życie i śmierć Ciasteczkowego Potwora

no-cookies

kilka dni temu powiedziałam sobie, że żadne jedzenie
nie jest warte cierpienia, jakie przeżywam od wielu miesięcy
w związku ze swoją dramatycznie rosnącą wagą.

i tak jak trzeźwiejący alkoholicy proszą w zaprzyjaźnionym barze,
by pod żadnym pozorem nie sprzedawać im alkoholu – tak ja niniejszym
proszę was na wszystko, Dziewczyny Posłańcowe, abyście nigdy
i pod żadnym pozorem nie sprzedawały mi ciastek, słodkości, deserów,
tart z bitą śmietaną, musów czekoladowych oraz bezy z lodami.

proszę, błagam, zaklinam was – bądźcie twarde nawet wtedy,
gdy będę mieć łzy w oczach, robić żenującą minkę biednego Pikusia,
obiecywać rychłą poprawę albo sowity napiwek,
walić pięścią w kontuar i domagać się rozmowy z kierownikiem,
straszyć kontrolą sanepidu lub rzuceniem klątwy,
próbować na was hipnozy, telepatii i czarów albo po prostu
pierdolić głodne kawałki o “pożeganiu z jadłospisem” (tych pożegnań było już 666).

save_the_drama

 

lojalnie uprzedzam, że w “biegu po ciasteczko” nie cofnę się przed niczym:
będę ściemniać, kłamać, brać na litość, oferować korzyści majątkowe
oraz opowiadać niestworzone historie na poparcie tezy
o koniecznym i natychmiastowym spożyciu cukru.
nie dajcie się zwieść – tak naprawdę ciastko jest mi potrzebne do szczęścia
jak rybie rower.

z myślą o waszym zdrowiu psychicznym, komforcie osobistym
oraz naszych wzajemnych relacjach towarzyskich –
przygotowałam specjalny pakiet obrazków [link – klik!],
który dostarczę Wam w formie drukowanej.
jeśli po pierwszej odmowie sprzedaży ciasteczka
nadal będę napierać – bardzo proszę o dyskretne
wręczenie mi powyższego pakietu wizualnego. dziękuję.

zwracam się także do moich bliskich, przyjaciół i znajomych,
z którymi zwykłam biesiadować – o niemydlenie mi oczu
szkodliwymi tekstami typu:
* od jednej bezy nie utyjesz,
* daj spokój, od lodów jeszcze nikt nie umarł,
* ale przecież nikt nie musi o tym wiedzieć,
* zasłużyłaś na nagrodę!

albo – the best of:
* jedz! Syd nie patrzy!

naprawdę, komu jak komu, ale mi nie trzeba dwa razy powtarzać,
żebym poczęstowała się ciasteczkiem, fryteczką, czipsikiem czy innym szitem.
więc – proszę, błagam, zaklinam – nie kuście mnie!

wielkie DZIĘKUJĘ.

zazie

 

 

 

 

Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu

     

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
83 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Olga Zazie PL

tak, na szczęście Syd mnie pilnuje, ale przez to ja bywam dla niej bardzo niemiła, kiedy prowadzę „wojnę o ciasteczko” :(

Kremówka

Zazie, a ja studiuję psychologię i powiem to tak: wszystkie te głosy na temat pomocy specjalisty są jak najbardziej trafne, ale nie wierzę tak do końca w psychoterapię zawsze i dla każdego.

Studiuję w mieście, które jest królestwem psychodynamiki (+/- psychoanaliza). Może jeszcze nie jestem specem w temacie, ale mam silne wrażenie, że królująca u nas terapia psychodynamiczna jest przereklamowana i przypomina przyjaźń za pieniądze. Są oczywiście głosy za (mój ulubiony: mało kto ma prawdziwego przyjaciela, więc psychoterapeuta jest potrzebny), ale badania wskazują skuteczność równą placebo (czyli: lepiej robić coś niż nic, ale w sumie wszystko jedno czy to będzie prawdziwa terapia czy udawana, bo klient leczy sam siebie).

Po różnych doświadczeniach (np. obserwacji terapii grupowej w szpitalu psychiatrycznym) to wrażenie się pogłębia. Myślę, że nie każdy potrzebuje babraniny w konfliktach. Jeśli komuś to pomaga ustawić sobie życie i zmienić rzeczywistość oraz odzyskać spokój ducha i szczęście, to jak najbardziej polecam, bo najwyraźniej tego potrzebował. Jeśli jednak na myśl o terapii robi Ci się słabo, to może zamiast analizować swoje relacje z otoczeniem do trzeciego pokolenia wstecz spróbuj terapii poznawczo-behawioralnej, która pomoże Ci wytresować swój organizm/mózg jak psa. To są często łopatologiczne sposoby (typu: moczysz się w nocy? ostatnie picie przed 20:00, potem siusiu przed snem i budzik nastawiony na 3:00 po którym wstajesz do łazienki), ale działają. I to jest potwierdzone eksperymentalnie.

Jeśli więc nie czujesz pociągu do terapii spod znaku Freud & co., to nie ma sensu się zmuszać, bo ktoś uważa, że to dla Ciebie będzie dobre. Nie będzie, dopóki sama nie poczujesz, że chcesz się zmierzyć, poznać ukryte konflikty. Jeśli się okaże, że konieczna będzie terapia, to celuj w poznawczo-behawioralną i integracyjną.

schronienie

moim zdaniem największą zaletą CBT jest to, że osoby, które mają odrzut od terapii wszelkiego rodzaju, mogą ją sobie same wykonać na sobie po przeczytaniu pewnej ilości literatury i przydatnych materiałów, które są łatwo dostępne (w sieci choćby). tutaj CBT walą po oczach wszędzie. do wyrzygania. coś mam wrażenie, że nie mogłaś, zaz, się z CBT nie spotkać. wysłać Ci coś?
kremówko, piszesz z usa?

Ola Jasionowska

"* jedz! Syd nie patrzy!", syd cie pilnuje? dobrze. mi paulina sama przynosi ciasteczka, nawet jak mowie, ze nie.

ania

Zazie kochana poczytaj prosze o leptynie i jej wplywie na otylosc.Mysle,ze warto ja zbadac.Antydepresanty chociaz pomagaja to nie sa obojetne dla naszego zdrowia.Wiem to po sobie,ale jak nie ma innego wyjscia to trzeba brac i tyle.Dziwne,ze tu wiekszosc probuje Cie wpasowac w obraz bulimiczki.Dla mnie to ewidentnie jakis problem hormonalny.Trzymam kciuki:)

Joan

czytam, czytam i … rozumiem (niestety)…
Uzależnienie od cukru jest fatalne.
Ale mam wrażenie, że to nie my chcemy tego cukru tylko niestety candida, nasz osobisty rozpanoszony wewnątrz organizmu grzyb. Obawiam się, że samo odstawienie słodyczy jest tutaj zupełnie niewystarczające. Grzyby są strasznie odporne :[
Dieta polega na odstawieniu: jakiegokolwiek cukru (nawet owoców), pszenicy i nabiału.
No tragiczna dieta, tragiczna.
Oczywiście przewidziana na pewien czas ale jednak. Potrzebna jest też masa suplementów aby wspomóc organizm w czasie nieprzyjemnej detoksykacji i
Czyli jemy warzywa, mięso, jajka. Najlepiej gotowane.
Wytrzymałam tydzień. Myślę, że to jest właśnie to. Przerwałam, bo nie dałam rady.
Ale podejmę wysiłek ponownie. Bo wydaje mi się, że wszystko inne to mydlenie oczu.
Bardzo pozdrawiam i wierzę w nas :D

Joan

polecanych preparatów i specyfików jest mnóstwo
ja zaczęłam od srebra koloidalnego 20 ml na czczo oraz olejku oregano (2 krople na wodę)rano i wieczorem. plus probiotyk raz dziennie.
zdaje mi się, że to nawet osłabiało nieco mój apetyt bo wytrzymywałam tą dietę bez jakiegoś wielkiego ssania… ale wtedy nie jadłam nic cukru, owoców, mąki więc co konkretnie osłabiło apetyt nie wiem. Raz dziennie jadłam też słynną kaszę jaglaną :-D No ale silnej woli starczyło na tydzień… Widać to była dobra droga ale jeszcze niedoskonała… Może powinnam więcej pić przy tym… Piłam herbatę mistrzowską Korżawskiej, pokrzywę. Ale płynów chyba jednak za mało przyjmowałam. (Kawę piłam a chyba nie wolno!) Ech…
A jak idzie Twoim znajomym? Dają radę, lepiej się czują?
POzdrawiam :*

cl

normalnie jak to czytam, mam ochotę podrzucić Ci megazdrowe ciastka migdałowo-sezamowe (skład: migdały, sezam, syrop z agawy) albo tartę amarantusową. chociaż… tarta jest tak paskudna w smaku, że może to Cię zniechęci ;-)

Milaroue

Zazie, a masz może konto w serwisie Vitalia.pl? Nie reklamuję, nie spamuje, ale polecam. Moja przyjaciółka długi czas walczyła z nadprogramowymi kilogramami i właśnie na Vitalii znalazła wsparcie dziewczyn i motywację. Może powinnaś spróbować?

Robert

Rzadko komentuję, ale czytam Cię Zazie regularnie. Bardzo zainteresowała mnie Twoja dyskusja z czytelniczkami na temat nadwagi, otyłości i prób wychodzenia z niej. Temat jest mi bliski, ponieważ jestem internistą (woj.pomorskie) i często się z nim stykam u swoich pacjentów. Ale teraz poruszę inną kwestię, bo szczerze podziwiam Ciebie za otwartość i konstruktywne podejście do rozmaitych problemów, z którymi się mierzysz. Nie uważam, żebyś jak to sama nazywasz „jęczała” czy żaliła się, a raczej stawiasz sprawy jasno, nazywasz problem po imieniu i próbujesz z nim walczyć. Pamiętam, że wielokrotnie już poruszałaś na blogu temat odchudzania i porzucałaś go po chwili, ale za jakiś czas znów podejmowałaś problem. Twój upór jest dobry, a kolejne próby coraz bardziej konstruktywne. Piszące tu osoby mają rację, że tym razem powinnaś podejść do sprawy kompleksowo i gruntownie się przebadać. Poproś internistę o skierowanie na pełna morfologię z rozmazem ręcznym oraz badanie przeciwciał tarczycowych aTPO czyli TSH, fT3, ft4, aTPO oraz aTG. Samo oznaczenie TSH nie wystarcza do wykluczenia chorób tarczycy!!!! Z wynikami koniecznie idź do endokrynologa, bo lekarz pierwszego kontaktu zazwyczaj tylko patrzy czy wyniki mieszczą się w zakresach referencyjnych, natomiast nie wylicza ich wzajemnego stosunku procentowego, a to ma kluczowe znaczenie przy ocenie stanu tarczycy. Druga sprawa to USG gruczołu tarczowego! Koniecznie! Nie musisz mieć wcale widocznie powiększonej tarczycy, a mimo tego może toczyć się w niej rozległy proces zapalny albo występować guzki. Kolejna sprawa to badanie wątroby poprzez oznaczenie enzymów AlAT/AspAT oraz USG jamy brzusznej. A następnie pomiar w surowicy krwi hormonów (FSH, LH, progesteronu, prolaktyny, estradiolu, testosteronu oraz DHEAS), a także lipidogram i pomiar wydatku energetycznego.
Niestety muszę Cię ostrzec, że wielu lekarzy pierwszego kontaktu bagatelizuje problem otyłości, nie zlecając specjalistycznych badań a jedynie polecając pacjentowi zmianę diety. W tym momencie musisz być uparta i nalegać na wydanie wszelkich niezbędnych skierowań. Jak rozumiem płacisz ZUS jako przedsiębiorca i masz pełne ubezpieczenie zdrowotne, więc takie badania po prostu Ci się należą, zwłaszcza że powoli wchodzisz w wiek, kiedy kobiety szczególnie powinny monitorować swoje zdrowie. Jeżeli zdecydujesz się wykonać wszystkie badania i przytoczyć tutaj na blogu (lub w prywatnej wiadomości, niniejszym zostawiam swój adres mailowy) to być może będę mógł coś doradzić i zasugerować. Pozdrawiam serdecznie, Robert

EB

A co zrobić jeśli lekarz pierwszego kontaktu zleca wykonanie badanie TSH i to wszystko, tłumacząc że oznaczanie pozostałych parametrów tarczycowych nie mieści się w koszyku usług refundowanych przez NFZ? Czy mogę zmusić internistę do zlecenia mi pozostałych badań w ramach ubezpieczenia?

ela

No a z tym Posłańcem to masz całkowitą rację – cofam i przepraszam. Nie mam pojęcia, czym to miejsce dla ciebie jest. Zmylił mnie ten alkoholik w zaprzyjaźnionym barze, rozumiesz, reakcja 1 do 1.
ALE kiedy czytam tu twoje odpowiedzi do różnych nas tutaj, kiedy opisujesz swoje uczucia – to widzę siebie. Stąd moje radykalne reakcje. Prawda jest taka, że możesz jeść słonia z cebulką na śniadanie, mam to w gdzieś. Ale EMOCJE jakie temu towarzyszą to jest jakiś koszmar. I
I O TO MI CHODZI: Nie widzę powodu, dla którego człowiek ma się sam zmagać z takim piekłem Przecież ty opisujesz piekło.
A chodzenie na terapię (mam za sobą odwyk, wzmacniające poprawiny i terapię DDA – w sumie 5 lat terapii,) uważam za: ciężką orkę. Brudną, żmudną, brzydką robotę dla TWARDZIELI. Idziesz, wypierdalasz się, wstajesz,otrzepujesz, idziesz, krok do przodu, dwa w tył, trzy do przodu. żadnych fajerwerków, spektakularnych przemian, fanfar. Bez nadmiaru głasków – to jest nauka chodzenia na nowo. Dla mnie pójście na terapię było największym wyzwaniem życiowym i najtrudniejszą rzeczą, na jaką kiedykolwiek się zdobyłam.
Więc nie, w ogóle nie kojarzy mi się to z „użalaniem się nad sobą” – raczej z wytrwałym odzyskiwaniem siebie i to bardzo powoli. (wiesz, co to oznacza dla kompulsywnego człowieka, który chce natychmiast :)))
Proszę państwa, osoby chodzące na terapię to kandydaci na pelerynkę superbohatera (a nie jakiś tam goguś fruwający nad miastem)
p.s. Zazie- idż na odwyk – tam jest pełno FACETÓW, którzy bardzo chętnie mówią: „Pojebało cie? co ty, kurwa, robisz?” – tam jest to, czego szukasz! :)))
za dużo mówię.
pa

ania

Witaj!Chcialabym sie zapytac czy nadal bierzesz paroksetyne?Ja bralam i jadlam na potege.Po zaprzestaniu waga zleciala nawet nie wiem kiedy.Bralam najnizsza dawke ,ale skutki uboczne w postaci tycia masakra.Pozdrawiam

JaJakJasna

Strasznie to smutne :((( Myslałam, że Zazie wychodzi na prostą, a jednak widzę problem tkwi głębiej. Wiem że to nie moje życie i się nie znamy, ale jakoś mnie to wszystko tu i teraz podłamało :(((

Hana

Po co to piszesz? Zazie też ma się załamać i przestać o siebie walczyć?! Ona potrzebuje teraz tylko wsparcia, a wszystkie płaczki niech idą gdzie indziej i nie robią tu dramatu.

schronienie

Hano, to nie płaczka. to tro;; ;)

WAŻNE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

UWAGA! PRZECZYTAJCIE TO KONIECZNIE

Mieszane zaburzenia odżywiania {tzw. EDNOS}
Współcześnie coraz częściej spotykana forma zaburzeń odżywiania. Nie podlegają one typowym kryteriom diagnostycznym specyficznych zaburzeń odżywiania (anorexia nervosa tzw.jadłowstręt psychiczny oraz bulimia nervosa tzw.żarłoczność psychiczna).

Przykładowe zaburzenia EDNOS:

Zespół gwałtownego objadania się, bulimia atypowa. Zaburzenie znane jako nietypowa forma bulimii.
Obecnie trwają spekulacje na temat uznania go jako trzecie specyficzne zaburzenie odżywiania.
Objawy to połączenie tych charakterystycznych dla uzależnienia i żarłoczności psychicznej (bulimii).
Występuje brak zachowań kompensacyjnych (wymioty, przeczyszczanie się,intensywne ćwiczenia fizyczne,głodówki). CHOĆ SAMA ZAZIE WSPOMINAŁA O SWOICH GŁODÓWKACH !!!
Częstotliwość zapadania na tę chorobę jest taka sama lub zbliżona zarówno u kobiet, jak i mężczyzn.
Najczęściej współwystępuje: depresja, zaburzenie osobowości, fobie, zespoły lękowe. Waga jest zmienna, najczęściej w normie lub zbyt wysoka.
Charakterystyczny brak kontroli nad ilością spożywanego pokarmu, poczucie winy i obrzydzenia, napady żarłoczności, stosowanie diet, jedzenie w samotności itp. czyli, zachowania wspólne dla większości zaburzeń odżywiania.

Carbohydrate craving = Wilczy apetyt na słodycze/czekoladomania
Reakcje osoby chorej na słodkie produkty żywnościowe można porównać do odczuć osoby uzależnionej od narkotyków/alkoholu.
Sacharoza powoduje zwiększenie serotoniny w organizmie wywołując chwilowe poczucie szczęścia.
Zaburzenia dotyka najczęściej osób zmagających się z depresją bądź przeżywających cięższe chwile w swoim życiu.

ZAZIE NIESTETY DLA MNIE TWÓJ PRZYPADEK JEST OCZYWISTY.
SZUKAJ POMOCY PROFESJONALISTÓW, BO EWIDENTNIE TO JEST COŚ WIĘCEJ NIŻ „TROSZKĘ MI SIĘ UTYŁO”.
WYGLĄDA NA TO, ŻE MASZ DUŻY PROBLEM, KTÓRY OBEJMUJE KILKA SSFER TWOJEGO ŻYCIA RÓWNOCZEŚNIE [DEPRESJA I NERWICA, ZABURZENIA JEDZENIA]

WAŻNE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

I prośba do Syd oraz Twoich bliskich, żeby potraktowali Ciebie jako osobę CHORĄ, której trzeba pomóc, a nie kogoś kto „lubi sobie podjeść” i ma słaby charakter. Pretensje i wymówki tylko pogarszają sprawę, a Ty czujesz się coraz bardziej winna i tracisz motywację do wszystkiego a przede wszystkim do odchudzania. Niestety mam w tym doświadczenie, bo przez kilka lat „wyprowadzałam” z bulimii swoją siostrzenicę. Ona też chorowała bez wymiotów, bez leków przeczyszczających i drakońskich środków, więc mało kto zauważył, że to była choroba duszy i ciała, a nie zwykła „miłość do jedzenia”.
Powiedz mi tylko CZY LUBISZ GOTOWAĆ I PRZYGOTOWYWAĆ SOBIE POSIŁKI?
Jeśli odpowiedź brzmi NIE, a jestem tego prawie pewna w Twoim przypadku to już masz odpowiedź.
Wcale nie kochasz jedzenia, przeciwnie, ono jest Twoim wrogiem i boisz się go. I jesz, jesz, jesz, jesz, zapychasz się i wcale nie czujesz się najedzona, bo to nie o jedzenie chodzi tylko u uciszenie jedzeniem wewnętrznego strachu i problemów. A potem czujesz się winna, brudna, masz do siebie pretensję, czujesz porażkę i obrzydzenie do samej siebie i wszystko się zapętla i nakręca.

no tak to dokładnie wygląda :( kurw@ poryczałam się ;(

Hana

Zazie jesteś piękną i mądrą kobietą! Wierzę że możesz mieć wszystko czego chcesz i co postanowisz. Trzymam kciuki!

iwonaw

wierzę w Ciebie.
wierzę, że skorzystasz z podpowiedzi eli i bogny i udasz się do speca od diety, hasimoto, zaburzeń jedzenia, itp. Dały dobry trop.
A za rok będzie z ciebie smukła i szczęśliwa łania! najedzona po kokardę ale racjonalnie!!!

ela

Errata: po tym, co napisałaś Bogna, cofam mój kategoryczny ton : W MOIM odczuciu to nałogowe objadanie się. Ale mogę się mylić, a lekarzem nie jestem. Co, jeśli to bulimia? I w ogóle? Tak czy owak, wtóruję Bognie: daj sobie pomóc Zazie, rozważ wizytę u dobrego psychologa. Znam dobre miejsce w Warszawie. Jakbyś zaczęła szukać.
I już się nie wtrącam. pa

ela

jasne. Właśnie do ciebie pisałam, ale wolę mailem, ponieważ zaczęłam dzielić się z Tobą moja historią – żebyś wiedziała, skąd moje reakcje i radykalizm:) a tu jednak mi głupio o sobie. w końcu to nie mój blog:)

ALE dla innych dziewczyn: ja chodziłam do poradni PERSPEKTYWA. w warszawie. Blisko Filtrow (tyły pl. Zawiszy) DOBRZY LUDZIE. GAY FRIENDLY
Agata Bujalska jest specjalistką od zaburzeń żywienia.

ela

nie znam niestety miejsc z NFZ.

ela

bo z tą przychodnią to jest, Droga Zazie, PRZEZNACZENIE, jak śpiewa wybitna polska śpiewaczka na wygnaniu Aldona Orlowsky. Jeśli nie znasz, w co szczerze wątpie, to przynajmniej do zwrotki dotrwaj. Boska Aldona śpiewa nam na pocieszenie.
http://vimeo.com/9233054

Bogna

Zazie kiedyś napisałam do Ciebie dlugi mail o tym, co moim zdaniem jest przyczyną Twoich problemow z wagą, ale mnie przekonywałaś że to nie to. Wtedy ważyłaś o wiele mniej, więc dałam spokój. Teraz jestem przekonana na 100% o zasadności wcześniejszej „diagnozy”. Zazie, to jest bulimia, przykro mi. I wymioty (a raczej ich brak w Twoim przypadku) wcale nie są kryterium diagnostycznym!!! Dziewczyny, i Ty Zazie, zrozumcie, że bulimia może przebiegać BEZ PROWOKOWANIA WYMIOTÓW. Bulimia jest zaburzeniem psychicznym, a nie fizycznym. Zazie, napiszę do Ciebie zaraz kolejny mail i proszę zgłoś się do lekarza po fachową pomoc. Nie radzisz sobie, a osiągnęłaś już wagę, która może zagrażać Teojemu zdrowiu. Zaufaj mi, jestem praktykującym lekarzem. Resztę napiszę Ci w mailu. Trzymaj się! Bogna

EB

Ja też to mam ;( bulimię bez wymiotów, to się nawet jakoś tam nazywa. Po 3 latach super radzenia sobie z tym demonem jestem od pół roku w nawrocie. Zupełnie nie panuję nad obżarstwem i tyję w astronomicznym tempie;( Psychiatra dopiero w październiku ;(

EB

Po drugiej ciąży przeszłam rozpędem na modną wtedy dietę Dukana. Ponieważ mój stan wyjściowy był tragiczny i miałam maleńkie dziecko udało mi się znaleźć w sobie siłę do walki. Schudłam 25 kg, ale później podczas stabilizacji już zaczęły się jazdy z kompulsywnym jedzeniem. Zaczęłam leczenie farmakologiczne fluoksetyną i terapię grupową z psychologiem. Terapia nic nie dała, przerwałam ją tuż przed zakończeniem kursu. W formie trzymała mnie obsesja uprawiania sportu, czyli jak to jest w bulimii, zamiast wymiotować to do przegięcia uprawiałam sport, minimum 6 dni w tyg, codzienne biegi po 10km, konie, zumba, salsa, cossfit, joga. Nawrót rozpoczął się w lutym, kiedy za namową psychiatry odstawiłam prozak. Z początku wszystko wyglądało niegroźnie i rozkręcało się pooowoli. Ale jak już poszłoooo to z rozmiaru 36 wskoczyłam w 46 aktualnie :( Od lutego mam 30kg do przodu i mocne postanowienie że JUTRO idę do internisty po skierowanie na badanie tarczycy a później będzie psychiatra…
Też nie mam wsparcia w chorobie, mąż zamiast na mnie nakrzyczeć to kupuje mi kolejne tabliczki czekolady, ale takiej wiesz, minimum 200g ;(
A ja potrafię zjeść takie 3 za jednym zasiadem po czym przegryźć jabłkiem i wciągnąć kolejne dwie. I nawet mnie nie zemdli ;( To jest KOSZMAR.

Ka

Amen. Serio. Jestem psychologiem. Proszę Cię, spróbuj iść po pomoc.

space_cookie

Madre slowa, Bogna! Ale psycholog nie pomoze schudnac… Natomiast moga pomoc madre wczasy odchudzajace, gdzie czlowiek nie musi ze soba codziennie walczyc bo dostaje pod nos przemyslane, niskokaloryczne posilki i jest z dala od domowych pokus. A kiedy sie na tych wczasach troche schudnie i podpatrzy jak gotowac dalej w domu, wtedy latwiej sie zmotywowac do dalszego odchudzania, chociazby dlatego, ze zal zaprzepascic to, co sie juz osiagnelo. Wiec moze tak schudnac, a potem prosto isc na terapie, zeby z powrotem nie przytyc?

Ka

Tak, psycholog pomoże schudnąć, jeśli problemy z jedzeniem biorą się z braku akceptacji siebie i próby dania sobie „miłości” właśnie poprzez jedzenie. To sama dieta nigdy nie pomoże schudnąć człowiekowi z zaburzeniami odżywiania.

space_cookie

Zgoda, ale schudniecie przez stopniowe opanowanie objadania sie moze potrwac dlugo. A Zazie chyba chodzi o to, zeby sie wyrwac z blednego kola teraz. Jesli stosowanie diet na wlasna reke zawiodlo, alternatywa to sprobowac w przyjaznych warunkach, z dala od domowych nawykow, na poczatku zdejmujac z siebie ciezar wyczarowywania zdrowych posilkow kilka razy dziennie. To daje pozytywnego kopa, chyba mocniejszego niz rozmowa o samoakceptacji. Oczywiscie to dopiero poczatek drogi, potem jeszcze duzo pracy nad wzmacnianiem tych nowych zdrowych nawykow razem z akceptacja siebie. Zazie, skoro poradzilas sobie z taka ekstrema jak lemon detox (niezaleznie od tego, czy to bylo dobre czy nie), to znaczy, ze siedzi w Tobie wielka moc. Trzymam kciuki!!

viki

zazie, niezły dzisiaj masz zapierdziel z tym odpowiadaniem na komcie
troszkę kalorii przy okazji spalasz;)

ale tak serio- wczasy odchudzające polecam z całego serca- byłam w Jastrzębiej Górze wiele lat temu ważąc 54 kg;)
byłam zachwycona- żarcie 1000 kcal pod nos, masaże, treningi, marszobiegi 10 km/dziennie, bicze wodne, elektrostymulacje, świetna atmosfera, pogodni ludzie, cały dzień człowiek jest skoncentrowany na sobie i na swoim zdrowiu
nie wolno było pić alkoholu, ale ci co pili winko schudli więcej, od tych grzecznych i posłusznych;)
ludzie chudli bez większych wyrzeczeń, a moja koleżanka dla której się tam znalazłam schudła tam 7 kg w 2 tygodnie, a potem trzymając się zasad następne 15 i tak już się trzyma do dzisiaj

polokokta

jedźmy razem, Zaz!
http://cetniewo.cos.pl/wczasy2.html
Raz już tam byłam: pięknie nad samym morzem, HC na siłowni, nordic walking po plaży, basen, dieta 1000 kcal – daje kopa energetycznego i trochę układa w głowie. No i historycznie – tam Ałganow grał z Kwaśniewskim tego słynnego gema;-) mówię serio! nawet MopsoKsiężniczki mogą jechać!

Anonimowo

To jest bardzo proste, do Poslanca powinnas chodzic najedzona, ba przejedzona samymi zdrowymi i nietuczacymi przysmakami, wysoki poziom cukru we krwi gwarantuje obojetnosc na te cuda, no i regularne posilki to sprawniejsza przemiana materii, powodzenia!

futrzak

te cholerne żarcie.

Aśka

I jeszcze, przepraszam, ale z całym szacunkiem -alkohol nie jest, nie- nie jest tym samym co słodycze, jedzenie. Jest to lepsza sytuacja. Jedzenie samo w sobie nie jest substancją uzalezniającą. Marihuana nie jest tym samym co papieros, a dzoint tym co heroina. Kokaina nie jest tym co ciastko. w taki sposób upraszczając, nie robimy pozytku, takie usrednianie.
Tutaj – jest sprawa inna, nie jest to fizyczne uzaleznienie i detoks jakis potrzebny.
i dwa- tak, ja bym na miejscu koleżanek, jesli mam inaczej dajmy na to poukładane, odmawiała. a co to za problem? w dodatku jesli przyjaciel/przyjaciółka prosiliby mnie o to?Jesli moge i nie jest to kłopot, ani nieludzki wysiłek, a w moim odczuciu- nie jest – to to robie.
To nie jest dilerka ani chlanie na umór. Na boga. Przyjaciele robią i więcej dla siebie. ( A Zazie idzie w tym czasie do specjalisty jakiegoś może, żeby było łatwiej/?)

Noo, a jak nie- to normalnie – :) wsiadam w pociag sz-n- w-wa zbieram wszystkie mewy z okolicy, po drodze uczę je spiewać, wpadamy do posłańca i tam, mewy spiewają piosenki aż Zazie pęka ze smiechu i mówi, że nie chce byc już Kopciuszkiem! ;-)

schronienie

przepraszam, ale muszę: kokaina i marihuana są takie same jak ciastko – jest to tylko i wyłącznie uzależnienie psychiczne. co nie znaczy, że łatwiej sobie z nim poradzić. oj nie!

Aśka

Nie są. Zupełnie. Mimo, że jest Ci z tym trudno ;-)

ela

więc TAK: DETOKS. DETOX z cukru.

schronienie

nie rozumiem Twojego przekazu, Aśko.

ela

1. CUKIER to substancja PSYCHOAKTYWNA, która uzależnia. Ma bezpośrednie działanie na nasz mózg. W mózgu jest chemia – chemia działa in plus in minus. Dopytaj Zazie o serotonine na przykład.
2. nie trzeba chlać na umór, żreć być alkoholikiem. W OGÓLE nie trzeba nic pić, żeby uzależnić sie od gier w karty, sexu, wyrywania włosów z głowy – znowu: CHEMIA.
3. niebezpieczny nałóg zaczyna się wtedy, kiedy mimo strat, które są dla nas bardzo bolesne nie potrafimy przestać robić tego, co nam szkodzi. Jeśli Zazie nienawidzi tego, jak wygląda, chce schudnąć i nie może, bo nie potrafi opanować jedzenia – to jest to książkowy przykład uzależnienia. To jest JEJ substancja uzależniająca. (I błagam, bez porównywania nałogow – „łatwiej/ trudniej” – problem to problem. Każdy ma swój)
4. TY mozesz pić soczek w „posłańcu” – i nie zjesz ciastka. A możę zjesz, ale nie zruinuje ci ono diety, wagi, samopoczucia, i czego jeszcze chcesz. A komuś innemu tak.
5. Przyjaciele robią czasem mało przyjemne rzeczy, żeby człowieka wesprzeć w jego staraniach o lepszą przyszłość. Może niech ekipa z Posłańca wpadnie DO ZAZIE – bez ciastek? Wilk syty, owca cala:)

ginger

rozumiem, ze rzygasz takim tekstem ale moze dlatego, ze czujesz opor przed analizowaniem tego problemu- a bez zrozumienia- swiety boze nie pomoze; przeciez nie ma mozliwosci bys miala kolo siebie osobe, ktora za kazdym razem jak bedziesz chciala siegnac po ciastko bedzie dawala Ci w leb;) ale to ciekawe co wymyslilas- gdybys rzeczywiscie miala kolo siebie taka osobe to co by sie stalo gdyby ona jednak stanowczo reagowala? sluchalabys bys sie, podporzadkowywala czy raczej rzucia- pierdol sie, mam ochote i niczego sobie odmawiac nie bede; ciekawe jak taka konfrontacja gdy ktos Ci czegos zabrania lub zwraca uwage na slabosc by na Ciebie wplynela

ginger

tak, to mrzonka; czytam ostatnio duzo literatury psychoterapeutycznej i niestety jest tak, ze wszystko jest w czlowieku powiazane i wydawaloby sie glupie schudniecie bywa zupelnie niemozliwe jesli jest sprzezone z innymi podswiadomymi konfliktami; a wydaje mi sie, ze u Ciebie( u mnie zreszta tez)to niekontrolowane jedzenie i ciagle podjadanie ma tlo emocjonalne; ja np zawsze gdy pojawia sie we mnie ochota na ciastko zaczynam zywic glebokie przekonanie, ze zycie i tak jest dla mnie wyjatkowo brutalne i trudne, ze naprawde musialaby na glowe upasc zeby sobie jeszcze dokladac frustracji i odmawiac glupiego ciaseczka; i wlasnie to majac w glowie ide do cukierni radosnie pogwizdujac i majac w dupie wszystkie diety swiata; no i niestety z tego wynika, ze ciasko jest tylko wtornym problemem a podstawowy problem to poczucie, ze moje zycie mnie rozczarowuje, ze czuje totalne niespelnienie w wielu dziedzinach etc

Aśka

Bzdura, pewnie, że nie wolno brać/zrzucać odpowiedzialności za dorosłych ludzi, ale..własnie czasem tak robimy, bo trzeba. Z wyczuciem. Bo każdy inny jest,hym.
Ja bym powiedziała tak: czego się nie robi dla przyjaciół. Tutaj, sprawa jest delikatna, a ja nie jestem specjalistą :(
Ale np. żeby się nie katować, chodz tam, spotykaj się z przyjaciółmi ale bierz sobie np, koktajl owocowy czy coś tam innego z trudkawkami do picia , może te zielone super soczki?nie wiem, oczywiście, tak tylko..’
I nie karaj/katuj siebie- BŁAGAM
Chodzi mi o to, że super że wychodzisz, super, że masz radość, i super – że sie wkurwiłaś, w sensie, że podejmujesz walkę o siebie. Nie taką, jak ktoś chce, i mówi co jest ładne. walczysz o siebie, na swoich zasadach. Chyba?Jak czytałam ten wpis, przypomniałam sobie o jednej znajomej – przez całe lata była z nadwagą, 36 kg? Przyszedł dzień, że ona po prostu się wkurwiła, wściekła w chuj, na maksa i postanowiła coś zmienić. Udało się jej. Ponieważ jej nie znałam za czasów jej szczupłego rozmiaru- powiem,że teraz wyglada 5 razy lepiej i jakos jasniej, młodziej. dziewczyna jest twarda:) a nie była. I dwa- ona sama mówi, że chodzi o to żeby jeść a nie żreć, ale je wszystko, równo:)
Czyli, uważam, że się Tobie- droga Zazie- uda. Serio. Zmienisz to, co chcesz. Może to właśnie jest ten moment?
w ogóle, to ten poprzeddni wpis, – taki sensowny – (pewnie wiesz?:)) – ja czytam: nie akceptuję czegoś, i nie zamierzam, to jest chore- chcę to zmienić. To moje ciało i Moje zasady.:)
(Jesli za duzo gadam, i w dodatku wkurzam lub wtórnie plotę trzy po trzy- proszę daj mi znać.)
pozdrawiam

Aska

:))))
Dopiero przeczytałam Twój komentarz:)
Pewnie, że Ci się uda! Ha!Ba!
Pozdrawiam bardzo i czekam na nowy post z lalkami ^-^

ela

I jeszcze dodam, że w moim odczuciu sprawa jest bardzo bardzo poważna. 30 kg znienawidzonego nadmiaru ciała i nadal jesz. I wszystkie emocjonalne tego konsekwencje.
Rozważyłabym poszukanie wsparcia. Mam na myśli psychologa (i specjalistę od zaburzeń żywienia w jednym).
Nie skazuj się na samotność w tej kwestii – kanałowego leczenia zęba też sama sobie nie robisz Idziesz do profesjonalisty.
A tu masz problem wielki jak stąd do Irkucka i z powrotem. I wiesz już, jak wiele razy próbowałaś sama(666?), i że nie dałaś rady. Jeśli faktycznie chcesz dokonać zmian – zmień metodę. Dotychczasowy eksperyment 666 prób powiódł się – wiemy już, że to nie działa:)
Najlepsze, co dla siebie w tej chwili możesz zrobić, to zainwestować w fachowe wsparcie.
bo z TAKIM problemem emocjonalnym nie możesz zostać sama. Se daj pomóc Dziewczyno:)

viki

powtórzę po raz pierdylionenty, że uwielbiam Twoje poczucie humoru, zaz i dałabym się pokroić, by tak pisać, opisywać otaczającą nas rzeczywistość
sprawa jest jednak poważna, bo ważna dla Ciebie i moje wnioski są podobne do wypowiedzi eli, więc omijaj Posłańca w pierwszym etapie, chociaż z lektury wiem, że Posłaniec to nie tylko miejsce wyżerki, więc pewnie będzie Ci ciężko:/
Trzymam kciuki, by załączona metryczka szybko zmieniała cyferki

mt

Moim zdaniem to nie fair zwalać na innych odpowiedzialność za swój problem i oczekiwać od ekipy knajpy że przypilnują twojej diety. Jak sobie nie ufasz, to nie chodź tam gdzie możesz narozrabiać, proste! Hazardzista nie łazi do kasyna pić drinki, a seksoholik do agencji towarzyskiej popatrzeć na dziewczyny. Tak ja to widzę jako facet.

ela

Czesc Zazie.
od jakiegoś czasu nałogowo (sic!) czytam twego bloga.
A teraz do rzeczy:
Jako trzeźwa alkoholiczka spieszę donieść, że niepraktykujący alkoholik o nic nie prosi w „zaprzyjaźnionym barze”, bo do baru z zasady nie wchodzi tak jak trzeźwy narkoman nie patrzy zblazowany jak koledzy wciągają kolejne kreski lub dają sobie w żyłę.
ja nie chodzę do barów, na imprezy, i nie pozwalam na alkohol w domu.
Powód jest taki, że jestem uzależniona od alkoholu – a uzależnienie z definicji oznacza, że NIE UMIEM SIĘ POWSTRZYMAĆ. .
toteż „zaprzyjaźniony bar” to oxymoron. Coś jak „poradnia psychologiczna Mordor”
„Posłaniec,” jest pełen pyszności – pyszności tak pięknych, że jedynie nadludzkim wysiłkiem powstrzymałąm się przed zjedzeniem ekranu komputera (jak się zapewne domyślasz jedzenie jest również moim nałogiem)
I ty zamierzasz iść do tego miejsca, patrzeć na te rzeczy i się powstrzymać przed „wepchnięciem ich sobie we wszystkie otwory ciała”, jak mawia moja niezastąpiona ukochana. Tak jak już wiele razy się powstrzymywałaś, bo przecież nie masz problemu z nałogowym jedzeniem. żadnego. Luzik. Pyszne ciasto z malinami i bitą śmietaną? Nie , dzięki, mam tu wodę. Jest pyszna.

Jeśli jedzenie jest twoim nałogiem i twoim narkotykiem, to nie ma takiej opcji, powtarzam: nie ma takiej opcji, żebyś w którymś momencie się nie złamała. Jeśli twoje ciało i jego wielkość są dla ciebie ważne- a po twoich ostatnich wpisach wnioskuję, że jest to dla ciebie bardzo ważne,naj-kurwa-ważniejsze w tej chwili (i fajnie, że tak masz!), to zrób sobie przysługę: zakaz wstępu słodyczy do twojej przestrzeni i twojego wstępu do miejsc niebezpiecznych (vide Posłaniec) na teraz. posłuchaj nałoga po terapii: to nie jest tak, że ty jesteś na wojnie i masz wygrać walkę ze slodyczami. Ty tę walkę już dawno przegrałaś. Jesteś wobec słodyczy bezsilna. Jak to sobie uświadomisz – przestaniesz się mocować i robić sobie krzywdę wystawiając się na takie tortury. Jest już wystarczająco ciężko, chyba wystarczy?
wrócisz do Posłanca, ale nie teraz, kiedy jestes na samym początku drogi i najzwyczajniej w świecie potrzebujesz wsparcia i bezpieczeństwa, a nie hardcorowych wyzwań.
Moja petycja do Ciebie jest taka: Daj sobie ze dwa miesiące bezpieczeństwa, z dala od pokus słodyczowych. Daj sobie odpocząć. W ogóle daj sobie, kurwa, jakąś SZANSE.

To wszystko dość bezczelne, ale wytłumaczę się tak: BARDZO porusza mnie twoja historia – w wielu punktach się z tobą utożsamiam. To się dzielę tym co mam.

doro

zazie, rozważ to, może to dobry pomysł, żebyś sobie dała spokój na jakiś czas z przysmakami w Posłańcu? chodzenie tam i patrzenie jak Twoi przyjaciele zajadają się kalorycznymi pysznościami będzie dla Ciebie chińską torturą :( wierzę w Ciebie, ale masz jak w banku to że złamiesz się i zjesz :( wiem co mówię, bo ja z kolei mam zakaz jedzenia glutenu, który jest niemal we wszystkim…

Scroll to top
83
0
Would love your thoughts, please comment.x