dzień 08, poniedziałek, 25 stycznia 2016

Czy każda dieta wymaga kuchennych rewolucji? Czy naprawdę jesteś na nie gotowa?
♦ WAGA: wsunięta głęboko pod szafę.
♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW: 1,5 litra zaledwie. przyzwyczajam się.
♦ SUPLEMENTY: ziemia okrzemkowa. nadal nie mogę znaleźć proszku zasadowego? Syd?
♦ POSIŁKI: moje posiłki są proste. i tylko takie maja dla mnie sens. nie przeszkadza mi monotonia.
śniadanie: sałatka z jajka na twardo, rukoli, oliwek i pomidora
obiad: gotowany indyk z cukinią
kolacja: boczniaki duszone na tłuszczu kokosowym i sałata
i po bólu.
gdybym musiała jeść roladki z cukinii polane dressingiem z duszonej soczewicy… to przysięgam, skonałabym.

♦ AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA: ustawianie pudeł pod sufitem na drabinie, cztery przystanki autobusowe pieszo
♦ SAMOPOCZUCIE: stabilnie znośne.
♦ GRZECHY i WYSTĘPKI: surowa marchew ukradziona Miszurowi spod nosa.
♦ MOTYWACJA: under construction.
♦ PIOSENKA DNIA: o bożuniu, to już 23 lata, odkąd Beck uświadomił mi, kim jestem…
♦ KOMENTARZ: I’m a loser baby, so why don’t you kill me?

♦ PSYCHOLOGICZNY PROGRAM ODCHUDZANIA wg dr Judith S. Beck – dzień 008
zadanie 8: Znajdź czas i energię
Przestrzeganie diety wymaga zaangażowania, siły woli i odpowiedniego nastawienia psychicznego, szczególnie gdy na przeszkodzie wciąż stają myśli sabotujące.
Nie zakładaj, że czas i energia znajdą się w sposób magiczny. (…) Musisz zajrzeć w swój kalendarz i – na piśmie – zaplanować czas na stosowanie diety.
Gdyby dieta była tylko kwestią podjętej decyzji, a wytrwanie na niej opierałoby się wyłącznie na naszej sile woli, to pewnie większość z nas byłaby już wiotka i smukła. Ale nie ma lekko. Decyzja o zrzuceniu zbędnych kilogramów to dopiero początek całej zabawy, podczas której urobimy się po pachy – nie tylko podczas treningów czy dźwigania siat z marchewką i pomidorami. To jest naprawdę wyższa logistyka, która swego czasu przerosła mnie wysoko ponad kokardę.
Pierwszym krokiem jest sprecyzowanie, ile czasu będziesz potrzebowała na dietę – przynajmniej na początku, dopóki nie wejdzie ci to w krew. (…) Oblicz, ile czasu w ciągu tygodnia, zajmie ci:
– planowanie posiłków
– kupowanie potrzebnych produktów
– przygotowywanie posiłków
– jedzenie powoli i na siedząco
– wykonywanie ćwiczeń gimnastycznych
– wykonywanie codziennych zadań i robienie podsumowań
Muszę się przyznać, że kiedy minął mój idiotyczny okres głodówek i diet-cud wyczytanych w internecie czy zasłyszanych od równie zdesperowanych koleżanek, postanowiłam podejść do sprawy metodycznie i za niemałą wcale kasę wykupiłam sobie półroczny program dietetyczny na jednym z najpopularniejszych portali “odchudzaniowych” w Polsce. Wszystko było ładnie i fajnie, konto na portalu, panel administracyjny, suwaczki, dziubaczki, kolorki i motywatorki. Byłam zachwycona!

Do czasu.
Według portalowej dietetyczki powinnam spożywać 5-6 posiłków dziennie, uprzednio je sobie przygotowując, zrobiwszy wcześniej zakupy. Już następnego dnia okazało się, że praktycznie non stop stoję przy garach, ważę, odmierzam, liczę, pakuję, rozpakowuję, podgrzewam i zjadam, już myśląc o tym, jak zmieszczę się w czasie z kolejną porcją dziennej racji żywnościowej. Skutkiem czego cały czas myślałam o jedzeniu: o tym, co właśnie zjadłam, o tym co będę jadła za 2 godziny, a co na kolację i czy zdążę przed 18.00 i co ja biedna zrobię potem, chyba umrę z głodu, a co to będzie jeśli rano zaśpię i nie przygotuję trzech łyżek musli zalanych wodą z siedmioma winogronami oraz deseczką chlebka Wasa z pomidorem, rzodkiewką i łyżką serka Bieluch. No żesz kurwa. Nabawiłam się jakiejś obsesji gastronomicznej, a przecież nie o to mi chyba chodziło!

Dlatego zanim wybierzecie/kupicie/zdecydujecie się na jakąś konkretną dietę – dobrze Wam radzę, zastanówcie się po trzykroć, czy aby na pewno jesteście gotowe na rozpoczęcie działalności cateringowej i bujania się z łyżką serka Bieluch i trzeba rzodkiewkami na chlebku Wasa ziaren. Nie wiem, może są wśród nas entuzjastki gastronomii detalicznej i żywieniowego chaosu polegającego na tym, że jemy niby wszystko, ale w tak przedziwnych ilościach i kombinacjach, że naprawdę odnalezienie w tym jakiegoś głębszego systemu graniczy z cudem. Generalnie miałam wrażenie, że moja “automatyczna dietetyczka” postanowiła przetestować aktualny asortyment sklepów spożywczych, żeby omamić mnie złudzeniem, że niby mogę jeść wszystko, ale tak naprawdę nie wiadomo po co.

Dlatego wolę rozwiązania systemowe i globalne – typu: nie żryj zbóż, odstaw cukier, zrezygnuj z mleka – niż półśrodki typu: podziubdziaj sobie wszystkiego, skoro i tak się nie najesz. Po odpowiedź na pytanie, czy faktycznie ciągłe bombardowanie żołądka 5-6 posiłeczkami jest zdrowsze niż 3 normalne ludzkie posiłki – odsyłam Was do tekstu o krzywej insulinowej [TUTAJ]
To tyle ode mnie w kwestii znalezienia dla siebie realnej konkretnej diety i wygospodarowania na nią normalnej ilości czasu. Ale jeśli naprawdę macie ochotę pierniczyć się z szesnastoma lunchboxami dziennie – w jednym marchewki, w drugim je**any Bieluch, w trzecim chlebek Wasa, w siódmym koktajl ze spiruliną, a w dziesiątym wodorosty i smarki z nosa jelenia, to proszę bardzo. Tylko, żeby potem nie było, że nie mówiłam.
Więc powtórzę.

Twoja dieta ma być prosta. Inaczej zwariujesz. Gwarantuję.
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz