ODCHUDZANIE: Ruszyłam z kopyta i patataj

Nie da się ukryć, że od lat działam według dobrze znanego sobie schematu. To znaczy: mam problem. Dajmy na to. Przykładowo.

Mam duży problem. Dużo za duży. Taki duży, że ojapierdolę. Cóż ja pocznę, co ja zrobię. To znaczy… Doskonale wiem, co mam począć i zrobić. Ale nie mogę. Nie teraz. Ojajebie, jak ja bardzo nie mogę. Mija tydzień. No nie dam rady, w żadnym wypadku. Nie ma szans. Gdybym tylko…, ale nie. Przecież to niemożliwe. Nie na moje siły. Mija miesiąc. To znaczy dałabym radę, ale tak ogólnie, bo teraz akurat to nie, wcale. Odpada, wykluczone. A jeśli nawet, to i tak wszystko spierdolę, więc szkoda zaczynać. Dwa miesiące. Jęczę. Smęcę. Chodzę w kółko. Drapię się po głowie. Po uchu, oku, dupie, jajach. Nie wiem, co robić. To znaczy wiem, ale tak ogólnie, bo teraz akurat to nie. Trzy miesiące. Kurwa, jaka ja jestem beznadziejna. Przecież wystarczyłoby po prostu. Odtąd dotąd, zaczynając z tego właśnie miejsca. No ale teraz to już naprawdę nie wiem jak i po co, bo przecież tyle czasu zmarnowałam, że nic już z tego nie będzie. Szkoda zachodu. Nic nie ma sensu. To koniec. Żegnam.

Po czym wstaję, idę i robię. Właśnie to. Dokładnie to, nic innego. Tak po prostu.
A potem zachodzę w głowę, w czym tak naprawdę był problem przez ostatnie trzy miesiące?
Przecież wystarczyło iść i zrobić.

zazie_maupa

Pogooglować w internecie, dokonać wyboru. Iść i podpisać umowę.
Wykupić karnet na siłownię.
Po prostu ruszyć dupę.

Co drugi dzień – czyli w sumie 3x w tygodniu – bladym świtem, bo o 6.30, popierdalam kurcgalopem na trening, który wygląda mniej więcej tak:
♦ 10 min marszu (dojście do klubu)
♦ 30min ćwiczeń siłowych
♦ 1,5h ćwiczeń aerobowych (rowerek, bieżnia lub orbitrek)
♦ 10-15 min rozciąganie
♦ 10min marszu (z klubu do domu)

zazie_trening

Wierzcie lub nie, ale kilka lat temu intensywnie chodziłam na siłkę i uwielbiałam ten czas. Dopiero teraz przypominam sobie, jak wielką przyjemność sprawiały mi te 2 godziny sam na sam ze sobą i swoim ciałem – z wysiłkiem i zmęczeniem, z wyzwaniami i pokonywaniem własnego “nie umiem / nie mogę”, ze stawianiem sobie poprzeczki coraz wyżej i cudownym wyrzutem endorfin zaraz po treningu.

Dziwię się sobie, dlaczego tak trudno było mi do tego wrócić. Dlaczego tyle czasu zajęło mi bicie się z myślami i napierdalanie z samą sobą? O co chodzi? Dlaczego ze wszystkiego jestem w stanie zrobić nierozwiązywalny problem wagi ciężkiej i dręczyć się nim przez kilka upojnych miesięcy, zamiast po prostu… iść i to zrobić.

Moja ciało chce wyzwań, wysiłku i potu.
Przeszkoda to moja głowa.

Edytoriał & Mika Urbaniak – Głowa (Spona soundtrack)

 


⇒ odżywianie wg programu METABOLIC BALANCE (czytaj…)

Ponieważ nie mam w zwyczaju ściemniać, muszę przyznać, że w całej tej treningowej euforii jest jeden problem, który nieco rozbija mi ten sielankowy obrazek.
Otóż – słabnę. 

To dziwne, bo z pewnością nie trenuję ponad siły – zdecydowanie nie jestem typem „wypruję sobie flaki, byle wykonać plan”. Ćwiczę w swoim rytmie, bez ekscesów i nadmiernych obciążeń – ćwiczę po lekkim śniadaniu (20g białka) i rozgrzewce, nie zalewam się hektolitrami potu, nie wyskakuje mi serce z piersi, wypijam grzecznie 1,5l wody, po treningu zjadam przekąskę z ok.20g białka, biorę prysznic, łykam witaminy…

I po ok. 1-2 godzina od treningu – padam jak długa. Senność jest tak obezwładniająca, że nie pomaga ani kawa, ani yerba mate, ani silna woli, dedlajny i inne zaklęcia. Godzinna drzemka nie rozwiązuje sprawy, bo ogromna senność towarzyszy mi tego dnia aż do wieczora. Co mnie oczywiście rozwala i załamuje, bo przecież muszę normalnie funkcjonować, pracować, ogarniać dom i resztę spraw. Tymczasem słaniam się na nogach.

Zmodyfikowałam nieco dietę, zwiększając ilość białka i odrobinę wglowodany, ale przecież mam być na redukcji, a nie na masie! I trochę nie wiem, co robić… Czy ta senność to objaw „przetrenowania” czy po prostu moja dieta jest źle zbilansowana…

Jedno wiem na pewno, że póki co nie chcę odchodzić od zasad Metabolic Balance – nadal chcę jeść 3 posiłki dziennie (w 5-godzinnych odstępach), w każdym posiłku ma występować tylko jeden rodzaj białka oraz węglowodany złożone; nadal bez glutenu, laktozy i węglowodanów prostych. Z owoców tylko jabłka i mango.

Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić… Macie jakieś pomysły?
Będę wdzięczna za wszelkie rady :)

 

 

 

 



Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

https://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.
4

17 myśli na temat “ODCHUDZANIE: Ruszyłam z kopyta i patataj

  1. najprostsze rozwiazanie to cwiczyc wieczorem, wtedy zmeczenie po sie na cos nawet przyda – bedziesz lepiej zasypiac :)

      1. no chyba nieszczególnie, nawet bez treningu to trochę mało. szczególnie w naszym wieku (bo chyba mamy mniej więcej tyle samo). ja całe życie na freelansie, więc przewaga bezsennych nocy, sen w deficycie, ale od jakiegoś czasu już nie mogę, MUSZĘ się wyspać. Nie mogę już tego słoika na głowie, piasku pod powiekami i dziwnych kształtów przemykających po peryferiach widzenia (to po kilku zarwanych nocach naturliś). w ogóle to bardzo jesteś dzielna z tą siłownią, trzymam kciuki!

  2. Miałam ten sam problem, siłownia, kardio, kanapa i odcięcie prądu :)
    Gdzieś wyczytałam o kofeinie tuż przed treningiem (sugerowano tam również doładowanie w postaci naturalnych spalaczy tłuszczu czyli imbir, pieprz cayenne lub kurkuma przyjmowanych razem z kawą)
    Espresso przed wyjściem z domu i kapsułka imbiru lub kurkumy to koktail, który sprawia, że po siłowni sprzątam jeszcze chałupę i gotuję obiad na drugi dzień ( a ćwiczę wieczorami).
    Poooolecam :)

    1. Sylwia, ja przed treningiem biorę kapsułkę ThermLine Olimpu z kofeiną, guaraną i zieloną herbatą. ALe i tak mi odcina prąd :( Zazdroszczę Ci potreningowej energii!

  3. Ta zasada z 3 posiłkami jest naprawde fajna. Sama ją wprowadziłam w życie.
    Ale moim zdaniem to osłabienie wynika z braku kalorii. Przy takim porannym wysiłku 20g jabłka na śniadanie nie wystarczy. Dlatego potem opadasz z sił. Wiem, że jesteś na redukcji ale to ile kalorii spalisz na siłce właśnie odbija się Twoim zmęczeniem. I na dłuższą mętę niestety tak nie pociągniesz ;/

  4. Chodakowska karze po treningu zjeść coś białkowe. Radzę dalej przepychać rurę, tj. ćwiczyć niezależnie od tego, czy potem jesteś senna. Ciało pewnie jest w szoku treningowym i samo się przystosuje. Ja też sto lat myślę zanim się podniosę i zrobię…prokrastynacja?

      1. Jak biegnę ciągnąc się za włosy, to sobie śpiewam w głowie : „nie ma takiej rury na świecie, której nie mozna odetkać” – wiesz, z piosenki ” ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talen”, pomaga mi to! Też uważam, że przy intensywnym treningu za mało jesz. Ide ćwiczyć Chodakowską – lubie to robić, ale zaczęcie zawsze bardzo się przesuwa, to straszne…
        cwicz!!!!

  5. Słyszałam, że do 20 minut po treningu powinno sie wrzucić do organizmu węglowodany, bo wszystko spala się „jak w piecu” , co daje zastrzyk energii. Polecam rozeznać się w temacie, może to rozwiąże problem

Dodaj komentarz