No ale co, Ty nie dasz rady? Przecież jesteś Polką!

 

W całej Polsce trwają protesty przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego, zakazującemu aborcji z powodu ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. Tysiące ludzi wyszło na ulice, bo zabrano im jedno z podstawowych praw człowieka, a mianowicie prawo do decydowania o własnym życiu. A skoro o nich mowa, to może warto przypomnieć, że prawa człowieka mają m.in. charakter przyrodzony, nienaruszalny i naturalny, a więc przysługują każdemu człowiekowi od chwili urodzenia (sic! powtórzmy: u r o d z e n i a, a nie poczęcia), istnieją niezależnie od władzy i nie mogą być przez nią dowolnie regulowane, a także obowiązują niezależnie od ich potwierdzenia przez władzę państwową. Polska podpisała Europejską Konwencję Praw Człowieka w 1991 roku, a w styczniu 1993 roku konwencja ta została ratyfikowana i weszła w życie na terytorium państwa polskiego.

No tak, ale moim zdaniem…

I teraz z wielu polskich kanap i spod ciepłych kocyków rozlegają się kobiece i męskie głosy: “No tak, no tak, ale moim zdaniem te protesty poszły w złym kierunku! Wrzaski na ulicach, że “PiS wypierdalać” i “Kaczyński ty chuju” to nie jest społeczna dyskusja na poziomie. Powinnyście raczej pisać petycje, zażalenia, apelować do światłych polskich umysłów, szukać poparcia i wpływowych osób z pierwszych stron gazet”

(informuję, że robiłyśmy to przez ostatnie 20 lat, czyli od czasów uchwalenia ustawy antyaborcyjnej w 1993 roku – jak widać bezskutecznie)

oraz:

“Ja oczywiście jestem przeciwna aborcji na życzenie. Nie wyobrażam sobie też aborcji w przypadku zespołu Downa, to są takie kochane dzieciaczki!  Ja co prawda mam dwoje zdrowych dzieci, ale gdyby się tak zdarzyło, że jednak by się okazało, to nie potrafiłabym usunąć. No ale rozumiem, że jakieś ciężkie wady i deformacje dzieciątka to inna sytuacja. I jak się bardzo chce usunąć, to niech będzie można”.

 

Czytam te internetowe dyskusje i tak sobie myślę, drodzy rodacy, że jak zwykle najmądrzejsi jesteście właśnie z kanapy, sprzed telewizora, zza komputera i pod ciepłym kocykiem z telefonem w dłoniach. I wtedy nagle, okazuje się, że – choć jeszcze niedawno byliście specjalistami mikrobiologii, epidemiologii i tenisa ziemnego – teraz nagle wszyscy jesteście absolwentami renomowanych i bardzo popularnych w Polsce kierunków – takich jak Zarządzanie Komunikacją Społeczną oraz Administrowanie Cudzą Płodnością Dzietnością i Życiem Seksualnym.

To nie jest twoja sprawa!

Spieszę wam donieść, drodzy specjaliści, że tu nie o to chodzi, co Wam się podoba lub nie podoba; co jesteście w stanie zaakceptować, a co już nie mieści w Waszym światopoglądzie; co sądzicie na temat posiadania lub nieposiadania dzieci, nieważne czy zdrowych, czy z zespołem Downa czy inną niepełnosprawnością. Otóż nie. To nie jest ankieta internetowa, sonda uliczna czy test korytarzowy. To jest życie, realne i namacalne życie innych ludzi.

I chodzi w nim o to, że to nie Wy – ani nikt inny – nie ma prawa decydować, czy ktoś ma zostać rodzicem, czy też nie: czy ma całkowicie poświęcić się wychowywaniu szóstki zdrowych, uśmiechniętych bobasów; czy może raczej jednego – w permanentnym stanie agonalnym, na stałe podłączonego do respiratora i żywionego pozajelitowo; a może wcale nie mieć dzieci i z radością robić karierę baletnicy, himalaisty czy zarzynać się w korporacji. Albo upijać się na smutno. Jak kto woli. Bo to kompletnie nie wasza sprawa. Tak jak to, z kim sypia i kogo kocha, czy wierzy w boga czy raczej W UFO. Nikt nie potrzebuje twojego pozwolenia, by żyć dokładnie tak, jak chce.

Jesteś przeciwko aborcji? To jej sobie nie rób.

A jeśli przyjaciółka pyta cię o radę, czy ma usunąć ciążę – odpowiadaj: “Moim zdaniem nie, bo ja uważam, że…”. Jeśli jesteś mężczyzną i Twoja partnerka oznajmia ci, że spodziewacie się dziecka – powiedz, jak bardzo jesteś szczęśliwy i że na pewno będziecie wspaniałą rodziną. Gratuluję!

Ale skąd w ogóle pomysł, że miałbyś decydować – albo w ogóle mieć jakiekolwiek zdanie – w kwestii cudzej prokreacji?! Tutaj naprawdę nikt cię nie pyta, czy Ty zgadzasz się, żeby Kowalscy mieli dwoje, troje lub żadnego dziecka. Ani tym bardziej, czy mają mieć dziecko z zespołem Downa, bezmózgowiem, rozszczepieniem kręgosłupa czy wytrzewieniem jelit! Twoje zdanie i wyznawany światopogląd nie mają najmniejszego znaczenia, bo nie ty będziesz się tym dzieckiem zajmował i nie ty poświęcisz mu całe swoje życie. Więc skąd w Tobie przekonania, że ktokolwiek o cokolwiek ciebie pyta i jest ciekawy twojej odpowiedzi?

Ciąża nie jest karą za seks

Jedynym i wystarczającym powodem powodem do aborcji jest bycie w ciąży, w której nie chce się być. I nie, uprawianie seksu nie jest równoznaczne z podjęciem decyzji o posiadaniu dziecka. Ciąża może być konsekwencją seksu, owszem, ale nie musi. Nie żyjemy w państwie wyznaniowym i nie uprawiamy seksu jedynie w celu prokreacji. Jeśli tak robią zagorzali katolicy, to niech robią, niech się rozmnażają ku chwale ojczyzny. Ale ja nie muszę. Ty nie musisz. Tamta pani też nie musi.
Ciąża nie może być “karą za seks” – zwłaszcza w państwie, gdzie edukacja seksualna praktycznie nie istnieje; na antykoncepcję trzeba “polować”, szukając lekarzy nie zasłaniających się klauzulą sumienia, zaś zdobycie pigułki “po” graniczy niemal z cudem.

Jeśli w ten sposób rząd i kościół chcą nas zmusić do dzietności, to niestety im się to nie uda. Po pierwsze: aborcja nie zniknie. Rozkwitnie w polskim podziemiu i tuż za granicami naszej ojczyzny. Lada chwila Polki zorientują się, że w ramach Unii Europejskiej przysługuje im prawo do EKUZ czyli Karty Europejskiego Ubezpieczenia Zdrowotnego, na mocy której otrzymają bezpłatną pomoc medyczną w państwowych placówkach Czech czy Niemiec. No chyba, że polski rząd wprowadzi zakaz wyjazdów dla ciężarnych, no to wtedy dupa. Choć w sumie do tego się właśnie sprowadzamy według polskiego rządu, do bycia dupą i inkubatorem, drogie panie.

Podziemie i turystyka aborcyjna to jedno. O wiele smutniejsze jest to, że za chwilę nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie ryzykował chęcią posiadania dzieci w Polsce. Przykładowo: mam 42 lata i dopiero teraz mogłabym być gotowa na dziecko. Tyle że wraz z wiekiem rośnie ryzyko komplikacji ciążowych i wystąpienia wad płodu. Nie zagram w tę rosyjską ruletkę. Podobnie jak dziesiątki tysięcy kobiet po czterdziestce, które dotąd myślały: “A jak się zdarzy, to będzie”. Otóż nie, nie będzie, bo od teraz ze strachu zrobimy wszystko, by się nie zdarzyło.

Czy ja nie chcę mieć dziecka z zespołem Downa?
Sorry, ale to nie jest Twoja sprawa.

Zmuszanie do heroizmu jest nieludzkie

Zresztą zespół Downa to tylko czubek góry lodowej, za którym tak chętnie chowają się obrońcy życia poczętego. Fakt, że dzieci z zespołem Downa są kochane, wrażliwe, czułe, ufne i pełne radości. Wyglądają naprawdę wzruszająco na bannerach pro-liferów i w propagandowych reportażach TVP. Nieco gorzej na zdjęciach prezentują się dzieci z bezmózgowiem czy innymi wadami letalnymi, które doprowadzą je do śmierci tuż po porodzie.

 

Punkty premium do zbawienia

Mówisz, że „Bóg tak chciał”. Zaraz, czekaj…
Ty mi mówisz, że TWÓJ bóg ma plan na MOJE życie i chce, żebym to JA niósł jakiś krzyż z opowieści o zmartwychwstałym trzydziestotrzylatku i cierpiał w ramach pokuty, w którą wierzysz TY? 

Wybacz, ale zmuszanie kogoś do heroizmu i poświęcenia własnego życia jest najgorszym rodzajem fanatyzmu:
“Ja co prawda nie muszę, bo miałam szczęście urodzić zdrowe dzieci, ale wiesz, kochana, nieurodzenie dziecka ze śmiertelnymi wadami to jest tylko i wyłącznie twoje wygodnictwo! To jest pójście na życiową łatwiznę! Dlatego fajnie by było, gdybyś to Ty, no bo ja już nie muszę, stała się tą cierpiącą matką-polką ze ssakiem, PEG’iem, pompą infuzyjną i respiratorem, patrzącą przez kolejne lata, jak każdego dnia twoje dziecko umiera.”  – O ile los nie będzie na tyle łaskawy, by humanitarnie zakończyć jego cierpienie zaraz po porodzie lub jeszcze w łonie kobiety.

Naprawdę uważacie, że skazanie dwóch istot – matki i dziecka – na niewyobrażalne cierpienie to jest ten szlachetny triumf życia, za który wasz bóg wynagrodzi wam w niebie? Dlaczego nabijacie sobie katolickie punkty premium kosztem innych? Co sami zrobicie dla tych ocalonych i cudem narodzonych dzieci?

Urodzisz, pochowasz i po sprawie!

Rozpoczniecie narodową akcję szycia becików na ich zdeformowane ciałka? A może czapeczek i opasek z kwiatkiem mających przysłonić  brak czaszki i rozlewający się mózg? A może wspólnymi siłami wybudujecie dla nich przytulne umieralnie – z kolorowymi ścianami, pełnymi postaci z bajek Disneya i dyżurującym 24/7 Doktorem Klaunem z nosem z czerwonej gąbki, żeby choć trochę osłodzić im tę agonię?

Na szczęście ich matki nie będą potrzebowały żadnej opieki czy wsparcia, bo przecież – jak powiedział poseł PiS, Bartłomiej Wróblewski, doktor nauk prawnych i konstytucjonalista, parafrazując: “Brakuje dowodów na to, że urodzenie dziecka, które umrze w męczarniach kilka godzin po porodzie ma negatywny wpływ na psychikę kobiety”.

No jasne, bo dawniej to kobita kucała w polu, rodziła dziecko i wracała do żniw czy kopania ziemniaków. A teraz to się wszystkie tak cackają ze sobą: że zdeformowane, że umrze, że coś tam. Też mi problem. Urodzisz, pochowasz i po sprawie! A za pół roku zrobisz sobie nowe, jak bóg ta, to może zdrowe. A może nie. No ale co, Ty nie dasz rady? Przecież jesteś Polką!

Może i dam radę, ale chcę mieć WYBÓR.

 

 

 

 

e-RECEPTĘ na pigułkę „dzień po” Ella One
wystawia przez internet lek. Jarosław Górnicki (konsultacja w cenie 1 PLN)

 

ROZWAŻASZ ABORCJĘ?   tu uzyskasz pomoc:  maszwybor.net

 

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
agniecha

Mocny tekst i zgadzam się ze wszystkim.

L

Ciężko jest określić coś tak nieludzkiego, jak sprowadzanie na świat niewyobrażalnego cierpienia dwóch lub więcej osób. Nie ma słów które opisują, jak bardzo trzeba być zadufanym w sobie, żeby narzucać innym swoje sumienie. Swoje wartości. Obce sobie cierpienie.
W imię czego?
Boga?
Bycia „człowiekiem”?
Czystego sumienia?
To nie mój Bóg.
Nie to mnie czyni ludzkim.
Nie moje sumienie.

Agnieszka

W poprzednim wpisie określiłam niewyobrażalnie trudną decyzję kobiety i mężczyzny jako heroiczną albo albo racjonalną. To nie tak, te dwie postawy to krańce, ekstrema. Należy nam się prawo do decyzji ludzkiej, zwyczajnej. Z czym jesteśmy gotowi się mierzyć, ile mamy sił i możliwości, na co pozwalają nam nasze przekonania, jaki wpływ nasza decyzja będzie miała na życie naszych bliskich. I nikomu poza nami nic do tego. Jeśli ktoś do tych dylematów zaprasza boga, to jego sprawa,

Agnieszka

Właśnie dowiedziałam się, że dotknęło mnie „zbydlęcenie”, choć jam już nie młoda ale protestuję (Ziemkiewicz oczywiście). Zbydlęcenie to jest właśnie to co jest fundowane kobietom, zapędzenie do wypełniania patologicznie pojętych funkcji biologicznych, bez wpływu na własne życie, bez możliwości podjęcia decyzji – heroicznej, albo racjonalnej. Jestem więc „agresywną kurewką”, wychowując dwie córki, kształcąc, pokazując świat na tyle, na ile potrafię. „Męczy mnie Polska, wisi mi krzyż”. Nie zdołacie mnie obrazić, tylko odwalcie się od moich córek, bo nie ręczę za siebie. Sorry Polsko.

Anka

W samo sedno. Dziękuję.

nie_ty

Amen.

Scroll to top
6
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x