Poprzedni
Następny

Jak schudnąć 30 kg i nie popaść w obłęd?

Zazie, weteranka odchudzania, pasjonatka diet i mistrzyni efektu jo-jo, po raz kolejny przystępuje do zrzucania swojej mutant-masy. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że o desperackich próbach odchudzania mogłabym napisać grubą książkę… Dlatego tym razem spróbuję bez desperacji, bez spiny, za to z szacunkiem i miłością do swojego ciała.

W kwestii odchudzania przerabiałam już niemal wszystko: od ryzykownych przygód z najbardziej absurdalnymi głodówkami z internetów, przez żenujące próby wytrwania na dietach układanych przez „specjalistów”, po heroiczne wysiłki w stawianiu sobie w miarę racjonalnych ograniczeń żywieniowych… O tym, jak z wiotkiego dziewczęcia przemieniłam się w sympatycznego wieloryba możecie przeczytać TUTAJ.

Od kilku lat w rozpaczy i desperacji szukałam w internecie najszybszego sposobu na schudnięcie. Niestety znalazłam parę diet, głodówek i absurdalnych porad, które okazały się opłakane w skutkach, spowalniając mój metabolizm i rozwalając gospodarkę insulinową, przez co nie tylko utyłam jeszcze bardziej, ale i doprowadziłam swój organizm do insulinooporności.

O jednej z najgłupszych i najbardziej szkodliwych (według mnie) „diet” – czyli Lemon Detox Diet (inaczej: Master Cleanse) – możecie poczytać TUTAJ – szczerze nie polecam i z całego serca odradzam!   Moim kolejnym błędem dietetycznym były tabletki rzekomo spalające tłuszcz – o perypetiach z Ketonem Malinowym przeczytacie TUTAJ   Kolejne „cudowne diety” z popularnych portali internetowych doprowadziły mnie stanu, w którym ważyłam 85 kg – o moich rozpaczliwych próbach schudnięcia możecie przeczytać TUTAJ oraz TUTAJ.

W końcu, kiedy już totalnie straciłam nadzieję, trafiłam program żywieniowy Metabolic Balance (o jego zasadach możecie przeczytać TUTAJ, a mój jadłospis poznać TUTAJ).   W marcu 2014 roku wyrzuciłam całkowicie z jadłospisu węglowodany proste, gluten i laktozę. W ciągu kilku miesięcy schudłam 20 kilogramów. Przez 2 lata, jedząc normalnie, utrzymywałam wagę 65-70kg, wspomagając się terapią kognitywną na podstawie książki Dr Judith Beck „“Myślenie wyszczuplające. Dieta Dr Beck” (możecie o niej poczytać TUTAJ ). Niestety, problemy osobiste i skłonność do “zajadania negatywnych emocji” sprawiły, że znów zaczęłam tyć.

Po zakończeniu 10-letniego związku (jesienią 2017 roku) moje “problemy z odżywianiem” osiągnęły swoje apogeum: przez kilka miesięcy po prostu leżałam, płakałam i żarłam, dobijając w 2018 roku do rekordowej wagi 100 kg. W styczniu 2019 roku rozpoczęłam kolejną edycję odchudzania – Terapię Ketogeniczną. Po ponad 2 miesiącach terapii i 20 zrzuconych kilogramach mogę z całą stanowczością stwierdzić coś banalnego w swej oczywistości: ani detoks i dobrze zbilansowana dieta, ani sukcesywne chudnięcie, ani zabiegi wspomagające, ani opieka specjalistów – nie rozwiązują tego, co mam w głowie, czyli zaburzeń jedzenia. Efekt jo-jo po Terapii Ketogenicznej zaskoczył nawet mnie samą: nie minęło pół roku, a znów ważę prawie 100kg.

Co dalej? Nie wiem. Nie zliczę, ile już razy próbowałam schudnąć, zasięgając porad lekarzy i dietetyków; wykupując diety pudełkowe czy programy żywieniowe; łykając suplementy i pocąc się na podłodze przed wirtualnym obliczem youtube’owych trenerek i fit-blogerek. Przez ostatnie 10 lat ufałam w tej materii wszystkim i każdemu z osobna, skoro nie mogłam polegać na samej sobie: ani w kwestii ilości pochłanianego jedzenia, ani tym bardziej w kwestii ułożenia racjonalnego planu żywienia i zrzucania mutant-masy. Przez ten cały czas nasłuchałam się najrozmaitszych teorii na temat tycia i chudnięcia oraz poznałam “101 niezawodnych sposobów na zrzucenie nadprogramowych kilogramów i zachowanie smukłej sylwetki aż do późnej starości”. Nikt jednak nie zapytał mnie, dlaczego ja właściwie tyję; co, kiedy i jak jem; co czuję, jedząc; kiedy to się zaczęło; jaką mam relację z jedzeniem; jak postrzegam swoje ciało; dlaczego raz chudnę 20 kg, a zaraz potem tyję i ważę 30 kg więcej; oraz – jak się w związku z tym czuję. Dlatego wszystkim dziewczynom, kobietom i paniom, które pytają mnie, jaką najskuteczniejszą metodę polecam im na odchudzanie – odpowiem:

Każda dieta będzie dobra, pod warunkiem, że zajmiesz się sobą, swoimi emocjami, lękami i kompleksami; swoją relacją z jedzeniem i z najbliższymi ludźmi; swoim najbliższym otoczeniem, swoim ciałem i głową, swoimi myślami i przekonaniami. Wtedy najzwyklejsze jedzenie okaże się najskuteczniejszą dietą, bo będziesz je po prostu jadła, żeby żyć – a nie żyła, żeby jeść; żeby koić jedzeniem smutki, łagodzić nim stres, maskować nim samotność czy lęk, nagradzać się za sukcesy czy karać za porażki. Zajmij się sobą, po to, by jedzenie wróciło na właściwe sobie miejsce i znów stało się pokarmem, a nie Twoim przyjacielem, kochankiem, powiernikiem, terapeutą, prześladowcą i katem; ukochanym wrogiem, który wodzi cię na pokuszenie i niszczy.

Dlatego nie pytajcie mnie więcej, jak najlepiej schudnąć. Od dziś będę starała się – przede wszystkim samej sobie – odpowiedzieć na pytanie: jak przestać tyć? jak przestać się objadać? jak zacząć normalnie jeść, nie stając się po chwili wielorybem.

Odnoszę czasem wrażenie, że w niektórych środowiskach – w dobie, zyskującej coraz większą popularność, “ciałopozytywności” (body positivity) – odczuwanie jakiegokolwiek dyskomfortu w związku ze swoją wagą, figurą czy wyglądem jest traktowane jako objaw braku samoświadomości, samoakceptacji i płytkiego ulegania masowym wzorcom piękna. Tymczasem jako kobieta dojrzała, mądra i samoświadoma powinnaś akceptować siebie bezgranicznie, nie mieć żadnych kompleksów, kochać swoje wielorybie ciało, celebrować nadmierną tuszę i cieszyć się falującymi fałdami na brzuchu oraz udach. Masz czuć się z tym sexy, hot i strong. Dla wzmocnienia efektu możesz także przestać golić pachy i nogi oraz używać antyperspirantu. Bo przecież jesteś boginią i jesteś piękna w całej swej naturalności… 

Jeśli jednak czujesz się z tym wszystkim nieswojo i mimo wszystko próbujesz schudnąć, dbasz o depilację, makijaż i jako tako starasz się ogarnąć samą siebie, to znaczy, że coś z tobą jest nie tak i musisz iść na terapię. Wszyscy wokół powtarzają ci, że trzy dychy twoich nadprogramowych kilogramów są piękne; że jesteś super i spoko; że wcale po tobie nie widać oraz że to nieludzkie odmawiać sobie przyjemności jedzenia. Że powinnaś popracować nad swoim wnętrzem, bo przecież tylko to się liczy, a marzenia o zgrabnej sylwetce to objaw emocjonalnej niedojrzałości, pogoni za instagramowymi trendami i nadmiernym skupieniu na przemijającym pięknie. 

Żeby było jasne: szanuję grube dziewczyny. Podziwiam te, które twierdzą, że czują się piękne i szczęśliwe. Być może nawet im zazdroszczę. Niestety, nie jestem jedną z nich. Jestem sfrustrowaną grubaską, która po raz kolejny próbuje zrzucić 30 kg. Właśnie z miłości i szacunku do własnego ciała, bo znów chcę być zdrowa, silna i sprawna. Bo jeszcze nie zapomniałam, jak to jest być szczupłą, gibką i pełną energii.

Bratnie Tusze ♥ Sisterhood in fatness, fitness & happiness – czyli:  Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu

TEMATY

DZIENNICZEK ODCHUDZANIA
DIETA DR BECK
METABOLIC BALANCE
DETOKS i OCZYSZCZANIE ORGANIZMU

NAJNOWSZE POSTY O ODCHUDZANIU

ODCHUDZANIE [32]: Dodatkowe kilogramy w opcji all inclusive

dzień 32: czwartek, 18 lutego 2016 Moja poretinoidowa maska powoli zaczyna przypominać twarz – wysyp cudownie zniknął, a resztki wylinki dobijam kremem z 15% kwasem glikolowym. Jestem hardkorem, ale okazuje się, że intuicyjnie wiem, czego potrzebuje moja skóra. Odchudzanie trochę mi już spowszedniało, ale może to i dobrze – im mniej emocji towarzyszących jedzeniu, tym mniejsze ryzyko

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [31]: What’s your poison, królewno?

dzień 31: środa, 17 lutego 2016 Cześć :) ♦ WAGA:   67,5 kg ♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    1,5 litra wody i coś tam jeszcze ♦ SUPLEMENTY:   witaminy i antydepresanty ♦ POSIŁKI:   a jakże! śniadanie:    jajko na miękko z warzywami obiad:   pieczony dorsz z sałatą i oliwkami kolacja:   soczewica a pomidorami ♦ AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA:   dynamiczny spacer, 3 km, bez kijków

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [30]: Ekspertka do spraw nieposkromionego odżywiania terenowego

dzień 30: wtorek, 16 lutego 2016 Poretinoidowa masakra na mojej twarzy trwa w najlepsze. Ratuję się peelingiem enzymatycznym, czarnym mydłem (organicznym savon noir) i całą baterią aptecznych nawilżaczy i „opatrunków w kremie” spod znaku Avene i La Roche Posay. Wiem, że pomogą, ale – póki co – łażenie w przymałej i naciągniętej do oporu masce uśmiecha mi się

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [29]: Kochanie, zjedz szarlotkę, przecież zawsze lubiłaś.

dzień 29: poniedziałek, 15 lutego 2016 Jak nie urok, to przemarsz wojsk. Ledwo skończyłam z Atredermem, moja skóra – zamiast się regenerować – postanowiła, że… czas na wysyp! O klęsko urodzaju! Serio? Czemuż? – pytam. Czemuż?!! Czy ja nie mogłabym choć przez tydzień cieszyć się względnym spokojem mojej nieszczęsnej fizjonomii?! Czy ja zawsze muszę się zmagać z czymś,

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [28]: To jak? Zważysz się? ;)

dzień 28: niedziela, 14 lutego 2016 Wstępu brak. Przejdźmy do rzeczy. ♦ WAGA:    podejrzewam, że wciąż stoi… :( ♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    znów zbyt mało… ♦ SUPLEMENTY:   żeń-szeń i magnez ♦ POSIŁKI:   bez koziego sera to już nie to samo… :( śniadanie:    jajko na miękko z pomidorami i cykorią obiad:   soczewica z curry i pomidorami

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [27]: 7 pytań, które postawią Cię na nogi

dzień 27: sobota, 13 lutego 2016 Dzisiaj przeżywam lekką załamkę na okoliczność koziego białego sera, który z dniem dzisiejszym musiałam odstawić ze względu na – niewielką, bo niewielką, ale jednak – zawartość laktozy. Przekonałam się już przez lata, że za opłakany stan mojej cery odpowiada m.in. krowie mleko, bogate w syf wszelaki oraz wspomniana laktozę. Nie piję go,

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [26]: To, co myślisz, wcale nie musi być prawdą

dzień 26: piątek, 12 lutego 2016 Jakiś czas temu mimochodem wspominałam, że wraz z odchudzaniem rozpoczęłam przedwiosenną (ostatni moment!) retinoidową kurację mojej skóry Atredermem – i powiem Wam, że to, co dzisiaj dzieje się na mojej twarzy to jakiś hardkor level master: całą maskę mam koloru dorodnego polskiego buraka, piekąca i napiętą do granic możliwości; do tego stopnia,

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [25]: Nie kop pod sobą dołków!

dzień 25: czwartek, 11 lutego 2016 Wstałam o 6.00, zacinał śnieg z deszczem, zrobiłam sobie termos yerby i zasiadłam do pracy. Mopsy chrapiąc, pierdziały i pierdząc, chrapały. Zmarzły mi stopy. I taki to był fascynujący poranek. ♦ WAGA:    jutro się zobaczy, choć nie oczekiwałabym fajerwerków. ♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    staram się, ale najłatwiej wchodzi mi dzisiaj yerba

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [24]: Nie poddawaj się!

dzień 24: środa, 10 lutego 2016 Ile waży grypa i jej pochodne? mam wrażenie, że to przez nią nie chudnę! ♦ WAGA:    słuszna. ♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:   yerba mate, woda, Theraflu x 3 ♦ SUPLEMENTY:   uderzeniowa dawka witaminy C. ♦ POSIŁKI:   były. śniadanie:    szynka gotowana i surówka obiad:   boczniaki ze szpinakiem i awokado kolacja:   gotowany indyk z

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [22]: Chcesz pączka, ale go nie dostaniesz. No trudno. Deal with it!

dzień 22: poniedziałek, 8 lutego 2016 Myślę sobie, że skoro nadal tu ze mną jesteście i nadal się odchudzamy, to chyba w naszej dotychczasowej „historii wielkiej wagi” więcej było, mimo wszystko, porażek niż sukcesów. Oczywiście jakieś tam sukcesy były, skoro jeszcze nie straciłyśmy wiary w sens i skuteczność odchudzania oraz podjęłyśmy kolejna próbę doprowadzenia siebie, swego ciała

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [21]: Ciężka sprawa wielkiej wagi

dzień 21: niedziela, 7 lutego 2016 Dzisiaj Dr Beck każe mi się zważyć, ale tego nie zrobię, bo po – pierwsze: to nie jest mój „dzień ważenia”, a po drugie: waga stoi i wiem, że póki nie zacznę się ruszać, żaden cud się nie wydarzy. Tylko jak powiedzieć mojemu organizmowi, który od miesiąca nie potrafi dać sobie

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [20]: Cheat-meal i fuck-up zdarza się każdemu. Stało się, trudno, ale nie brnij w to dalej.

dzień 20: sobota, 6 lutego 2016 Luty jest dla mnie okresem największego zmęczenia brakiem światła. Oczy bolą. ♦ WAGA:    zapewne stoi niewzruszona, bo i ja się nie ruszam. ♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    dużo kawy, mało wody. ♦ SUPLEMENTY:   antydepresanty ♦ POSIŁKI:   przyjęto. śniadanie:    jajko na miękko, cykoria, pomidor obiad:   soczewica z warzywami kolacja:   boczniaki duszone z

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [19]: Przestań się oszukiwać, dziewczyno!

dzień 19: piątek, 5 lutego 2016 Tell me lies, tell me sweet little lies… O tym, że się odchudzasz, masz silny charakter, a czekolada już wcale cie nie kręci. ♦ WAGA:    stoi. 68 kg. trudno, nie przecież się nie zabiję. ♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    gdybym tylko potrafiła zamieniać wodę w wino, to nie byłoby takich problemów… ♦

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [18]: Dyskretnie wstań od stołu.

dzień 18: czwartek, 4 lutego 2016 Moje pierwsze hasło do Ubuntu brzmiało: „Nienasycenie”. ♦ WAGA:    mam złe przeczucia. albo stoi w miejscu, albo wykazuje lekką tendencję zwyżkową. ♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    kobiety generalnie mają jakiś grubszy problem z piciem wody. nie sądzicie? ♦ SUPLEMENTY:   mydło i powidło. witaminy i antydepresanty. ♦ POSIŁKI:   a jakże! śniadanie:    jajecznica z

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [17]: Naucz się rozpoznawać, kiedy jesteś najedzona. I dlaczego „nigdy”?

dzień 17: środa, 3 lutego 2016 Jutro Tłusty Czwartek, a ja wciąż biję się z myślami, czy obchodzić to święto, czy je może raczej… obejść. I przejść pomimo, chyłkiem i boczkiem przemknąć niezauważona. Ulotnić się po angielsku celem ratowania własnej dupy. A raczej jej rozmiaru. Ot, temat do rozważań z moim dyżurnym Aniołkiem (urzędującym w dni robocze od 10.00 do

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [16]: Nie żryj po kątach!

dzień 16: wtorek, 2 lutego 2016 Zasada jest prosta: wszystkie kalorie zeżarte po kryjomu, liczą się podwójnie! Nie po to układasz sobie jadłospis (lub zdajesz się na kompetencje dietetyka, trenera czy lekarza), żeby potem – pod osłoną nocy lub w pracy pod biurkiem – pochłaniać spaghetti z kebabem i snickersem na deser, popijając colą zero. ♦ WAGA:    potem. kiedy

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [15]: Plusy dodatnie i plusy ujemne

dzień 15: poniedziałek, 1 lutego 2016 O wiele łatwiej odchudzać się wiosną. Chociaż nie… Wiosną lepiej być już odchudzoną! ;) ♦ WAGA:    nie dziś. ♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    znów za mało! :( ♦ SUPLEMENTY:   witaminizacja ♦ POSIŁKI:   zjedzone. śniadanie:    omlet z pieczarkami i pomidorem obiad:   duszone boczniaki z warzywami kolacja:   łosoś na parze z brokułem ♦ AKTYWNOŚĆ

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [14]: Patrz, co jesz.

dzień 14: niedziela, 31 stycznia 2016 Dostałam maila, w którym „ktoś” pisze, że jestem „już nudna z tą dietą i odchudzaniem” oraz że zamieniłam bloga Zazie w „głupi poradnik” dla – cytuję – „otyłych mamusiek”. W sumie to nie wiem, jak to inaczej skomentować… Może tak:   pogadamy za 3 miesiące. ♦ WAGA:    ważenie słonia odbędzie się

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [13]: Jak sobie radzić z zachciankami

dzień 13: sobota, 30 stycznia 2016 Dzisiaj jestem zmęczona i chce mi się spać. Najchętniej odwiesiłabym tę dietę na kilka dni, ale wiem, że to bez sensu. No bo ile razy można zaczynać od początku? No ile?! Cierpię na chwilowy kryzys wiary w sukces, mimo utraty wagi. Przejdzie. Przecież zawsze przechodzi. ♦ WAGA:    nadal 68 kg. bez

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [12]: Ćwicz wytrzymałość na głód

dzień 12: piątek, 29 stycznia 2016 Temat dzisiejszej „pogadanki umoralniająco-odchudzającej” (do przeczytania w dalszej części notki) kojarzyć się może z jakimś chorym hasłem Zakonu Pro-Ana, ale od razu uspokajam, że chodzi o coś zupełnie innego ;) ♦ WAGA:    jeśli dziś jest piątek, to ważę 68 kg  (osiąg: – 4 kg) ♦  raczej nie jest źle, tyłek zaczął

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [11]: Naprawdę jesteś głodna czy może po prostu masz ochotę coś zjeść?

dzień 11: czwartek, 28 stycznia 2016 Odkąd jestem na diecie, staram się nie myśleć o jedzeniu. Skoro i tak nie czekają mnie żadne gastronomiczne fajerwerki – ani dzisiaj, ani w najbliższych dniach – to po co się emocjonować? No i przede wszystkim – czym? Śniadanie. Obiad. Kolacja. Białko, węglowodany złożone, zdrowe tłuszcze. Kawa, herbata, jabłko. Oraz

Czytaj więcej »

ODCHUDZANIE [09]: Niedowład mięśni, niedoczynność serca, ułomność oddechowa wraz z niedorozwojem kondycyjnym

dzień 09, wtorek, 26 stycznia 2016 Jeśli istnieją ludzie, którym naprawdę nie po drodze ze sportem, i to z przyczyn wrodzonych i niejako organicznych, to ja właśnie do nich należę.  I tutaj w zasadzie mogłaby zapaść kurtyna, ciężka żelazna zasłona milczenia, ale nie ma tak dobrze… ♦ WAGA:    nie panikuj. zważę się w piątek, ok? ♦ ILOŚĆ

Czytaj więcej »

Jak schudnąć 30 kg? Dlaczego w ogóle piszę blog o odchudzaniu?

Sami przyznacie, że Bałagan Zazie nie jest typowym blogiem o odchudzaniu, dietach, treningach i zdrowym stylu życia. Nie jestem dietetykiem, miłośniczką fitnessu ani entuzjastką zdrowego żywienia. Wręcz przeciwnie! Na drugie imię mam “Couch Potato”, kocham fast foody, niezdrowe przekąski, słodycze i węglowodany w każdej postaci. Do tego zmagam się z insulinoopornością oraz zaburzeniami odżywiania w postaci kompulsywnego objadania się. Mimo wszystko walczę – z nadwagą, leniwym metabolizmem, własnymi słabościami, brakiem samoakceptacji, mega kompleksami na punkcie własnego wyglądu i tysiącem wymówek na każdą okazję. Dział bloga poświęcony odchudzaniu jest autentycznym zapisem moich prób, sukcesów i porażek. Już raz mi się udało – w 2014 roku schudłam 20 kg. Niestety, nic nie trwa wiecznie, a moje znienawidzone kompulsywne jedzenie (a dokładniej: emocjonalne objadanie się w depresji, w którą popadłam na przełomie 2017/2018 po rozpadzie 10-letniego związku) znów dało o sobie znać. Moja waga na początku 2019 roku wynosi równe 100 kg. Rachunek jest prosty: tym razem muszę schudnąć 35 kg. Wierzę, że – mimo mojego emocjonalnego uzależnienia od jedzenia – jest to możliwe i że znów mi się uda. Na blogu zamieszczam zarówno zasady moich diet odchudzających i planów żywieniowych, materiały poświęcone motywacji i psychodietetyce, notatki dotyczące mojej własnej pracy z książkami o odchudzaniu i programami terapeutycznymi, a także Dzienniczek Odchudzania, w którym zapisuję wszystko, co jest w moim dietetycznym jadłospisie (oraz poza nim – w postaci nieplanowanych przekąsek i jedzeniowych grzeszków).

Od czego zacząć odchudzanie? Jaką dietę wybrać?

Wielu dietetyków twierdzi, że w zasadzie każda dieta odchudzająca działa – pod warunkiem, że jest stosowana! Na początek – wybierz którąkolwiek i obserwuj, co się będzie działo, jak zareaguje nie tylko Twój żołądek, ale i Twoja głowa. Od czego zacząć dietę odchudzającą? Według mnie, a piszę to na podstawie własnych doświadczeń, dobrze jest zacząć od detoksu – czyli oczyszczenia organizmu z toksyn i wszystkiego, czym do tej pory się truliśmy. Dlaczego? Chociażby dlatego, żeby przerwać to błędne koło i samonapędzającą się machinę wzajemnie warunkujących się zachowań. Jest mi źle, więc się objadam, szukając pocieszenia w żarciu. Tyle, że endorfinowy komfort i złudne ukojenie trwają tylko chwilę, bo zaraz pojawiają się wyrzuty sumienia, poczucie winy, niechęć do samego siebie i już narasta w nas kolejny dyskomfort, który będzie trzeba czymś ukoić. To nie minie, nie skończy się samo z siebie. Trzeba to przerwać. What’s your poison? Zrób detoks od cukru, pomyśl o tym, jak odstawić laktozę i produkty mleczne, wypróbuj detoks jaglany, albo spróbuj zrezygnować z glutenu? Zrób cokolwiek, byleby Twój organizm odczuł diametralną zmianę w porównaniu z dotychczasowym sposobem żywienia. Jeśli masz nadwagę lub cierpisz na otyłość, to jesteś żywym dowodem na to, że główna rzecz, której szukasz w życiu to… przyjemność, święty spokój, uciekanie od problemów i unikanie konfrontacji. Tymczasem odchudzanie, takie prawdziwe skuteczne odchudzanie, nie jest ani przyjemne, ani spokojne, ani bezproblemowe. Nie możesz dłużej unikać starcia z samym sobą i zmierzenia się ze swoimi demonami. Więc jeśli masz do zrzucenia 20 czy 30 kg, to sorry, ale nie wystarczy zrezygnować z ziemniaczków, chlebka z masłem, czekoladki czy chipsów w nadziei, że “jakoś samo pójdzie”. Zamiast tego czeka Cię cholernie ciężka praca nad przebudowaniem nie tylko swojego codziennego jadłospisu, ale przede wszystkim tego, co siedzi w Twojej głowie.