sputnikowy pracownik stycznia

ponieważ z zasady wchodzę dwa razy do tej samej rzeki – wróciłam na pokład Sputnik Studio. i tak oto każdego ranka dziarsko maszeruję do pracy przez śnieżne zaspy parkowych alejek. maszeruję całe 5 minut, gdyż międzygalaktyczny kosmodrom Czmudy zatoczył koło nad okolicą i osiadł pośród wiekowych drzew skweru Sue Ryder na Starej Ochocie. jestem...

ODCHUDZANIE: mała syrenka i kanibalizm

kwestia odchudzania leży mi na sercu oraz w jego bezpośredniej okolicy, dlatego też za radą Ali postanowiłam skurczyć objętość mojego żołądka, wykorzystując do tego celu… sardynki. albo szprotki. no te rybie mikrusy w małych puszeczkach, wiecie. przepis jest prosty: małą puszkę rybek zjadamy rano z dodatkiem zieleniny. nie czujemy głodu do godziny 14.00, kiedy...

ODCHUDZANIE: na sucho to nawet trawa nie rośnie

poranny urobek orbitrekowy z pustym żołądkiem okazał się totalną porażką. nie wiem, skąd u rozmaitych “specjalistów” pomysł treningów na czczo? że niby będę spalać więcej tłuszczu? czy spalać się? bo różnica jest zasadnicza. brak paliwa skutkuje u mnie wydolnością na poziomie zero, zadyszką, zawrotami głowy – mimo wypicia w trakcie 1,5l wody mineralnej –...

ODCHUDZANIE: dzień 15-19 || wyższa matematyka

przeprosiłam się z orbitrekiem i nakurwiam, nakurwiam, nakurwiam. chciałabym użyć jakiegoś elegantszego czasownika, ale żaden inny nie przychodzi mi do głowy, więc musicie mi wybaczyć. tym bardziej, że każde z moich zderzeń z rzeczywistością jest brzydkie i bolesne – i tak coś, co na filmikach motywacyjnych miało wyglądać tak: u mnie niestety wygląda tak:...

drink bar Ochota i klub śniadaniowy

na przekór chujowemu nastawieniu do ludzkości i rzeczywistości – poszłam na powitalną imprezę Ochockich Cór Marnotrawnych z Raszyńskiej i upiłam się wiśniówką.   a przy okazji pogadałam sobie z drugą neurotyczką. syty głodnego nie zrozumie, ale wariat wariata – zawsze! a właściwie to ile kalorii ma kieliszek wiśniówki? bo nie wiem, czy opłaca mi...

orthodox.

po dwóch tygodniach w szpitalu – ciężkiej operacji, przetaczaniu krwi i szprycowaniu morfiną – K. wrócił do domu. czyli do nas, na chwilę, bo przecież zaraz wylatuje do prawosławnego monastyru w Gruzji. od dawna nie komentuję jego wyborów, nie dyskutuję z decyzjami. po prostu jestem. trwam. i dyskretnie przemycam życiodajne białko w pożywieniu. kiedy...

Scroll to top