everybody clap your hands and sing with me!

Czyli – „fszyscy klaszczom, śpiewajom i robiom meksykańskom fale”. Właśnie tak. Pamiętacie Jerzego Połomskiego i jego nieśmiertelny hicior „Cała salaśpiewa z nami”? Do dziś funkcjonuje jako symbol biesiadnego kiczu i przaśnej masówki, których – rzecz jasna – unikamy jak ognia. A poza tymjakim prawem jakiś wypomadowany bubek w retro-peruce ma nam mówić, co mamy...

w cieniu milczącej większości

Coraz częściej przekonuję się, że w dzisiejszym świecie „światopogląd” jest towarem deficytowym. No dobra, nie mam zamiaru się nadymać i uderzać w wysokie tony, odstawiając dramat w trzech aktach pt. „O czasy, o obyczaje!” Dziwi mnie tylko, że moi rówieśnicy coraz rzadziej mówią własnym językiem, coraz częściej zasłaniają się wygodnym stwierdzeniem: „mnie to w...

to jest chyba… babaryba!

Jak to jest mieszkać w mieście, którego symbolem jestpół-baba/pół-ryba  oraz koszmarne gmaszysko będące „darem naroduradzieckiego dla narodu polskiego”?Odpowiem, że tak sobie. A już zupełnie niefajnie jest być warszawiekiemnp. w pociągu relacji Opole-Suwałki  albo krakowskiej knajpie naKazimierzu. Skąd wiem? Ano z doświadczenia.  I nie będę się rozpisywać, bo to co dzieje się w tym mieście ...

Scroll to top