bambosze apokalipsy

Kupiłam sobie kapcie na zimę, takie bambosze za kostkę, wyściełane misiem i powlekane domową stylówką starej kobiety ledwo powłóczącej nogami po skrzypiącej dębowej podłodze. I w rzeczywistości jest mi do niej bliżej niż dalej, bo raz, że jestem już niemłoda, a dwa: naprawdę ciężko szuram tymi płaskimi bochnami stóp, ale nie ze starości, tylko z otyłości. Nie było mnie tutaj na blogu od wielu, wielu miesięcy, więc nie mogliście, Drodzy Czytelnicy, śledzić na bieżąco mojego triumfalnego pochodu ku masie mutant, ale donoszę, że ją osiągnęłam. Ba! Ja ją nawet przekroczyłam. I to w wielkim stylu! No reasumując, bez zbędnego pierdolenia – ważę 110 kg.

Moja insulinoopornośc zerwała się ze smyczy i pobiegła samopas ku bezkresnym połaciom falującego tłuszczem ciała, a moja nerwica – intensywnie zasilana życiowymi perturbacjami i ciężką chorobą Kumoka – wespół z coraz poważniejszymi zaburzeniami odżywiania załatwiły resztę. Dzieło zniszczenia uważam za dokonane. Fizycznie czuję się fatalnie, wszystko mnie boli, chodzenie z nadbagażem 50 kilogramów jest dla moich stawów zabójcze. Oczywiście, że walczę, ale codzienne oglądanie siebie w lustrze to doświadczenie raczej z kategorii tych trudnych. Będąc wśród ludzi, obracam wszystko w żart, bo nie mam ochoty epatować swoim wewnętrznym przerażeniem, które – nie ukrywam – towarzyszy mi permanentnie, na zasadzie: kurwa, co ja z siebie zrobiłam, jak to teraz odkręcić?! Jasne że potrzebuję pomocy, ale na myśl o tym, że jacyś specjaliści z bożej łaski znów mieliby testować na mnie swoje osobliwe metody – szczególnie te polegające na wkładaniu mi przez nos rury do żołądka i głodzeniu mnie całymi tygodniami, aż do doprowadzenia do ciężkiej anemii z krwotokami z osłabienia i utratą połowy włosów – truchleję. Ot i problem.

Z rzeczy dobrych – mam fajną robotę, która mnie cieszy. Z rzeczy cudownych – Kumok żyje, leczenie onkologiczne działa. A do tego Marcin, Miszur, przyjaciele, dom, rośliny, kamienie i świece. Nie da się ukryć, że plusy po wielokroć przeważają nad minusami. I jak zwykle to ja jestem najsłabszym ogniwem tego szczerozłotego łańcucha życia.

 

 

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ewelina J.

Jesteś cholernie silna.

Ibex

Zazie, nie mam Instagrama ani Facebooka, dlatego pozwól, że napiszę tutaj. Chcę żebyś wiedziała, że bardzo mi przykro. Bardzo. Mój koniec świata nastąpił blisko pięć lat temu, wtedy mi napisałaś, że mnie przytulasz. Teraz ja przytulę Ciebie. I wiem dobrze, że nie będzie Ci łatwo, ale tak musi być. Ja jeszcze tego nie przepracowałam, nie potrafię oglądać zdjęć, filmów, a prochy nadal trzymam przy sobie. Ale pokochałam znowu, chociaż inaczej i z wiernością Miłości Mojego Życia. Ściskam Cię z ogromną sympatią i z nadzieją, że mimo wszystko, dasz radę.
PS Właśnie zobaczyłam, że Kumok urodziła się 18.01., to tak jak ja.

Felicja

Zazie, a keto? przecież dobrze ci szło!! Radziłaś mi braci Rodzeń, słucham, oglądam i pomału wdrażam. Porzuciłaś to, czy nie działa? Ja codziennie padam i się podnoszę, nie odpuszczę, choćbym miała pęknąć, walcz, jeszcze kawał życia przed tobą.

Niety

Kochana, coz Ci napisac, bardzo ci wspolczuje i kibicuje rownoczesnie.

Eo

Może zerknij na stronę na fb lekarze dla przedszkolakow lub Bracia Rodzeń – stosując ich metodę można schudnąć „bez cudów” i w sumie bez wysilku,polecam i pozdrawiam

teatralna

Zazie, osobiście znam dwa przypadki, moich znajomych, którzy poddali się operacji zmniejszenia żołądka. Obaj panowie wyglądają i czują się lepiej. jasne, że to nie koniec, że stała kontrola lekrska…etcetera ale w porównaniu do tego co było, to jest hajlajf normalnie. I można to zrobić na NFZ podobno. Ściskam i pozdrawiam

Hania

Polecam Hajnówkę do takiej operacji. Mają duże sukcesy w tej dziedzinie, ludzie z całej Polski tu zjeżdżają. A że to jednak Polska B to myślę, ze i kolejki nie takie duże. Choć teraz szpital zapakowany Covidem i migrantami.

Ola

I co mogę powiedzieć… Ściskam Cię, Zazie..

Joanna

Również ściskam.

Joanna

A jeśli mogę coś dodać z własnego doświadczenia związanego z otyłością.
Lata walki , hashimoto, insulinooporność, cukrzyca, nadciśnienie itd.,itp….
Marzec 2021 zdecydowałam się na operację u doktora Kaski w Gdańsku w chwili obecnej – 40 na wadze a + 1000 do samopoczucia a co najważniejsze nie czuję ciągłego głodu. Jednego czego żałuję to to, że tak póżno się zdecydowałam, tyle lat straconych… Serdecznie pozdrawiam.

ka

Zaglądam do Twojego bloga od lat, chyba od czasów Chustki, może wcześniej. Widzę w Tobie młodą kobietę błyskotliwą, piękną, zabawną, dobrą dla zwierzaków, kreatywną, ironiczną i co tylko jeszcze. Słowem – wyjątkową.
Ty tak chyba siebie nie widzisz.
Przypominam sobie Twoje próby z chudnięciem – te straszliwe płyny z papugą, rurki w nosie, pewnie też inne. Z góry skazane na niepowodzenie.
Nie wiem, co mogłabym Ci powiedzieć . Może tylko, że z czasem mija presja na wyglądanie tak, jak inni sobie chcą. Że akceptuje się fałdki, zmarszczki i inne niedoskonałości. Po prostu inne rzeczy stają się ważniejsze.
Nie ma obowiązku mieć rozmiaru 34, nie ma obowiązku katowania się chorymi dietami.
Teraz chyba jakiś sensowny lekarz, jakiś plan, ale realistyczny. Będę trzymać za Ciebie kciuki. Powodzenia.

Scroll to top
11
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x