Swój swego zawsze rozpozna i lgnie do niego, choćby był ślepawy, głuchawy i na slabiutkich nóżkach – niczym Miszurek, który nagle dostrzegł w bracie Zazie, niejakim Wojtusiu, swoją bratnią duszę. I teraz proszę, tulić się, siedzieć na kolankach, dawać się nosić na rękach… Matka Zazie w szoku, ale jak tak pomyśli, to się w sumie nie dziwi, bo zarówno Wojtuś, jak i Miszurek, są tak osobliwymi osobistościami i oryginałami, że już dawno powinni się spiknąć celem poprowadzenia świata ku zagładzie!







Dodaj komentarz