Poprzedni
Następny

Blog o nawracającej depresji i upartych próbach wychodzenia z niej, o poszukiwaniu motywacji do działania i sposobów na radzenie sobie z codziennością

Są dni, kiedy czuję się gorzej. Albo po prostu źle. Wydaje mi się wtedy, że dni, w które czuję się lepiej albo po prostu dobrze – nie istnieją. I tak naprawdę nigdy nie istniały. I istnieć nie będą. Nauczyłam się jednak, aby w takich momentach nie traktować siebie zbyt serio, nie wierzyć sobie ani przez chwilę, nie stawiać pod ścianą i nie odbierać nadziei… [czytaj dalej]

sink back into the ocean

śni mi się rzęsisty deszcz perseidów, które chwytam garściami i pakuję sobie do kieszeni, patrząc jak – trzymane zbyt długo w dłoniach – żółkną i matowieją, a dotknięte językiem w smaku przypominają podłą księżycówkę i bimber najgorszego sortu. śni mi się, że to wszystko sen, który już kiedyś mi się śnił, ale nie mogę przypomnieć

Czytaj więcej »

ZACZYNAM NOWE ŻYCIE

„Madryg Podświtalski Młodszy obudził się około jedenastej w południe, przetarł zmęczone oczy, napił się wody z kranu (mleko w spółdzielni było nie opłacone), zasiadł przy stole i na kartce wyrwanej z zeszłorocznego kalendarza napisał następujące słowa: Zaczynam nowe życie. Przyjrzał się rozchwianym i niepewnym literkom, westchnął i zdecydowanym ruchem przekreślił je kilka razy. Wziął z

Czytaj więcej »

maybe instead I’ll write of all of the dreams I had

jeśli się wstydzę, brakuje mi słów lub po prostu nie mogę napisać niczego innego – będę pisać o muzyce. tak postanowiłam. więc słuchajcie, co następuje: zupełnym przypadkiem przypomniałam sobie moją dawną obsesyjną miłość do drugiej płyty Smolika z 2003 roku. pamiętacie ją? boże, jakie to było olśnienie! jaka czułość w tle, jakie wspomnienia słodkie… pamiętam

Czytaj więcej »

to miasto należy raczej do gołębi, do wycieczek.

”Człowiek staje się osobą dopiero w relacji do Ty (…) relacja jest wzajemnością. (…) Dopiero gdy indywiduum uzna drugiego w całej jego inności jak siebie, jako człowieka, i w ten sposób przedrze się ku drugiemu, wtedy – w tym bliskim i przemijającym spotkaniu przełamie ono swoją samotność.” [Martin Buber, Ja i Ty] “Czytelnik zresztą, czytelnik

Czytaj więcej »

przeszkoda to moja głowa

bilans moich ostatnich działań to trzy rozgrzebane scenariusze, jakieś skrawki tekstów, dwie rozjebane w proszek książeczki, zatrzęsienie pomysłów, kilka rozpoczętych dioram lalkowych i rodzina Burkhardtów w kawałkach. nie wiem, w co włożyć ręce. i nie wiem, czy moje wkładanie rąk w cokolwiek ma sens. nie wiem też, jak odzyskać wiarę w siebie, bo chyba nigdy nie posiadałam

Czytaj więcej »

czarna skrzynka

mozolnie staram się odzyskać planowaną wesołość marca, o którą tak walczyłam ze sobą w okolicach lutego i prawie mi się udało, ale kilka (jak zwykle!) nieplanowanych zdarzeń oraz nad wyraz aktywny czynnik ludzki skutecznie pokrzyżowały moje plany bycia absolutnie zadowoloną z życia. afirmacja rzeczywistości i praktykowanie wdzięczności to jest, proszę państwa, orka na ugorze oraz

Czytaj więcej »

a mulatto, an albino, a mosquito, my libido || total solar eclipse

zmęczenie kryształów to zjawisko zmiany właściwości fizycznych kryształów na skutek działania czynników zewnętrznych. przykładem zmęczenia kryształów jest spadek wydajności fluorescencji po długotrwałym naświetlaniu ich promieniowaniem jonizującym. zmiana wydajności ma charakter trwały. Na skutek zmęczenia kryształy zmieniają swoją barwę, zazwyczaj brązowieją. stałam się więc kamieniem węgielnym mojej przyszłej wieży otoczonej fosą. oprócz tego przeżywam co następuje:  częściowe zaćmienie Słońca.

Czytaj więcej »

if I ever come back from my sweet melancholia…

od wczesnego dzieciństwa słyszałam od wszystkich nieustannie powtarzające się pytanie: “dlaczego ty jesteś taka smutna? co się stało? uśmiechnij się!”. tymczasem, moi drodzy, nic się nie stało, a ja jestem najweselszą i najbardziej optymistyczną osobą, jaką znam. naprawdę. nie jestem smutna. może po prostu patrzycie na mnie akurat wtedy, kiedy jestem zajęta, przebywam gdzie indziej,

Czytaj więcej »

yes, indeed. w rzeczy samej

jestem prosta jak drut. taki mały drucik łączący anodę z katodą, kontaktujący plus z minusem, północ z południem, dzień z nocą – przeskakujący iskrą, która rozświetla wszystko. tak, już jest jasno. już jestem po słonecznej stronie mojej ulicy. cieszę się. macham do Ciebie. but life’s alright, I guess, if sweetened up I just guess I’m

Czytaj więcej »

What would you think if I sang out of tune?

[Scala & Kolacny Brothers, Creep, Radiohead cover] miało być wesoło, ale sprawa się rypła i chuj. jak statek kosmiczny z Lego, który posypał się w drobny mak, a ty niechcący nadepnęłaś na ten najbardziej bolący klocek i nagle poczułaś, że wszystko straciło sens. niestety naprawdę niewiele mi trzeba, żeby się w sobie zapaść, zakleszczyć i

Czytaj więcej »

marzec miesiącem wesołości i robienia dobrej miny do złej gry

marzec miesiącem zagryzania zębów i zaciskania pięści; miesiącem dostawania ostro po dupie za własną naiwność; tracenia kasy i zaufania do ludzi; połykania łez i tabletek na uspokojenie; wielokrotnego wybierania numeru “telefonu do przyjaciela” i w ostatniej chwili kasowania połączenia, bo przecież każdy ma własne problemy. nie wiem, co robimy w życiu nie tak i czemu

Czytaj więcej »

raport z odchudzania (2): są takie dni, kiedy samo odchudzanie nie wystarcza…

kiedy mój młodszy brat, Wojtek, był jeszcze małym chłopcem – a i ja byłam też zupełnie nieduża – zwykł wyładowywać swoją życiową frustrację mantrycznym powtarzaniem magicznego zaklęcia, które brzmiało: główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa.  i tak dalej, bez końca, dopóki mu nie ulżyło. no i tak, tytułem wstępu. dzisiaj miałam taki dzień, że nic, tylko główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa.  główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa.  główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. główno-dupa-siki-kupa. najpierw zaspałam.

Czytaj więcej »

marzec miesiącem wesołości

oraz wszelkich życiowych pozytywów, aktywów, zrywów i wpływów. tak postanowiłam i tak będzie. oby. tymczasem – no cóż, słowo się rzekło, a pierwszy wypada w niedzielę, więc trochę korci mnie, żeby jednak to moje “nowe cudowne życie” zacząć od poniedziałku, gdyż… summa sumarum wiadomo, pierwsze śliwiki robaczywki, ten tego, panie dziejku… musicie wiedzieć, że nie

Czytaj więcej »

emocjonalne wyziewy, egzaltowane smarki, autorefleksyjne rzygi i egzystencjalna sraczka

za każdym razem, kiedy siadam do napisania notki – samoistnie wylewają się ze mnie wprost na klawiaturę wszelkie wewnętrzne nieczystości: jakieś gorzkie żale, słodko-kwaśne niepokoje i mdławe wątpliwości, wszelkie dramatyczne westchnienia i teatralne pauzy, niespełnienia i nienasycenia, półuśmiechy i ćwierćbęknięcia oraz pełen grozy suspens i reszta osobliwego badziewia, które muszę jak najszybciej z siebie wypisać. wyrzucić.

Czytaj więcej »

semantics won’t do

krążę myślami wokół jednego tematu i odbijam się od pospiesznie stawianych samej sobie granic, wciąż wahając się pomiędzy nadmiarem słów a całkowitym ich brakiem. to, co wybiorę, nie ma znaczenia, bo i tak nie mogę nic powiedzieć, nic napisać, nic zasugerować. mam związane ręce, zasznurowane usta, stoję bezgłośnie twarzą do ściany. to wszystko jest nie

Czytaj więcej »

tłusty czwartek, piątek trzynastego, walentynki, chiński nowy rok i wizyta teściowej…

… czego chcieć więcej? do pełni szczęścia brakuje mi tylko rozstroju nerwowego i emigracji wewnętrznej do krainy wyobraźni. na małych przezroczystych skrzydełkach z cukru. łykam tabletki na grzeczność i staram się iść po prostej, uważnie stawiając stopy, żeby tylko nie spierdolić się w którąś z moich rozlicznych przepaści, malowniczo rozciągających się poniżej poziomu krytyki i granic przyzwoitości.

Czytaj więcej »

przez cały luty będziesz po pysku kuty

albo jakoś w ten deseń. tak właśnie mogłabym podsumować ostatnie wydarzenia, które umilają nam naszą wielomiesięczną walkę o byt. albo niebyt. już sama nie wiem, co lepsze. w obliczu dzisiejszych “eventów” kwestie treningów, wewnętrznej dyscypliny czy dbania o sylwetkę zeszły na nieco dalszy plan. przepraszam, próbowałam odpisać na wasze komentarze, ale nie dałam rady, bo

Czytaj więcej »

take a sad song and make it better

ta notka miała być o muzyce i w sumie będzie, ale najpierw muszę wam napisać, że jak byłam mała – miałam może z 5 czy 6 lat – w moim pokoju nad łóżkiem Tata zawiesił cyrkowy plakat Rafała Olbińskiego z 1981 roku: z małpami byłam za pan brat, bo moim najlepszym kumplem – jeszcze z

Czytaj więcej »

– Trzeba znać swoje miejsce w szeregu…

– rzekł outsider i dyskretnie oddalił się z miejsca zdarzenia. Ni mniej ni więcej, tylko po raz kolejny przekonałam się, że w niektórych kwestiach jestem niestety niereformowalna i niewyuczalna, w innych nie potrafię się dostosować, a jeszcze w innych po prostu sobie nie radzę, nie ogarniam i nie panuję nad czasoprzestrzenią. Nie nadaję się. Dziękuję,

Czytaj więcej »

wonderlust queen

jak zwykle, tradycyjnie już, mój pamiętniczek nie startuje w konkursie na blogusia roku, mimo że rozważałam tę opcję w ramach zrobienia czegoś na przekór sobie. niestety moja podświadomość czuwa – przegapiłam deadline zgłoszeniowy. kurtyna. a poza tym wszystko jakoś tak przyspieszyło… może dlatego, że mamy z Sydem tak zwany “pożar dupy” z tytułu naszych kredytów,

Czytaj więcej »