pamiętam, że kiedyś miałam bloga…

… takiego prawdziwego bloga z codziennymi notkami, fotkami i masą nieistotnych z pozoru pierdół, które czytane po latach okazywały się najważniejszymi magdalenkami moich wspomnień, milowymi kamieniami doświadczeń i kluczowymi punktami orientacyjnymi na mapie minionych lat. ostatnimi czasy zaniechałam działalności kartograficznej, skutkiem czego mam już sporą kolekcję białych plam historii, skrzętnie uzupełniany zbiór upartych przemilczeń...

otwórz usta. wrzuć monetę. wytrzymaj do wieczora.

jakiś czas temu pisałam, że rozstaję się z Seroxtem. niestety rozwód bez orzekania o winie pozostał w sferze moich marzeń. po miesiącu bez codziennych dawek paroksetyny Syd musiała mnie zbierać z podłogi (tu). odrobinę chujowo, nie powiem. na szczęście teraz jest znośnie. standardowo. zeszłam do najmniejszej z możliwych dawek, które jako tako trzymają mnie w jednym...

Dlaczego cukier nie krzepi?

  Ostatnia notka na temat mojego uzależnienia od cukru (klik!) wzbudziła spore zainteresowanie – z moich blogowych statystyk wynika, że w jeden dzień przeczytało ją ponad 3.000 osób i chociaż nikły promil czytających zostawił po sobie ślad w postaci komentarza na blogu lub FB, to zamiast tego zostałam zasypana lawiną maili i prywatnych wiadomości...

Cześć, jestem Olga. mam 37 lat i jestem… uzależniona.

Od wielu lat. Nie wiem, kiedy dokładnie to się zaczęło. Może jeszcze w liceum, podczas pierwszej depresji. Może na studiach, w czasie stresującej sesji egzaminacyjnej. Nie pamiętam… Może po jakimś bolesnym rozstaniu albo traumie z 1997… Może dopiero wtedy, kiedy zamieszkałam sama i rozpaczliwie odbijałam się od ścian pustego mieszkania na końcu świata. Nie...

pasaże. finisaże. draże kokosowe korsarz.

Kończy się lipiec. W lipcu mój blog skończył 13 lat. Ja też powoli się kończę. Nie wiem, może to przełom, a może w końcu depresja postanowiła pożreć mnie żywcem, wpierdalając się przy tym między wódkę a zakąskę na wspaniałym bankiecie mego życia, które całkiem przecież niedawno postanowiłam wieść szczęśliwie i spokojnie. Oh well, it’s...

distract and sedate

Bez owijania w bawełnę i pakowania gówna w sreberko – czuję się źle. Chciałam dziś wrzucić na bloga jakąś sympatyczną notkę o mopsikach, żeby nieco zatuszować tę psychiczną degrengoladę, której poddaję się ostatnimi czasy, ale niestety nie wyszło. Siedzę i obgryzam do krwi pracowicie hodowane przez ostatnie tygodnie paznokcie. Znów dopadają mnie pytania o...

a new life awaits you

aaaaaby zatrudnić…. znerwicowanego copywritera z zaburzeniami koncentracji uwagi i nawracającą depresją. sami przyznacie, że brzmi jak kiepski żart. a jednak. jestem kiepskim żartem. poza tym sytuacja jest dynamiczna, możliwości jest wiele. wiadomo już jednak na pewno, że powrotu na Tarchomin nie ma i nie będzie. i że jeśli nie uda nam się utrzymać Ochoty...

Scroll to top