Znajoma zapytała mnie dzisiaj, jak mi idzie to szumnie ogłaszane późną jesienią “wychodzenie z nory” i “odnawianie kontaktów międzyludzkich”. Najpierw nie wiedziałam, o co jej chodzi, ale potem przypomniałam sobie, że faktycznie było coś takiego.
To znaczy: miało być. Bo zaraz po pierwszych spotkaniach ze znajomymi – zachorowałam na covid, który na trzy tygodnie osadził mnie w domu.
Potem był kolejny zryw, i to nawet taki – rzekłabym – spektakularny, bo pewnego grudniowego poranka wyszłam z domu niby do pracy, potem na piwo, a wieczór niespodziewanie zakończyłam grupową wizytą w spa na “ladies night”, gdzie – tak jak stałam, tak się rozebrałam i całkiem nago w tłumie dzikich kobiet zażywałam łaziennych rozkoszy w saunach, basenach i jakuzach. Tak więc – jak sami widzicie – niezbadane są ścieżki, którymi podąża moja fobia społeczna…
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz