uderz w stół, a odezwą się nożyce, obcęgi i piła łańcuchowa.

To tak w skrócie na okoliczność faktu, że ostatnimi czasy znów żaliłam się na głęboki bezsens prowadzenia blogusia, wyznawałam mu swoją niemoc, manifestowałam niechęć i ostentacyjnie pokazywałam, jak bardzo mi nie zależy.

Zgodnie z zasadą “mówisz – masz” jakiś tydzień temu, na skutek infekcji wirusowej na serwerze, blogusia Zazie wystrzeliło w kosmos. permanentnie. I na nic zdały się akcje ratunkowe webmasterów, czyszczenie, odkłaczanie i shoty cudownej energii. Blogusia coś żarło od środka i było już prawie pewne, że nic nie jest w stanie powstrzymać tej małej cyber-apokalipsy.

Kiedy cały ten majdan zniknął w przestworzach internetu, w pierwszym momencie poczułam ulgę:
– Aha, więc to znak, że to koniec. i dobrze, czas dorosnąć, ogarnąć się i zacząć realnie komunikować się z ludźmi, zamiast wypisywać jakieś farmazony do wszystkich i do nikogo zarazem…

Minął pierwszy, drugi, trzeci dzień bez blogusia…, a ja zaczęłam czuć się coraz bardziej nieswojo. Że jak to…, po tylu latach pisania, tak po prostu mam pozwolić mu odejść? Nie zdążyliśmy się nawet pożegnać. Nie podziękowałam mu za prawie 15 lat cierpliwego znoszenia moich humorów, mrzonek, ataków wściekłości i wrzasku, gorzkich żali i pretensji, a także pobożnych życzeń – czyli tego wszystkiego, czego nigdy nie wypowiadam wprost, unikam jak ognia w rozmowach z ludźmi, ukrywam podczas spotkań twarzą w twarz, nie mając odwagi obarczać kogokolwiek moim własnym syfem psychicznym. Owszem, przyznaję, czasem zdarza mi się wysłać komuś durnego niepotrzebnego smsa. O niczym. Próbuję, ale i tak nie potrafię niczego powiedzieć, a i ludzie – co zresztą oczywiste i zrozumiałe – nie mają ochoty, czasu, ani cierpliwości, by czekać aż coś konkretnego z siebie wydukam, nie mówiąc już o ciągnięciu mnie za język. Wszystkie te rozpaczliwe gesty są jak puszczanie donikąd papierowych samolotów.

Dlatego właśnie ten głupi blog jest mi potrzebny.
Kłamałam. Zawsze kłamię, gdy zależy mi zbyt mocno. Chcę go z powrotem. Nie mam nawet żadnej kopii tych wszystkich tekstów, zdjęć, komentarzy. Internecie, oddawaj bloga!
To nic, że ostatnio świeci pustkami i pewnie prócz kota z kulawą nogą nikt go nie odwiedza. Jest mój. I chyba tylko dzięki niemu jeszcze nie oszalałam.

Chcę go z powrotem! – walnęłam pięścią w stół. I zgodnie z zasadą, że jeśli powiesz rzeczywistości głośno i wyraźnie, czego tak naprawdę chcesz – to w końcu przedziwnym trafem dostaniesz swojego cukierka.

Dobry Pan z Internetu przyszedł, wziął i naprawił. Wyczyścił, wyleczył, odzyskał.
Dostałam bloga z powrotem. Ozdrowieńca potłuczonego i pokiereszowanego poważną chorobą.
Sami widzicie, że trochę się tutaj zmieniło i pewnie wiele czasu upłynie zanim zdołam to ogarnąć, bo nie jestem w najlepszej formie. Ale jestem. Tutaj.

Dzięki temu w codzienności nadal pozostanę niewidzialna, dając ludziom iluzję,
że dobrze wiedzą, co u mnie, choć przecież nigdy im tego nie opowiedziałam.

 

Moje długie listy – Tobie ofiarowane
Zawierają słowa – Nienajlżejsze
Może lepiej niech zostaną – Nieczytane
Teraz i tak to nic ci nie powie…

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

11 Comments

  1. Beata13 stycznia 2017

    Ja też jestem i czytam regularnie z moim czarnym Żakiem między nogami… Usadawia się do drapania oczywiście :)

    Odpowiedz
  2. mawa8 stycznia 2017

    Ja zawsze :)

    Odpowiedz
  3. Ana8 stycznia 2017

    Jestem, jestem, jestem! sprawdzam codziennie co u ciebie, chociaż wiem, że to dla ciebie niewiele znaczy, bo się nie znamy (wielka szkoda!). Ja również jestem bardzo samotna, ale z wyboru – i cieszę się tym. Dlaczego komunikacja z innymi, nad brakiem której tak ubolewasz, ma być czymś dobrym i pozytywnym? z reguły tylko frustruje i rozsierdza. Inni to piekło, jak wiadomo:)

    Odpowiedz
  4. Pau7 stycznia 2017

    Ja też jestem…

    Odpowiedz
  5. Anonim7 stycznia 2017

    Czekam zawsze. Uwielbiam czytać. Mam ogólny problem z komentowaniem i pisaniem czegokolwiek, nie wiem dlaczego, jakoś się boję, nie wiem czego. Szkoda tylko, że to ból, choroba, jest motorem dla Twojego pisania. Mam nadzieje, że kiedyś będzie w końcu lepiej. Ale nie opuszczaj bloga, szkoda by było bo masz wielki talent.
    Mam podobne problemy do Twoich, niestety nie wiem jak temu zaradzić.

    Pozdrawiam, Joanna

    Odpowiedz
  6. Iwonaw6 stycznia 2017

    Tez jestem od dawna.
    Ps. Lubię Melę Koteluk.

    Odpowiedz
  7. joanna6 stycznia 2017

    I ja jestem!!!

    Odpowiedz
  8. Margerytka6 stycznia 2017

    Cieszę się, że wróciłaś :)
    I owszem, czytam Cię i zaglądam.
    Od dawna

    Trzymaj się

    Odpowiedz
  9. Flo5 stycznia 2017

    I ja i ja!!

    Odpowiedz
  10. Aga R5 stycznia 2017

    Pies i kulawa noga jestem tu?

    Odpowiedz
  11. Nerwka5 stycznia 2017

    Dobrze, że wróciłaś i jesteś. :) Mogę i być psem z kulawą nogą jeśli chcesz. Tak czy siak jestem, czytam i jestem. :)
    Pozdrawiam ciepło!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top