprowadzam pobieżny rachunek sumienia, a raczej szybki skan własnych możliwości produkcyjnych na tę chwilę. wypadam słabo. idę więc zaparzyć kawę. dom śpi, mopsy chrapią, mam do napisania pierdyliard znaków bez spacji. jestem zmęczona i spokojna. obiecuję sobie, że kiedy już obrobię się z tym...

move in the right direction

przespałam się jakieś szalone trzy godziny, po omacku wypiłam poranną kawę i dokończyłam robotę. zapisz. wyślij. wyloguj. i dalej. trzymając się ściany poszłam pod prysznic, rozczesałam i wysuszyłam kołtun na głowie, a następnie drżącą ręką namalowałam sobie eyelinerem oczy, trochę krzywo, ale chujże z tym – ważne żeby mój rozmówca wiedział gdzie szukać ze mną...

Scroll to top