Blog o nawracającej depresji i upartych próbach wychodzenia z niej, o poszukiwaniu motywacji do działania i sposobów na radzenie sobie z codziennością

Są dni, kiedy czuję się gorzej. Albo po prostu źle. Wydaje mi się wtedy, że dni, w które czuję się lepiej albo po prostu dobrze – nie istnieją. I tak naprawdę nigdy nie istniały. I istnieć nie będą. Nauczyłam się jednak, aby w takich momentach nie traktować siebie zbyt serio, nie wierzyć sobie ani przez chwilę, nie stawiać pod ścianą i nie odbierać nadziei… [czytaj dalej]

marzec miesiącem wesołości

oraz wszelkich życiowych pozytywów, aktywów, zrywów i wpływów. tak postanowiłam i tak będzie. oby. tymczasem – no cóż, słowo się rzekło, a pierwszy wypada w niedzielę, więc trochę korci mnie, żeby jednak to moje “nowe cudowne życie” zacząć od poniedziałku, gdyż… summa sumarum wiadomo, pierwsze śliwiki robaczywki, ten tego, panie dziejku… musicie wiedzieć, że nie

Czytaj więcej »

emocjonalne wyziewy, egzaltowane smarki, autorefleksyjne rzygi i egzystencjalna sraczka

za każdym razem, kiedy siadam do napisania notki – samoistnie wylewają się ze mnie wprost na klawiaturę wszelkie wewnętrzne nieczystości: jakieś gorzkie żale, słodko-kwaśne niepokoje i mdławe wątpliwości, wszelkie dramatyczne westchnienia i teatralne pauzy, niespełnienia i nienasycenia, półuśmiechy i ćwierćbęknięcia oraz pełen grozy suspens i reszta osobliwego badziewia, które muszę jak najszybciej z siebie wypisać. wyrzucić.

Czytaj więcej »

semantics won’t do

krążę myślami wokół jednego tematu i odbijam się od pospiesznie stawianych samej sobie granic, wciąż wahając się pomiędzy nadmiarem słów a całkowitym ich brakiem. to, co wybiorę, nie ma znaczenia, bo i tak nie mogę nic powiedzieć, nic napisać, nic zasugerować. mam związane ręce, zasznurowane usta, stoję bezgłośnie twarzą do ściany. to wszystko jest nie

Czytaj więcej »

tłusty czwartek, piątek trzynastego, walentynki, chiński nowy rok i wizyta teściowej…

… czego chcieć więcej? do pełni szczęścia brakuje mi tylko rozstroju nerwowego i emigracji wewnętrznej do krainy wyobraźni. na małych przezroczystych skrzydełkach z cukru. łykam tabletki na grzeczność i staram się iść po prostej, uważnie stawiając stopy, żeby tylko nie spierdolić się w którąś z moich rozlicznych przepaści, malowniczo rozciągających się poniżej poziomu krytyki i granic przyzwoitości.

Czytaj więcej »

przez cały luty będziesz po pysku kuty

albo jakoś w ten deseń. tak właśnie mogłabym podsumować ostatnie wydarzenia, które umilają nam naszą wielomiesięczną walkę o byt. albo niebyt. już sama nie wiem, co lepsze. w obliczu dzisiejszych “eventów” kwestie treningów, wewnętrznej dyscypliny czy dbania o sylwetkę zeszły na nieco dalszy plan. przepraszam, próbowałam odpisać na wasze komentarze, ale nie dałam rady, bo

Czytaj więcej »

take a sad song and make it better

ta notka miała być o muzyce i w sumie będzie, ale najpierw muszę wam napisać, że jak byłam mała – miałam może z 5 czy 6 lat – w moim pokoju nad łóżkiem Tata zawiesił cyrkowy plakat Rafała Olbińskiego z 1981 roku: z małpami byłam za pan brat, bo moim najlepszym kumplem – jeszcze z

Czytaj więcej »

– Trzeba znać swoje miejsce w szeregu…

– rzekł outsider i dyskretnie oddalił się z miejsca zdarzenia. Ni mniej ni więcej, tylko po raz kolejny przekonałam się, że w niektórych kwestiach jestem niestety niereformowalna i niewyuczalna, w innych nie potrafię się dostosować, a jeszcze w innych po prostu sobie nie radzę, nie ogarniam i nie panuję nad czasoprzestrzenią. Nie nadaję się. Dziękuję,

Czytaj więcej »

wonderlust queen

jak zwykle, tradycyjnie już, mój pamiętniczek nie startuje w konkursie na blogusia roku, mimo że rozważałam tę opcję w ramach zrobienia czegoś na przekór sobie. niestety moja podświadomość czuwa – przegapiłam deadline zgłoszeniowy. kurtyna. a poza tym wszystko jakoś tak przyspieszyło… może dlatego, że mamy z Sydem tak zwany “pożar dupy” z tytułu naszych kredytów,

Czytaj więcej »

Jai guru deva ॐ

pools of sorrow, waves of joy are drifting through my opened mind, possessing and caressing me… mimo całego mojego rozpieprzenia, rozbiegania i rozedrgania – w pewnych kwestiach jestem niestety szczególarą. i to taką cholerną, do bólu. dlatego jeśli wydaje ci się, że czegoś nie łapię, nie widzę, nie słyszę, nie zauważam i nie zdaję sobie

Czytaj więcej »

krzywa równoległa

biegnie wzdłuż, zakręca i wraca, przecinając mi drogę, odcinając możliwość ucieczki. potykam się o nią i padam jak długa, czekając, czym może tym razem mnie uniesiesz. nie unosisz. fakt, to nie jest takie proste iść dwiema ścieżkami jednocześnie i równie mocno cieszyć się każdym z mijanych krajobrazów. coś zawsze musi umknąć. tak jak ziemia umyka

Czytaj więcej »

nawoływanie. nasłuchiwanie.

    zawieszam się co chwilę, przykładam głowę do czegokolwiek i zamykam oczy, wcale nie pragnąc snu. po prostu odpływam. daleko, gdzie indziej, inaczej. byle nie tutaj. chociaż tutaj jest wcale pięknie i zaiste najlepiej. ja to doceniam. kocham. trwam. wierzę. ale wciąż jest we mnie ta wielka ucieczka, parada szaleńców, jakiś durny pęd do

Czytaj więcej »

you’re cutting diamonds with a rubbery knife

nic dzisiaj nie powiem i nic nie napiszę. oprócz tych paru zdań poniżej, w których dam wyraz temu, jak bardzo jest mi przykro i jak wielką czuję złość, gdy ktoś, kto powinien znać mnie najlepiej, nie wie o mnie praktycznie nic i wciąż wydaje mu się, że jestem bezwolnym, zdanym na niełaskę jego paranoi, dzieckiem,

Czytaj więcej »

pchła pchłę pchła do wody

[*** to jest notka o tym, jakim cudem na blogu pojawił się nowy szablon]   nie lubię zmian. jestem uparta i wiem swoje. wiem swoje i chcę, żeby było po mojemu. no ale owszem, proszę, słucham, co się do mnie mówi. tyle że strzelam focha, jak ktoś sądzi, że wie lepiej. na przykład Syd. mówi mi:

Czytaj więcej »

cytując Barona Münchausena: „nie zawsze odnoszę sukcesy takie, jakich bym pragnęła…”

otarłszy łzy, wydmuchawszy smarki i przemywszy zimną wodą napuchnięty od płaczu ryj, czas spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć… ojezu. nie. wróć. czas spojrzeć przed siebie i powiedzieć: chuj z tym. od teraz musi być lepiej! „Mimo mej odwagi, mimo szybkości, zręczności i obrotności mego konia, nie zawsze odnosiłem w wojnie z Turkami sukcesy takie, jakich

Czytaj więcej »

beksa, przyczajony tchórz i ukryty słabeusz

  przedostatni dzień mijającego roku przepłakałam sobie rzewnie i gorzko, wyznając ostatnie grzechy zaniechania, unikania, wycofania i wszelkiej wsobności, schyłkowa spowiedź dziecięcia wieku szła mi zresztą jak po grudzie, bo wciąż brakuje mi najprostszych słów. niby mam je na końcu języka, ale kurczowo trzymam go za zębami – dla dobra ogółu i własnego bezpieczeństwa. prawda

Czytaj więcej »

last witness of world’s end.

  drugi dzień grudnia po raz kolejny przeszedł do historii, z roku na rok robiąc na mnie coraz mniejsze wrażenie. choć jednak nadal – kiedy pieczołowicie zapisuje tę datę w moim czarnym notesiku traum [TU] – odruchowo wstrzymuję oddech, zaciskam powieki, krzyżuję ramiona i chowam się w sobie jak najgłębiej. bliscy mówią: – odpuść, nie rozpamiętuj.

Czytaj więcej »

w podskokach

w obszernym katalogu moich grzechów głównych i błędów kardynalnych poczesne miejsce zajmuje występek zaniechania, popełniany niestety świadomie, bezwstydnie i permanentnie. oraz na wszelkie możliwe sposoby. trochę z głupoty. trochę z beztroski. ale głównie ze strachu. jeśli ktoś podejdzie do mnie zbyt blisko; jeśli coś weźmie mnie z zaskoczenia lub po prostu wydaje mi się na

Czytaj więcej »

GOŚCINNIE u ZAZIE: Bogna Wilk „O depresji, nerwicy i przyjmowaniu leków antydepresyjnych w ciąży”

Dzisiaj łamy mojego bloga oddaję mojej Czytelniczce – Bognie Wilk – która w poniższym, bardzo osobistym i ważnym tekście, porusza trudny temat chorowania na depresję w ciąży. Temat trudny tym bardziej, że czas oczekiwania na dziecko obrósł fantastycznymi legendami, idiotycznymi stereotypami i absurdalnymi mitami, z którymi jak najszybciej trzeba się rozprawić. Dzisiaj co prawda śmiejemy

Czytaj więcej »

jeżeli mówisz, że nie chcesz – to właśnie chcesz!

myślę sobie teraz, że to wszystko jest jednak prostsze niż sądziłam do tej pory. depresja depresją, euforia euforią, ale przecież nie jestem bezwolną marionetką sterowaną odgórnie przez jaśnie- i niemiłościwie panujący mózg. chyba. może… większość rzeczy w moim życiu powinno zależeć nie mojej choroby, lecz być kwestią moich świadomych decyzji oraz konsekwencji w egzekwowaniu od

Czytaj więcej »

chód. chłód.

  tyle bym chciała napisać, ale nie mogę. po prostu nie mogę. zamiast słów i zdań przemierzam alejki pobliskiego parku, pokonując kolejne kilometry. aktualnie tylko to daje mi siłę i namiastkę dawno utraconej pewności siebie. chodzę, idę, zmierzam, ani na krok nie zbliżając się do celu. uświadomiłam sobie ostatnio, że po każdym kolejnym epizodzie depresji,

Czytaj więcej »