rarka Orka i koledzy ze spiżu, brązu i żelaza

pamiętacie jeszcze rarkę Orkę? [ klik! – 1,   2,   3 ] na razie Orki nie ma, tak jak nie ma mnie, ale znalazłam w czeluściach bloga kilka nieopublikowanych i nieopisanych foto-historii Orkowych. dawnych, wakacyjnych, kolorowych.   trochę nie mam siły na dopisywanie słów pod zdjęciami, więc może sami opowiecie sobie tę historię… ;)        ...

takie tam, rozmowy pod gwiazdami

w zakamarkach bloga trafiłam na nieopublikowaną zeszłoroczną notkę lalkową – trochę zakręconą, bo z bożonarodzeniowej karuzeli w Nottingham: Zoltar i Amy bawiły się wybornie, ja nieco mniej – próbując w jednej dłoni utrzymać dwie panny, w drugiej aparat, a przy okazji nie spieprzyć się z glansowanego konika ze złotą grzywą   – Nie dramatyzuj, Olga! Wytrzymałyśmy...

Zarys ogólnej systematyki jesieni

przechyla się ku jesieni Ziemia, a ja kurczowo trzymam się kredensu, żeby tylko nie osunąć się w dobrze znaną i jakże wygodną melancholię, chandrę i depresję. w sobotnie popołudnie Syd zarządziła akcję “szukania jesieni” w Wilanowie… … a ponieważ wszystkie moje Blajtki leżą zdekompletowane i nie mogą doczekać się wersji ostatecznej…   chwyciłam w biegu...

here we go, Blythecon Barcelona!

zawsze to samo. gdziekolwiek pojedziemy – napstrykam brazylion zdjęć, a potem po powrocie wpadam w wir zdarzeń i już nie mam czasu ich obrabiać, wrzucać na bloga i opisywać w notkach. a potem to już zapominam, już minęło, czas przeszły dokonany. mimo wszystko postanowiłam odgrzać kilka porcji tych zimnych kotletów. pamiętacie, że w kwietniu byłyśmy...

między lalkami a brzegiem przepaści

jasne, że nie byłabym sobą, gdybym w tak pięknych okolicznościach przyrody zapomniała o krajoznawczych potrzebach moich lalek Blythe: oto i one:  Pola (u kresu swej termicznej wytrzymałości) i Orka (radośnie podskakująca jak wróbelek na sprężynowych nóżkach) Orka:   –  Skaczmy! Skaczmy aż pęknie, załamie się i polecimy w dół i złapie nas w locie wrona...

pomóż wiośnie – żryj śnieg!

– Nie ma szans! Tego szitu jest tu z miliard ton!!! – westchnęła zrezygnowana Pola (bo takie imię ostatecznie otrzymała od swej nowej właścicielki).  – Ja specjalnie nie zjadłam śniadania, żeby więcej mi się zmieściło! – ofiarnie zadeklarował Mały Kasztan, dziarsko przełykając pierwszą garść śniegu.   – Bue.. hue… hue… hueeee…. Trochę mdły! W Warszawie...

czy leci z nami silnik?

jak się nie ma pieniędzy, to człowiek zaciska pasa na wdechu aż po sam kręgosłup i zapożyczając się u bliskich, leci na wywczas zimowy. po 30 latach aerofobii nauczyłam się latać jak człowiek, ale tylko z Sydem. i tylko Boeingami. teraz przyszło mi lecieć “czymś”, co wygląda jak – nie przymierzając – jednopłat z klocków...

rarka Orka & kilka scen z życia walijskich smoków

  Y Ddraig Goch – czyli: czerwony Smok – jest symbolem Walii. to najczęściej występujące zwierzę w tym regionie. jest wszędzie. Walijczycy kochają go miłością czystą, namiętną i obsesyjną. podejrzewam, że najchętniej jeździliby na nim do pracy.       Orce najbardziej spodobały się smoki w Newport – z akcji Super Dragon – które powstały...

Scroll to top