Dziennik Pandemiczny

Sorry folks, ale nie mam dziś dla was koronawirusowych life-hacków, złotych myśli na czas zarazy ani stu pomysłów na to, jak kreatywnie i produktywnie spędzić domową kwarantannę rodzinną, wspólnie medytując, ćwicząc jogę, tkając makramy, odwiedzając wirtualne muzea, ucząc się języków obcych oraz programowania w pythonie, eksperymentując z nowymi smakami w kuchni czy grając z dziećmi w szachy i dyskutując na temat rynku kapitałowego w kontekście idei zero waste. Wybaczcie, ale ja odpadam.

Sądząc po tym, co dzieje się w internetach, mam wrażenie, że oprócz infekcji wirusem covid-19 całą populację dotknął naglę jakiś syndrom nadaktywności psychofizycznej. Świat się na chwilę zatrzymał, ale my nie! O nie! My nie możemy! Dalej, jazda! Trzeba coś robić, działać, kreować, realizować, dokonywać. Biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu, w ruchu wypoczywać! Nie zatrzymywać się, nie przestawać, cisnąć i przeć do przodu, pokonując siebie, pokonując innych, bo jesteś zwycięzcą i możesz, jeśli myślisz, że możesz. Bo wszystko zależy od ciebie, nie pozwól, by cokolwiek pokrzyżowało ci plany; by cię spowolniło lub zatrzymało; nie daj się, to ty tu rządzisz! Dasz radę, kochana, skoro ja daję radę, to ty też jesteś w stanie! Zróbmy to razem, byle tylko nie dać się złapać w sidła pojedynczości, złowrogiej ciszy czy krępującej autorefleksji.

Nie minęła jeszcze pierwsza doba “społecznej izolacji”, a na facebooku nastąpiło pospolite ruszenie i jak grzyby po deszczu zaczęły znikąd wyrastać live streamingi, które za główny cel postawiły sobie uchronić ludzkość od horror vacui i przekleństwa wolnego czasu – na zasadzie: róbmy cokolwiek, byleby tylko zapełnić tę ciszę i czasoprzestrzenną pustkę, która z dnia na dzień wyrosła nam pod stopami niczym głęboki rów tektoniczny, ziejący czarną otchłanią jądra Ziemi, które w każdej chwili może nas pożreć, przemielić i wypluć zupełnie innymi, obcymi i odmienionymi nie do poznania. Więc tak, róbmy wszystko, byleby tylko nie zapadła ta głucha cisza, która odarłaby nas ze złudzeń co do naszego życia i nas samych.

Pamiętajcie, że gdy skończą się pomysły na kreatywna kwarantannę, zawsze możecie wyjść na balkon z tamburynem i dodać otuchy sąsiadom, śpiewając dawne szlagiery, najlepiej coś z repertuaru Maryli Rodowicz, która po 3 dniach kwarantanny i jednym odwołanym koncercie nie ma już z czego opłacić czynszu i kupić chleba.

 

[…]

a przecież kupowałem w salonach sztuki
pudry mikstury maście
szminki na szlachetność
przykładałem do oczu marmur zieleń Veronesa

Mozartem nacierałem uszy
doskonaliłem nozdrza wonią starych książek

przed lustrem twarz odziedziczoną
worek gdzie fermentują dawne mięsa

żądze i grzechy średniowieczne
paleolityczny głód i strach

jabłko upada przy jabłoni
w łańcuch gatunków spięte ciało

tak to przegrałem turniej z twarzą

 

[Zbigniew Herbert, Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz]

Ciekawe? Podziel się!

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

4 Comments

  1. Katarzyna20 marca 2020

    Nic dodać nic ująć

    Odpowiedz
  2. Paulina20 marca 2020

    Prawda! A z drugiej strony cos “trzeba” robic, zeby nie popasc w marazm.

    Odpowiedz
  3. Anna20 marca 2020

    Bardzo prawdziwe…

    Odpowiedz
    1. Ola22 marca 2020

      Myśle, ze ta aktywność to nie tylko zagłuszanie, ale też wyraz podniecenia. Na zagłuszanie jeszcze przyjdzie czas, obawiam się. A teraz to jazda, przygodowo jest,chryja, ze szczyptą ryzyka do tego…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

Scroll to top
error: Content is protected !!